NUMER 36

Barbara Natkaniec

PIWNICA POD BARANAMI
TO TRWA JUŻ 50 LAT

 


Kraków. Miasto, gdzie królewski Zamek, gdzie wiekowe kościoły i pałace. Jeden z pałaców w Rynku Głównym Krakowa rozsławił się w Polsce i na świecie nie tyle swą arystokratyczną przeszłością, jako siedziba hrabiów Potockich, co tym, że w jego podziemiach narodził się dokładnie czterdzieści pięć lat temu niezwykły kabaret. Od miejsca przyjął nazwę "Piwnica pod Baranami".

Był rok 1956. W Polsce szalała szarzyzna dnia codziennego, socjalizm, absurdy polityczne, "równa dla wszystkich" bieda, cenzura i beznadzieja. Chociaż zgasło "słoneczko komunizmu"- Józef Stalin, to na wszystko padał cień radzieckiego Wielkiego Brata. Wtedy to właśnie grupa szalonej, uzdolnionej młodzieży, głównie studentów szkół artystycznych, postanowiła własnoręcznie odgruzować pałacowe piwnice, by tam spotykać się na niezwykłych wieczorach przy świecach. W tej grupie byli młodzi ludzie o światowych w tej chwili nazwiskach, bo i rzeźbiarz Bronisław Chromy i muzyk Krzysztof Penderecki i literat Sławomir Mrożek i poeta Andrzej Bursa i wielu innych dzisiaj znanych literatów, scenografów, aktorów, muzyków. Wszyscy dzielnie pracowali fizycznie a tylko jeden, student historii sztuki, nic nie robił, wszystko krytykował, rzucał absurdalne pomysły i jeszcze nie pozwalał się wyrzucić z całego przedsięwzięcia. Twierdził że "pośpiech poniża" więc zawsze się spóźniał, że życie rodzinne to mieszczańska niewola, więc rozkochał w sobie pół Polski nigdy się nie żeniąc, że alkohol u inteligentnego człowieka po prostu rozbudza wyobraźnię, więc codziennie był twórczy... Nazywał się PIOTR SKRZYNECKI i to on wkrótce stał się liderem, konferansjerem (zawsze w rozwianej pelerynie, kapeluszu i z dzwonkiem), duchem twórczym i już za życia legendą kabaretu i Krakowa. W tych pierwszych latach ta maleńka, duszna salka piwniczna gdzie zmieścić się mogło sto osób a zwykle wpychało ich się dwieście, gdzie wchodziło się czasem wprost na scenę przez piwniczne okienko i drabinkę, gdzie można się było napić taniego wina i palić w trakcie programów, gdzie za darmo zaczęli występować wspaniali artyści śpiewając, prezentując absurdalne monologi, gdzie każdy jak chciał mógł się "powygłupiać" - stała się oazą wolności, radości życia i zaczynem wspaniałego fermentu intelektualnego. Ludzie szaleli, żeby się tam dostać, każdy sobotni późny wieczór był inny, zależnie od tego jacy artyści akurat przyszli. Władze to artystów wyrzucały z Piwnicy, to znów zezwalały na programy, a oni i tak znajdowali sobie przytulisko gdzieś indziej, bo kabaret obrastał przyjaciółmi i sławnymi i maluczkimi, na widowni zasiadali i wielcy artyści i politycy i profesorowie uniwersytetu i kloszardzi i rozhisteryzowane panienki.

"To miało trwać zaledwie pięt lat a może mniej..." - te słowa z pieśni kompozytora teraz o światowej sławie, ale kiedyś po prostu młodego artysty piwnicznego Zbigniewa Preisnera, to cytat ze słów Piotra Skrzyneckiego. No bo ile można się bawić? Nawet najbardziej inteligentnie i niekonwencjonalnie? Okazało się, można bardzo długo, w wypadku Piotra Skrzyneckiego - całe życie...

