Otwarcie wystawy „»Z największą brutalnością...«. Zbrodnie Wehrmachtu w Polsce, wrzesień – październik 1939 r.” – Warszawa

Wystąpienie Prezesa IPN prof. Leona Kieresa

Szanowni Państwo!

Po każdym konflikcie zbrojnym mamy do czynienia ze stroną zwycięską i zwyciężoną. Totalny charakter II wojny światowej wysunął na pierwszy plan inny podział: na sprawców zbrodni i ofiary. Zwyciężeni, zwłaszcza Niemcy i Austriacy, musieli pogodzić się nie tylko z klęską, ale także ze znamieniem narodów zbrodniarzy. Choć bowiem, co oczywiste, nie każdy Niemiec czy Austriak był winny zbrodni wojennych, trudno znaleźć świadectwa masowego oporu wobec postępowania niemieckich wojsk na terenach podbitych.

Decyzją Hitlera za przeciwnika Niemiec uznane zostało nie tylko Wojsko Polskie, ale całe terytorium, infrastruktura i ludność polskiego państwa. Zalecenie, aby postępować w Polsce z największą brutalnością nie spotkało się ze sprzeciwami tych, którzy mieli decyzje wodza realizować - najwyższej klasy sztabowców niemieckich. W ten sposób celem niecywilizowanej agresji stali się przede wszystkim obywatele Polski, bez względu na płeć czy wiek. Mężczyźni, kobiety i dzieci. Polacy, Żydzi, Ukraińcy i Białorusini.

Wykonując powstałe w sztabach plany, pozornie cywilizowani i kulturalni, aczkolwiek doskonale wyszkoleni niemieccy żołnierze przekraczali polską granicę z wpajanym im bez żadnej trudności przez kłamliwą propagandę przekonaniem, iż oto znaleźli się w kraju ludzi rzekomo zacofanych i prymitywnych. Prowadziło to ich do przekonania, że na zajmowanych terytoriach nie obowiązują żadne normy prawne ani etyczne; że nie ma potrzeby mieć wzgląd na podniosłe „Dziesięć przykazań niemieckiego żołnierza”.

Jeśli można mieć wątpliwości, co do dobrej znajomości prawa międzynarodowego wśród szeregowych żołnierzy Wehrmachtu, to z pewnością nie ma to zastosowania do kadry oficerskiej. A mimo to nie było bodaj jednego paragrafu prawa narodów dotyczącego wojny, którego by w Polsce Wehrmacht nie pogwałcił. Pod byle pretekstem lub zupełnie bez powodu mordowano cywilów, bombardowano szpitale, ostrzeliwano uchodźców na drogach, rozstrzeliwano poddających się żołnierzy Wojska Polskiego, dobijano rannych na polu walki. W okresie sprawowania przez Wehrmacht administracji na zajmowanych ziemiach Polski, od 1 września do 25 października 1939 roku, doszło - wedle bardzo ostrożnych szacunków - do zamordowania ponad 16 tysięcy obywateli Rzeczypospolitej.

Tej historii nie można napisać na nowo, jak to usiłują czynić niektórzy historycy, publicyści i politycy za naszą zachodnią granicą. Nie można tragedią niemieckich mężczyzn, kobiet i dzieci zasłonić oraz zniekształcić owej pierwotnej polskiej tragedii, zbrodni zupełnie nieporównywalnej z tym, co stało się z Niemcami po klęsce systemu, który tak był im bliski. Nic bowiem nie usprawiedliwi bombardowań obiektów cywilnych, brutalnych wypędzeń - użyjmy tego zawłaszczonego słowa - setek tysięcy Polaków z ziem wcielonych do Rzeszy, wypędzeń i najokrutniejszych mordów na Polakach z Zamojszczyzny, zbrodni popełnionych na powstańcach Warszawy. Tę listę krzywd i zbrodni można ciągnąć bardzo długo.

Inną próbą manipulacji historią była słynna wystawa hamburskiego Instytutu Badań Społecznych o zbrodniach Wehrmachtu w latach 1941–1944. Wiele środowisk w Niemczech uznało tę ekspozycję za szarganie świętości i zamach na dobre imię niemieckiego żołnierza. Okazało się, że w niemieckiej pamięci historycznej dominuje stereotyp, według którego zbrodnie popełniali członkowie SS i funkcjonariusze formacji policyjnych, natomiast wojskowi walczyli przestrzegając prawa wojennego. Podważając ów stereotyp, wystawa ta przyczyniła się do utrwalenia innego fałszywego mitu, jakoby działania Wehrmachtu nabrały zbrodniczego charakteru dopiero po ataku na Związek Sowiecki.
Trzeba wspomnieć, iż były wśród niemieckich żołnierzy osoby odznaczające się prawdziwą rycerskością. Za przykład niech posłuży postać majora Rudolfa Langhäusera, który bezskutecznie usiłował ratować życie 182 polskich cywilów, osadzonych w więzieniu w Lublińcu. My o takich postawach pamiętamy, o nich też będziemy dawać świadectwo.

Nie wszystkie zbrodnie II Wojny Światowej zostały jeszcze gruntownie zbadane. Instytut Pamięci Narodowej - Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu ma obowiązek kontynuować wysiłki na tej drodze. Będziemy się starać czynić to w sposób rzetelny i jak najbardziej obiektywny, gdzie Niemiec, Polak, Żyd, Rosjanin, Białorusin czy Ukrainiec nie będzie miał jako obiekt badania historycznego żadnych przywilejów, wynikających z przyczyn pozamerytorycznych. Gdzie zabójstwo będzie zabójstwem, zdrada zdradą, a człowieczeństwo człowieczeństwem. Dlatego też stoimy na stanowisku, że tylko wtedy można rozliczyć się z przeszłością i doprowadzić do pojednania, gdy zerwie się z kulturą historyczną pełną różnych tabu, gdzie próbuje się zawęzić krąg sprawców zbrodni, gdzie toleruje się szkodliwe działania mentalnych potomków zbrodniarzy, gdzie przeprasza się ogólnie za zbrodnie, ale jednocześnie stara się nie dopuścić do tego, co jest jednym z kluczy zrozumienia przeszłości - do mówienia o szczegółach konkretnych przypadków zbrodni. Takiemu podejściu do historii należy się zdecydowanie sprzeciwić.

Chcielibyśmy, by prawda o zbrodniach Wehrmachtu popełnionych w Polsce we wrześniu 1939 r. i później, dotarła nie tylko do niemieckich elit, ale i do zwykłych Niemców. Temu ma też służyć nasza wystawa, która będzie prezentowana także u naszego zachodniego sąsiada. Wynika to z naszego przekonania, że przyjaźń i zrozumienie między naszymi narodami wymagają uznania pełnej prawdy o przeszłości. Tym bardziej cieszy nas, że partnerem IPN w przygotowaniu wystawy o zbrodniach Wehrmachtu w Polsce został Niemiecki Instytut Historyczny w Warszawie.

03.09.04


powrót