Rzeczpospolita
12.08.00 Nr 188
A może warto przesłać ten tekst Państwa znajomym?

Adres odbiorcy (do):

Adres nadawcy (od):


LUSTRACJA

Służba Bezpieczeństwa usiłowała skompromitować lidera "Solidarności" i nie dopuścić do przyznania Pokojowej Nagrody Nobla

Prawdziwe oświadczenie Lecha Wałęsy

  • Opinie
    Komentarz: Lustracyjna prawda
  • - Nie żartujmy, to tchórzom można umarzać procesy. Ja walczyłem, a nie bawiłem się, dlatego nie ma mowy, żeby umarzać - komentował były prezydent wniosek Krzysztofa Kauby.

    FOT. MICHAŁ SADOWSKI

    Lech Wałęsa nie skłamał w oświadczeniu lustracyjnym - stwierdził Sąd Apelacyjny, odrzucając w ten sposób wniosek rzecznika interesu publicznego o umorzenie postępowania z powodu niemożności ustalenia stanu faktycznego. Zastępca rzecznika Krzysztof Kauba nie wyklucza, że odwoła się od tego wyroku.

    Przed Wydziałem Lustracyjnym Sądu Apelacyjnego ujawniono w piątek dokument Służby Bezpieczeństwa, według którego SB prowadziła działania mające na celu "fikcyjne przedłużenie o dziesięć lat działalności" agenta o kryptonimie Bolek, czyli Lecha Wałęsy. Ostatnie prawdziwe doniesienie o tym tajnym współpracowniku - jak zaznaczono w dokumencie - było z 1970 roku.

    Według owego dokumentu (czyli oświadczenia autorstwa starszego inspektora II Wydziału Biura Studiów SB z 1985 roku), aby skompromitować Wałęsę, w latach osiemdziesiątych Służba Bezpieczeństwa fabrykowała m.in. raporty i pokwitowania, podrabiając charakter pisma ówczesnego lidera "Solidarności".

    SB próbowała także przeszkodzić w otrzymaniu przez Lecha Wałęsę Nagrody Nobla. W tym celu do członków Komitetu Nagrody Nobla rozesłano ponoć podrobione donosy i pokwitowania z podpisem Wałęsy.

    Zeznający podczas zamkniętej części procesu były szef UOP Piotr Naimski (na zdjęciu), obecny doradca premiera Buzka, powiedział, że według jego oceny Lech Wałęsa był tajnym współpracownikiem SB o kryptonimie Bolek.

    FOT. MICHAŁ SADOWSKI

    Zdaniem autora oświadczenia działania te spełniły swoje zadanie w 1982 roku. Lider "Solidarności" otrzymał jednak nagrodę rok później.

    Wersje szefów UOP

    Zeznający wcześniej podczas zamkniętej części procesu były szef UOP Piotr Naimski (obecny doradca premiera Buzka) powiedział, że według jego oceny Lech Wałęsa był tajnym współpracownikiem SB o kryptonimie Bolek. Naimski zapewnił, że przy przygotowywaniu tzw. listy Macierewicza, na której znalazło się nazwisko Wałęsy, korzystano z oryginalnych dokumentów. Obecnie do sądu trafiły niemal wyłącznie kopie.

    Za zamkniętymi drzwiami sąd wysłuchał również zeznań innego eksszefa UOP - Gromosława Czempińskiego, wieloletniego oficera służb specjalnych PRL. Na pytanie dziennikarzy, czy jego zdaniem Lech Wałęsa był "Bolkiem", Czempiński odpowiedział: - Nie mam wątpliwości i dlatego tu jestem. Nie!

    Dowody pośrednie

    Zastępca rzecznika interesu publicznego Krzysztof Kauba domagał się przesłuchania jeszcze kilku świadków (osób biorących udział w 1992 roku w transporcie "teczki Bolka" z Gdańska do Warszawy), którzy znali treść dokumentów mających obciążać Wałęsę - m.in. Adama Hodysza. Sąd jednak odrzucił ten wniosek, twierdząc, że owi świadkowie nie wniosą do sprawy nic nowego.

    W końcowym wystąpieniu Kauba powiedział, że przy rozpatrywaniu spraw lustracyjnych nie są konieczne oryginały pokwitowań i zobowiązań do współpracy - za znaczące należy uważać także dowody pośrednie, a takimi są kopie. Zdaniem zastępcy rzecznika, po przesłuchaniu świadków jest pewne, iż sąd otrzymał kopie dokumentów autentycznych, a także nie podlega wątpliwości autentyzm dokumentu dotyczącego próby ponownego zwerbowania Wałęsy w 1978 roku, w którym jest mowa o tym, że były prezydent współpracował z SB w pierwszej połowie lat siedemdziesiątych.