Kabaret zdaje się być tworem, który w głównym założeniu żywi się doraźnością, zwłaszcza polityczną. Na całym świecie "oczyszczający" śmiech pozwala przetrwać społeczeństwom i kabaretom absurdy życia politycznego, meandry historii i znerwicowanie dnia codziennego. Artystyczna "szata" bywa różna. Kabaret "Piwnica pod Baranami" nie poddaje się tak jednoznacznym ocenom. Był zjawiskowy, był sceną i "środowiskiem". Był i jest. Nigdy nie zajmował się programowo tematyką czy satyrą polityczną, a jednak inteligentnie zawsze z niej drwił i drwi. Tutaj śpiewano na przykład (z muzyką Preisnera) dekret o stanie wojennym w jakim znalazła się Polska, dokumenty sądowe, idiotyczne wywiady czy inne teksty gazetowe. Nigdy jednak doraźność nie zdominowała artystycznych walorów tych produkcji. Ba, to tutaj właśnie i to zaraz w pierwszych latach, pojawiła się nowa jak na te czasy jakość, jaką były tak zwane piosenki literackie. Głównie za sprawą takich artystów jak wspaniały kompozytor Zygmunt Konieczny i piosenkarka, aktorka o niebywałych walorach głosowych i scenicznych - Ewa Demarczyk.

Piosenka nie była tworem lekkim, o tekście rymowanym i łatwej melodii. Do znakomitych wierszy wybitnych poetów powstawała muzyka, która tworzyła z każdej z nich małe arcydziełko sztuki niemal dramatycznej. To tutaj, w tej małej piwniczce zobaczył artystkę szef paryskiej Olimpii i natychmiast zaprosił ją, młodziutką, na koncerty do Paryża

Ewa Demarczyk, Krystyna Zachwatowicz - scenograf, obecnie żona Andrzeja Wajdy, Ola Maurer - romanistka, Krzysztof Litwin - plastyk, aktor, Zbigniew Paleta- skrzypek, Kazimierz Wiśniak - scenograf, Wiesław Dymny-malarz, aktor, satyryk, pisarz, Irena Wiśniewska - piosenkarka - obecnie w Paryżu, Tadeusz Kwinta, aktor, Joanna Olczak - literatka, Andrzej Warchał- plastyk, satyryk, filmowiec - to tylko niektóre z nazwisk całej plejady artystycznej pierwszych piwnicznych dwudziestu lat . . . Wielu z nich jest w "Piwnicy" do dzisiaj! Oczywiście zmieniali się artyści, jedni odchodzili, inni przychodzili, dorastały kolejne pokolenia, jedne absurdy życia społecznego zastępowały inne. Do głosu na scenie dochodzili kolejni, którzy w dzieciństwie wychowywali się na micie "Piwnicy" - Grzegorz Turnau, Zbigniew Preisner, Anna Szałapak, Jacek Wójcicki. Zdobywali sławę w całej Polsce, a jednak na sobotnie noce wracali do kabaretu, do niezwykłego klimatu, do jakiejś niepojętej magii tego miejsca, by występować za grosz...

Oczywiście przyszedł moment że "Piwnica pod Baranami" (głowy baranów zdobią na zewnątrz pałac Potockich) wyszła z piwnicy, zaczęła występować w wielkich salach koncertowych w całej Polsce, że odbyła wiele tras po świecie, że wystąpiła dla pięciotysięcznej widowni w Chicago Theatre w USA, że odwiedziła Polonię świata na wielu wyjazdach od Szwecji przez USA, Kanadę i Australię. Występowała też w niemal całej Europie.

W rodzinnym Krakowie "Piwnica" zasłynęła nie tylko programami kabaretowymi ale urządzaniem niezwykłych wielkich bali i uroczystości. Bale były na zamkach w Pieskowej Skale, w Niepołomicach, Krzeszowicach. Piotr swoje imieniny bądź urodziny urządzał albo w wytwornych plenerach, albo hecą - na straganach placu targowego, albo pod mostem z kloszardami, albo w ZOO albo w łódkach na Wiśle. Były gigantyczne, z udziałem setek gości imprezy - święta. A to: odtworzenie aktów historycznych, jak przysięga Tadeusza Kościuszki, Hołd Pruski, wielki happening artystyczny z udziałem Sławomira Mrożka czyli Noc Paryska na ul. Floriańskiej, Wjazd Księcia Poniatowskiego do Krakowa, czy 182 rocznica zapalenia świateł w latarniach. "Jak się sami nie zabawimy to nikt nas nie zabawi." - to zdanie francuskiego myśliciela było hasłem przewodnim pracy artystycznej i ideą życia Wielkiego Maga kabaretu "Piwnica pod Baranami"- Piotra Skrzyneckiego.

