Skąd się wzięły szkoły?

Edukacja jest w Polsce utożsamiana praktycznie wyłącznie z edukacją publiczną. Szkoły prywatne są niby tymi tylko dla bogaczy, a edukacja domowa jest z góry wyeliminowana szczególnie przez tych, którzy niczego konkretnego o niej nie wiedzą. Tym, którzy świata nie widzą poza szkołami publicznymi chciałabym postawić prowokacyjne pytanie: Czy zastanawiali się Państwo kiedy i w jakim celu szkoły publiczne w ogóle powstały?

Pierwsze szkoły, tj. szkoły w dzisiejszym rozumieniu tego słowa znaczeniu (system edukacji publicznej), sięgają końca XVIII w., chociaż postulaty przejęcia edukacji w ręce naczelnej władzy w państwie pojawiły się dużo wcześniej. W Polsce m.in. A. Frycz Modrzewski w dziele O naprawie Rzeczypospolitej (1555, księga O szkole) postulował powierzenie pieczy nad szkolnictwem właśnie państwu. Tzw. nowoczesne systemy kształcenia zaczęły się realnie kształtować od czasów rewolucji francuskiej, a zadecydowały o tym względy ideowe i polityczne.

W czasach oświecenia idee sekularyzacji migrują z kraju do kraju. Najpierw obejmują, co oczywiste, Francję, kraje niemieckie, Rosję ... Stosunkowo szybko sekularyzacja przemienia się tu i tam w ateizację. W XIX w. zaczyna się rozwijać ustawodawstwo szkolne, a organizację szkół przejmują rządy poszczególnych państw. "Przejęcie pałeczki" przez rządy to oczywiście eufemizm. Chodziło o odebranie szkół Kościołowi, łącznie z zagrabieniem ich majątku.

W Polsce powstanie Komisji Edukacji Narodowej (1773 – 1794) "zawdzięczamy" grabieży majątku jezuickiego. Komisja ta była właściwie protoministerstwem edukacji, działała pod protektoratem króla zachowując pełną autonomię (tylko w sprawach finansowych odpowiadała przed sejmem) i była tworem dużo, dużo mniejszym niż obecny, ciągle się rozrastający jak rak złośliwy, MENIS. W początkach istnienia składała się z czterech senatorów i czterech posłów, ale z czasem liczbę komisarzy powiększono.

W 1775 r. KEN powołała Towarzystwo do Ksiąg Elementarnych, którego celem było opracowanie programów i podręczników szkolnych oraz sprawowanie kontroli nad całym procesem edukacyjnym. KEN-u nie potępiam jednak "w czambuł", bo czasy były wtedy inne, a instytucja ta miała chociażby tę wyższość nad dzisiejszym MENIS, że była dużo mniejsza. Zastanawiam się tylko, czy większość Czytelników, czyli nauczycieli świętując Dzień Nauczyciela myśli sobie trochę o mikroskopijności KEN-u i gigantyczności MENIS?

Przymus szkolny

Wiele osób, w tym zapewne wielu nauczycieli, którzy nie interesują się historią szkolnictwa, myśli sobie, że szkoły powstały z "czystej" pobudki zwiększania zawartości ludzkich głów, czy w celu alfabetyzacji całego społeczeństwa. Chyba będą musieli się cokolwiek rozczarować.

Systemy przymusowych szkół powstały z bardzo konkretnych powodów, które nijak się miały do tych dobrotliwych celów, ale o tym za chwilkę. Idea przymusu szkolnego jest dzieckiem oświecenia, dzieckiem Diderota i innych jemu podobnych.

