e-monitor szkolny

strona główna> publikacje> Dorośli dzieciom zgotowali ten los...

Dorośli dzieciom zgotowali ten los...

reportaż zamieszczony w piśmie "Merkuriusz Uniwersytecki" Instytutu Dziennikarstwa Uniwersytetu Warszawskiego
Merkuriusz Uniwersytecki UW - 2005 Katarzyna Będzińska


 

Dorośli dzieciom zgotowali ten los...

W łódzkim Parku im. Szarych Szeregów stoi pomnik "Pękniętego Serca". W tym miejscu 60 lat temu znajdował się hitlerowski obóz koncentracyjny. Rudowłosa dziewczyna, którą przypadkiem poznaję pod pomnikiem, pomaga zrozumieć mi tragedię setek dzieci, które były tu maltretowane, zmuszane do ciężkiej pracy i... mordowane.

"19 stycznia 1945 roku, w hitlerowskim obozie dla dzieci i młodzieży przy ul. Przemysłowej w Łodzi wybuchła panika wśród małych więźniów na wieść o spaleniu Radogoszcza. Wszystkie dzieci stłoczono w budynkach nr 51 i 54. Kiedy zakazano opuszczania pomieszczeń, niektórzy usiłowali wydostać się przez okna, inni wciągali ich z powrotem do środka. Wokół budynków krzątali się esesmani z pojemnikami. Jedni więźniowie krzyczeli i płakali, inni pozostawali obojętni na wszystko, co się wokół nich działo. Wszyscy jednak przeczuwali najgorsze. Obiadu w tym dniu nie wydano. Minuty ciągnęły się w nieskończoność. Dopiero około godziny 14.00 na drodze powstało zamieszanie. Ze wszystkich stron biegli esesmani z bronią w ręku, zajmowali miejsce w oczekujących samochodach. Nagle samochody ruszyły i opuściły obóz. Zapanowała cisza. Po jakimś czasie kilku więźniów wyszło niepewnie, żeby sprawdzić, czy załoga opuściła obóz. W kilka minut później obóz obiegła wiadomość, że nadeszła wolność. Kto tylko mógł opuszczał bloki i natychmiast cała gromada dzieci-widm wysypała się z obozu."

Ten opis pierwszych chwil wolności z jedynej monografii obozu przy ul. Przemysłowej w Łodzi autorstwa Józefa Witkowskiego nie oddaje tego, co działo się w małych sercach tych, którzy przeżyli tragedię i koszmar swego życia w tak młodym wieku.

*Pęknięte Serce*

Jest ciepłe wiosenne popołudnie. W parku im. Szarych Szeregów w Łodzi wszystkie ławki są pozajmowane. Młoda kobieta kołysząca stojący obok niej wózek wystawia twarz do słońca. Starszy pan w ciemnych okularach leniwym ruchem wyciąga z podręcznej torby książkę, by za moment zatopić się w jej lekturze. Z pobliskiego boiska szkolnego dobiegają odgłosy gry w piłkę nożną. Drobna dziewczyna o rudych włosach wolnym krokiem podąża w kierunku pomnika stojącego na kamienistym placu. Ania Wosik, była uczennica Szkoły Podstawowej nr 81 im. Bohaterskich Dzieci Łodzi mieszczącej się nieopodal parku, zatrzymuje się przy zniczu i pamiątkowej tablicy umieszczonej przed pomnikiem.

Odebrano Wam życie, dziś dajemy Wam tylko pamięć – czyta napis umieszczony na płycie. Po chwili milczenia wskazuje na pomnik. To Pomnik Martyrologii Dzieci, zwany potocznie pomnikiem „Pękniętego Serca”. Ten, kto zna straszną historię tego miejsca na pewno nie przejdzie obok niego obojętnie. Szkoda tylko, że tak niewielu orientuje się, co tu się działo 60 lat temu – stwierdza ze smutkiem Ania, spoglądając w stronę ludzi w parku. Czy widok tego serca nie skłania do refleksji? – pyta.

