Witold Pilecki "WITOLD"

1901 - 1948

Przybrane nazwiska: Roman Jezierski, Tomasz Serafiński.

Pseudonimy: Druh, Witold.

Oficer rezerwy kawalerii WP: podporucznik [1925], porucznik [11.XI.41], rotmistrz [11.XI.43].

Urodził się 13 maja 1901 roku w Ołońcu koło jeziora Ładoga, w północnej Rosji, właściwie w Karelii, gdzie jego ojciec, Julian, był rewizorem leśnym.

Ród Pileckich od pokoleń mieszkał na Litwie, rodzina matki Witolda, Ludwiki, pochodząca z Mohylewszczyzny, była zesłana po Powstaniu Styczniowym w okolice Pietrozawodska, na krańcach rosyjskiego imperium.

Dziad Witolda, Józef Pilecki, po tymże Powstaniu przesiedział 7 lat na Syberii, zanim został wykupiony przez rodzinę. Polskie tradycje niepodległościowe były więc w rodzinie Witolda bardzo żywe.

Od 1910 roku Ludwika Pilecka z czworgiem dzieci zamieszkała w Wilnie. Tam chodził do szkół. Ukończył Szkolę Handlową. W 1914 wstąpił do tajnego skautingu-harcerstwa, zakazanego przez władze carskie. W 1916 założył zastęp harcerski w Orle.

W 1918 roku w momencie wycofywania się Niemców z Wileńszczyzny, Polacy zorganizowali się aby zapobiec przejęciu władzy w Wilnie przez bolszewików. Witold wstąpił do oddziałów samoobrony dowodzonych przez gen. Władysława Wejtkę.

W 1919 roku służył w partyzanckim oddziale legendarnego zagończyka mjr. Jerzego Dąbrowskiego. W walkach odwrotowych z bolszewikami w lipcu 1920 roku dowodził pod Grodnem sekcją kompanii harcerskiej. Od 5 sierpnia 1920 roku służył znowu pod mjr. Dąbrowskim w 211. pułku ułanów [późniejszy 13. p.uł.] i z pułkiem tym walczył na przedpolu warszawskim pod Radzyminem. Później pułk wszedł pod rozkazy gen. Żeligowskiego. Pilecki walczył w Puszczy Rudnickiej i brał udział w zajmowaniu Wilna. Odwagą i brawurą odznaczył się w tej wojnie kilkakrotnie, dwukrotnie został odznaczony Krzyżem Walecznych.

Po wojnie, w 1921 roku zdał maturę w Gimnazjum im. Joachima Lelewela w Wilnie. Był uzdolniony artystycznie, rysował, malował i pisał wiersze...

W 1926 roku, po ukończonych kursach i praktykach mianowany został podporucznikiem rezerwy kawalerii. Był ziemianinem, gospodarował w rodzinnych Sukurczach, fascynowała go przyroda i konie.

Zmobilizowany 26 sierpnia 1939 w ramach 19. DP, był dowódcą plutonu kawalerii. Resztki dywizji rozbitej przez Niemców wycofały się w kierunku planowanego przez polski sztab tzw. "przedpola rumuńskiego", aż w Lubelskie, pod Włodawę. Tam odtworzono oddziały kawalerii 41. DP Rezerwowej, dowodzone przez mjr. Jana Włodarkiewicza. Witold Pilecki został jego zastępcą. Tak splotły się wojenne losy tych dwóch oficerów.

Po agresji sowieckiej 17 września, Pilecki i Włodarkiewicz zakopali broń i przedarli się z powrotem do Warszawy.

Na konto ppor. Pileckiego i jego żołnierzy w kampanii wrześniowej zapisano zniszczenie siedmiu niemieckich czołgów i dwóch nieuzbrojonych samolotów. Pilecki uznał to potem za "rezultat niewielki".

9 listopada 1939 roku w Warszawie Pilecki, Włodarkiewicz i kilku innych oficerów założyli jedną z pierwszych wojskowych organizacji konspiracyjnych pod nazwą Tajna Armia Polska [TAP]. Było to w sześć tygodni po założeniu w Warszawie Służby Zwycięstwu Polski.

była to organizacja oficerów zawodowych WP i ziemian, o profilu narodowo-katolickim. Mjr Jan Włodarkiewicz został jej Komendantem, ppor. Witold Pilecki inspektorem organizacyjnym, ppłk "Stefan" Władysław Surmacki szefem sztabu. TAP sięgała poza Warszawę, do Siedlec, Lublina, Radomia i Krakowa. W 1940 roku liczyła prawdopodobnie ok. 8000 zaprzysiężonych członków, posiadała kilkanaście karabinów maszynowych, kilka rusznic przeciwpancernych i ok. 4000 karabinów.

Po początkowych konfliktach z SZP [osobiście gen. Stefana "Grota" Roweckiego z mjr. Włodarkiewiczem. Stefan Rowecki w raporcie do gen. Sosnkowskiego określił w listopadzie 1940 ideologię organizacji jako "faszyzm katolicki"], w jesieni 1941 mjr Włodarkiewicz podporządkował Tajną Armię Polską Związkowi Walki Zbrojnej [ZWZ]. Został nawet pierwszym dowódcą "Wachlarza" - wydzielonych z ZWZ oddziałów na kresach wschodnich, przygotowywanych na wypadek wojny niemiecko-sowieckiej.

Sprawy te zresztą nie dotyczyły już konspiratora ppor. Witolda Pileckiego... Od nocy 21/22 września 1940 Witold Pilecki był więźniem nr 4859 Konzentrationslager Auschwitz.

Był bodaj jedynym ochotnikiem w całej historii II Wojny Światowej, który poszedł do Oświęcimia świadomie i dobrowolnie...

W 1940 Gestapo aresztowało wielu członków TAP. Wkrótce liczni z nich znaleźli się w KL Auschwitz. W obozie uwięzionych było m. in. dwóch członków ścisłego kierownictwa TAP, ppłk. Władysław Surmacki i dr Władysław Dering, szef służby zdrowia TAP.

