„Lew" z Przebraża - Ludwik Malinowski "Lew"

„Lew" z Przebraża

„Lew" z Przebraża

Życie i działalność Ludwika Malinowskiego

autor: Edmund Łoziński, fragment pracy: Ludwik Malinowski - żywa legenda dwódcy Przebraża" (w opracowaniu) © wszelkie prawa zastrzeżone


Ludwik Malinowski (1887 -1962) był żołnierzem i wielkim patriotą. Za bojowe zasługi odznaczony Krzyżem Walecznych, Brązowym i Złotym Krzyżem Zasługi z Mieczami, Krzyżem Partyzanckim oraz medalami: Za Warszawę, Za Odrę, Nysę i Bałtyk, Zwycięstwa i Wolności i wieloma innymi. Urodził się we wsi Ksawerów w woj. łódzkim. Od najmłodszych lat pracował w fabryce przędzalniczej Schwajgerów.
W roku 1910 losy tułacza rzucają go w głąb Rosji nad Wołgę, gdzie w gubernialnym Jarosławiu odbywa służbę wojskową (w stopniu plutonowego) w zwiadzie konnym 181 Ostroleńskiego pułku carskiej armii.
W czasie działań podczas I wojny światowej zostaje kilkakrotnie ranny i kontuzjowany. Następnie jako ochotnik wstępuje do I Polskiego Korpusu z przydziałem do 1 pułku ułanów krechowieńskich. Staje się zwolennikiem przemian rewolucyjnych zachodzących w Rosji, uważając że mogą one przynieść Polsce wolność i niepodległość. W roku 1919 (w stopniu st. wachmistrza) wraca do żony mieszkającej w Przebrażu gdzie uprawia małe gospodarstwo rolne, pracuje w tartaku i jako obchodowy na wąskotorówce. Równocześnie prowadzi działalność werbunkową do Polskiej Partii Socjalistycznej, której był zwolennikiem. W latach trzydziestych staje się aktywnym działaczem „Strzelca", organizacji społeczno wychowawczej młodzieży mającej na celu przysposobienie wojskowe.
Na jesieni 1939 roku, po klęsce wrześniowej i dokonaniu agresji sowieckiej na Polskę, Przebraże - podobnie jak inne miejscowości Wołynia - weszło w skład Ukraińskiej Republiki Radzieckiej. Rozpoczęły się bezwzględne represje stalinowskie. Trwały aresztowania i wywózki w głąb Rosji osadników wojskowych i ich rodzin, leśniczych, urzędników, nauczycieli i policjantów. O świcie 22 czerwca 1941 roku, po inwazji hitlerowskich Niemiec wojska radzieckie cofnęły się na wschód, a Przebraże i okolice znalazły się pod okupacją niemiecką. Nacjonaliści ukraińscy wykorzystując służbę w gestapo, policji czy żandarmerii - posługując się denuncjacjami i prowokacją przystąpili do realizacji zaplanowanej eksterminacji, najpierw Żydów, a następnie ludności polskiej. W parze z terrorem, egzekucjami i licznymi aresztowaniami trwały łapanki. Z Przebraża i okolicznych wsi i kolonii polskich w połowie 1942 roku wywieziono na roboty przymusowe do Niemiec 40 dziewcząt i chłopców, w tym dwóch synów Ludwika Malinowskiego.
W końcu tegoż roku nadeszły dla ludności polskiej straszne dni. Nocami nad polskimi wsiami unosiły się łuny pożarów. Rozpoczęły się masowe mordy. Pierwszy miał miejsce 13 listopada 1942 r, zginęło wtedy 71 mieszkańców wsi Obórki, w tym 54 kobiet i dzieci. Pod ciosami siekier i noży ginęła bezbronna ludność. W styczniu następnego roku dokonano rzezi 170 mężczyzn, kobiet i dzieci ze wsi Parośla. Na wieść o zbrodni we wsiach Taraż i Marianówka, dokonanej przez 500 osobową bandę ukraińską, zwołano w Przebrażu naradę starszyzny wsi, na której powołano Zarząd Samoobrony, z Ludwikiem Malinowskim na czele.