Pomnik przedstawia wykonane z metalizowanego betonu, wysokie na 8 metrów, pęknięte serce matki, w którego szczelinie widać zwielokrotnioną postać odwróconego, wychudzonego dziecka. Z inicjatywą jego budowy wyszli wychowankowie Ośrodka Szkolno – Wychowawczego dla Dzieci Głuchych w Przemyślu. 9 maja 1971 roku, w 26. rocznicę zwycięstwa nad faszyzmem, nastąpiło uroczyste odsłonięcie pomnika projektu Jadwigi Janus i Ludwika Mackiewicza. Ideę pomnika wyrażają słowa zawarte w akcie erekcyjnym:

"Niech przekaże przyszłym pokoleniom nasze wspólne wołanie: nigdy więcej wojny, nigdy więcej obozów"”

Ten pomnik upamiętnia martyrologię dzieci osadzonych podczas II wojny światowej w obozie koncentracyjnym, który znajdował się na terenie tego parku – mówi Ania. Tu widać symboliczne fragmenty murów postawionych na jego granicach. A tam znajduje się dom, w którym mieściła się administracja obozu. Pokazuje obiekty i odchodzi w kierunku swojej „podstawówki”. Szkoła Podstawowa nr 81 im. Bohaterskich Dzieci Łodzi przyjęła to imię 1 czerwca 1966 roku na cześć dzieci pomordowanych w obozie. Jestem niezmiernie dumna, że mogę być dyrektorem tej placówki - mówi pani Bożena Będzińska-Wosik. Uważam, że pielęgnowanie pamięci tragedii dzieci z hitlerowskiego obozu przy ulicy Przemysłowej w Łodzi jest moralnym obowiązkiem, zarówno moim jak i innych dyrektorów, nauczycieli i młodzieży łódzkich szkół, a zwłaszcza placówek położonych na terenie obficie zroszonym łzami i krwią tysięcy polskich dzieci, które jak mówi poeta...

..."Przemierzyły po omacku najwstydliwsze z ludzkich dróg"

Obóz koncentracyjny dla małoletnich Polaków w Łodzi znajdował się w rejonie ulic: Przemysłowej, Górniczej, Brackiej i Plater. Utworzono go jesienią 1942 r. zgodnie z rozkazem Reichsfeuhrera SS. Urzędowa nazwa obozu: Polen-Jugendverwahrlager der Sicherheitspolizei in Litzmannstadt – prewencyjny obóz policji bezpieczeństwa dla młodzieży polskiej w Łodzi, stworzona została na użytek zewnętrzny i pozorowała, że obóz ma charakter zapobiegawczy i, że chodzi o wychowanie dzieci. Rzeczywistość była jednak inna.

To miejsce miało charakter wyniszczający, a regulaminem oraz warunkami bytowania niczym nie różniło się od obozów koncentracyjnych dla dorosłych, z tym, że wyżywienie w obozie łódzkim było gorsze. Zastosowano w nim najtańszy i niewymagający nakładów inwestycyjnych środek skutecznego wyniszczenia – głód - opowiada pani dyrektor.

Obóz stanowił obiekt zamknięty. Ze wszystkich stron otaczało go getto żydowskie. Jedynie od strony bramy głównej przy ul. Przemysłowej łączył się z miastem. Był opasany płotem i trzymetrowym, wysokim murem, zakończonym zasiekami z kolczastego drutu. W rogach ogrodzenia stały wieże strażnicze z reflektorami i karabinami maszynowymi. Obóz miał plac apelowy, bloki i baraki dla więźniów, blok karny i karcer. Teren był podzielony na dwie części – chłopięcą i dziewczęcą, w których więziono młodzież od ósmego do szesnastego roku życia. Na terenie przeznaczonym dla dziewcząt więziono także dzieci w wieku od 2 do 8 lat.

Zwykły dzień w obozie rozpoczynał się o 6 rano a kończył o 22.00. Dzieci szyły na potrzeby Wehrmachtu chlebaki, tornistry, żołnierskie pasy, wyplatały ze słomy maty i kosze. Robiły też i naprawiały obuwie z filcu. Pracowały w warsztatach iglarskich, gdzie prostowały igły tkackie, przy kopaniu rowów i walcowaniu dróg. Miejsce dziewcząt było w pralni, szwalni i kuchni.