    Umorzyć sprawę

    Krzysztof Kauba za wiarygodne uznał też zeznania osób z kierownictwa MSW, które przygotowywały "listę Macierewicza", gdyż mogły uznać, dysponując oryginałami dokumentów, że Lech Wałęsa współpracował z SB.

    Jednocześnie jednak zastępca rzecznika podkreślił, że on nie stawia byłemu prezydentowi zarzutu współpracy ze służbami specjalnymi, gdyż zgromadzone materiały nie dają podstaw do jednoznacznego rozstrzygnięcia, jak było naprawdę. Wystąpił więc z wnioskiem do sądu o umorzenie sprawy, tym bardziej że sędziowie oddalili jego wniosek o przesłuchanie kolejnych świadków. - Lech Wałęsa jest częścią historii Polski i jego godności nie naruszy umorzenie tej sprawy. Będzie jedynie oznaczało, że sprawa jest trudna, a materiały niejednoznaczne i niepełne - powiedział Kauba.

    Makulatura bez znaczenia

    Obrońcy Wałęsy kopie dokumentów zgromadzonych przez sąd nazwali "makulaturą nic nie znaczącą dla tego procesu". - W stosunku do laureata Nagrody Nobla i posiadacza ponad stu doktoratów honoris causa znajdują się jedynie kserokopie jakichś dokumentów. Czy Lech Wałęsa przystępowałby do kampanii, gdyby wiedział, że na niego jest jakiś papier? Przecież to rozsądny, mądry człowiek. Gdyby był na niego jakiś świstek, żyłby spokojnie i chodził na ryby - mówił adwokat Wałęsy, apelując, by sąd nie umarzał sprawy i uznał oświadczenie lustracyjne kandydata na prezydenta za prawdziwe. W podobnym duch mówił do dziennikarzy Lech Wałęsa. - Nie żartujmy, to tchórzom można umarzać procesy. Ja walczyłem, a nie bawiłem się, dlatego nie ma mowy, żeby umarzać - komentował były prezydent wniosek Krzysztofa Kauby.

    Oryginałów nie było

    Sąd podzielił opinię obrońców Wałęsy. Sędzia Paweł Rysiński (podobnie jak sędziowie orzekający w sprawie lustracyjnej Aleksandra Kwaśniewskiego) przypomniał, że - aby uznać kogoś za agenta służb specjalnych - jego współpraca musiałaby być tajna, świadoma i polegać na przekazywaniu informacji zdobytych drogą operacyjną oraz być związana z zainteresowaniami SB. - Samo wyrażenie zgody na współpracę nie wystarczy do stwierdzenia współpracy - mówił przewodniczący składu orzekającego. Uznał, że oprócz wypisu z rejestru Służby Bezpieczeństwa i trzeciorzędnych, budzących wątpliwości dokumentów nie ma żadnych innych dowodów, które wskazywałyby na to, iż Lech Wałęsa był tajnym współpracownikiem SB o kryptonimie Bolek. Rysiński powiedział, że choć zasada domniemania niewinności mogła być wystarczająca do uznania, iż Wałęsa złożył prawdziwe oświadczenie, to po przeprowadzeniu dochodzenia sąd uznał "z prawie całkowitą pewnością", że oryginały przedstawionych mu dokumentów nigdy nie istniały.

    Marcin Dominik Zdort

    OPINIE

    Ks. bp Tadeusz Pieronek

    Dobrze, że się nie zbrukał

    Szarganie tego nazwiska, symbolu "Solidarności", w taki sposób było z całą pewnością sprawą bardzo przykrą dla wszystkich Polaków. Lech Wałęsa jest symbolem tych zmian, jakie przeżyliśmy - zwycięstwa nad komunizmem. Dobrze, że to właśnie on nie zbrukał się tym, co dotknęło tak mocno wielu Polaków.

    Anna Walentynowicz, członek prezydium Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego w sierpniu 1980 roku

    Nie wskazał, gdzie skakał

    Oświadczenie Lecha Wałęsy, że nie współpracował ze służbami specjalnymi PRL to taka sama prawda jak to, że skakał przez płot, by dostać się podczas strajku w 1980 roku do stoczni. Niestety, do tej pory nie wskazał miejsca, w którym skakał. Dla Wałęsy prawdą jest to, co jest dla niego korzystne.

