TEOFIL LACHOWICZ

Droga na szczyty

Książka Zofii Turowskiej
Gniazdo. Rodzina Onyszkiewiczów

to zajmująca opowieść o niezwykłej polskiej rodzinie, w losach której jak w soczewce odbijają się najnowsze, dramatyczne dzieje Polski. Jej bohaterami są Janusz i Joanna Onyszkiewiczowie, którzy stworzyli szczęśliwą, wielodzietną rodzinę (zdjęcie obok), hołdującą tradycyjnym polskim wartościom.

Autorka podzieliła opowieść na trzy zasadnicze rozdziały, nadając im tytuły: Janusz, Joanna, Rodzina. Dzięki temu podziałowi najpierw poznajemy dwa odrębne światy, z których wywodzą się bohaterowie, a potem okoliczności, które doprowadziły do zetknięcia się Janusza i Joanny na płaszczyźnie wspólnie wyznawanych wartości, co zaowocowało małżeństwem. wiat Janusza Onyszkiewicza zasadniczo różnił się od świata, z którego wywodziła się Joanna Jaraczewska. On, znany alpinista i pracownik naukowy Uniwersytetu Warszawskiego, prawie całe życie spędził w PRL-u. Ona, córka polskich emigrantów wojennych i wnuczka Marszałka Józefa Piłsudskiego, dzieciństwo i młodość spędziła w Londynie.

Janusz w okresie II wojny światowej był dzieckiem. W Przemyślu przeżywał wojnę i trudny okres powojenny, a właściwie też wojenny, bowiem wielokrotnie z matką chronili się nocami w zagonach kukurydzy przed zbrojnymi napadami band UPA. Ciemne niebo rozświetlały wówczas budzące grozę łuny pożarów palących się okolicznych wiosek, które padły ofiarą napaści. Z tego okresu zapamiętał liczne trupy pomordowanych ludzi, które spływały nurtem Sanu. W 1948 roku rodzina Onyszkiewiczów przeprowadziła się do Warszawy, gdzie ojciec (przedwojenny prawnik) otrzymał pracę w centrali bankowej. Życie w powojennej, zburzonej Warszawie nie było łatwe, tym bardziej że z konieczności trzeba było akceptować stalinowską rzeczywistość. Rodzina Onyszkiewiczów była tradycyjnie katolicka i nigdy nie zaprzestała religijnych praktyk. Janusz po ukończeniu szkoły podstawowej trafił do Liceum Ogólnokształcącego im. Tadeusza Reytana. Była to szkoła z tzw. tradycjami, z przedwojenną kadrą nauczycieli i lekcjami religii. Janusz dał się poznać jako uzdolniony uczeń, zwłaszcza w przedmiotach ścisłych. W 1955 roku był jednym ze zwycięzców olimpiady matematycznej dla szkół licealnych. W nagrodę dostał się na studia bez egzaminów wstępnych. Po ukończeniu matematyki na Uniwersytecie Warszawskim rozpoczął na tej uczelni karierę naukową. Tam też związał się ze środowiskiem speleologów i taterników tworzących specyficzny, wolny świat, gdzie więzy przyjaźni były nadzwyczaj silne. W 1961 roku był kierownikiem międzynarodowej wyprawy speleologicznej, która zdobyła Jaskinię nieżną w Tatrach, najgłębszą w Polsce i czwartą na świecie. Z wyprawami w groty wiąże się jego wielka osobista tragedia. W 1967 roku w jednej z jaskiń w górach Kaukazu ginie tragicznie jego żona Witosława, doktor geologii. W trudnym dla niego czasie wielką podporą psychiczną staje się grono klubowych przyjaciół, z którymi co rusz wybiera się na kolejne wyprawy. W tym specyficznym środowisku poznaje angielską alpinistkę Alison Chadwick, którą poślubia w 1971 roku. Wspólne górskie pasje poprowadziły ich oboje w najwyższe góry świata.

W tym miejscu wtrącę osobistą uwagę. Przy lekturze tego fragmentu książki przypomniały mi się moje studenckie lata, kiedy to z zapałem uprawiałem turystykę górską, a książki o wyczynach polskich himalaistów należały do moich ulubionych, np. Zdobycie Gasherbrumów pod redakcją Wandy Rutkiewicz czy też Ostatnia bariera Janusza Kurczaba (obie cytuje również autorka Gniazda). Był to złoty okres polskiego himalaizmu, co zręcznie wykorzystywała propagandowo ówczesna, komunistyczna władza. Na tle szarej PRL-owskiej rzeczywistości sukcesy naszych himalaistów należały do znaczących osiągnięć, którymi można się było pochwalić. Dzięki wspomnianym książkom postać Janusza Onyszkiewicza była mi znana od dawna. Jednakże wówczas nie wiedziałem, co kryło się za wybitnymi osiągnięciami polskich himalaistów. Z lektury Gniazda wyłania się obraz przeszkód, jakie musieli pokonywać, przygotowując podstawowy sprzęt alpinistyczny oraz tocząc batalie o uzyskanie paszportów ze Służbą Bezpieczeństwa. PRL-owska bezpieka zawsze miała kłopoty z hermetycznym środowiskiem grotołazów i alpinistów. Nie mogąc ich rozpracować swoimi klasycznymi "operacyjnymi" metodami, utrudniali więc im życie, jak mogli, a najprościej było odmówić wydania paszportu. Znajdowano jednak sposoby, aby bezpiekę wyprowadzić w pole.