Do obozu kierowano dzieci i młodzież za różne drobne przewinienia wobec okupanta oraz dzieci bezdomne i pozbawione opieki wskutek aresztowania ich rodziców. Głód, ciężka praca fizyczna ponad siły, fatalne warunki sanitarne, brutalne i sadystyczne traktowanie młodocianych więźniów powodowały wysoką śmiertelność. Racje żywnościowe były głodowe. Na śniadanie podawano pajdkę chleba i pół litra czarnej, gorzkiej ersatz – kawy, od czasu do czasu posłodzonej sacharyną. Trzy razy w miesiącu dzieci otrzymywały łyżkę marmolady buraczanej lub psującego się twarogu. Mleka, mięsa, wędlin i tłuszczu nie było nigdy. Obiad stanowiło ¾ litra wodnistej zupy z brukwi, liści kapusty lub buraków – zwykle bez ziemniaków – opowiada nauczycielka historii, pani Aleksandra Filipowicz, otwierając drzwi Szkolnego Muzeum.

"Odebrano Wam życie, dziś dajemy Wam tylko pamięć"

Szkolne Muzeum powstało 9 maja 1971 roku jako Izba Pamięci z inicjatywy ówczesnego dyrektora Stanisława Jagiełły. W 2004 roku izba została przeniesiona, a 19 stycznia 2005 r., w 60. rocznicę wyzwolenia obozu przez Armię Czerwoną, dokonano jej poświęcenia >

W uroczystości uczestniczyli byli więźniowie obozu. Apelowali do uczniów, aby uczyli się upamiętniać historię. Obecny był także wiceprezydent Łodzi Mirosław Orzechowski. Pani Będzińska-Wosik ze wzruszeniem wspomina tę podniosłą chwilę: Opowieści dorosłych już dzieci z obozu koncentracyjnego przy ul. Przemysłowej chwytały za serce. To niewiarygodne, że w warunkach urągających wszelkim zasadom sanitarnym, z dala od rodziców i bliskich, najlepsze lata swojego dzieciństwa spędzały w atmosferze strachu i nienawiści, w świecie zbrodni, poniewierania ludzkiej godności, gdzie zewsząd czyhała śmierć. Ta okrutna i bezlitosna śmierć zabrała 12 tysięcy małych istnień, 12 tysięcy polskich dzieci!

Wychowawcy z Litzmannstadt

Załoga obozu była dobrana z całą starannością. Komendantem od chwili utworzenia aż do wyzwolenia był szef policji kryminalnej w Łodzi, SS-Sturmbannfeuhrer Karl Erlich. Kierownikiem obozu był esesman Hans Heinrich Fuge. Ludźmi, którzy przyczynili się do największej krzywdy więzionych dzieci byli "wychowawcy". W dzieje obozu krwawo wpisał się Edward August. Był on tak okrutny, że esesmani powstrzymywali go czasem od masakrowania dzieci. Z rozkoszą poddawał je najwymyślniejszym torturom. Bił, kopał w najczulsze miejsca, wpychał do skrzyń z piaskiem, topił w beczce z wodą, wieszał za nogi na łańcuchu i opuszczał głową w dół do kanału z zużytymi smarami samochodowymi, scyzorykiem wycinał genitalia, gasił na ciałach więźniów papierosy. Wyrokiem Specjalnego Sądu Karnego w Łodzi został skazany na karę śmierci.

Innym oprawcą był Teodor Busch. Nosił przy sobie bat, jakim posługują się pogromcy dzikich zwierząt. Bił nim z odległości, samym końcem. Doszedł do takiej perfekcji, że upatrzoną ofiarę trafiał z odległości nawet w biegu. Został rozpoznany i ujęty 23. czerwca 1945 roku. Uniknął jednak sprawiedliwego wyroku, gdyż zmarł w więzieniu 5 lipca.

Sydomia Bayer lubowała się w wywlekaniu chorych dzieci na śnieg i polewaniu ich zimną wodą, w wyniku czego ofiary umierały. Nie miała litości nawet nad najmłodszymi więźniami. Kazała je chłostać, bić, kopać, pozbawiała posiłków. Została skazana na karę śmierci.

Eugenia Pol była równie okrutna i bezlitosna. Biła dzieci bykowcem, z którym nigdy się nie rozstawała. Jej wynalazkiem było wkręcanie w brzuch rękojeści pejcza. W ten sam sposób rozrywała chorym i bezbronnym więźniom rany. Swoim ofiarom zaklejała usta plastrem, żeby nie było słychać krzyku, gdy się nad nimi znęcała. Wyrokiem Sądu Wojewódzkiego w Łodzi, w kwietniu 1974 r. została skazana na karę 25 lat pozbawienia wolności.