Od tego czasu w życiu Malinowskiego zaczął się nowy okres. Ten prosty, a przecież niezwykły człowiek - stary żołnierz z krwi i kości, mężny i uczciwy, o temperamencie rewolucjonisty - staje się duchowym przywódcą Przebraża. Pod jego kierownictwem szybko postępowała organizacja siły zbrojnej. We wsi liczącej 2 tysiące mieszkańców było wielu młodych ludzi po przeszkoleniu wojskowym, kilku oficerów i kilkunastu podoficerów. Jednym z ważnych przedsięwzięć, wymagających realizacji było ujęcie całokształtu spraw w zorganizowany i w miarę jednolity system. W tym celu z powstałych samorzutnie w lutym 1943 roku nocnych wart uzbrojonych w widły, siekiery i kosy, uformowanych zostaje 14 grup zbrojnych z obsadą dowódczą oficerów rezerwy. Powyższe grupy rozmieszczone w wyznaczonych rejonach na krańcach wsi, tworzyły rozległy system punktów oporu, organizowały służbę patrolową, rozpoznania i obserwacji najbliższych okolic. Nie mogły one jednak gwarantować bezpieczeństwa z uwagi na brak możliwości dysponowania bronią palną. Dlatego niezwykle ważne znaczenie dla organizacji samoobrony miały rozmowy prowadzone przez delegację Przebraża z Ludwikiem Malinowskim na czele z Kreislandwirtem w Kiwer-cach - Jeskiem. Ich tematem była sprawa zapewnienia bezpieczeństwa ludności poprzez uzyskanie od niemieckich władz okupacyjnych choćby kilku karabinów lub w najgorszym wypadku skierowanie do Przebraża niemieckiego oddziału do ochrony przed napadami „rusische Banditen".
W wyniku rozmów i łapówki w postaci tucznika i złotych precjozów Jeske polecił wydanie z magazynu 15 karabinów, wystawiając dokument następującej treści: „Niniejszym zezwala się upoważnionym przedstawicielom wsi Przebraże na używanie tej broni do walki z bandami leśnymi, działającymi na szkodę Wielkiej Rzeszy". Wartość tego dokumentu była nieoceniona. Zaczęto wydobywać ukrytą broń, zakopaną lub porzuconą przez żołnierzy września oraz cofającą się armię sowiecką, demontowano ją ze zniszczonych czołgów i zdobywano od przekupnych niemieckich magazynierów. Przeprowadzano tajne transakcje z żołnierzami węgierskimi. Do akcji zaopatrzeniowej włączyli się również Polacy z Kiwerc i Łucka. Nade wszystko jednak starano się o zdobycie jak największej ilości amunicji. Dzięki kolejnej łapówce Malinowski otrzymuje od dowódcy garnizonu w Kiwercach, hauptmanna Krautschmana upoważnienie do pobrania amunicji z magazynów wojskowych.
W okresie umacniania się samoobrony w Przebrażu dochodziło do kolejnych rzezi polskiej ludności. Całe wsie były palone i wycinane w pień. Ukraińcy dysponowali dużymi i dobrze uzbrojonymi siłami. Do najbardziej bestialskich band należał oddział „Tarasa Bulby" (bulbowcy). Na Wołyniu działały również oddziały OUN - melnykowców i banderowskie. Punktem zwrotnym nasilającym zbrodniczą akcję nacjonalistów była rezygnacja ukraińskiej policji ze służby Niemcom. W ostatniej dekadzie marca 1943 roku na rozkaz OUN opuściło posterunki około 4 tysięcy policjantów ukraińskich, by z bronią w ręku zasilić oddziały Ukraińskiej Armii Powstańczej (UPA). W tej niezwykle groźnej sytuacji kierownictwo Zarządu Samoobrony Przebraża - organu kolegialnego, nie dysponującego aparatem wykonawczym w dziedzinie kierowania i dowodzenia - postanawia utworzyć komendę i sztab. W skład komendy poza Ludwikiem Malinowskim