    Wiesław Walendziak, szef sztabu Krzaklewskiego

    Po ludzku się cieszymy

    Po ludzku bardzo się z tego cieszymy. Marian Krzaklewski solidaryzował się z Lechem Wałęsą i trzymał za niego kciuki. Podczas ostatniej wizyty w Gdańsku mówił, że ma pewność, iż wszystkie decyzje, które podejmował Lech Wałęsa były decyzjami suwerennymi i dzięki tym suwerennym decyzjom mamy w Polsce wolność i niepodległość. Lech Wałęsa, poza tym, że uczestniczy w sporze związanym z kampanią wyborczą, jest historycznym przywódcą "Solidarności", wpisanym na karty historii świata i Polski.

    Dariusz Szymczycha, rzecznik sztabu Kwaśniewskiego

    Przywraca honor nam wszystkim

    W skrytości ducha miałem nadzieję, że sąd uzna prawdziwość oświadczenia Lecha Wałęsy o braku współpracy z SB. To dobre postanowienie, bo ono w jakimś sensie przywraca honor nie tylko Lechowi Wałęsie, ale nam wszystkim. To postanowienie świadczy o tym, że w Polsce jest jeszcze zdrowy rozsądek, choć niektórym politykom oskarżającym Wałęsę o działalność agenturalną tego zdrowego rozsądku brakowało.

    Aleksander Hall, lider SKL

    Dobra dla Polski i "Solidarności"

    Decyzja Sądu Apelacyjnego jest dobra dla polskiej historii i dla wizerunku "Solidarności". Żadne inne orzeczenie nie zmieniałoby historycznych zasług Wałęsy, jako przywódcy "Solidarności", ale rzucałoby cień i pozostawiało niesmak. Lustracja jest potrzebna i przebiega prawidłowo, zwłaszcza jeśli chodzi o zachowanie Sądu Apelacyjnego, choć niepokoją mnie przecieki z UOP czy z urzędu rzecznika interesu publicznego. (PAP), MDZ

    KOMENTARZ

    Lustracyjna prawda

    Historyczny przywódca "Solidarności" i pierwszy wybrany w wyborach powszechnych prezydent III RP oraz obecnie urzędujący zostali zlustrowani. Kraj się nie zawalił, demokracja w Polsce również. Katastroficzne przepowiednie nie spełniły się. Czego to dowodzi?

    Po pierwsze tego, że państwo potrafiło stworzyć procedury prawne dające szansę oczyszczenia się z zarzutów ludziom oskarżanym o współpracę z policją polityczną PRL. Po drugie, że to nie kilku byłych esbeków decydowało o dobrym imieniu lustrowanych, ale niezależny sąd zgodnie z ustawami i na podstawie wszelkich możliwych dowodów oraz zgodnie z własnym sumieniem. To jest różnica.

    Przy okazji lustracji Aleksandra Kwaśniewskiego i Lecha Wałęsy po raz kolejny usłyszeliśmy o działaniach policji politycznej w Polsce przed 1989 rokiem, a także o jej stosunku do dwóch czołowych dzisiaj polityków, liderów Polski posierpniowej i Polski postkomunistycznej. Na początku lat osiemdziesiątych "opiekun prasy młodzieżowej" z ramienia Ministerstwa Spraw Wewnętrznych odbywał rutynowe rozmowy w gabinecie redaktora naczelnego Aleksandra Kwaśniewskiego. W 1982 roku SB przeszkodziła w przyznaniu Pokojowej Nagrody Nobla Lechowi Wałęsie - który został w tym właśnie roku do niej zgłoszony - m.in. poprzez przesłanie ambasadorowi Norwegii w Polsce podrobionych donosów Wałęsy i pokwitowań za nie. To też jest różnica, o której nie można zapominać. Dla wielu, szczególnie młodych, poznanie tej prawdy o PRL stało się możliwe dzięki procesom lustracyjnym. To też jest argument za lustracją.

    Krzysztof Gottesman


    | Bez polskich znaków |

    | Dzisiejsze wydanie | Z ostatniej chwili | Archiwa | Serwis Prawny | Serwis Ekonomiczny | Spis treści | Ogłoszenia
    | Regiony | Początek | Księgarnia | Galeria | Instytucje, urzędy | Rzeczpospolita | Zespół | Poczta | Prenumerata | Klub | Reklama

    © Copyright by Presspublica Sp. z o.o.