Pierwsze próby wprowadzenia obowiązku szkolnego pojawiły się już w XVII w.: przepisy weimarskie (1619 r.), gotajskie (1642 r.) i pruskie (1698r. i 1717r.), a potem stanu Massachusetts (purytański rząd kolonii: 1647r.), jednak nie miały one większego znaczenia z powodu nikłych możliwości realizacji. Pierwsze ustawy wprowadzające faktycznie obowiązek szkolny pochodzą z XIX w. (1819 Prusy, 1869 Austria, 1872 Japonia, 1876 W. Brytania, 1882 Francja, 1848–1918 USA), a w wielu krajach obowiązek szkolny wprowadzono dopiero w XX w. (m.in. w ZSRR w 1930 r. za Stalina).

Uważni Czytelnicy już powinni zgadnąć, że przymus szkolny jest stosunkowo młody i pojawia się nieprzypadkowo w konkretnym miejscu i konkretnym czasie. Na ziemiach polskich obowiązek szkolny ustanowiono po raz pierwszy w 1808 r. jako zalecenie Izby Edukacji Publicznej (naczelny organ oświatowy w Księstwie Warszawskim), jednak wobec braku odpowiedniej liczby szkół nie weszło ono w życie. Udało się go za to wprowadzić zaborcom (w 1825 r. w Wielkopolsce i na Pomorzu, w 1873 w Galicji), w największym zakresie Prusakom.

Po odzyskaniu niepodległości 7-letni obowiązek szkolny (do 14 roku życia) został wprowadzony na terenie całej Polski na mocy dekretu z 1919 (potwierdzony ustawą z 1932). W II Rzeczpospolitej nie było aż tak źle, m.in. nauczanie domowe zrównano prawnie z publicznym.

Czas PRL-u, którego cichą kontynuatorką była eksminister Łybacka, to okres nie tylko wydłużania obowiązku szkolnego (do 16, a potem 17 lat), ale także silnej ofensywy ideologicznej w szkolnictwie: założenia pracy dydaktycznej oparte na marksistowsko-leninowskich podstawach, wyrabiające (nie do zdarcia) przekonanie o wyższości socjalizmu, zastąpienia patriotyzm internacjonalizmem, wprowadzenia przymusowego j. rosyjskiego do szkół i wykładów marksizmu- leninizmu na uniwersytetach, likwidacji szkół prywatnych, wielu instytucji oświatowych, zwalniania "niepoprawnych" wielu uczonych.

Konstytucja RP z 1997 wydłużyła obowiązek szkolny jeszcze bardziej, do maksymalnego legalnego progu (?), czyli do 18 roku życia, a min. Łybacka w ubiegłym roku (ustawa weszła w życie we wrześniu 2003r. - przyp. red.) obniżyła "wiek poborowy" z siedmiu do sześciu lat.

Z uwagi na fakt, że nie da się bardziej dorosłych przymusić do chodzenia do szkół, "wiek poborowy" będzie się stopniowo obniżał ( spostrzeżenia autorki były trafne, kolejne rządy postulowały objęcie obowiązkiem przedszkolnym już pięciolatków, a obowiązek edukacyjny planowano obniżyć do sześciu lat; tym zmianom sprzeciwił się minister edukacji R. Giertych i uniemożliwił ich wprowadzenie - przyp. red.) Trzeba przecież zagwarantować pracę 600 tys. polskim nauczycielom, a jak wiadomo z dziećmi ostatnio kiepsko.

Po co komu przymusowe szkoły publiczne?

A teraz przyjrzyjmy się dokładnie temu, dlaczego w krajach - przodownikach edukacyjnego przymusu powstał obowiązek szkolny (jak wiadomo na ziemiach polskich sprawę załatwili zaborcy). W Prusach powstał on dokładnie po to, aby stworzyć bezgranicznie posłusznych żołnierzy, uległych robotników do fabryk i kopalń, posłusznych elitom urzędników państwowych, wdrażających bez szemrania państwowe regulacje, myślących to samo na wszelkie tematy.