ps. „Lew" (komendant główny) weszli: Zygmunt Nesterowicz (komendant wojskowy), którego zastąpił później bardziej doświadczony Henryk Cybulski „Harry" i jego dwaj zastępcy Albert Wasilewski „Orzech" i Franciszek Żytkiewicz. Cybulski wraz z zastępcami tworzyli sztab, na którego czele stanął Stanisław Olszewski. Ludwik Malinowski, jako komendant główny samoobrony sprawujący władzę cywilno - wojskową na podległym obszarze był wraz z Henrykiem Cybulskim (w którego rękach spoczywało bezpośrednie dowodzenie wojskowe) odpowiedzialny za stan organizacyjny i bojowy załogi. Z chwilą utworzenia organów dowodzenia i administrowania zintensyfikowano wysiłki zmierzające do reorganizacji 14 grup zbrojnych. Ich wynikiem było powstanie w Przebrażu jednostki zbrojnej rozmiarów dużej kompanii z czterema plutonami. Aby stworzyć warunki skutecznej obrony teren Przebraża wraz z sąsiednimi polskimi osiedlami (Wydranka, Mosty, Zagajnik, Chołopiny, Jaźwiny, Komarówka) zamieniono w obóz warowny budując bunkry drewniane -ziemne ze stanowiskami dla broni maszynowej, zapory z drutu kolczastego, rowy łączące itp. Przebraże nawiązało też współpracę z leżącą za pasem bagien, odległą o 5 km Rafałówką. W ten sposób teren objęty bazą samoobrony miał długość ze wschodu na zachód ok. 6 km, a z północy na południe ok. 7 km. Linia zasieków z drutu kolczastego opasująca ten ogromny obóz warowny osiągnęła długość 20 km. W związku ze wzrostem zagrożenia i napływem ochotników do samoobrony latem 1943 roku rozbudowano jednostkę zbrojną w Przebrażu do wielkości batalionu w składzie 4 kompanii strzeleckich i zwiadu konnego. Niezależnie od tego Rafałówką dysponowała dwiema kompaniami piechoty pod dowództwem Apolinarego Oliwy („Lis"), która zachowując autonomiczną odrębność jako samodzielna jednostka, stała się integralną częścią sił zbrojnych bazy ośrodka samoobrony. W miarę prowadzonego przez oficerów Inspektoratu AK w Łucku intensywnego szkolenia kompanie zatraciły charakter pospolitego ruszenia i stawały się zdyscyplinowanymi, o wysokiej wartości bojowej jednostkami.
Widownią kolejnej ponurej tragedii stała się ukraińska miejscowość Czetwiertnia. Dziewiętnastu przebrażan otrzymawszy od władz niemieckich zezwolenie na kupno ziemniaków w tamtejszych majątkach wybrało tę właśnie niebezpieczną miejscowość. Polaków wyjeżdżających z wioski (6 maja 1943 r.) otoczyła banda rezunów pod dowództwem „Sachara" i w stojącej nieopodal leśnej chacie dokonała bestialskiego mordu zabijając 16 osób. Uroczysty pogrzeb pomordowanych odbył się następnego dnia, a wzięła w nim udział cała ludność Przebraża i okolicznych wsi. Nadciągały dni krwawych rozpraw z Polakami. Społeczeństwo żyło pod ciągłą groźbą nawały banderowskiej, oczekując zapowiadanych w specjalnych ulotkach z nagłówkami „Wtikajte Lachi koły szeroki szlachi". Przewidując ostre starcia z faszystami ukraińskimi, z polecenia komendanta Malinowskiego. w czerwcu pod osłoną oddziału zbrojnego ewakuowano do Przebraża wszystkie polskie osiedla. Część mieszkańców, nie wierząc w grożące niebezpieczeństwo, pozostała na miejscu pilnując swojego dobytku. Tymczasem nocą z 4 na 5 lipca 1943 r. zapłonęły polskie wioski i kolonie. Bezbronna ludność ginęła wśród najokropniejszych męczarni pod nożami i pikami rezunów. Ziemia wołyńska spływała krwią.