Piotr Skrzynecki zmarł w kwietniu 1997 roku. Śmierć lidera, niepowtarzalnego i niezastąpionego artysty zdawała się wróżyć także koniec życia kabaretu. Tak się jednak nie stało. Tego najtrudniejszego z trudnych zadań: zastąpienia niezastąpionego, podjął się na życzenie artystów Marek Pacuła, sam związany z kabaretem jako satyryk od trzydziestu lat. I udało się - choć jedni odeszli inni przyszli... Znów w każdy sobotni wieczór tłum wypełnia maleńką piwniczkę przy krakowskim Rynku, znów do ostatniego miejsca zapełniają się sale koncertowe w całej Polsce. Grają- dla Piotra, śpiewają - dla Piotra.

Rokrocznie w dniu Urodzin Mistrza - 12 września - jest Wielki Koncert dla Piotra w pięknym Teatrze im. Słowackiego; i mówią, że tak będzie zawsze... To Piotrowi także dedykują w tym roku przez wiele miesięcy WIELKI JUBILEUSZ 45-LECIA PIWNICY POD BARANAMI obchodzony pod hasłem KONCERT AMBITNYCH SAMOUKÓW TRWA NADAL.

W ramach Jubileuszu odbyły się indywidualne recitale artystów, ale przede wszystkim dwie wielkie imprezy. BAL NA ZAMKU W NIEPOŁOMICACH pt. Chcieliście demokracji- to ją macie - była to replika balu piwnicznego sprzed trzydziestu pięciu lat w Pieskowej Skale. Pokazano filmowy zapis tamtego wieczoru, królowała muzyka lat sześćdziesiątych, artystki śpiewały piosenki modne przed ich urodzeniem, dziedziniec tętnił tańcami, śpiewem i wspomnieniami do białego rana.

A 29 czerwca, by podtrzymać tradycję szalonych PanaPiotrowych Imienin, spełniono marzenie Mistrza. Kiedyś, przed laty, w wywiadzie radiowym rzucił sobie taki pomysł, żeby na czterdziestopięciolecie zrobić Raut Samolotowy! I oto Marek Pacuła i Piotr Ferster, szef organizacyjny, zorganizowali niezwykły raut samolotowy w Muzeum Lotnictwa w Krakowie. W hangarze, wśród samolotów odbył się fantastyczny ponad czterogodzinny Koncert Jubileuszowy w którym wystąpili artyści wszystkich pokoleń piwnicznych! Zjechali z całego świata. I siwiuteńcy i młodziuteńcy- było fantastycznie i wzruszająco... Można było wypić wódeczkę w starej salonce samolotowej naszego byłego przywódcy Władysława Gomółki i dostać specjalny certyfikat, można było jeść, tańczyć do rana i śpiewać stare piwniczne pieśni. Jednak kulminacyjnym momentem była mistyczna niemal chwila, kiedy znakomity polski aktor Jan Nowicki przeczytał głośno list do Piotra Skrzyneckiego złożony z indywidualnych życzeń artystów i przyjaciół i następnie list ten podwiązany do licznych balonów, w świetle kolorowych rac i wielkich reflektorów, przy gigantycznym brzmieniu najstarszej piwnicznej pieśni - hymnu - poleciał hen w górę, do nieba niebanalnych artystów, na niebieskie łąki...Setki wzruszonych ludzi patrzyły w górę i brzmiała pieśń: "Pasą się pasą, barany wełniane, chmury białe tak jak na patelni, na niebieskiej łące..." I Piotr na pewno to słyszał... Przecież założył już i tam niebieski kabaret z tymi co, jak On, odeszli gdzieś w zaświaty - Janiną Garycką, Wieśkiem Dymnym, Krzysztofem Litwinem ... Dobrze, że na łąki, bo jak mi powiedział w ostatnim wywiadzie na kilka dni przed śmiercią "tylko w poezji i kwiatach życie jest piękniejsze, lepsze..."

