Stan wojenny i piłka nożna

 Wprowadzenie w naszym kraju stanu wojennego miało olbrzymi wywarł na przygotowania naszej reprezentacji do występów na hiszpańskim Mundialu. Większość drużyn zagranicznych z którymi mieliśmy zaplanowane rozegranie meczów towarzyskich - nagle wycofało się ze wcześniejszych ustaleń. Zwyczajnie nikt z nami nie chciał grać. Konkretnie, nie doszły do skutku m.in. sparingi z reprezentacjami Belgii i ... ZSRR /!!!/ Swoje odmowy motywowali względami politycznymi. Słowo daję, że nie mam zielonego pojęcia o jakie względy chodziło, co naprawdę było powodem, że nie chcieli z nami grać. Jak na ironię losu ze wspomnianymi zespołami spotkaliśmy się na Mundialu w meczach decydujących o zdobyciu medalu i jak wiadomo - to my wyszliśmy z tej konfrontacji zwycięsko. Ale uprzedzam nieco wypadki. W okresie przygotowań wcale nie było nam do śmiechu. Sprawdzaliśmy swoją formę grając mecze towarzyskie z bardzo słabymi drugo i trzecioligowymi zespołami z Niemiec i Francji. Przygotowania do najważniejszej na świecie piłkarskiej imprezy oparte na konfrontacji z "niedobitkami" ze wspomnianych krajów - nie nastrajałały optymistycznie...

 Na Okęciu nie byłem

 Jak wspomniałem już wcześniej trener Ryszard Kulesza zadeklarował, że nie będzie powoływał do reprezentacji graczy występujących za granicą. Z tego powodu jedynie ze słyszenia znam jedna z najsłynniejszych afer w historii polskiego futbolu, która miała miejsce na lotnisku "Okęcie" przed wyjazdem na mecz eliminacyjny z Maltą. Przyznaję, że z rozmów z kolegami z reprezentacji, dużo na ten temat wiem, ale ponieważ tam osobiście nie byłem, więc nie zacytuje ich. Nie chcę bowiem powtarzać plotek. W każdym razie moje zdanie w tej sprawie jest następujące : zupełnie bezsensownie rozdmuchano sprawę rzekomego "stanu po spożyciu" Józka Młynarczyka i stworzono problem., którego nie było. Wszystko zakończyło się dyskwalifikacjami kilku zawodników i rezygnacją z funkcji trenera reprezentacji pana Kuleszy. Na marginesie dodam, że zawsze uważałem tego szkoleniowca za człowieka bardzo dużej kultury 

Stara śpiewka

 Schedę po panu Ryszardzie objął Antoni Piechniczek. Nowy selekcjoner wzorem swojego poprzednika już na wstępie oświadczył, że nie widzi w swoim zespole zawodników występujących za granicą. Stara śpiewka. Nie ukrywam, że byłem zdegustowany taką postawą trenera, bo przecież bardzo chciałem grać w reprezentacji. Niestety nic nie mogłem poradzić. Pozostało mi tylko spokojnie i cierpliwie czekać. Po raz kolejny w swojej karierze nie pomyliłem się, do reprezentacji powrócę. Zespół pana Piechniczka przegrywał wszystko, co się dało przegrać. Dosłownie. Gdzie nie pojechali zbierali cięgi. Nawet mecz z trzecioligowymi zespołem GKS Tychy kadrowicze przegrali 2:0. Z formą było więc bardzo kiepsko, a zbliżał się decydujący o awansie do Mundialu mecz z NRD. Niedługo przed tym spotkaniem zadzwonił do mnie kierownik naszej drużyny, mój wielki przyjaciel Henryk Loska. 

- Wiesz, Grzegorz jaka jest sytuacja. No jak przyjedziesz ? - zagaił. 

- A jak myślisz Heniu ? Wiadomo, że przyjadę - odpowiedziałem. 

Pogrzeb na zgrupowaniu

Od razu jednak zastrzegłem Losce, że musi tak załatwić sprawy dotyczące mojego przyjazdu abym nie miał kłopotów z powrotem - co było bardzo prawdopodobne zważywszy na stan wojenny. Heniu obiecał, że wszystko załatwi. Ledwo odłożyłem słuchawkę zadzwonił Andrzej Szarmach 

- Pojedziesz ? zapytał /miał na myśli oczywiście mecz z NRD/ 

- Pojadę - odpowiedziałem.

 Po chwili tak samo dogadaliśmy się z Jankiem Tomaszewskim. Gdy dotarłem na zgrupowanie do Wisły - Andrzej Szarmach był już na miejscu. Wziąłem go na stronę i pytam 

- Jak tam chłopcy? 

- Daj spokój. Pogrzeb - odpowiedział.

 Andrzej miał rację. Atmosfera wśród zawodników Piechniczka była więcej niż przygnębiająca. Nie wiem, czy to stan wojenny tak wpłynął na samopoczucie zawodników, ale dosłownie żaden z nich nie wierzył, ze uda się nam coś na Mundialu osiągnąć, że w ogóle tam pojedziemy. Na drugi dzień wraz z Andrzejem zaprosiliśmy chłopców na piwo, porozmawialiśmy trochę i jakby coś zaskoczyło. Chłopcy nabrali wiary w siebie. Dzisiaj z perspektywy kilkunastu lat mam wrażenie, że to właśnie stan wojenny był jedną z "przyczyn naszego wielkiego sukcesu na Mundialu. Dlaczego? Chłopcy bardzo zżyli się ze sobą, chcieli walczyć i za wszelką cenę dobrze wypaść. Mieli naprawdę olbrzymią motywację. Dodam jeszcze jedną ciekawostkę - na mecz do NRD polecieliśmy wyposażeni nie tylko we własny prowiant ale nawet wzięliśmy ze sobą wodę. Tak na wszelki wypadek, bo nawet wśród przyjaciół. gdy stawka jest duża mogły się zdarzyć jakieś hece. Chyba domyślają się Państwo co mam na myśli. Mecz wygraliśmy 3-2 

Boniek na ławce

 Grupa eliminacyjna w której znaleźliśmy się /Włochy, Peru, Kamerun/ była zdaniem fachowców jedną z najsłabszych na Mundialu. Jak bardzo się mylili, chyba nie muszę nikogo przekonywać. Początek turnieju był dla nas bardzo nieudany i dramatyczny. Bezbramkowe remisy z Włochami i Kamerunem sprawiły, że humory nam nie dopisywały. Trener Piechniczek w pewnym momencie chcąc dokonać zmian w składzie zastanawiał się nawet czy nie odsunąć do rezerwy Zbyszka Bońka..

 

 

 

|W Stali Mielec 1| |W Stali Mielec 2| |W Stali Mielec 3| |Mundial 74 -1| |Mundial 74 - 2| ||Mundial 74 - 3|  |Mundial 78 - 1| |Mundial 78 - 2| |Mundial 78 - 3| |Mundial 82  - 1| |Mundial 82 -2| |Mundial 82 - 3| |Za granicą| |Życie prywatne - wywiad| |Alfabet Grzegorza L.| |O autorze| |Napisz!||Mecze| |Strona główna|