Kinofilia
 
PIOTR WIWCZAREK
   Horror, wojna i seks – tego w kinie szuka PIOTR „PETER” WIWCZAREK, lider deathmetalowej grupy Vader. Ale w domu ogląda „Na dobre i na złe”.
 
FILM: Nazwa twojego zespołu kojarzy się z „Gwiezdnymi wojnami”, a muzyka, którą gracie – z ciemną stroną mocy.

Piotr Wiwczarek: Przeszedłem na Ciemną Stronę dokładnie 22 lata temu. Oczywiście, „Star Wars” zrobiły na mnie wielkie wrażenie, ale po obejrzeniu pierwszej części, czyli epizodu czwartego, nie miałem pojęcia, że za jakiś czas stanę na czele Vadera. Nazwę przyjęliśmy w 83 roku.

F: Lucas nie groził procesem o naruszenie praw autorskich?

PW: Niby dlaczego? To nie jest nazwa zastrzeżona. „Vader” to w kilku językach po prostu „ojciec”. A tak się składa, że i my jesteśmy swego rodzaju „ojcami” polskiej muzyki ekstremalnej. Ale, oczywiście, to Darth Vader był naszą inspiracją: postać tajemnicza, brutalna, pełna mroku, inteligentna, zgorzkniała, ale czasem romantyczna. Zupełnie jak muzyka, którą gramy.

F: Lubisz „diabelskie kino”?

PW: Pewnie, że lubię. Zarówno to efektowne, np. „Constantine” Francisa Lawrence’a, jak i to działające na wyobraźnię: „Armia Boga”, „Adwokat diabła”, „Omen” czy „Dziecko Rosemary”. Szatan i jego bunt inspiruje mnie od lat. Najciekawszy jest stosunek ludzi do diabła i tego, co symbolizuje.

WIĘCEJ NA TEN TEMAT PRZECZYTACIE W LISTOPADOWYM NUMERZE FILMU