Tych czterech wymienionych przed chwilą artystów - to właśnie filary i twórcy kabaretu. I to już, niestety, historii tego kabaretu. Zamknięte Rozdziały. Każdy wart osobnej publikacji, ale też każdy jakoś opisany. Wszyscy też, nie tylko w świadomości artystów kabaretu, dzięki swej twórczości i działaniom za życia - istnieją, trwają... Brzmiałoby to jak banał i oczywistość, gdyby nie głosy młodych, które tutaj starałam się wyeksponować. Jak bardzo ich dalej inspirują? Gdy porównać wypowiedzi piwnicznych artystów z roku 1977 (Czym dla Ciebie jest "Piwnica") i te po dwudziestu pięciu latach, z roku 2002 - to widać, że fascynacje, emocje, związanie swego życia z tym magicznym miejscem jest tak samo silne jak wtedy! A to przecież następne pokolenie.

Czy może być dla Człowieka i Artysty większa nagroda niż t r w a n i e ? Także w innych? Dlatego starałam się w tej publikacji właśnie zderzyć to "stare", otoczone już uznaniem i ulukrowane legendą i to "nowe", czyli trwanie dzisiejszej "Piwnicy". To trwanie to dla wielu ludzi po prostu ich ŻYCIE. Oprócz tych, których refleksje przedstawiono poniżej jest jeszcze dość spore grono innych młodych śpiewających jak Ania Zawadzka czy Beata Czarnecka przyjęta do kabaretu już po śmierci Piotra, jak od lat recytująca swe wiersze poetka Agnieszka Lisak; jest grupa niebywale ważnych osób współpracujących na scenie jak i głównie poza nią -Łukasz Filak, Maciek Dancewicz czy Stanisław Eckhardt de Eckenfeld, któremu Piotr zaproponował współpracę w 1990 roku. I tak trwa do dzisiaj. Wrócili po Jubileuszu do kabaretu na stałe, występując w sobotnie noce "starzy" - jak Tadeusz Kwinta, Miki Obłoński, Mieczysław Święcicki. Publiczność przyjmuje ich bardzo gorąco. Dalej piszą dla "Piwnicy" muzykę Konieczny, Zarycki, Pawluśkiewicz. Inni odeszli, lub zachowują się zgoła nielojalnie, skwapliwie wykorzystując etykietkę "Piwnicy" do indywidualnych, wyłącznie komercyjnych karier. I chyba sami na tym zerwaniu z "Piwnicą" (lub obgadywaniu jej) tracą, bo ma się ona zgoła świetnie także bez nich... Ale "Piwnica" to grupa ludzi wolnych, niezwiązanych żadną umową (poza moralną) ani etatem i każdy może tam przyjść lub odejść, kiedy chce.

"Piwnica" - to także życie ludzi, którzy nie stoją w świetle reflektorów. Piotr Ferster - nazwany przez Piotra Skrzyneckiego "dyrektorem" - jest znany, uznany i może mieć satysfakcję z kilkudziesięciu już lat organizacyjnego prowadzenia "Piwnicy". Ale bracia bliźniacy Marek i Romek Kawalcowie, którzy od ponad dwudziestu lat nagłaśniają koncerty i programy są także (i to jak!) "Piwnicą. Choć mało kto o tym wie. Jest Franek Fatygo, Janek Trybulski - oni oświetlają programy i koncerty. I jest całe środowisko przyjaciół, wciąż nowych, którzy, znów ku zdumieniu "starych" - są przychodzą i zachwycają się. Jak dawniej (tyle, że młodsi) lekarze, adwokaci, poeci, biznesmeni i kloszardzi.

Prasa nie rozpieszcza "Piwnicy" wyeksploatowawszy swoją energię na opisy śmierci Piotra. Ale to także jej nie szkodzi. Tłumy są jak na programach, tłumy na dużych koncertach, choć w Krakowie aż roi się od różnych piwnic artystycznych i kabaretów. Ale jest ten jeden, jedyny. Dalej. Pewnie Piotr nad nim czuwa.

I niech trwa...

