.::JERZY LIEBERT::.

    <POWRÓT  [POEZJA]  DALEJ>

Jerzy Liebert - Biografia
 
Życiorys Jerzego Lieberta (1904–1931), jeżeli chodzi o fakty zewnętrzne, nie wygląda zbyt imponująco. Trudno się temu dziwić, uświadamiając okoliczność, że poeta żył zaledwie 27 lat i że nawet z tego krótkiego okresu wiele dni, miesięcy trzeba jeszcze odrzucić na chorobę, na leczenie gruźlicy, co utrudniało normalne funkcjonowanie człowieka wśród ludzi.
Urodził się 24 lipca 1904 r. w Częstochowie, w rodzinie inteligenckiej. Dzieciństwo spędził w Ostrowcu Świętokrzyskim i w Warszawie, gdzie od 1913 r. uczęszczał do Gimnazjum im. M. Reja. W latach pierwszej wojny światowej przebywał z rodziną w Moskwie, kontynuując naukę gimnazjalną.

W 1918 r. wraca do Polski, wznawia naukę w Wyższej Szkole Realnej W.Giżyckiego. Nauczycielem języka polskiego jest tu znany w międzywojniu krytyk literacki Leon Pomirowski. Mniej więcej na ten czas przypadają początki twórczości poetyckiej Lieberta. Debiutuje w 1921 r. wierszem Zmartwychwstanie. Modlitwa młodego poety na łamach czasopisma chrześcijańskiego „Czyn”. Z tego wynika, że już pierwszy publikowany utwór podejmuje problematykę, która do końca bardzo niedługiego życia będzie nurtowała artystę, co pozwoli badaczom i krytykom umieszczać twórczość Lieberta w nurcie poezji religijnej czy metafizycznej.

Na poetyce, szczególnie pierwocin literackich Lieberta, w pewnym stopniu zaważyli „skamandryci”. Jerzy był z nimi zaprzyjaźniony, bardziej może z Jarosławem Iwaszkiewiczem, który nieco później udzieli pewnych rysów Lieberta swojemu Julkowi Zdanowskiemu z Młyna nad Utratą. Będąc więc jednym z tzw. „satelitów Skamandra”, miał Liebert do swojej dyspozycji łamy tak poczytnych wówczas pism, jak sam „Skamander” i towarzyszące mu „Wiadomości Literackie” Mieczysława Grydzewskiego.

W 1922 r. poznał niejaką Bronisławę Wajngold. Znajomość przekształciła się w głęboką przyjaźń, a nawet miłość i znacznie się przyczyniła do pogłębienia niezbyt wówczas żarliwej wiary i wiedzy religijnej poety. Dzieje owej przyjaźni i ewolucji życia duchowego zawierają pisane w latach 1923–1926 listy, w których adresatka występuje pod imieniem Agnieszka. To ona wprowadziła Lieberta do środowiska inteligencji katolickiej, skupionej w „Kółku” ks. Władysława Korniłowicza, gdzie czytano i omawiano, m. in., pisma Maritaina czy św. Tomasza z Akwinu. Sama Agnieszka dokonała później jednoznacznego wyboru zostając siostrą zakonną.

W 1925 r. Liebert rozpoczął studia polonistyczne na Uniwersytecie Warszawskim, które zostały przerwane w 1927 z powodu choroby (cierpiał, jak już zaznaczyliśmy, na gruźlicę) i trudnej sytuacji materialnej. Z powodu intensywnie rozwijającej się choroby musi teraz częściej poddawać się leczeniu, udawać się na dłuższe kuracje do Worochty na Huculszczyźnie. Dzięki pomocy przyjaciół, zwłaszcza M. Grydzewskiego, w 1931 przebywał tu prawie pół roku. Zmarł 19 czerwca w Warszawie.

O bogatej mimo wszystko drodze życiowej, bez względu na jej krótkość, świadczy spuścizna literacka J. Lieberta, świadczą jego listy do obdarzonych głębszym uczuciem kobiet i przyjaciół-poetów. Szersze zapoznanie się z dorobkiem artysty jest możliwe dzięki wydanym w 1976 r. dwutomowym Pismom zebranym. Ze zrozumiałych względów nie jest tego wiele, jednakże nie tak mało jakościowo, skoro pozwoliło Leopoldowi Staffowi, piszącemu przedmowę do wydania dzieł Lieberta w 1934 r., sformułować aż takie, niech nawet zbyt subiektywne, słowa: „Religijna liryka Lieberta, głęboka przeżyciem, kryształowa formą, mimo meteorycznego przelotu pozostawiła trwały ślad na niebie naszej poezji. Liebert jest jednym z najczystszych poetów Polski Odrodzonej”. Zdaniem niektórych, taka opinia brzmi patetycznie, górnolotnie, jest zbyteczną mitologizacją dzieła. Nie jest ona jednak odosobniona.

Co się składa na tę „lirykę czystą”? W sumie zostały opublikowane trzy zbiorki poetyckie. Debiutanckim tomikiem jest wydana w 1925 r. Druga ojczyzna. To głównie ona dała podstawę do umieszczenia Lieberta w kręgu „satelitów Skamandra”. Motywy miłości, radości, wina, piękna natury, występujące w otoczce realiów miejskich, ubrane w tradycyjną poetykę, która nie stroni od takich, na przykład, rekwizytów, jak „serce” czy „perła”, „słowik” czy „róża”, „świty” czy „błękity” wpisywały poetę wyraźnie w orbitę skamandrycką.

Halina Turkiewicz

[DO GÓRY]