Moje życie z Pink Floyd


Zacząłem jak wielu – stanąłem z rozdziawiona gębą pod Ścianą.

Zachwyt. Nie zachwyt. Zachłyśnięcie się. Właściwie nie płytą. Filmem.

Obejrzana na pół stojąco kaseta, kopia podróbki kopii.

Nastoletnie wypieki, ścisk w gardle i pięści zaciskające się w rytm marszu młotów.

Mimo beznadziejnej jakości obrazu i dźwięku, zrozumiałem. Dobrze zrozumiałem, o co chodzi, dlaczego powstał, urósł i rozpadł się mur.

Ciekawe, niedawno, po latach niewidzenia, przysiadłem do filmu i po skupionym dotarciu do końca uświadomiłem sobie, że teraz rozumiem go inaczej.

Dojrzalej? Nie wiem. Inaczej, po prostu.

No, dobrze, ale muzyka. O niej ma być.

Wtedy, w błyszczących makijażem latach osiemdziesiątych, ostre riffy „The Wall”, wydawały się właśnie tym, czego młody, prawidłowo rozwijający się, człowiek potrzebuje do kontestacji.

Była to muzyka wystarczająco ostra, by zaspokoić moją potrzebę buntu.

Ale co ja wtedy wiedziałem o Pink Floyd.

Kiedy wszedłem głębiej w czas, ujrzałem „błyszczący diament”, usłyszałem bicie atomowego serca matki, gdzieś pośród pośród ech, w głębi serca, choć lubiłem trochę ten snobizm na PF, miałem to za takie niegroźne przynudzanie. Zaś „The Piper at the Gates of Dawn” albo „A Saucerful of Secrets” to była jakaś archeologia pradziejowa z brzmieniami pocztówek dźwiękowych i sal przygotowanych do przemówień towarzysza “Wiesława”.

Nie, tego się nie nosiło. Nie słuchało się tego.

Tamta epoka (i ja w niej) lubiła ostrzej, gwałtowniej i głośniej.

Zanurzyłem się w nowych dźwiękach i pierwsza miłość była już tylko zakurzonym wspomnieniem na wyższej półce.

A potem stałem się dorosły.

Studia. Praca. Pozy, kłamstwa i przerost kariery nad treścią.

Wtedy spadła mi na ręce płyta z pryzmatem na okładce. Nie to, żebym tego nie znał, ale, hmm, to nie jest muzyka dla nastolatków i pęczniejącej hormonalnie niewinności.

Trzeba poznać chociaż trochę z tego króliczego pędu i siły pieniędzy, przywitać się z maszyną, by móc stanąć twarzą w twarz z mroczną stroną.

Już wiem, że „Dark Side of the Moon” to najlepsza muzyka na świecie, bo to nie tylko dobre kompozycje.

Ta muzyka toczy się jak życie, gorzkim, wcale nie tak szybkim rytmem.

Jak życie, muzyka trwa o wiele za krótko, byśmy zdążyli zrozumieć.

Kiedy się kończy możesz już tylko zapalić cygaro i pomyśleć:

Chciałbym żebyś tu był chłopaku z wypiekami na twarzy, któremu burzy się krew od muzyki i zamierza zmierzyć się z murem.
komentarze (17)SkomentujJeżeli na tej stronie widzisz błąd, .
  1. Ooooo! Ale fajne!

    To ja widać kilka lat starszy, bo jak raz zaczynałem od Ciemnej Strony. A dyskografię w trójce zasuwali o 19:30 w soboty po jednej stronie płyty na tydzień. Się nagrywało dyskografię. Czujesz panikę, bo albo światło wyłączyli, albo jakiś spadek jakości odbioru. Pedziłem kiedyś na drugi koniec Konina z magnetem do kumpla, bo u nas wyłączyli prąd a u niego nie. Ale jak dobiegłem, a było z 10 minut do nagrywania, u niego wyłączyli a u mnie włączyli. To obaj biegiem do mnie z tym moim magnetem, bo on miał zepsuty akurat. I zdążyliśmy, a muszę dodać ,że magnet nie był kaseciak!
    Umma Gumma to chyba była, więc warto było pobiegać.
    Cholerny 20 stopień zasilania.

  2. A jeszcze taka kultowa zapowiedź po rusku.

    Tiepier budziet igratć kamanda Pinka Fłojda!