*Serce - Dziecku*

Każdego roku, w Międzynarodowy Dzień Dziecka, punktualnie o godzinie 12.00, przed pomnikiem "Pękniętego Serca" odbywa się uroczystość wręczenia medali "Serce-Dziecku". Ceremonia, objęta patronatem prezydenta miasta Łodzi, prowadzona jest przez dzieci ze Szkoły Podstawowej nr 81. Prowadzenie tej uroczystości było dla mnie wielkim zaszczytem. To cudowne móc czynnie uczestniczyć w wydarzeniu upamiętniającym martyrologię dzieci pomordowanych w tym obozie – opowiada Ania. Przyjeżdżają tu ludzie, którzy przeżyli więzienny dramat i dzielą się z młodzieżą swymi koszmarnymi wspomnieniami. Jestem dumna, że mogłam ich poznać i wdzięczna za to, że dzięki nim dowiedziałam się prawdy o obozie, który znajdował się na ziemi, na której się urodziłam i wychowuję. Każdy, nie tylko łodzianin, powinien znać historię tego miejsca, aby móc oddać godny szacunek tym, którzy zginęli oraz tym, którym dane było przetrwać.

Członkowie Koła Byłych Więźniów Hitlerowskiego Obozu Koncentracyjnego Dla Dzieci i Młodzieży w Łodzi nie potrzebują zaproszenia. Co rok, przyjeżdżają do Łodzi z całej Polski, aby oddać cześć pomordowanym kolegom. Nikt nigdy nie kryje łez i wzruszenia nad tragicznym losem dzieci - podsumowuje pani Będzińska-Wosik, która od wielu lat organizuje każdą imprezę pod pomnikiem „Pękniętego Serca”.

Medal „Serce-Dziecku” jest honorowym wyróżnieniem przyznawanym ludziom dorosłym za szczególne osiągnięcia w pracy z najmłodszymi i dla najmłodszych. Medale wręczane są przez Kapitułę Dziecięcą Stowarzyszenia Komitet Dziecka. Do najsławniejszych osób, które zostały wyróżnione tym medalem należą między innymi: Jerzy Owsiak, Janina Ochojska i Jolanta Kwaśniewska. Każda uroczystość kończy się występem artystycznym młodzieży z różnych szkół w Łodzi. Chcemy w ten sposób pokazać wszystkim byłym więźniom obozu, żyjącym i tym, którzy odeszli, że uczynimy wszystko, by wydarzenia z tamtych lat ocalić od zapomnienia – obiecuje pani dyrektor. Tylko wtedy możemy mieć nadzieję, że koszmar lat okupacji nie powróci, że już nigdy żadne dziecko nie zazna głodu i rozpaczy.

To już tylko historia

Wolności doczekało około 800 – 900 więźniów, w tym kilkadziesiąt dziewcząt z filii obozu z Dzierżąznej k/Zgierza. Wielu z nich było w stanie krańcowego wyczerpania. W momencie wyzwolenia radość mieszała się z poczuciem zagubienia. 19 stycznia 1945 r. mieszkańcy Łodzi zastali w obozie prawie setkę dzieci, które nie miały siły chodzić lub nie wiedziały, co ze sobą zrobić, dokąd się udać. Trudno było nawiązać z wieloma kontakt. Zabito w nich zaufanie i miłość do dorosłego człowieka. Zgaszono na zawsze uśmiech i radość wieku dziecięcego.

*

Minęło sześćdziesiąt lat od likwidacji obozu koncentracyjnego dla dzieci i młodzieży przy ul. Przemysłowej w Łodzi. Wszelkie ślady po nim zostały zatarte. Na jego terenie powstało osiedle mieszkaniowe i Park Szarych Szeregów, w którym ludzie przyjemnie spędzają wolny czas. Młoda kobieta z dzieckiem w wózku wystawiająca twarz do słońca, pan czytający książkę, chłopcy na rowerach i dziewczyna o rudych włosach, która po chwili zadumy przed pomnikiem "Pękniętego Serca" idzie na spotkanie ze znajomymi ze swojej "podstawówki".

 

Katarzyna Będzińska

 


< publikacje | do góry ^

 


Copyright by Krzysztof Kruszyński, Łódź 2005