onet.pl  Tygodnik Powszechny  Historia w Tygodniku  Historia w Tygodniku (39/2006)  Eryk z Bogdańca, niewinny z Norymbergi
  
Szukaj: 
Strona główna
  Wiara    Kraj i świat    Kultura    Felietony    Tematy miesiąca  

Nr 7, 17 lutego


Kraj i świat
Wiara
Kultura
Historia
Cywilizacja
Telewizja
Zmysły
Felietony
Komentarze
Forum

Archiwum od 2008 r.
Archiwum
Archiwum 2000-03

 English

Obraz tygodnia
Kronika religijna
Kultura na skróty

POLECAMY

Wśród książek
Z płyty na płytę
Migawka

NAD BIBLIĄ

Medytacja biblijna
Czytania liturgiczne
Okruchy Słowa
Kobiety w Biblii
Wiara dla dorosłych


DODATKI "TP"

Książki w Tygodniku
Ucho Igielne
Rzecz Obywatelska
Historia w Tygodniku
Europa Środka
Nowa
Europa Wschodnia

Cybertygodnik
Dodatki specjalne
Unia dla Ciebie
Apokryf
Kontrapunkt
Parafia


Historia w Tygodniku > Historia w Tygodniku (39/2006)

Eryk z Bogdańca, niewinny z Norymbergi

... ciąg dalszy

von dem Bach (z lewej) rozmawia z niemieckimi żolnierzami, uwolnionymi z polskiej niewoli po upadku Starówki. Warszawa, wrzesień 1944r.

„Przeżycia" na Wschodzie

Wczesnym latem 1941 r., przed atakiem na ZSRR, na zamku Wewelsburg w Północnej Nadrenii-Westfalii „odbył się zjazd zwołany przez Himmlera, w którym brali udział (...) ci wyżsi dowódcy SS, którzy w nowej kampanii przeciw Rosji mieli spełniać pewne funkcje. Na zjeździe tym Himmler powiedział, że po kampanii rosyjskiej (...) »rasa słowiańska« będzie liczyła o 30 mln ludzi mniej, tak że tym samym niebezpieczeństwo biologiczne dla narodu niemieckiego będzie usunięte" – zeznawał von dem Bach w 1947 r.

Od chwili rozpoczęcia wojny z Sowietami to on był Wyższym Dowódcą SS i Policji na obszarze od Białorusi po Ural. Podlegały mu m.in. „grupy operacyjne" (Einsatzgruppen) zajmujące się eksterminacją ludności cywilnej i to on ponosił moralną odpowiedzialność za masakry Żydów, dokonywane przez podwładnych w Rydze i Mińsku od lipca do września 1941 r. Odpowiedzialności prawnej za to nie poniósł nigdy.

W lutym 1942 r. przebywał na rekonwalescencji w Berlinie po operacji żylaków. Naczelny lekarz SS donosił Himmlerowi: „Leczenie pacjenta nie jest łatwe ze względu na jego stan psychiczny – cierpi szczególnie na urojenia w związku z kierowanymi przez niego osobiście rozstrzeliwaniami Żydów i innymi ciężkimi przeżyciami na Wschodzie". Marek Dzięcielski trafnie zinterpretował kłopoty zdrowotne von dem Bacha: „Zapewne dopiero bezpośredni udział w zbrodniach uświadomił mu to, że nie był już żołnierzem, bohaterem z okresu pierwszej wojny światowej, dwukrotnym kawalerem Żelaznego Krzyża za waleczność, lecz człowiekiem odpowiedzialnym za mordowanie ludności cywilnej, mężczyzn i kobiet, starców i dzieci". Może to przeświadczenie stało za jego decyzją z września 1942 r., gdy zwrócił się do Himmlera o skierowanie do walki z partyzantami, którzy walczą z bronią w ręku. „Sądzę, że mam największe doświadczenie w zakresie zwalczania band" – pisał. Rzeczywiście: doświadczenie zdobyte po I wojnie światowej w walkach partyzanckich z Polakami na Śląsku zaprocentowało.