Nierówny bój, obfitujący w dramatyczne momenty, kiedy ponad tysięczna horda banderowska zbliżyła się pod Przebraże z zamiarem przeprowadzenia ataku na „stolicę" Lachów nie przyniósł napastnikom oczekiwanych rezultatów. Wśród żołnierzy samoobrony walczących pod dowództwem komendanta wojskowego Henryka Cybulskiego „Harrego", na najbardziej zagrożonych odcinkach zjawiał się komendant główny Ludwik Malinowski „Lew". W nasuniętej na bok rogatywce, z pepeszą i szablą w ręku, na wspaniałej kasztance rzucał się na czele jazdy w wir walki okazując nieustraszoną odwagę, zimną krew i pogardę dla śmierci. Dowodzący komendanci wciągając przeciwnika w niekorzystne dlań warunki, stosując skomplikowane formy działań, krótkie kontrataki i przeciwuderzenia doprowadzili do wyczerpania i osłabienia nieprzyjaciela, wreszcie do całkowitego jego załamania. Plan pierwszej wyprawy banderowców na Przebraże nie powiódł się. W godzinach popołudniowych 5 lipca 1943 roku bandy ukraińskie zaczęły wycofywać się i rozpraszać w okolicznych lasach, natomiast z płonących domostw szły nocami rzesze uciekinierów. W Przebrażu zgromadziła się ogromna liczba ludności. Gdy dla uciekinierów zabrakło miejsca w domach, na polach i w lasach zaczęły pojawiać się niezliczone skupiska szałasów, ziemianek, bud i lepianek. Zorganizowanie życia blisko 25 tysiącom ludzi było ogromnym przedsięwzięciem organizacyjno - bojowym, administracyjnym, a także sanitarnym. Rozwiązano ten problem powołując Komitet Opiekuńczy ze służbami do spraw kwaterunkowych, aprowizacji i sanitarnych, których działalność była koordynowana i nadzorowana przez komendanta Ludwika Malinowskiego.
Latem 1943 roku siły samoobrony w Przebrażu rozrosły się do 4 kompanii i szwadronu zwiadu konnego liczących ogółem 1000 dobrze wyszkolonych ludzi.
Samoobrona dysponowała oprócz broni ręcznej armatą 45 mm, 4 działami z wieżami wymontowanymi z wraków czołgów radzieckich, znaczną ilością moździerzy, ciężkiej broni maszynowej i erkaemami, a także większą ilością granatów ręcznych i przeciwczołgowych. Ponadto w miejscowym lesie stacjonował oddział partyzancki AK porucznika „Drzazgi" (Jan Rerutko). W terenie było niespokojnie. Dochodziły wiadomości o wzmożonym ruchu oddziałów UPA. W wioskach ukraińskich UPA przeprowadziła generalną mobilizację, spod Lwowa ściągnięto około 4 tysięcy banderowców. Były to doborowe sotnie zaprawione już w rzeziach w Małopolsce Wsch. Dołączyło do nich 6 tyś. miejscowych rezunów i bulbowców uzbrojonych w broń ręczną i maszynową. Grupę pomocniczą stanowili siekiernicy i ciury taborowe, razem około 10 tysięcy ludzi. Banderowcy zarekwirowali w okolicy, w celu wywiezienia dobytku po zwycięskiej bitwie, setki furmanek. Dowództwo UPA powołało „Ukraiński Sztab Napadu na Przebraże" z siedzibą w Swozie oraz opracowało plan zniszczenia Przebraża („Kubła"). Atak wspierać miało: 60 cekaemów, 26 erkaemów, 17 moździerzy i 2 armaty. Liczebnie upowcy dziesięciokrotnie przewyższali załogę Przebraża. Lada dzień należało spodziewać się ataku.
Chwila decydującej próby nadeszła o świcie 30 sierpnia. Otoczone zewsząd Przebraże zostało zaatakowane przeważającymi siłami po ostrzelaniu wsi przez artylerię. Ruchy oddziałów UPA zostały wcześniej wykryte przez wywiad, dzięki czemu Samoobrona przygotowała się do odparcia ataku. W pierwszej linii obrony znajdowały się siły czterech kompanii (każda po 150 do 200 ludzi), w drugiej linii jedna kompania; ponadto w odwodzie pozostawał oddział por. „Drzazgi" z zadaniem kontratakowania. Walka przeciągała się do godzin południowych. Kierowali nią: Ludwik Malinowski, Henryk Cybulski i Albert Wasilewski. Dowództwo Sarnoobrony oceniało, iż nieprzyjaciel zmierza do zaciśnięcia pierścienia wokół Przebraża i jego pełnej blokady. Zdecydowano więc zwrócić się o pomoc do dowódcy radzieckiego oddziału specjalnego płk Nikołaja Prokopiuka, bazującego w pobliskim lesie, z którym była zawarta umowa o wzajemnej pomocy. Wydzielona do akcji przez płk Prokopiuka grupa 150 piechurów i 60 ka-walerzystów wsparta cekaemami na taczankach uderzyła od południa na tyły głównego zgrupowania upowców. Partyzantów radzieckich wzmocniła wydzielona grupa obrońców Przebraża, a jednocześnie z ich atakiem uderzyły na wroga na swoich odcinkach kompanie polskie. Nieprzyjaciel został zaskoczony. Jego główne zgrupowanie dostało się w dwa ognie i zostało zniszczone, a inne pobite szukały ratunku w pośpiesznym odwrocie. Na wieść o ataku na Przebraże ruszyły z pomocą zmobilizowane alarmowo placówki odcinka Rożyszcze w sile około 150 ludzi. Wznieciły one zamieszanie na tyłach wroga. W rezultacie takiego przebiegu wydarzeń upowcy ponieśli sromotna klęskę. W walce pod Prze-brażem oddziały UPA straciły ponad stu zabitych, 40 jeńców oraz znaczne ilości broni, m.in.; 17ckm, 6rkm i 6 moździerzy. Taki był epilog największej na Wołyniu operacji nacjonalistów ukraińskich przeciw ludności polskiej, zakodowanej kryptonimem „Kubło".
