Plan Poznania
Zobacz: Wszystkie | Następny

W gimnazjum Bergera

Dawny budynek gimnazjum Bergera należał do najnowocześniejszych w Europie. Była w nim m.in. pierwsza w Poznaniu sala gimnastyczna.

Dzisiejszy gmach poznańskiej Politechniki przy ulicy Strzeleckiej w niczym nie przypomina już budynku ufundowanego przez Gotthilf Bergera - Niemca, społecznika i darczyńcy miasta Poznania.

Zemstą komunizmu określają poznaniacy to co po wojnie zrobiono z budynkiem gimnazjum. Z neoromańskiej budowli został tylko obrys i fundamenty. Dziś na tyłach Kupca Poznańskiego funkcjonuje tu Politechnika Poznańska. Gotthilf Berger (1794-1874) Niemiec. Przedsiębiorca handlu drzewem, radca miejski, poseł na sejm pruski. Wielki filantrop - fundator szkoły realnej i domu starców.

Gimnazjum im. Bergera, bo taką nosiło nazwę - było uznawane w XIX wieku za jedną z najlepiej zorganizowanych i wyposażonych szkół w Europie.

Rodzinny spadek

Gotthilf Berger - niezwykle przedsiębiorczy Niemiec który potrafił wyciągnąć z upadku swoja rodzinę (czytaj u dołu ,,Ze wspomnień Marcelego Mottego) zebrał w dojrzałych latach swojego życia pokaźny kapitał. Szczęśliwie żonaty z panią Treppmacher nie miał szczęścia w dzieciach. Nie mając komu zapisać majątku zaczął się udzielać jako społecznik.

Najpierw w 1853 roku przy ulicy Wrocławskiej powstała Szkoła Realna. Niemały wkład w jej utworzenie obok G. Bergera miał Edward Raczyński. Jednak to ten pierwszy wespół z Hipolitem Cegielskim byli realizatorami zamierzenia. W szkole niższej obok niemieckich powstały klasy polskie, a połowa nauczycieli wywodziła się od Piasta. To był jednak dopiero początek sponsoringu Bergera.

Pieniądze na gmach

W 1861 roku G. Berger podarował miastu 50 tysięcy talarów na budowę nowego gmachu dla szkoły realnej. Jej budowę przy Strzeleckiej rozpoczęto rok później. W dokumencie darowizny podkreślono, że szkoła ta będzie przyjmować uczniów bez względu na narodowość i wyznanie. W 1865 roku do gmachu w neoromańskim stylu weszli pierwsi uczniowie.

Do ich dyspozycji oddano pierwszą w Poznaniu salę gimnastyczną, kilkadziesiąt sal lekcyjnych, trzy laboratoria. Tuz przed śmiercią w 1874 roku Berger zapisał miastu kolejne 150 tysięcy talarów. Z tych pieniędzy stworzono między innymi przytułek dla starców.

Uczniowskie wybryki

Zbigniew Zakrzewski opisując Poznań międzywojenny zajrzał i za mury gimnazjum przy Strzeleckiej To jego przekazowi zawdzięczamy opisy figli jakich dopuszczał się syn Dowbora Muśnickiego (komendanta Powstania Wielkopolskiego - przyp. red) Udziałem Giedymina były miedzy innymi atramentowe pułapki na nauczycieli, wzywanie policji do ich mieszkań pod pozorem grasującej w nich szajki złodziei, dawanie anonsów do gazety w których jeden z nauczycieli ogłaszał iż zbiera panny do kółka tańca (miał on bardzo zazdrosną żonę) czy wreszcie ukrywania stada gołębi pod nauczycielskim pulpitem. Ich wyłapywanie skutecznie zawalało każdą lekcję.

Młodych ludzi z fantazją było w Bergerze mnóstwo i to im szkoła zawdzięczała miedzy innymi sukcesy sportowe.

Czarna trzynastka

,,Znowu wygrali'', ,,Poznaniacy mistrzami Rzeczpospolitej'', ,,Wspaniałe zwycięstwo'' To tylko niektóre tytuły gazet obrazujące dokonania poznańskiego AZS-u wywodzącego się z harcerskiej czarnej trzynastki - zespołu od którego zaczęła się historia koszykówki nad Wisłą. Jeśli dodać, że przez całe dwudziestolecie międzywojenne zespół wychowany w murach gimnazjum święcił tryumfy to co tu można ująć? Wiedział co robi imć Berger stawiając przy Strzeleckiej pierwszą salę gimnastyczną w Poznaniu. Wiedzieli co robią poznaniacy stawiając na kosza.

Historia Czarnej trzynastki zaczęła się od przyjazdu niejakiego Wąsowskiego z Ameryki. To on przy pomocy tutejszego nauczyciela WF-u przeszczepił ją na nasz grunt.

Owoc tego ziarna był wspaniały. Do wybuchu II wojny światowej poznańscy gimnazjaliści albo zdobywali mistrzostwo, albo byli wicemistrzami. A teraz? Szkoda gadać.

Poznań nie zapomniał o swym darczyńcy i obecnie jeden z placów na Wildzie nosi imię Bergera.

Podźwignęli się z upadku Ze wspomnień Marcelego Mottego

Bergerowie żyli dość wystawnie i przyjmowali u siebie (kamienica przy Wodnej - przyp. red) wyższą oficerie i biurokrację. Naraz zdaje mi się dwudziestego piątego roku (1825 - przyp. red) zatrzeszczał krach i nastąpiło bankructwo. Zrobiło to wielkie wrażenie w domu moim, a rodzice moi na aukcji w Bergerowskim domu kupili kilka sprzętów i ściennych obrazów.

Ze sklepów (należały do Bergerów - przyp. red) wylewano beczkami do ulicznych rynsztoków zepsute wino, ku wielkiej uciesze bab i uliczników, chwytających garnkami ów płyn kosztowny. Dom i ogrody Bergerów przeszły w obce ręce. Synowie staruszków po ich śmierci zaczęli odbudowywać majątek. Rozpoczęli handel drzewa, większą część czasu spędzali na wózku, nabywali i wycinali lasy. Młodszy z braci Gotthilf stworzył sobie pokaźną fortunę, ożenił się w późnym wieku, a nie mając dzieci i nie mogąc się ich spodziewać niemałą część kapitałów swoich poświęcił rodzinnemu miastu...

 -  NaszeMiasto.pl
Zobacz: Wszystkie | Następny
Wasze opinie (1)
lol ...Jull (gość) 2007-08-29 23:25 POZNAŃSKA CZARNA 13 rządzi!!!

reklama

O NaszymMieście | Marketing | Reklama | | Praca

© 2000-2007 Polskapresse Sp. z o.o. All rights reserved.


Polskapresse - pełna informacja