W tym czasie [1940] nazwa KL Auschwitz nie budziła jeszcze grozy, takiej jak już niedługo później. Niewielu ludzi w Polsce miało wyobrażenie o warunkach tam panujących, nie było żadnych potwierdzonych informacji; Auschwitz nie uchodził za obóz eksterminacyjny, a raczej za "surowy ośrodek internowania".

Pilecki zgłosił mjr. Włodarkiewiczowi projekt swojego dobrowolnego pójścia do KL Auschwitz dla przesyłania raportów o sytuacji oraz stworzenia tam zakonspirowanej organizacji oporu wśród więźniów. Nie do końca wyjaśnione są okoliczności podjęcia tej decyzji przez "Witolda".

Pilecki był w pewnym konflikcie z Włodarkiewiczem na tle wygórowanych ambicji tego ostatniego oraz jego oporów wobec ZWZ. Włodarkiewicz wahał się z wyrażeniem zgody na propozycję Pileckiego. Płk. Janusz Albrecht "Wojciech" - ówczesny szef sztabu ZWZ, został powiadomiony o propozycji Pileckiego.

Łapanka na Żoliborzu

- zdjęcie wykonane z ukrycia.

W listopadzie 1941, po wcieleniu TAP do ZWZ, ppor. Witold Pilecki, wówczas już więzień KL Auschwitz, został awansowany przez gen. Stefana "Grota"-Roweckiego do rangi porucznika [niektórzy publicyści powojenni kwestionują awansowanie oficera przebywającego w obozie, jednak jak wykazuje wojenna praktyka nie był to wypadek odosobniony. Przecież właśnie gen. "Grot" otrzymał awans na generała dywizji z dniem 1 stycznia 1944 - już jako więzień KL Sachsenhausen].

Sam Pilecki zeznał przed komunistycznym sądem wojskowym w 1948 roku, iż poszedł do Oświęcimia z rozkazu gen. "Grota", przekazanego mu przez mjr. Włodarkiewicza. Jest również oczywiste, że Pilecki nie zdawał sobie w pełni sprawy z tego, gdzie dobrowolnie idzie...

Został zaopatrzony w fałszywe dokumenty na nazwisko Tomasza Serafińskiego z Krakowa, rzekomo zmarłego w Warszawie podczas działań wojennych w 1939 roku [później okazało się, że Serafiński żył nadal].

Schwytanych na ulicach warszawiaków przewożono początkowo do koszar SS-Reiterregiment przy Łazienkowskiej. Później utworzono obóz przejściowy przy Skaryszewskiej.

19 września 1940 roku hitlerowcy urządzili na Żoliborzu, Grochowie i Mokotowie wielką łapankę. Pilecki przebywał wówczas w mieszkaniu Eleonory Ostrowskiej przy al. Wojska Polskiego na Żoliborzu. Niemcy, szukając mężczyzn, dosyć pobieżnie przeglądali mieszkania, i to nie wszystkie. Pilecki, mimo, iż mógł się ukryć, sam wyszedł do żołnierza niemieckiego stojącego w drzwiach mieszkania. Wychodząc z żołnierzem szepnął do Ostrowskiej:

"Zamelduj gdzie trzeba, że rozkaz wykonałem".

Choć mógł uciec - nie zrobił tego.

Podczas tej łapanki, Niemcy zatrzymali ok. 2000 mężczyzn. W ujeżdżalni dawnego 1. pułku szwoleżerów, przez kolejne dwa dni kopano ich leżących i katowano bykowcami. W dwa dni później przewieziono ich do KL Auschwitz. Był to dopiero drugi wielki transport więźniów z Warszawy. W tym samym transporcie wywieziono do Auschwitz Władysława Bartoszewskiego.

O nocy 21/22 września 1940 roku Pilecki napisał w raporcie z 1943:

"Około 10 wieczór pociąg się zatrzymał w jakimś miejscu i dalej już nie ruszył. Słychać było krzyki, wrzaski - otwieranie wagonów, ujadanie psów. [...] Oślepieni reflektorami, pchani, bici, kopani, szczuci psami, raptownie znaleźliśmy się w warunkach, w jakich wątpię, by ktoś z nas był kiedykolwiek. [...] Pędzono nas przed siebie, ku większej ilości skupionych świateł. W drodze kazano jednemu z nas biec do słupa w bok od drogi i zaraz w ślad za nim puszczono serie z p-ma. Zabito. Wyciągnięto z szeregu 10 przygodnych kolegów i zastrzelono w marszu z pistoletów na skutek odpowiedzialności solidarnej za "ucieczkę", którą zaaranżowali sami SS-mani. Wszystkich jedenastu ciągnięto na rzemieniach uwiązanych do jednej nogi. Drażniono krwawymi trupami psy i szczuto je na nich. Robiono to pod akompaniament śmiechu i kpin. Zbliżaliśmy się do bramy umieszczonej w ogrodzeniu z drutów, na której widniał napis: "Arbeit macht frei" Później dopiero nauczyliśmy się go dobrze rozumieć. [...]

W ciągu paru dni czułem się oszołomiony i jakby przerzucony na inną planetę. Wpędzenie nas w nocy kolbami esesmanów za druty, na teren oświetlony reflektorami - przebiegamy przez niesamowicie roześmianych, wrzeszczących "capów," porządkujących szeregi nasze drągami, mających zielone i czerwone łatki w miejscach, gdzie wiesza się ordery, wśród dzikich chichotów i żartów dobijających chorych i słabych lub tego, kto miał nieostrożność powiedzieć, że był sędzią lub jest księdzem - zrobiło na mnie wrażenie, że zamknięto nas w zakładzie dla obłąkanych. [...]

Tu oddaliśmy wszystko w wielkie worki, do których odpowiednie przywiązano numery.

Tu ostrzyżono nam włosy na głowie i na ciele, pokropiono trochę prawie zimną wodą. Tu wybito u mnie pierwsze dwa zęby za to, że numer ewidencyjny na tabliczce napisany niosłem w ręku, a nie w zębach. Dostałem w szczękę ciężkim drągiem. Wyplułem dwa zęby. Pociekło trochę krwi. [...]

Lagerführer Karl Fritz: "Popatrzcie, to jest krematorium. Wszyscy pójdziecie do krematorium, 3 tysiące stopni ciepła". I ciągnął dalej, że jest to jedyna droga na wolność przez komin. [...] Dobre widoki dla nas: przez komin. Pobledliśmy, drżałem. Bałem się".