Nadworny filozof Fryderyka Wilhelma III Johann Fichte opracował specjalny plan oświatowy, poprzez który, po haniebnym poddaniu się pruskich wojsk Napoleonowi (pod Jeną, 1806 r.), "naród" miał zyskać nie tylko lepszych wojaków (bezgranicznie posłusznych, którzy pod Jeną popełniliby zbiorowe samobójstwo na rozkaz swoich dowódców), ale i karnych obywateli. Dlaczego inne kraje przejęły system oświaty od Prus?

Przyczyn zapewne było kilka, a jedną z nich było przekonanie, że ekonomiczna potęga Prus wiąże się z wprowadzeniem przymusu edukacyjnego (ciekawe, że dzisiejsza potęga gospodarcza USA zalegalizowała edukację domową na wszystkie stany). W USA kontekst wprowadzenia tego przymusu był innej natury, spowodowany masową imigracją katolicką, głównie Irlandczyków w latach 40- tych XIX wieku, która zagrażała dominacji protestantyzmu.

Wraz ze stanowym przymusem edukacyjnym wyeliminowano powstające jak grzyby po deszczu liczne przykościelne szkółki katolickie. Cała operacja wprowadzania przymusu edukacyjnego na całe USA zajęła z grubsza siedemdziesiąt lat i nie obeszło się bez oporów ludności. Szczęśliwcy Amerykanie mieli przecież do dyspozycji broń i używali jej do obrony "głów" własnych dzieci. Rząd był jednak lepiej uzbrojony i przez to bardziej przekonywający. I tak właśnie w różnych krajach ludzie zaczęli maszerować do szkół, gdzie na powitanie grał im wojskowy róg. A dziś jest dzwonek.

Inna szkoła współczesna?

Niektóre państwa nadal używają aparatu przymusu, policji i innych środków, które mają przekonać niepokornych, że edukowanie to zadanie wyłącznie dla państwa. W październiku 2004 r. ośmiu ojców pójdzie w Niemczech do więzienia (potem zmienią ich żony) za to, że podjęli się edukacji domowej własnych dzieci.

To dla pamięci tych, którym by się zdawało, że idea pruskiej szkoły przecież już wygasła, a niemieckie społeczeństwo jest wolne (albo "demokratyczne" czyli "wolnościowe"- jak kto woli). Według ustawy o systemie oświaty polskim rodzicom dzieci wagarujących grozi grzywna do pięciu tysięcy złotych.

O kary wnioskują dyrektorzy szkół, a ich realizacją zajmują się wydziały edukacji w urzędach miast i gmin, a że często ci rodzice nie mają pieniędzy....to może wkrótce i do więzienia pójdą? A można by przyznać, że przez jakieś sto lat istnienia przymusu szkolnego nie udało się "państwu" nigdzie ani zaciągnąć wszystkich do szkół, ani doprowadzić do 100% (an)alfabetyzacji. Może więc nie tędy droga? Szkołom państwowym, które przecież zawsze będą w rękach jakichś zaborców, udało się jednak dokładnie to, do czego powstały.

Masowo produkują tych, którzy nigdy nawet nie uwierzą w niecne zamiary systemu edukacji publicznej. Już dziś nawet nie trzeba wysyłać do rodziców karteczek z przypomnieniem, aby dziecko do szkoły zapisać. Wszyscy robią to bez bicza, bo wiedzą, że edukacją ważną jest. Edukacja tak, ale przymusowa państwowa?


Natalia Dueholm
inne publikacje autorki...

0
Jeszcze nie głosowano
 

początek szkolnictwa w końcu XVIII wieku ?

Proponuję poczytać choćby http://www.szkolnictwo.pl/ind...

Jest też całkiem sporo materiałów świadczących o tym że kształcenie "posłusznych elitom urzędników państwowych, wdrażających bez szemrania państwowe regulacje, myślących to samo na wszelkie tematy" ma jeszcze starsze korzenie w systemie społecznym starożytnego Egiptu.
To samo dotyczy kilku innych młodszych od egipskiej kultur basenu Morza Śródziemego jak kultura mykeńska.