Jako Pełnomocnikowi Reichsführera SS ds. Walki z Bandami (tj. partyzantką), von dem Bachowi podlegała rozległa część Europy: Jugosławia, Ukraina, Białoruś, Generalna Gubernia i część okręgu białostockiego. W działaniach dysponował dużą niezależnością, miał własny sztab i przydzielane mu w zależności od doraźnych zadań oddziały Wehrmachtu, Waffen-SS, policji i ukraińskiej Schumy. Nie był tylko zwolennikiem rozwiązań siłowych, dążył też do „uspokojenia" sytuacji środkami politycznymi tam, gdzie siła nie starczała. „Bach górował niewątpliwie inteligencją, uzdolnieniami politycznymi i elastycznością taktyki nad wieloma swymi kolegami z aparatu Himmlera" – uznał Władysław Bartoszewski.

Nadszedł rok 1944. Przez pierwsze trzy miesiące tego roku był w okolicach Kowla, potem został skierowany do szpitala w Lublinie.

„Historyczna misja"

Rozkaz nr 1 wydany przez Hitlera i Himmlera nakazywał zrównanie z ziemią i stłumienie bez litości powstania, które 1 sierpnia 1944 r. wybuchło w polskiej stolicy. Von dem Bach przybył do Sochaczewa pod Warszawą 5 sierpnia. Zapytany w Norymberdze przez Sawickiego, kiedy zaczął dowodzić walkami w Warszawie, odrzekł: „Oceniam, że było to mniej więcej w dwa tygodnie po wybuchu powstania". Trudno się dziwić tej niezbyt precyzyjnej ocenie: na początku walk miała miejsce seria zbrodni na ludności cywilnej, dokonanych przez oddziały Reinefahrta, Dirlewangera i Kaminskiego.

Swoje przybycie do Warszawy nazwał „początkiem mojej historycznej misji". Mianowany dowódcą „Korpusgruppe von dem Bach", podlegał pod względem politycznym Himmlerowi, a militarnym – dowódcy 9. Armii gen. Nikolausowi von Vormannowi. Dobre stosunki z armią dawały mu swobodę manewru. Po przybyciu do Warszawy „podzieliłem mój plan na dwie części: polityczną i wojskową. Było dla mnie rzeczą samo przez się zrozumiałą, że jako Niemiec mam obowiązek stłumić powstanie wszelkimi stojącymi do mojej dyspozycji środkami wojskowymi" – zeznawał przed Sawickim. Z drugiej zaś strony „od pierwszej chwili postanowiłem położyć kres powstaniu – o ile to będzie możliwe – środkami politycznymi. Dlatego moim pierwszym postanowieniem było uchylenie rozkazu nr 1 i niewypełnianie go pod żadnymi warunkami".


Dodaj swój komentarz » 
14 komentarzy
Zelweski był Zydem..  [7] 16.04.2008 18:31
Ewelina Szymanska była konwertowaną przez misjonarzy ... ~zbigniew NOWAK
Erich von dem Bach-Zelewski,...  [2] 11.09.2007 16:16
...miał tego pecha ze nie spotkał swojego A.M....albo ... ~Robert Scurvy
Co wiadomo o Zelewskich?  [1] 10.09.2007 21:44
Mam prośbę do odwiedzających niniejsze forum - czy mogliby ... ~Zelewska
Historia zawsze zywa 09.06.2007 15:23
Suuuper-ciekawa historia o mocnym i jednoznacznym ... ~Juz Europejczyk
zobacz wszystkie wypowiedzi »

Copyright 1996 - 2009 Grupa Onet.pl SA - zobacz wszystkie serwisy » Polityka dotycząca cookiedo góry 
 Copyright tekst i zdjęcia Tygodnik Powszechny