  3. To po czesku było "skupina Pinka Floyda"


    ;-)

    2007-05-24 14:02miras2.01301294Słowo na dzień powszedniwww.komentarz.salon24.pl
  4. Hello Miras! jest tam kto?

    dzięki za fajny klimat! czy my się starzejemy na serio? bo jak słucham tego co dziś ludzie "komponują", to, jak sobie u Leskiego wspominaliśmy, mam wrażenie że "nic nie ma w tej telewizji!"

    The Wall, nagrywałem z radia stereo, Jubilat się nazywało, ale magneciak był mono - ZK 140T, ale co tam, słuchało się jak jakiegoś mistycznego proroczego nabożeństwa, zwłaszcza że to było jeszcze przed Sierpniem przecież!

    prawdziwe dzieła są ponadczasowe, więc pozdro zasyłam od takoż na Pinku Floydzie wychowanego :-)

  5. Adam@Tezeusz


    Czy się starzejemy? Od urodzenia.

    Żeby tylko pamięć nie zawodziła.

    2007-05-24 14:47miras2.01301294Słowo na dzień powszedniwww.komentarz.salon24.pl
  6. @Miras

    co do starzenia się to moją ulubioną definicją jest ta, która mówi, że zaczynamy się starzeć od momentu, gdy więcej czasu spędzamy na wspominaniu niż na planowaniu, i ja bym się tego wolał trzymać, na przekór biologii

    Pozdro :-)

  7. A@T to ja planuję...


    ...powspominać sobie.

    2007-05-24 15:12miras2.01301294Słowo na dzień powszedniwww.komentarz.salon24.pl
  8. Ha!

    U mnie był najpierw Shine On... w Trójce a potem dzikie poszukiwania całej płyty. Ale jedyne, co pamiętałem, to fakt, że kawałek miał kilkanaście minut, grał Pink Floyd a w tytule było coś na literę S. No i znalazłem - Saucerful Of Secrets! :-) I Animals (Dogs - na S!).

    Ale przez przypadek to te płyty na mnie wywarły wpływ. Przez lata _moje_ PF to było to wcześniejsze z Barrettem. I to bez niego, ale tak gdzieś do czasów Meddle. Uwielbiałem Ummagummę, z ogniem w oczach polowałem na ich pierwsze single - to chyba w kupie na Relics wyszło dopiero.
    No i Animals. Na dzień dzisiejszy chyba najlepsza ich płyta. The Wall nie lubię. Jest tam trochę fajnych kawałków, ale w całości jest zbyt pompatyczne.

    Dark Side, czy Wish You Were Here to kamienie milowe i zawsze z radością ich posłucham, ale tak naprawdę to serce mi drży przy Gnomie, Julii, Narrow Way czy Arnoldzie.

    A jak się za bardzo cieszę to sobie puszczam Dogs i jest pozamiatane.

    pzdr

    Fajnie tak pomarudzić o starych czasach, potem na ławeczkę do parku, porównać odcinki renty z kolegami z partyzantki, ech...

    The memories of a man in his old age
    Are the deeds of a man in his prime.
    You shuffle in gloom of the sickroom
    And talk to yourself as you die.

    2007-05-24 15:22Futrzak+261666Fur Fox Sake! [ost. Futrzak się drapie...]www.futrzak.salon24.pl
  9. Pink Floyd w pigułce, no no

    U mnie czas, cygara, królik i pieniądze też kiedyś przyszedł, ale w innej kolejności. Najpierw było Marillion, z czytanymi w radiu przez Tomasza Beksińskiego o ciepłych wilgotnych kręgach czy cukrowej wacie oraz odpisywane od kolegów ,,czy pamiętasz taniec w baletkach na śniegu, czyż nie złamałem ci serca?''. Pink Floyd przyszło później, z całym bogactwem. A Dark Side lubię, podobnie jak sporo innych płyt z mojego rocznika ;)
    (Camel-Camel, Genesis - Selling England by the Pound, Yes - Tales from Topographic Oceans).

    Czas się zmienia, ale pewne rzeczy zostają, wczoraj na krakowskim koncercie Marillion, przy niektórych starszych utworach czuło się na plecach te same stare mrówki.

  10. @autor

    a pamiętasz "careful with that axe, Eugene" ?