Pilecki występujący w KL Auschwitz jako Tomasz Serafiński otrzymał numer obozowy 4859.

Pracował w obozie oświęcimskim w różnych komandach: był sprzątającym, pielęgniarzem [dzięki dr Deringowi], stolarzem, rzeźbiarzem, grabarzem, paczkarzem, piekarzem. Chorował kilkakrotnie, przetrzymał dzięki dr Deringowi zapalenie płuc.

Napisał potem:

"Obóz, warunki przeżycia były tym, co wyraźnie klasyfikowało charaktery - wartości indywidualne; jedni staczali się, stając się coraz większymi draniami bez skrupułów, inni za to jakby dla przeciwwagi podnosili się ciągle moralnie, silnie rzeźbiąc w charakterach własnych jak w kryształach. Zdarzały się ciągle niespodzianki, jak załamania tych, którzy się silnymi wydawali, tak również nagłe odrodzenie się moralne indywidualności słabych".

Pilecki nie załamał się.

"Pisałem w listach do rodziny [...], by mnie nie starano się z lagru wykupić, co mogłoby się zdarzyć, gdyż nie miałem żadnej sprawy, a hazardowała mnie gra i oczekiwana w przyszłości rozgrywka na miejscu. [...] znalazłem w sobie radość wynikającą ze świadomości, że chcę walczyć".

Witold Pilecki poszedł dobrowolnie do Auschwitz głównie po to, żeby założyć tam organizację oporu. Szczegóły planu zmieniły się w rzeczywistości obozu zagłady, ale później Pilecki określił swoje założenia następująco:

"Podtrzymanie na duchu kolegów przez dostarczanie i rozpowszechnianie wiadomości z zewnątrz; zorganizowanie w miarę możliwości dożywiania i rozdzielania odzieży wśród zorganizowanych; przekazywanie wiadomości na zewnątrz oraz jako uwieńczenie wszystkiego - przygotowanie oddziałów własnych do opanowania [obozu] zrzucenia tu broni lub siły żywej [desantu]".

W ciągu kilku tygodni zorganizował zalążki konspiracji obozowej. Posłużył się modelem głęboko utajnionych "piątek", które miały bardzo ograniczone kontakty jedna z drugą. Bazą było pięć górnych "piątek", niezależnych i nic o sobie nie wiedzących, które rozwijały się w dolne "piątki".

Pierwsza "górna piątka" powstała jesienią 1940, druga dopiero w marcu 1941, w stolarni obozowej.

Do pierwszej "piątki" należeli:

płk. Władysław Surmacki - nr 2759

kpt. dr. Władysław Dering - nr 1723

por. Jerzy de Virion - nr 3507

Eugeniusz Obojski - nr 194

kpt. Alfred Stössel - nr 435.

Ta piątka została zaprzysiężona przez Witolda Pileckiego. Organizacja przyjęła nazwę "Związek Organizacji Wojskowych" [ZOW].

Z biegiem czasu organizacja rozrosła się do wielu komórek ulokowanych w kilku komandach obozu. Należeli do niej m.in. narciarz Bronisław Czech [nr 349] i artysta rzeźbiarz prof. Xawery Dunikowski [nr 774]. Objęła nawet kilku więźniów funkcyjnych. Szpital obozowy stał się ważną enklawą konspiracji. Zorganizowano pierwszy kontakt z ludnością cywilną poza obozem, którą wykorzystano dla przerzutu lekarstw do obozu. Konspiracja miała własny sąd, wydawała wyroki śmierci na kapusiów, które wykonywano przy pomocy wszy zakażonych tyfusem, albo zamieniając kartoteki więźniów z wyrokami śmierci wydanymi przez Niemców [spenetrowano również tzw. "Aufnahmenkommando" Oddziału Politycznego - Politische Abteilung, czyli obozowego Gestapo].

Inicjatywa ruchu oporu Pileckiego była pierwszą, ale później nie jedyną. Każde prawie środowisko próbowało zorganizować się. Powstały grupy oporu PPS pod kierunkiem Stanisława Dubois [nr 3904, w obozie przebywał jako Dębski, rozstrzelany 21.VIII.42], ZWZ płk. Kazimierza Rawicza [nr 9319], prawicowej ONR Jana Mosdorfa [nr 8230, rozstrzelany 11.X.43].

Celem Pileckiego było połączenie wszystkich grup konspiracyjnych i przygotowanie powstania w obozie. Do ZOW Pileckiego przystąpiło wkrótce kilku socjalistów i członków ZWZ. Płk Rawicz objął zwierzchnictwo wojskowe nad połączonymi grupami konspiracyjnymi i symbolicznie-formalnie podporządkował je Komendantowi ZWZ. Po przeniesieniu Rawicza do Mauthausen, przywództwo wojskowe objął płk Juliusz Gilewicz [nr 31033, rozstrzelany 11.X.1943 zadenuncjowany już po ucieczce Pileckiego].

Utworzono "komitet polityczny" z przedstawicieli lewicy [m.in. Stanisław Dubois] i prawicy [m.in. Jan Mosdorf]. Wciągnięto do konspiracji grupę więźniów Czechów. Nawet w tej konspiracji, w samym jądrze piekła, nie obyło się bez tarć, głównie ambicjonalnych...

Oczywiście siły były minimalne wobec hitlerowskiej machiny zbrodni. Ale siła konspiracji tkwiła w jej znaczeniu psychologicznym i moralnym. A ofiary były ogromne.

Napisał potem Pilecki:

"Wielki młyn lagru wyrzucał wciąż trupy. Wielu kolegów ginęło, których stale trzeba było zastępować innymi. Wciąż trzeba było wszystko wiązać. [...] W wysiłku pracy codziennej walczyliśmy o to, by jak najmniej oddać do komina istnień polskich, a dzień czasami wydawał się rokiem".