GENIUS LOCI

 


Pałac na rogu Rynku i ulicy św. Anny zwany Pod Baranami na pewno należy do najbardziej znanych w Krakowie. Należy do krzeszowickiej linii rodu Potockich. Jego nazwa pochodzi od godła umieszczonego niegdyś nad bramą wjazdową. Ponoć w średniowieczu w okolicach tego domu odbywano targ baranami. W XV i XVI wieku, w kamienicy, która stała się potem częścią pałacu, mieściła się najbardziej znana gospoda, odwiedzana często przez poetów i pisarzy.

W pierwszej połowie XVI wieku dwie trzynastowieczne gotyckie kamienice usytuowane przy Rynku należały do Justusa Decjusza. On je wtedy połączył i przebudował na rezydencję pałacową. Przez wieki pałac często zmieniał właścicieli, a byli w śród nich i król Stefan Batory, Ostrogscy, Radziwiłłowie, Wielopolscy a w XIX w. Stali się nimi Potoccy.

W 1860 roku dokonano gruntownej przebudowy pałacu i filary podtrzymujące balkon od strony Rynku zostały ozdobione rzeźbami głów baranich. Mimo tych zmian pałac do dzisiaj ma elementy tak gotyckie jak barokowe, są ślady wystroju wieku XVII, XVIII i XIX.

Pałac Pod Baranami gościł wiele znakomitości.. W 1701 przebywał tu carewicz rosyjski Aleksy, w 1809 r. - książę Józef Poniatowski, natomiast w 1810 - Fryderyk August, król saski i książę warszawski.

W kwietniu 1846 roku podczas rewolucji krakowskiej mieściło się w rezydencji dowództwo powstańczej Gwardii Narodowej. Wreszcie w1890 r. gościł w pałacu cesarz Franciszek Józef I. 

Na przełomie XIX i XX wieku "Barany" były miejscem spotkań i ośrodkiem życia politycznego krakowskich kół konserwatywnych. Jednocześnie pałac był centrum życia towarzyskiego i kulturalnego Krakowa. Potoccy zgromadzili w nim cenną galerię obrazów szkoły weneckiej, holenderskiej i niemieckiej. Ponadto znajdowały się tam cenne antyczne meble, porcelana oraz duży zbiór pasów polskich. Wnętrza rezydencji można było zwiedzać za zgodą właścicieli. Podczas II wojny światowej zajęli go Niemcy, którzy dokonali pewnej dewastacji pomieszczeń pałacu opuszczając jego mury w 1945 roku. Potem mieściła się tam radziecka komendantura wojskowa miasta. Po wojnie pałac Pod Baranami był konserwowany i restaurowany. Mieścił się w nim Krakowski Dom Kultury. Ostatnimi laty pałac wrócił do właścicieli - rodu Potockich. I choć to Piwnica rozsławiła ten pałac nie tylko w Polsce, to są momenty, kiedy twarde wymogi czynszowe hrabiego Potockiego stawiają pod znakiem zapytania trwanie kabaretu w tym miejscu. Miejsce to dla kabaretu ważna rzecz. "Mamy jedno z najlepszych miejsc w Europie" zwykł mawiać Piotr Skrzynecki.

Genius loci - czy jest coś takiego?

Na pewno. Ten dobry duch zabawy (przy którym i zaduch niestraszny...) jaki tam panuje wywodzi się może i stąd, że według badaczy przed wiekami już w tych piwnicach były albo sklepy albo winiarnie. Jak podaje Bogdana Pilichowska w publikacji Historia piwnic pod Baranami pod koniec 16 wieku prowadzono tam "...głośny wyszynk wina węgierskiego. Pijał tam na pewno węgierski poeta Balassi"... "Spotyka się w literaturze opinię, że winiarnia ma starszą metrykę, jeszcze XV- wieczną, że w XVI wieku bywali tam Jan Kochanowski ,Mikołaj Rej, Łukasz Górnicki......"W każdym razie, jeśli winiarnia z kamienicy pod Baranami była w piwnicach, a jest to bardzo prawdopodobne, to były to piwnice obecnie zajmowane przez "Piwnicę" przez duże P. 

Czyż to nie piękna rekomendacja historyczna?





stal-1.gif - 0,1 K