Publicystyka Antysocjalistycznego Mazowsza

Strona Główna

Serwis informacyjny ZSRE czyli UE
Witryna eurosceptyków

Linkownia samorządów polskich

Witryna Kary Śmierci
Witryna Kary Śmierci

Konferencja Uniosceptyczna AD 2003

Konferencja eurosceptyków

Strona inicjatywy UPR w sprawie likwidacji podatku spadkowego

Warszawska edycja "Marszu po kapitalizm"

Strona warszawskiej edycji Marszu po Kapitalizm

 

 

Strzał w tył głowy - artykuł Tadeusza M. Płużańskiego Wysłane czwartek, 27, maja 2004 przez Krzysztof Pawlak

Do dziś nie wiadomo, gdzie spoczywają zamordowani w stalinowskich więzieniach. Tylko w nielicznych przypadkach udało się odnaleźć miejsca ich pogrzebania. Niedawno w Gdańsku odkopano np. zwłoki sanitariuszki "Łupaszki" Danuty Siedzikówny "Inki" i Feliksa Salmonowicza "Zagończyka". Coraz więcej wiemy natomiast o przebiegu egzekucji. Jak to wyglądało w więzieniu mokotowskim w Warszawie - "przypomniał sobie" ostatnio Ryszard Mońko, zastępca naczelnika ds. politycznych.

W Biuletynie Instytutu Pamięci Narodowej (nr 7/30) historyk Marcin Zwolski wymienił cztery kategorie więźniów: "więzień zmarły, więzień samobójca, więzień stracony na mocy wyroku kary śmierci (KS) lub »bandyta« przekazany do jednostki więziennej w celu pochowania (byli to zazwyczaj żołnierze niepodległościowego podziemia, zabici podczas akcji Urzędów Bezpieczeństwa, Milicji Obywatelskiej i "ludowego" Wojska Polskiego). (...) Ciała więźniów samobójców i więźniów straconych naczelnik mógł wydać rodzinie jedynie za zgodą szefa WUBP, wydaną w uzgodnieniu z miejscowym prokuratorem. Zwłoki zabitych »bandytów« w żadnym wypadku nie mogły być wydane rodzinie". Rodziny często nie wiedziały w ogóle o śmierci najbliższych.
Jako oficjalną przyczynę zgonu lekarze więzienni podawali najczęściej udar serca lub (ostre) zapalenie płuc. W Poznańskiem, w przypadku więźnia rozstrzelanego, wpisywano "rany postrzałowe czaszki i porażenie ośrodków mózgowych", powieszonego - "niedotlenienie mózgu i porażenie ośrodka oddechowego".

CMENTARZ NA KOSZYKOWEJ?

Zamordowanych grzebano w bezimiennych grobach. Z przepisów więziennych wynikało, że należało to robić na miejscowym cmentarzu, często na jego obrzeżach, z dala od innych grobów lub obok cmentarnego muru.
Inaczej było np. w Białymstoku. Naczelnik wydziału więziennictwa miejscowego WUBP Leon Ozgowicz w 1953 r. napisał, że zwłoki chowa się "w miejscach niedostępnych dla osób cywilnych, tzn. w różnych miejscach. Powyższych czynności dokonuje się tajnie, tak, aby nikt tego nie spostrzegł z osób niepożądanych. Na cmentarzu nie chowa się z powodu tego, że mogą ciało wygrzebać i urządzić jakiekolwiek demonstracje, co jest niedozwolone. Wobec tego, nie ma żadnych grobów ani też numerów na grobie".
Ciała chowano też bezpośrednio w miejscach kaźni - w więzieniach, np. owianej do dziś tajemnicą podwarszawskiej katowni w Miedzeszynie (kryptonim "Spacer") czy nie mniej tajnym areszcie NKWD we Włochach (tu więziono m.in. Bolesława Piaseckiego, a być może również gen. Fieldorfa "Nila"). Istnieją przesłanki, że ciała zamordowanych przez stalinowskich oprawców spoczywają też na Polach Mokotowskich, w Lesie Kabackim, na Okęciu, a nawet w... centrum Warszawy - w piwnicach byłej centrali MBP przy ul. Koszykowej 6 (dziś mieści się tu Ministerstwo Sprawiedliwości). W Łodzi IPN cały czas szuka miejsca pochówku straconego 17 lutego 1947 r., dowódcy Konspiracyjnego Wojska Polskiego, kapitana Stanisława Sojczyńskiego "Warszyca". Relacje wskazują na piwnice tamtejszej bezpieki, tzw. moczarni (rządził tu Mietek Moczar) lub teren przy strzelnicy.