To jest: Jan Bodakowski

Szkolnictwo publiczne

Przymusowe szkolnictwo publiczne ma na celu indoktrynacje i demoralizacje. Rodzina jest zagrożeniem dla despotycznej tyrani, tyrania więc rozbija więzy rodzinne poprzez demoralizowanie dzieci w szkołach. Celem edukacji publicznej jest też ogłupienie, dzieci uczone są posłuszeństwa i powtarzania formułek, krytycyzm i kreatywność są niszczone. Należy więc sprywatyzować szkolnictwo, ograniczyć przymus szkolny, i znieść obowiązkowe kanony programowe.

To jest: Krzysztof M

Tacy, jak Pan

mogą niezłego bigosu narobić... Niezorientowanym może Pan tak w głowach namieszać... Niczym JKM... Przymusowe szkolnictwo jest dziś niezbędne. A wykorzystane może być tak jak młotek. Dla dobra przymuszanych, lub dla ich zagłady...

To jest: dante_alighieri

Tu sie Pan udal

To szkoly jezuitow uczylu krytycyzmu?To byl ten sam chlam tylko z drugiej strony.Szkola jest insytucja totalitarna nie wazne prywatna czy publiczna.Zaklada przymus i uczenie sie tego co jest w danej szkoly programie inaczej jak opanowal by Pan klase zlozona z ilus tam uczniow.O nauce domowej juz przerabialismy temat i mnie wyszlo ze to fajna idea ale dla bardzo nielicznych ktorych na to stac.

To jest: Jan Bodakowski

ulega pan antykatolickiej propagandzie

Tylko chrześcijaństwo, cywilizacja zachodu, korzystające jak piszą papieże z dorobku pogańskiej Grecji, umożliwiło powstanie zjawiska społecznego jakim jest nauka. Miedzy chrześcijaństwem (katolicyzmem) a nauką nigdy nie było sprzeczności. Szkolnictwo jezuitów doskonale się wpisywało w ten nurt. jezuici byli znienawidzeni przez masonerie i monarchie absolutne bo dzięki ich pracy katolicy byli odporni na kłamliwą i szkodliwą propagandę.

To jest: dante_alighieri

aha i pewnie papiez tez byl masonem

ze w koncu ich popedzil?Jakiej propagandzie ulegam?To sa fakty.

Obserwując dzisiaj zdegenerowane

Finek
przez lewactwo szkolnictwo ( pomijając program a więc i cel szkolenia) oraz obserwując Eurosojuz należy się bać pomysłu nawiedzonych jasnogrodzian, że dzieci rodzicom będą zabierane na cały dzień a może i na dłużej. Natomiast pragram nauczania to bedzie istny horror, coś na wzór prania mózgów w sektach. Dla wybranych oczywiście będzie po staremu czyli dobre szkoły prywatne. Natomiast na renomowanych uniwersytetach świata zagnieździło się także ortodoksyjne lewactwo i dzieci możnych tego świata po dobrych szkołach prywatnych i tak zostaną ogłupione i zdemoralizowane na ostatnim etapie edukacji. A więc kij ma jednak zawsze dwa końce.

Finek

To jest: kaktusnadłoni

Chciałem Panie Finek skomentować.

Próbowałem na Pańskim poziomie emocjonalnym, ale bez słów niecenzuralnych nie wychodzi.

Z jednym zdaniem z Pańskiego komentarza się zgadzam:

cytuję Finek:
A więc kij ma jednak zawsze dwa końce.