Kiedy z końcem 1941 roku Niemcy rozpoczęli wielką rozbudowę Birkenau [Auschwitz II] i podjęli masową eksterminację Żydów, konspiracja obozowa objęła po części ten nowy obóz. Chodziło głównie o zebranie wiarygodnych informacji o eksterminacji Żydów i przesłanie ich do Warszawy. Okazało się, że płk Jan Karcz, po przetrzymaniu 9 dni okrutnego przesłuchania w "bunkrze" bloku 11, został przeniesiony do Birkenau. Karcz stworzył tam kolejne "piątki" ZOW, głównie z więźniów przeniesionych z Auschwitz I. Nie ma informacji czy wciągnięto do konspiracji jakichś Żydów, którzy nie ulegli natychmiastowemu zagazowaniu. Zbierano informacje, rozdawano nieco żywności i lekarstw.

Wiosną 1942 przywieziono do Auschwitz pierwsze więźniarki, które osadzono w obozie kobiecym Birkenau. Z czasem kilkanaście kobiet weszło do konspiracji obozowej. Próbowano ratować młode dziewczęta-więźniarki.

Według Józefa Garlińskiego, wiosną 1942 roku w Auschwitz było już ok. 1000 wtajemniczonych i zaprzysiężonych członków ZOW. Dokładne liczby są nie do odtworzenia. Ideą Pileckiego było zbrojne opanowanie obozu, gdyby zaatakowano go z zewnątrz, zrzucono tam broń i desant lub nawet tylko dokonano ciężkiego nalotu bombowego. Pilecki podzielił Auschwitz I na cztery bataliony; każdy blok miał być szkieletowym plutonem. Wyznaczono dowódców. Pilecki do końca wierzył, że więźniowie byli zdolni do opanowania obozu.

Rozgoryczony, najwyraźniej rozmijający się z realiami, napisał później:

"Tragedią naszą było nie to, żeśmy - jak myślała Warszawa - byli kościotrupami, lecz przeciwnie, że jakkolwiek byliśmy silni i lokalnie bieg wypadków mieliśmy w swoim ręku, ze względu jednak na ogólną sytuację - społeczeństwo, represje - ręce mieliśmy związane i z oddali musieliśmy uchodzić za bezradnych. Potrzebny był nam rozkaz".

Informacje z obozu przesyłano różnymi kanałami. Pilecki nawiązał kontakty z komandem "mierników", którzy wychodzili poza obóz dla prac mierniczych, wynosząc przy tym meldunki. Wciągnął w konspirację, więźnia woźnicę. W szpitalu obozowym pod podłogą gabinetu głównego lekarza, dr Dering zainstalował odbiornik radiowy. Zdarzały się, chociaż bardzo rzadko, zwolnienia więźniów z obozu. Dzięki nim pierwszy meldunek dotarł do Warszawy w listopadzie 1940, a w marcu 1941 został przekazany do Londynu przez kuriera komendanta głównego ZWZ gen. "Grota".

W 1942 roku kilku uciekinierów przekazało kolejne meldunki ZOW do Dowódcy AK.

Na początku 1943 Pilecki zaczął myśleć o ucieczce z obozu. Były ku temu trzy powody.

Po pierwsze, Pilecki zdał sobie sprawę, że "Warszawa" nie ma zamiaru zorganizowania uderzenia na obóz - postanowił więc interweniować osobiście. Po drugie, docierały do niego informacje o zaciskającej się wokół ZOW i niego samego pętli niemieckiej. Z końcem 1942 i początkiem 1943 roku ZOW poniósł duże straty. Niemcy zgładzili wielu konspiratorów, którzy tkwili w ZOW niemal od początku. Tak zginęli np. Alfred Stössel z pierwszej "górnej piątki" i płk Jan Karcz, kierujący ZOW w Birkenau. Po trzecie, Niemcy rozpoczęli akcję przerzucania więźniów z niskimi numerami do innych obozów. Pileckiemu udało się raz wyreklamować z takiego transportu.

Z kilku koncepcji ucieczki, Pilecki zdecydował się na ucieczkę przez komando wypiekające chleb w piekarni ulokowanej poza obozem. Od rożnych członków ZOW Pilecki, Jan Redzej i Edward Ciesielski otrzymali z magazynu odzieży cywilne ubrania, przybory do golenia, 400 dolarów, klucz do drzwi piekarni, środek nasenny, preparat mylący psy i cyjanek potasu. Każdy z nich wiedział zbyt dużo, żeby mogli ryzykować dostanie się żywymi w ręce Niemców. Podstępem, przez szpital, zostali przyjęci do komanda piekarzy.

Uciekli w noc niedzieli wielkanocnej 26/27 kwietnia 1943. Pracując na nocną zmianę w piekarni, zostali w niej zamknięci przez strażnika niemieckiego, uśpili innego strażnika wewnątrz, przecięli kabel telefoniczny, otworzyli drzwi i wyszli na wolność. W siąpiącym deszczu, torem kolejowym doszli do Soły, a potem do Wisły, przez którą przeprawili się znalezioną szczęśliwie łódką. Ksiądz na plebani w Alwerni nakarmił ich i dał im przewodnika. Przez kilka wsi, Tyniec, okolice Wieliczki, Puszczę Niepołomicką dotarli do Bochni, a stamtąd do Wiśnicza, gdzie Pilecki odszukał prawdziwego Tomasza Serafińskiego. Ten ułatwił mu kontakt z komórkami AK, które potraktowały uciekinierów bardzo podejrzliwie. Do podejrzeń przyczyniły się zresztą namowy Pileckiego żeby zaatakować obóz w Oświęcimiu.

25 sierpnia 1943 roku Pilecki, już w Warszawie, nawiązał kontakt z oficerem KG AK, dr Henrykiem Gnoińskim "Zygmuntem" [wcześniej w Referacie "C" III Oddz. SZP, później w ZO], który wówczas zajmował się sprawami kacetu w Auschwitz.

Pilecki apelował o atak na Oświęcim, który jednak uznano za niewykonalny siłami AK.