WÓZEK Z KONIKIEM

W tym samym Biuletynie Instytutu Pamięci Narodowej czytamy rozmowę z historykiem Krzysztofem Szwagrzykiem: "W źródłach archiwalnych nie znaleziono żadnych informacji o chowaniu więźniów w trumnach; w najlepszym razie były to drewniane skrzynie, półtrumny, niekiedy, np. w Warszawie, papierowe worki po cemencie. Zwłoki zmarłych i straconych więźniów chowano w samej bieliźnie lub nago, rzadko w pełnym ubraniu. (...) W pojedynczych relacjach występują wzmianki o posypywaniu lub polewaniu zwłok - prawdopodobnie wapnem lub żrącym płynem - przed zakopaniem. (...) Zwłoki transportowano na specjalnym drewnianym wózku - przypominającym wózek do transportu pieczywa - obitym blachą i ciągniętym przez konia lub grupę więźniów działu gospodarczego. Pod koniec lat czterdziestych ciała przewożono już samochodami. Na cmentarzu zrzucano je do przygotowanych przez więźniów dołów, w których umieszczano czasem po kilka zwłok. Następnie niwelowano teren, nie pozostawiając najczęściej żadnego śladu umożliwiającego przyszłą identyfikację miejsca pochówku". Widok wyjeżdżającego za bramę więzienia małego wózka z konikiem zapamiętało wielu osadzonych na Mokotowie. Aby jeszcze lepiej ukryć zbrodnię, ciała chowano najczęściej nocą. W latach 1945 - 1956 w Warszawie zajmował się tym nieżyjący już - red. Władysław Turczyński.
Nie wszyscy trafiali do bezimiennych dołów. Ciała przekazywano do zakładów anatomii, gdzie służyły jako materiał do ćwiczeń dla studentów medycyny. Tak stało się z ciałem 26-letniego ppor. Antoniego Wodyńskiego "Odyńca", żołnierza VI Wileńskiej Brygady AK, które trafiło do Zakładu Anatomii Prawidłowej Uniwersytetu Wrocławskiego. To samo zrobiono z ciałami "Warszyca" i "Lalka" - Józefa Franczaka, ostatniego żołnierza II RP, który zginął osaczony przez ubecję 21 października 1963 r., jak również kata warszawskiego getta Jurgena Stroopa.

CO MIAŁEM ROBIĆ?

25 maja 1948 r. rozstrzelano rtm. Witolda Pileckiego. Egzekucję nadzorował Ryszard Mońko, zastępca naczelnika więzienia mokotowskiego Alojzego Grabickiego. Grabicki, który skończył miesięczny kurs więziennictwa w Łodzi i pracował najpierw w Białymstoku, do końca życia, nie nękany przez wymiar sprawiedliwości, ukrywał prawdę o miejscu grzebania więźniów. Jeden z ocalałych wspominał wizytę naczelnika w celi (w książce Małgorzaty Szejnert "Śród żywych duchów"). Do wysokiego, masywnego Woźniackiego powiedział: "O, na tym bym wykonał z przyjemnością". Do "Łupaszki": "Na was to bym nie wykonywał, tylko bym was trzymał w więzieniu. Czasem bym was kazał przewieźć po mieście, żebyście widzieli, że Warszawa się buduje, że w Polsce jest dobrze, a wy siedzicie zbankrutowani. To by dla was była większa kara. Bo wykonaniem to się wam idzie z pomocą". Żonie jednego ze skazanych powiedział: "Po takich zbrodniarzach ziemia musi być zrównana".
Dziś 80-letni Mońko (dwa zawody: technik rolniczy i mechanik, do 1962 r. był m.in. naczelnikiem więzienia w Częstochowie) zeznaje jako świadek na procesie oskarżyciela Pileckiego, prokuratora Czesława Ł. Wiedząc, że nic mu nie grozi, zdecydował się mówić: - Na Mokotów zostałem skierowany w styczniu 1948 r. ze zlikwidowanej jednostki saperskiej. Jako funkcjonariusz ds. polityczno-wychowawczych uczyłem śledczych zasad polskiego ruchu robotniczego [wcześniej sam ukończył odpowiednie kursy polityczne - red.]. Wielu z nich nie miało nawet ukończonej podstawówki.
- A egzekucja Pileckiego?
- To był jedyny przypadek w mojej karierze [Mońko przepraszał sąd, że nie przyznał się do tego prokuratorowi IPN, gdyż - jak tłumaczył - "musiał przemyśleć sprawę" - red.]. Zastępowałem Grabickiego, który takimi sprawami zajmował się rutynowo [asystował m.in. przy egzekucji mjr. Hieronima Dekutowskiego "Zapory" - red.], ale akurat, wyjątkowo, wyjechał. Wcześniej wypełniałem tylko gotowe blankiety i podpisywałem się. Dane uczestniczących w egzekucji sprawdzałem na podstawie okazanych mi legitymacji. 25 maja 1948 r., między godz. 21 i 21.30 do mojego gabinetu zgłosiło się czterech panów, dwóch w mundurach wojskowych, dwóch po cywilnemu. Byli z bezpieki. Na polecenie prokuratora [mowa o wiceprokuratorze NPW dla spraw szczególnych Stanisławie Cypryszewskim; też był przy rozstrzelaniu Dekutowskiego - red.] rozkazałem doprowadzenie Pileckiego na miejsce straceń. To był mały, oddzielnie stojący budynek za X pawilonem, którym rządził MBP, a oficerowie służby więziennej nie mieli tam wstępu. Widziałem, jak prowadzili Pileckiego pod ręce, a on poprosił ich, żeby go puścili, bo chce iść sam. Weszli do środka, ja zostałem na zewnątrz. Słyszałem jeden strzał. Więźniów politycznych rozstrzeliwano, pospolitych wieszano [były wyjątki, komuniści powiesili np. gen. Fieldorfa, aby go upokorzyć - red.]. Pluton egzekucyjny to był jeden funkcjonariusz UB [etatowy morderca, starszy sierżant Piotr Śmietański, sądząc z podpisów na protokołach wykonania KS - ledwo piśmienny - red.]. Lekarz w wojskowym mundurze wszedł do budynku i stwierdził zgon. Przed wykonaniem wyroku z Pileckim rozmawiał ksiądz Martusiewicz.
- Gdzie pogrzebano Pileckiego?
- Nie brałem w tym udziału. Od dyżurnych wartowników słyszałem, że ciała zabitych wywoziła gdzieś sanitarka więzienna. Często jechał w niej naczelnik, który miał prawo jazdy.
- Dlaczego podpisał pan protokół wykonania kary śmierci?
- A co miałem robić?