Reasumując, tam gdzie jest więcej rozumu niż emocji, nie ma ani "lewaków" ani "prawiczków" a jasnogrodzianin może chodzić w moherowym berecie.
Pozdrawiam :-)

kaktusnadłoni

Odnoszę wrażenie

Finek
Odnoszę wrażenie, że czyni mi Pan wyrzuty za moje słowo, lewactwo. Lewactwo jest faktem, bezstresowe wychowanie jest faktem, sfeminizowanie zawodu nauczyciela dzięki lewactwu jest faktem, itp. Skutkuje to tym, że to uczniowie mają "uczyć" nauczycieli a nie odwrotnie. Natomiast pańskie ostatnie zdanie, Panie Kaktusnadłoni jest napisane z pozycji właściciela niewolników. Dla włąściciela niewolników rzeczywiście jest mało ważne czy lewak czy normalny człowiek. Niewolnicy mają być posłuszni i nie wierzgać przy strzyżeniu do krwi. Dlatego duszę niewolnika trzeba lepić i formować od żłobka a rodzice niejednokrotnie w tym przeszkadzają. Jeżeli Panie Kaktusna dłoni, nie jest pan właścicielem niewolników to wchodzi pan w cudze buty i mogą być odciski.

Finek

To jest: Krzysztof M

Niezłe

.

To jest: dante_alighieri

zawod nauczyciela sfeminizowaly nedzne pensje

i tyle.Za komuny to byla robota za psie grosze.

To jest: kaktusnadłoni

Ja równierz odnoszę wrażenie, Panie Finek...

...że Pański bunt jest przeciwko rózdze, a nie widzi Pan tego co tę rózgę trzyma.
Staram się być człowiekiem wolnym, również od niewolnictwa. Proszę mi napisać dlaczego nie podobało się Panu moje ostatnie zdanie, czy to że według mnie "jasnogrodzianin może chodzić w moherowym berecie", czy fakt że wolę rozum jak emocje?
Pozdrawiam.

kaktusnadłoni

Pierwsze szkoły o których wiemy

powstały w starożytnym Sumerze, około 5000 lat temu. Nazywano je edubbas i kształcili się tam skrybowie. Oczywiście w czasach starożytnego Sumeru byłoby ekonomicznie nieopłacalne, żeby wszystkie dzieci uczyły się przez 12 lat czytania i pisania, zamiast pracować na swoje utrzymanie. Po pierwsze - kosztowałoby to miasto zbyt wiele, po drugie zaś miasto nie potrzebowało tylu skrybów.
Obecnie wykształceni ludzie są bardziej i coraz bardziej potrzebni gospodarce.

Pomiędzy indywidualnymi a zbiorowymi potrzebami istnieje pewna niespójność: rodzice chcą, żeby ICH dziecko było nie tylko dobrze wykształcone, ale było wykształcone LEPIEJ niż inne dzieci. Żeby miało nad innymi przewagę, która ułatwi mu sukcesy i zdobycie znakomitego miejsca w dorosłym społeczeństwie. I nic w tym zdrożnego. Moje dzieci będą miały taką przewagę i moja głowa w tym, jak ją zapewnić.
Edukacja dzieci nie jest jednak sprawą obojętną dla państwa. Dla interesu państwa obojętne jest, KTÓRE dzieci będą wspinały się na szczyty społecznej drabiny, które utoną w morzu spokojnej przeciętności, a które zostaną wyrzutkami. Ważne dla niego jest, aby edukacja dotarła jak najszerzej i umożliwiła wydobycie i udoskonalenie wrodzonych zdolności również z tych milionów dzieci, o których rodzice nie są w stanie zadbać równie dobrze.
Przymusowe szkolnictwo publiczne jest produktem określonej epoki - początków ery przemysłowej. Rosnące zapotrzebowanie na ludzi wykształconych było połączone z faktem, że większość tych potencjalnie wykształconych ludzi należało do biedaków, którzy nie mogli sobie pozwolić na nawet najskromniejszą edukację. Szkoły publiczne stały się jednym z kół zamachowych ery przemysłowej. Inwestycją. Udaną.
-------
"Brak szacunku dla słowa jest źródłem nieporozumień"

"Brak szacunku dla słowa jest źródłem nieporozumień"

Można wyświetlać komentarze w różnych formach:

Wybierz i zachowaj swoje preferencje wyświetlania komentarzy. Kliknij "Zachowaj" po ustawieniu zmian.