Napisał szczegółowy raport o obozie, tzw. "Raport Witolda", który został przekazany do Londynu. Rząd RP w Londynie bezskutecznie apelował zresztą wcześniej do Brytyjczyków, o zbombardowanie obozu. Istniał też plan ataku na obóz i otwarcia go na pół godziny, gdyby Niemcy zaczęli masowo mordować więźniów w Auschwitz I. W pobliże obozu wysłano dwóch cichociemnych. Jeden z nich, ppor. "Alfa" Stefan Jasieński, wysłany przez KG AK w lipcu 1944, miał przygotować rozpracowanie na rzecz planowanego uderzenia Grupy Operacyjnej "Odra", ranny ok. 29 września w Malcu wpadł w ręce niemieckie, po czym przewieziono go do KL Auschwitz. Według londyńskich źródeł ppor. "Alfa" obóz przeżył, po czym od 10.V.1945 przebywał w Wielkiej Brytanii i tam zaginął. Innego zdania są byli więźniowie Oświęcimia, utrzymują oni, że Jasieński zginął w obozie jeszcze w 1944.

Podziemie Pileckiego w KL Auschwitz nie spełniło zasadniczego zadania, dla którego "Witold" je stworzył.

Do walki o obóz nigdy nie doszło.

Pilecki w Warszawie zrozumiał niewykonalność tego w istniejących warunkach. Lojalnie przekazał te informacje konspiracyjnym kanałem do kpt. Stanisława Kazuby w obozie. W Warszawie skontaktował się z rodzinami kilkunastu więźniów i uzyskał dla nich zapomogi z funduszów AK. Pomagał im też w życiowych sprawach.

W Warszawie Pilecki, pod ps. "Druh", otrzymał konspiracyjny przydział do Oddz. II [Brygada Informacyjno-Wywiadowcza "Kameleon"-"Jeż"] sztabu Kedywu KG AK. Wyczerpany obozem, w Kedywie pełnił funkcje administracyjne. Otrzymał awans na rotmistrza [w kawalerii odpowiednik kapitana].

Wiosną 1944 podjął "konspirację w konspiracji".

Zaczął pracować nad tworzeniem tajnej, kadrowej organizacji NIE, przygotowywanej w przewidywaniu nadchodzącej okupacji sowieckiej Polski. Organizacją tą dowodził płk. Emil Fieldorf "Nil", poprzednio dowódca Kedywu KG AK. Pilecki, pracujący nad przygotowaniem wywiadu, podlegał Stefanowi Miłkowskiemu "Jeżowi" [wg. relacji por. Stanisława "Klary" Wierzyńskiego pseudonim "Jeż" nosił w Kedywie Stefan Wysocki].

Zgrupowanie CHROBRY II

1 sierpnia 1944 o godzinie 17:00 w Warszawie wybuchło Powstanie.

Pilecki, mimo, że oficerowie NIE mieli być wyłączeni z walk powstańczych, ochotniczo wstąpił do I batalionu w zgrupowaniu "Chrobry II" operującym w Śródmieściu-Północnym. W 1. kompanii walczył najpierw jako szeregowy, później, gdy ujawnił swój stopień oficerski objął dowodzenie 2. kompanią walczącą w rejonie Towarowej i Pańskiej.

W czasie tych walk zetknął się ze swoim współtowarzyszem ucieczki z Auschwitz, Edwardem Ciesielskim; trzeci uciekinier, kpt. Jan Redzej, zginął w Powstaniu. W oddziale poznał się z ppor. Bolesławem Niewiarowskim "Lekiem". Losy ich splotły się w rok później.

Przed kapitulacją Powstania, Pilecki ukrył kilkanaście sztuk broni w mieszkaniu matki "Leka".

5 października 1944 znalazł się ponownie w rękach niemieckich - tym razem jako oficer Armii Krajowej objęty prawami jenieckimi. Przez kilka dni przebywał w obozie jenieckim Lamsdorf [Łambinowice k/Opola].

W obozie jenieckim w Murnau był małomówny, usiłował dokumentować życie jeńców. Miał głębokie poczucie służby i czuł się związany przysięgą wojskową z organizacją NIE.

Po wyzwoleniu obozu, 8 maja 1945 roku stanął w Murnau do raportu u gen. Tadeusza Pełczyńskiego "Grzegorza".

Płk "Makary" Kazimierz Iranek-Osmecki, były szef II Oddz. KG AK, polecił mu czekać na dalsze dyspozycje. W czerwcu 1945, w Murnau rtm. Pilecki zgłosił chęć wstąpienia do II Korpusu gen. Władysława Andersa we Włoszech z życzeniem powrotu do kraju.

11 lipca 1945 został przyjęty do II Korpusu. Od płk. "Hańczy", szefa komórki na Kraj Oddziału II [wywiadu] Polskich Sił Zbrojnych, otrzymał polecenie zorganizowanie grupy, która przewiozłaby do Polski większe sumy pieniędzy. Pilecki ściągnął z Murnau do San Giorgio we Włoszech Marię Szelagowską, z którą współpracował wcześniej w Polsce. Spotkał też por. Niewiarowskiego "Leka", towarzysza broni z Powstania Warszawskiego.

Spisywał wspomnienia oświęcimskie, które potem przechowywano w Studium Polski Podziemnej w Londynie.

Po śmierci płk. "Hańczy" odwołano przerzut pieniędzy, a Pilecki zaczął podlegać płk. Kijakowi.

W dniach 5 i 11 września 1945 odbył rozmowy z gen. Andersem, który zatwierdził jego powrót do Kraju. Zadanie Pileckiego zbierania informacji o sytuacji w komunistycznej Polsce zostało sformułowane ogólnikowo, zakres pozostawiono jego możliwościom i decyzjom. Z końcem października 1945, przez Bremen, Pragę, Pilzno i Dziedzice, Pilecki, Szelagowska i Niewiarowski powrócili do Polski. Pilecki wrócił jako "Roman Jezierski" i otrzymał w Dziedzicach dokumenty repatriacyjne.

Po pobycie w Krakowie, 8 grudnia 1945 dotarł do Warszawy. Rozpoczął ostatnie półtora roku swojej pracy konspiracyjnej, tym razem pod okupacją komunistyczną - w rzeczywistości sowiecką.

W kraju szalał terror komunistyczny UB i "ludowego" Wojska Polskiego wspieranych przez NKWD i armię sowiecką, skierowany przeciwko dawnemu podziemiu antyniemieckiemu i całemu ruchowi niepodległościowemu - a byłej Armii Krajowej w szczególności.