PRZECHODNIU, POCHYL CZOŁO

Tadeusz Porayski, więzień Mokotowa, napisał:
"Przechodniu, pochyl czoło, wstrzymaj krok na chwilę
Tu każda grudka ziemi krwią męczeńską broczy
Tu jest Służewiec, to są nasze Termopile
Tu leżą ci, którzy chcieli bój do końca toczyć
Nie odprowadzał nas tu kondukt pogrzebowy
Nikt nie miał honorowej salwy ani wieńca
W mokotowskim więzieniu krótki strzał w tył głowy
A potem mały kucyk wiózł nas do Służewca...".
Tekst został wyryty na symbolicznym pomniku upamiętniającym ofiary stalinowskiego terroru, stojącym na terenie parafii św. Katarzyny przy ul. Wałbrzyskiej na warszawskim Służewie. Tu, do połowy 1948 r., grzebano potajemnie zamordowanych więźniów mokotowskiego więzienia (potem ciała chowano na Powązkach). Tu prawdopodobnie spoczywa rtm. Witold Pilecki.
Jaka była skala stalinowskich morderstw? Tylko na podstawie wyroków sądowych stracono ok. 5 tys. osób, kilka tysięcy zmarło i zostało zamordowanych w więzieniach i aresztach, inni zginęli w walce lub w wyniku akcji pacyfikacyjnych UB, KBW, WP.
Krzysztof Szwagrzyk: "W latach 1944 - 1956 tylko na Mokotowie śmierć poniosło ponad tysiąc osób, w więzieniu we Wronkach - 219, w Rawiczu - kolejnych 211. O kilkuset zmarłych i straconych możemy mówić w przypadku Białegostoku, Gdańska, Katowic, Krakowa, Lublina, Rzeszowa czy Wrocławia. Lista ta wciąż nie jest zamknięta".

Tadeusz M. Płużański


Komentarz (0)

powrót do Strony Głównej Antysocjalistycznego Mazowsza

Wiadomości z kraju

Relacja prof. Andrzeja Czachora z II Pikiety Solidarności z Rumunią przed Referendum o JOW oraz list skierowany do prezydium sejmu - poniedziałek, 26, listopada 2007


Mazowsze


TV-felietony

Pikieta Okręgu Mazowieckiego UPR "»NIE« dla utraty suwerenności Polski" - Pałac Prezydencki, Warszawa 13 XII 2007 r. - poniedziałek, 17, grudnia 2007

"Mamy piękne przyodziewy / wyszywamy burki / wszyscyśmy europejskie syny / i europejskie córki!" - Stanisław Michalkiewicz o nowej, zapewne pięknej i świeckiej tradycji Święta 13 Grudnia - poniedziałek, 3, grudnia 2007


ZAGRANICA

Zwodnicze referendum rumuńskie - Nazar Bojko i Jerzy Przystawa - poniedziałek, 26, listopada 2007



Wiadomości z UPR


ARCHIWUM


Stare ARCHIWUM