Tymczasem po zwycięskiej bitwie z banderowcami, wskutek różnego rodzaju donosów zostaje aresztowany przez gestapo Ludwik Malinowski pod zarzutem udziału w walce po stronie Przebraża oddziałów oddziałów partyzantki radzieckiej. Dowody zdawały się być nieodparte i należało się liczyć z najgorszym. Mimo represji stosowanych w łuckim więzieniu nie potwierdzono tego faktu, a wskutek przekupstwa, jeszcze w początkowym okresie tworzenia się samoobrony, komendanta żandarmerii w Kiwercach i Rożyszczach, został potwierdzony ich udział w obronie Przebraża. Tak stworzone alibi posłużyło po wstępnych przesłuchaniach do załagodzenia sprawy i zwolnienia Mali-nowskiego z więzienia. Jednakże wodzowie UPA wyznaczają za jego głowę wysoka nagrodę. Ukraińscy nacjonaliśli robili wszystko, by go pojmać i dopadli go w Łucku.
Fakt aresztowania „Lwa" zelektryzował pozostałą w mieście grupę jego podwładnych (Franciszka Malinowskiego, Alberta Wasilewskiego, Stanisława Trybulskiego i innych). Sytuacja wymagała szybkiej decyzji, połączono się więc z inspektoratem rejonowym AK „Osnowa" i przedsięwzięto wspólne działanie. Zadecydowano kombinowana grupą przebrażeńsko-łucką wtargnąć z bronią w ręku na komendę wojewódzką policji ukraińskiej tzw. „Schutzpolizei" mieszczącej się w magistracie.
Chodziło o to, by za wszelką cenę wyrwać z kleszczy „Lwa" i to bez spowodowania strzelaniny. Zadanie było niesłychanie trudne i skomplikowane, ale powiodło się. W biały dzień rozbrojono posterunek policji ukraińskiej, odbito skatowanego, ledwie żywego Malinowskiego i odwieziono do Kiwerc. „Był nieprzytomny - podaje orzeczenie lekarskie dr Henryka Kałużyńskiego ze szpitala rejonowego w Kiwercach - z licznymi śladami podbiegnięć krwawych na plecach, biodrach, klatce piersiowej i ramionach. Trzy żebra złamane i trzy zęby wybite. Z wyglądu krwawych podbiegnięć można było sądzić, że został zbity kolbami i pałkami, a potem już leżący na ziemi skopany podkutymi butami". Stan jego był bardzo ciężki i przez kilka tygodni walczył ze śmiercią. Siły nacjonalistów ukraińskich, mimo że poniosły ogromne straty w operacji „Kubło" pod Przebrażem, uniknęły jednak całkowitego pogromu i zakładały w terenie kolejne bazy. Aby przeciwdziałać pojawiającemu się nowemu zagrożeniu kierownictwo ośrodka partyzancko -obronnego Przebraże podjęło działania bojowe określone jako „prewencyjne wyprawy na upowców". Pod koniec września 1943 roku połączone siły z Przebraża, Komarówki i Rafałówki rozbiły garnizon upowski w Hauczycach, wieś spaliły, a mieszkańcom nakazały przesiedlić się do dalszego Kotowa. Na początku października, na propozycję radziecką, uderzono wspólnie na upowską szkołę podoficerską w Omelnie i zniszczono ją. Kolejną wspólną akcję przeprowadzono w nocy z 27 na 28 października na Sławatycze m.in. w celu odbicia grupy Uzbeków wcielonych do wojska niemieckiego. Garnizon UPA został zniszczony, a stu Uzbeków wcielonych do oddziału pułkownika Niko-łaja Prokopiuka. 