Łamano krwawo wszelkie swobody obywatelskie oraz niepodległościowe aspiracje Polaków. W lasach nadal przebywało bardzo dużo zdezorientowanych oddziałów partyzanckich. Najpierw Armia Krajowa, a później NIE - która nie rozwinęła swojej działalności [gen. Fieldorf został 7 marca 1945 aresztowany przez NKWD w Milanówku i zesłany na Ural] i Delegatura Sił Zbrojnych zostały rozwiązanie, a w ich miejsce powstała obywatelska w swoim założeniu organizacja kierowana przez płk. Rzepeckiego "Wolność i Niezawisłość" [WiN].

Dla bezkompromisowego i wiernego przysiędze NIE Witolda Pileckiego pozostała jedynie walka.

Po przybyciu z Włoch napisał:

"Po Powstaniu ja też znalazłem się po tamtej stronie a rozumiałem dobrze, że obowiązkiem moim jest być tu w Kraju [jakkolwiek mnie tam było lepiej], gdyż wynikało to z obowiązków nowej pracy i nowo złożonej przysięgi".

Dawna siatka NIE już nie istniała, infrastruktura AK-owska była zniszczona albo zerwana, WiN dążył do przejęcia kontroli nad oddziałami leśnymi i do umożliwienia powrotu tysiącom dawnych żołnierzy podziemia do w miarę normalnego życia ["rozładowanie lasów"] - w warunkach nowej okupacji.

Witold Pilecki zaczął tworzyć swoją siatkę od początku.

Jednym z pierwszych jego współpracowników był Makary Sieradzki, towarzysz broni jeszcze z 1939 roku z TAP.

W tym czasie "Witold" mieszkał w rożnych miejscach w Warszawie, a od lutego 1946 przy ul. Skrzetuskiego 20 m. 1, u Eleonory Ostrowskiej. Pracował jako magazynier w firmie budowlanej i wraz z Szelagowską prowadził wytwórnię wód kwiatowych, projektując etykietki na flakoniki. Spotkał się z kilkoma dawnymi współwięźniami oświęcimskimi, był nawet raz w 1946 roku w dawnym obozie Auschwitz. Przygotowywał książkę o Oświęcimiu, gromadził materiały. Wiele z nich przepadło, co najmniej jedna kopia jego raportu wpadła potem w ręce bezpieki.

Zdołał skupić wokół siebie kilku współpracowników: Makarego Sieradzkiego, Tadeusza Pluzańskiego, Tadeusza Szturm de Sztrema [socjalistę], Marię Szelagowską, Witolda Różyckiego [pracownika Ministerstwa Żeglugi i Handlu Zagranicznego]. Różycki przekazał Pileckiemu tekst umowy handlowej z ZSRR i wewnętrzny serwis informacyjny. Pluzański wyjechał nawet na krotko do Włoch, do II Korpusu, ale wkrótce powrócił do Polski. Niewiarowski "Lek" przekazywał pewne informacje przez kurierów i później wyjechał z kraju.

Informacje o konspiracji grupy "Witolda" pochodzą prawie wyłącznie z materiałów UB i sądu, mogą więc być w dużej części sfabrykowane. W każdym razie instrukcja sygnowana w imieniu gen. Andersa formułowała zadania następująco [fragment]:

"Zadaniem sieci obserwacyjno-informacyjnej jest obserwacja i badanie stosunków na terenie Kraju, w szczególności w odniesieniu do postanowień i pociągnięć tymczasowej administracji warszawskiej, ich wpływu na życie wewnętrzne Polski; szczególnie ważnym jest zbieranie dowodów demaskujących dążenia do zupełnej sowietyzacji Polski; badanie nastrojów w społeczeństwie, warunków życia, palących potrzeb politycznych, gospodarczych i społecznych, nastrojów wewnątrz armii Żymierskiego, ogólnej sytuacji wojskowej okupanta; ważniejsze sprawy personalne dotyczące wybitniejszych osób ze sfer reżimu warszawskiego, okupantów sowieckich oraz działaczy politycznych i społecznych. Przekazywanie drogą, według indywidualnej oceny warunków miejscowych najodpowiedniejszą, informacji oraz wskazówek otrzymanych od swoich komórek nadrzędnych; w szczególności chodzi o to, by możliwie szeroko docierały prawdziwe wiadomości o położeniu ogólnym politycznym, rozwoju spraw polskich na terenie międzynarodowym, o działalności wojska na obczyźnie, organizacji polskiego wychodźstwa i jego działalności, o działalności legalnego Rządu RP i jego wskazaniach. [...].

We wrześniu 1946, kurierka II Korpusu, kpt. Jadwiga Mierzejewska "Danuta", przekazała Pileckiemu instrukcję dotyczącą "rozładowania lasu", [rozwiązania oddziałów leśnych], legalizacji i przerzucenia szczególnie narażonych ludzi na Zachód. Miała zmontować nowe drogi przerzutowe i przywiozła sugestie, aby sam Pilecki opuścił Polskę, czemu on stanowczo się sprzeciwił.

Skontaktowała się z kpt. Ryszardem Jamonttem-Krzywickim "Szymonem", byłym adiutantem trzech komendantów polskiego podziemia, generałów Michała Tokarzewskiego-Karaszewicza, Stefana Roweckiego i Tadeusza Komorowskiego. Poleciła mu utrzymywać kontakt z rtm. Pileckim. Po pewnym czasie opuściła Polskę.

Instrukcja likwidacji podziemia nakazywała zaprzestanie akcji zbrojnej i sabotażowej, zlikwidowanie organizacji podziemnych i skupienie się na akcji polityczno-propagandowej.

"Wobec zupełnej niemożności podjęcia obecnie walki orężnej, wobec nikłych szans skutecznej walki politycznej, największy wysiłek należy włożyć w prace nad obroną życia i ducha narodowego przed sowietyzacją".

"Witold", chociaż był zwolennikiem radykalnych działań zbrojnych, poprzez swoje kontakty przekazał te instrukcje do oddziałów leśnych w Białostockiem, Borach Tucholskich i na Kielecczyźnie.