    2007-05-24 16:24JSikorski014
  11. drobna korekta

    "Przywitać się z maszyns pochodzi z" Wish You Were Here" a nie z "Dark Side.."Pewnie ktoś juz o tym napisał.To tylko drobny szczegół.Pozdrowiena z zalanego Lublina

  12. @ Jarecki

    Dyskografię Floydów puszczał Kaczkowski w Muzycznej poczcie UKFu, w każdą środę o 17:15. To był święty czas. Później poleciał Led Zeppelin, Beatlesi. Taśma Stilonu, ZK-145 i... wyłaczona lodowka. Radio było źle ekranowane i trzeszczało jak lodówce zachciało się właczyć. Palec na guziorze od nagrywania.

    Floydowego zajoba dostałem, gdy u kumpla usłyszałem płytę Wish You Were Here. Shine On You Crazy Diamond zwaliło mnie z nóg. Co więcej to jest zajob dziedziczny. Moja córka zna dyskografię Floydów na pamięć. Kiedyś w liceum, jej nauczyciel historii nieopatrznie baknął o Floydach. Cos w guscie czy jeszcz ktoś tego słucha. Wyszedł z opadniętą szczęką.

    No i koncety. "In the Flesh" Watersa to jeden z lepszych, jesli nie najlepszy koncet rockowy jaki widziałem na DVD. Koncert Gilmoura w Stoczni był miodzio. Bardzo fajne uczucie gdy wkoło kilkudziesięsiąt tysięcy fanów, od małolatów po emerytów.

  13. Pink Floyd

    "Shine On Your Crazy Diamond" (Part One) ostatnio słyszałem w radiowej "Trójce" dwa razy: w czasie ostatnich chwil życia Jana Pawła II i po wybuchu metanu w "Halembie". Trochę to przykre, że tak wspaniały utwór nadawany jest tylko podczas żałoby. Może doczekamy się dnia Pink Floyd w "Trójce" i wtedy posłuchamy
    "Shine ..." w weselszych okolicznościach.
    Pamiętam moje pierwsze spotkanie z "The Wall". Mój starszy brat miał nagraną audycję Piotra Kaczkowskiego, który opisywał swoje wrażenia z kinowej projekcji filmu "The Wall" w reżyserii Alana Parkera. Pamiętam do dziś, jak powiedział, że był jedynym widzem w kinie. Kaczkowski opowiadał, co się działo na ekranie, a w tle słuchać było muzykę. Dopiero znacznie później wysłuchałem płyty w całości.
    Roger Waters zagrał świetny koncert "The Wall in Berlin" po rozebraniu muru berlińskiego.
    Lecz gdzie są niegdysiejsze śniegi? (to nie Pink Floyd, to François Villon).
    Pozdrawiam.

  14. Sorki, że off-topic

    Fajna inicjatywa

    http://kurakator.salon24.pl/index.html

    2007-05-24 19:30Futrzak+261666Fur Fox Sake! [ost. Futrzak się drapie...]www.futrzak.salon24.pl
  15. Pewnie znacie

    http://video.google.com/videoplay?docid=7667000257414927973&q;=pink+floyd

    Pewnie znacie tą ciekawostkę ale na wszelaki słuciaj wklejam

  16. JSikorski, pamiętam


    :-)

    2007-05-25 09:00miras2.01301294Słowo na dzień powszedniwww.komentarz.salon24.pl
  17. Luna, wiedziałem o tym


    To nie błąd. Po prostu mi to w tym miejscu pasowało, a to, co napisałem nie jest ścisłym, kronikarskim zapisem.

    2007-05-25 09:01miras2.01301294Słowo na dzień powszedniwww.komentarz.salon24.pl
piszę, bo muszę




archiwum postów »

PnWtŚrCzPtSoNd
      1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031     

polecam blogi »

Artur M.NicpońCo tam, Panie, w polityce?
stvorekProsto z kosmostu
VenissaProsto z uczty u Platona
Henryka GnomackaPrawa Mańka
RybitzkyPiS&Love;!
Jacek JareckiBlog Jacka Jareckiego
OutsiderNa krawędzi
D.K.G.Na granicy właściwego dyskursu
karlinimpertynator
FoxxFoxx News
Michał TyrpaMemento mori..
SędziaIV instancja
@ w czerwonymCzerwoni pochodzą od Małpy?
Marta Wawrzynsalon krakowski - 27.07 imprezujemy!
MariuszM"nic to"
Adam @TezeuszWalczący z Minotaurami
IgłaKozak wolny - Tymotej M. Melechow
tad9Perły przed Wieprze
redshiftEkologizm nie przejdzie