27 października batalion przebraski (700 pieszych i 40 konnych) uderzył na Żurawicze i odbił 1000 sztuk bydła zagrabionego wcześniej polskim chłopom. Nie dawanospokoju nacjonalistycznym bandom, wyruszały śmiałe wyprawy, nękano gniazda oporu i bazy UPA. Wśród Przebrażan, w sytuacji ciągłego zagrożenia ze strony banderowców i hitlerowców polskiego ducha, nadzieję i wiarę w wyzwolenie podtrzymywał wielbiony i szanowany przez lud komendant Ludwik Malinowski. Jego życie stało się nierozłączną częścią bohaterskiej samoobrony Przebraża. Za wybitne zasługi, wyróżniającą się służbę w szeregach konspiracji, jesienią 1943 roku otrzymał awans na stopień podporucznika. Społeczeństwo Przebraża wręczyło mu sztandar wykonany przez miejscowe kobiety z okazji zwycięstwa nad banderowcami 30 sierpnia 1943 r., z wyhaftowanym na nim nazwiskiem Malinowskiego - obrońcy i opiekuna tysięcy ludzi. Napady band nie ustawały, a front zbliżał się nieustannie. Jeszcze przez wyzwoleniem regionu „Lew" zdołał skraść Niemcom załadowany już do wywózki sprzęt i wyposażenie szpitala w Kiwercach. Dr Kałużyński i kilku innych lekarzy oraz prawie cały personel pomocniczy schronili się w Przebrażu, do którego Niemcy też już nie mieli łatwego dostępu. Rano 30 stycznia 1944 r. kompania Wermachtu stacjonująca we wsi Jezioro wycofała się, a kilka godzin później żołnierze sowieccy 6 Korpusu Kawalerii gw. gen Baranowa oczyścili rejon Przebraża od nieprzyjaciela. Zaraz po wyzwoleniu, w lutym, przybył do wsi Józef Sobiesiak („Maks") - dowódca brygady „Grunwald". Mali-nowski przeszedł pod jego komendę obejmując dowództwo 4 kompanii. Dwa miesiące później, w obawie przed aresztowaniem przez NKWD, melduje się w dowództwie l Dywizji piechoty im. T. Kościuszki stacjonującej w Łyszczach. Rozmawia z gen. Aleksandrem Zawadzkim, który przyjmuje go jako ochotnika do zwiadu 3 kompanii. W randze st. sierżanta bierze udział walkach i zostaje ranny pod Jabłonną. Następnie w bitwie o Kołobrzeg i forsowaniu Odry oraz zdobywaniu Berlina.
Do kraju powrócił w 1945 roku i osiadł w Niemodlinie. Jako żołnierz Armii Krajowej znalazł się w kręgu zarzutów i podejrzeń. Zdecydowanie odrzucał wszystkie oskarżenia. Ogromna odporność psychiczna i fizyczna Ludwika Malinowskiego pozwoliła na przetrwanie stosowanych wobec niego stalinowskich metod represji. Ślady okrutnych tortur - widoczne na palcach wkładanych i dociskanych podczas przesłuchań między drzwi a framugę - pozostały mu do końca życia. Wszystko to działo się w gmachu Urzędu Bezpieczeństwa przy ul. Opolskiej w Niemodlinie. Sztandar Przebraża, który na Śląsk przywiozła Anna, córka Ludwika pomimo przeszukań i tortur nigdy nie wpadł w ręce oprawców z UB i po odwilży został wraz z mundurem i odznaczeniami bojowymi przekazany do Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie. Wykonawcami ostatniej woli „Lwa" byli jego synowie: Roman i Stanisław.
Po przemianach w Polsce (po 1956 roku) represje w stosunku do Ludwika Malinowskiego stopniowo malały. On sam dopóki zdrowie pozwalało, pomimo podeszłego wieku był niestrudzonym działaczem społecznym. Pełnił funkcję prezesa honorowego Związku Bojowników o Wolność i Demokrację do ostatniej chwili. Zmarł 18 czerwca 1962 roku. Jego prochy spoczywają na cmentarzu parafialnym w Niemodlinie.

autor opracowania: Edmund Łoziński

© wszelkie prawa zastrzeżone