Wciągnął do współpracy kpt. Wacława Alchimowicza z Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego [później potajemnie straconego przez UB]. Nie wiadomo czy rzekome plany "Witolda" wykonania zamachów na prominentów MBP i UB, płk. Józefa Czaplickiego, płk. Józefa Różańskiego i płk. Lunę Brystigierowa, były realne, czy też były prowokacją MBP podsuniętą poprzez agenta Kuchcińskiego.

W kwietniu 1947 Pilecki otrzymał nową instrukcję zbierania i przekazywania materiałów dowodowych o aresztowaniach, więzieniu i wywózce do Rosji, żołnierzy podziemia i II Korpusu, którzy powrócili do kraju. Kurier, który przywiózł te instrukcje, Stanisław Kuczyński, został wkrótce aresztowany. Pilecki rozważał nawet wówczas ujawnienie się. Tadeusz Pluzański nawiązał krótki, bezskuteczny kontakt z Kazimierzem Rusinkiem, dawnym współwięźniem ze Stutthofu, obecnie sekretarzem generalnym reżimowego Zrzeszenia Związków Zawodowych.

Pętla wokół Witolda Pileckiego zacisnęła się ostatecznie, prawdopodobnie wskutek inwigilacji Kuczyńskiego przed jego aresztowaniem. 8 maja 1947 [według danych UB, 5 maja] Witold Pilecki został aresztowany w Warszawie.

Wraz z nim wpadło około 100 adresów, a później legendarna "skrytka Witolda".

UB aresztowało natychmiast 23 osoby, z których siedem zwolniono. Podążając tropem Kuczyńskiego, UB rozbiło kilka punktów przerzutowych w Szczecinie, aresztując kilkanaście kolejnych osób.

14 maja 1947 w X Pawilonie więzienia mokotowskiego, Pilecki napisał wiersz [sic!] "Dla Pana Pułkownika Różańskiego", który kończył się tak:
"Dlatego więc piszę niniejszą petycję,
By sumą kar wszystkich - mnie tylko karano,
Bo choćby mi przyszło postradać me życie -
Tak wolę - niż żyć, a mieć w sercu ranę".

W początkowej fazie śledztwa Pilecki usiłował prowadzić grę ze śledczymi. Próbował ratować innych ludzi. Wydał skrytkę ze swoimi papierami w mieszkaniu Eleonory Ostrowskiej przy ul. Skrzetuskiego. Napisał list do płk. Różańskiego, bagatelizujący działalność innych. Przeszedł niezwykle ciężkie śledztwo. Został wyjątkowo storturowany przez kilku śledczych, w tym sadystę Eugeniusza Chimczaka [w procesie Adama Humera i innych w 1996 roku Chimczak został skazany na 8 lat więzienia].

Zachowały się relacje kilku współwięźniów, według których Pilecki miał zdarte paznokcie, nie mógł utrzymać prosto głowy, słaniał się chodząc...

W śledztwie nie załamał się, nie wydal innych, zachował do końca żołnierski honor.

3 marca 1948 przed Rejonowym Sądem Wojskowym w Warszawie rozpoczął się proces tzw. "grupy Witolda": Witolda Pileckiego, Marii Szelagowskiej, Tadeusza Pluzańskiego, Ryszarda Jamontta-Krzywickiego, Maksymiliana Kauckiego, Witolda Różyckiego, Makarego Sieradzkiego i Jerzego Nowakowskiego.

Witold Pilecki nie przyznał się do współpracy z wywiadem obcego mocarstwa, ani do żadnych planów zamachów, nie potępił swoich dowódców z II Korpusu, choć być może mógł takim oświadczeniem kupić swoje życie. Przyznał się do zbierania informacji o sytuacji w Polsce na rzecz II Korpusu i do zorganizowania trzech skrytek broni.

Składowi sędziowskiemu przewodniczył ppłk. Jan Hryckowian, oskarżał prokurator wojskowy mjr. Czesław Łapiński. Gorzką ironią był fakt, że kilka lat wcześniej obaj oni byli oficerami AK.

Udział obrońców w rozprawie był raczej symboliczny...

W ostatnim słowie przed sądem Witold Pilecki powiedział:

"Nie byłem rezydentem, a tylko polskim oficerem. Wykonywałem tylko rozkazy aż do chwili aresztowania mnie. Nie miałem przeświadczenia, że dopuszczam się szpiegostwa i przy ferowaniu wyroku proszę o wzięcie tego pod uwagę".

15 maja 1948 roku sąd skazał Witolda Pileckiego, Marię Szelagowską i Tadeusza Pluzańskiego na karę śmierci, Makarego Sieradzkiego na dożywotnie więzienie, Różyckiego na 15 lat, Kauckiego na 12 lat, Jamontta-Krzywickiego na 8 lat i Jerzego Nowakowskiego na 5 lat więzienia.

W uzasadnieniu wyroku nazwano Witolda Pileckiego "płatnym rezydentem wywiadu Andersa".

Po wysłuchaniu wyroku, Pilecki zdołał szepnąć do Eleonory Ostrowskiej:

"A więcej nikogo nie wzięli. Ja już żyć nie mogę, mnie wykończono. Bo Oświęcim to była igraszka".

Do żony Marii szepnął:

"I tak dobrze, że się tak stało".

Szelagowską i Pluzańskiego ułaskawiono.

Przeciwko ułaskawieniu Pileckiego wystąpił cały skład sędziowski...

Maria Pilecka napisała prośbę o łaskę do tzw. "prezydenta" Bolesława Bieruta. Sam Witold Pilecki napisał do Bieruta pełen godności list z prośbą o łaskę.

Bolesław Bierut z prawa łaski nie skorzystał - bo trudno było spodziewać się łaski od agenta NKWD...

Wyrok śmierci na rtm. Witoldzie Pileckim wykonano w starej kotłowni więzienia mokotowskiego wieczorem 25 maja 1948 strzałem w tył głowy. Istnieje relacja więźnia, ks. Jana Stępnia:

"Czekaliśmy w napięciu na ten moment. Gdy usłyszałem szept: "już idą", zbliżyłem się do okna razem z dwoma współwięźniami, którzy znali Witolda Pileckiego. Nie zapomnę tego widoku. Prowadzono dwóch skazanych. Pierwszy pojawił się Witold Pilecki. Miał usta zawiązane białą opaską. Prowadziło go pod ręce dwóch strażników. Ledwo dotykał stopami ziemi. I nie wiem czy był wtedy przytomny. Sprawiał wrażenie zupełnie omdlałego. A potem salwa".

Funkcjonariusz więzienny, prawdopodobnie Władysław Turczyński, wywiózł nocą zwłoki w juchtowym worku i gdzieś pogrzebał.

Miejsce to dotąd pozostaje nieznane, być może ciało rotmistrza pochowano na tzw. "łączce", pod murem Cmentarza Komunalnego na Powązkach.

Pozostało po rtm. Pileckim kilka tablic pamiątkowych i symboliczny grób w Ostrowi Mazowieckiej.

W procesach odpryskowych od grupy Pileckiego skazano na śmierć przynajmniej 6 osób, z których tylko jedną ułaskawiono, oraz przynajmniej 7 osób na kary długotrwałego więzienia.

Nad sprawą Witolda Pileckiego ciąży "długi cień" Józefa Cyrankiewicza, więźnia KL Auschwitz, długoletniego premiera PRL...

Cyrankiewicz, urodził się 23.IV.1911 w Tarnowie. Od 1930 roku w Polskiej Partii Socjalistycznej. Od 1948 roku w PZPR, członek Biura Politycznego do 1971 roku. W rządzie PRL od 1946 roku, premier w latach 1947–52 i 1954–70. 29.VI.1956 - po wydarzeniach poznańskich, w wystąpieniu radiowym powiedział: "Każdy prowokator, czy szaleniec, który odważy się podnieść rękę przeciw władzy ludowej, niech będzie pewny, że mu tę rękę władza ludowa odrąbie"...

W latach 1970–72 przewodniczący Rady Państwa. W latach 1973–86 przewodniczący Ogólnopolskiego Komitetu Pokoju. Jako chyba jedyny członek elity PRL "dorobił" się za życia ulicy w Warszawie. Zmarł w 1989 roku.

Józef Cyrankiewicz trafił do KL Auschwitz z więzienia przy Montelupich w Krakowie 4 września 1942. W obozie Cyrankiewicz [nr 62933] współpracował z socjalistami oraz z komunistami niemieckimi i austriackimi, których podejrzewano o współpracę z Politische Abteilung ["Oddziałem Politycznym", czyli obozowym Gestapo].

26 czerwca 1944, przed transportem do Buchenwaldu, Henryk Baroszewicz, członek kierownictwa ZOW, wtajemniczył Cyrankiewicza w konspirację obozową ZOW. Wkrótce potem nowy więzień Auschwitz, inspektor katowicki AK, Wacław Stacherski, przekazał mylną informację jakoby Cyrankiewicz był przywódcą ZOW. Na podstawie tej informacji, latem 1944, komendant Okręgu Śląskiego AK, płk. Zygmunt Janke "Walter" mianował konspiracyjnie Józefa Cyrankiewicza "Rota" dowódcą ZOW.

Tak zrodziła się legenda "Cyrankiewicza-bojownika oświęcimskiego", rozdmuchana natychmiast po wojnie przez komunistyczną propagandę.

Po wojnie Cyrankiewicz odszukał prawdziwego Tomasza Serafińskiego i dowiedział się od niego o roli Pileckiego w Auschwitz. Po powrocie samego Pileckiego miał mu pośrednio zaproponować ujawnienie się i milczenie w zamian za zapewnienie bytu materialnego.

W meldunku nr 6 z 4 września 1946, Pilecki wspomina "C" i to, iż ten spotkał się z Serafińskim i szukał materiałów do referatu "Oświęcim walczący".

Maria Bielecka wspomina:

"Kiedy po powrocie do Polski [1946] odwiedził mnie Witold Pilecki, powiedziałam mu, że straciłam okazję do wysłuchania relacji o Oświęcimiu. Witold uśmiechnął się:

"Ten odczyt się nie odbył. Miał go wygłosić Cyrankiewicz. Kiedy dowiedziałem się o tym, napisałem do niego, że jestem w posiadaniu dokumentu dotyczącego jego pobytu w Oświęcimiu. I jeżeli on ośmieli się mówić o konspiracji w Oświęcimiu, to ja opublikuję posiadany dokument. Odczyt się nie odbył"...

Już w więzieniu mokotowskim Pilecki powiedział do współwięźnia, ks. Czajkowskiego:

"Jeżeli Cyrankiewicz dowie się o moim [tu] pobycie - będę zgładzony".

Cyrankiewicz odmówił prośbom oświęcimiaka Tadeusza Pietrzykowskiego i Ludmiły Serafińskiej o ratowanie życia Pileckiemu!

Od Października 1956 blokował wszystkie wysiłki córki Pileckiego, Zofii, walczącej o rehabilitację ojca. Stan ten utrzymywał się jeszcze długo po śmierci Cyrankiewicza, do roku 1990.

Rehabilitacja rtm. Witolda Pileckiego przez Izbę Wojskową Sądu Najwyższego nastąpiła dopiero 1 października 1990 roku.

W styczniu 1993 roku morderstwo sądowe na Witoldzie Pileckim posłużyło jako jeden z trzech przykładów w liście otwartym kombatantów i historyków "O sprawiedliwość i prawdę", domagających się wymierzenia sprawiedliwości żyjącym jeszcze w Polsce zbrodniarzom stalinowskim.

Rotmistrz Witold Pilecki nie "wyszedł" przez komin krematorium w Auschwitz, nie zginął w Powstaniu Warszawskim. Zginął za wolną Polskę z rąk polskich komunistów, a zwłoki jego pogrzebano gdzieś na wysypisku śmieci...

Przesłuchiwany 7 czerwca 2003 przed Sądem Rejonowym w Warszawie, były prokurator Czesław Ł[apiński] - oskarżony o udział w "morderstwie sądowym" - zeznał:

"Zażądałem dla Pileckiego kary śmierci, po solennym przyrzeczeniu Prokuratora Generalnego, że wyrok ten nie zostanie wykonany"...

Warszawskie Powązki.

powrót