Przy zdobywaniu sprzętu na kolejne wyprawy dochodziło nieraz do zabawnych sytuacji. Oto najpyszniejsza: Onyszkiewicz, w poszukiwaniu duraluminiowych rurek potrzebnych do sporządzenia lekkich drabinek dla grotołazów, dotarł po wielu przeszkodach aż do samego ministra, w którego gestii było rozdzielnictwo tego produktu. Dłuższe wyjaśnienia zniecierpliwiony minister przerwał mu pytaniem: - To ile wagonów tych rurek w końcu wam potrzeba? - Dwadzieścia kilo... - padła odpowiedź.

W tym czasie nasz bohater dzięki telewizji stał się znany w całej Polsce. Był jednym z czwórki przyjaciół-matematyków, którzy z wielkim powodzeniem uczestniczyli w popularnym teleturnieju "20 pytań", wygrywając pod rząd kilka jego edycji, co wprawiało w coraz większe zakłopotanie kierownictwo programu. Z książki czytelnik dowie się, gdzie tkwiła tajemnica tych zaskakujących zwycięstw.

W latach 70. ub. wieku Janusz Onyszkiewicz zanotował kilka sukcesów w najwyższych górach świata: w Karakorum i Himalajach. Tam też spotyka go kolejna osobista tragedia. W 1978 r. na Annapurnie w Himalajach ginie jego druga żona Alison Chadwick. Wydarzyło się to dokładnie w dniu, kiedy w dalekim Watykanie na nowego papieża wybrano polskiego kardynała Karola Wojtyłę, a Wanda Rutkiewicz jako pierwsza Polka weszła na Mount Everest. Po tragedii, gdy już wszyscy zrezygnowali z poszukiwań zaginionej Alison, Janusz Onyszkiewicz pozostał u stóp Annapurny i samotnie przez trzy tygodnie wypatrywał swojej żony, lustrując dokładnie przez lornetkę strome zbocza groźnej góry. Nadaremnie.

Dwa lata później w Polsce wybuchają masowe protesty społeczne przeciwko władzy komunistycznej, których efektem jest powstanie NSZZ Solidarność. Onyszkiewicz należy do czołowych organizatorów tego ruchu w Warszawie. Była to oczywista konsekwencja jego opozycyjnej postawy i działalności, której etapy wyznaczały wydarzenia marcowe w 1968, później tzw. sprawa taterników (szmuglowanie do Polski wydawnictw Instytutu Literackiego Jerzego Giedroycia), Komitet Obrony Robotników i praca w redakcji nielegalnego pisma Robotnik. Ze względu na doskonałą znajomość języka angielskiego zostaje oficjalnym rzecznikiem prasowym NSZZ Solidarność Regionu Mazowsze. W rzeczywistości w biurze Regionu zajmuje się wszystkim. Praca ta pochłania go całkowicie. Mieszczące się w jednym pokoju biuro przy ul. Mokotowskiej czynne jest 24 godziny na dobę. Pewnego dnia zgłasza się do pomocy w pracy wysoka, urodziwa dziewczyna, Joanna Jaraczewska. Jako że znała biegle kilka języków obcych i cieszyła się zaufaniem jednego z członków władz Zarządu Regionu, przydzielono ją do biura prasowego, gdzie została asystentką Onyszkiewicza. I tak to los zetknął ich ze sobą.

W tym miejscu autorka książki przerywa opowieść o Januszu i pozwala nam wkroczyć w świat Joanny Jaraczewskiej, poznać wojenne losy jej rodziców, cioci Wandy i ukochanej babci Aleksandry Piłsudskiej. Dla wielbicieli Józefa Piłsudskiego gratką jest możliwość poznania wielu ciekawych faktów z emigracyjnego życia najbliższej rodziny Marszałka w powojennym Londynie.

Z rozdziału zatytułowanego Joanna wyłania się postać młodej dziewczyny urodzonej i żyjącej w Londynie, wychowanej przez rodzinę w polskim duchu. Jednak nie było rzeczą łatwą czuć się młodą Polką w Anglii, gdy Polski nie widziało się na oczy, a przez pięć dni w tygodniu trzeba było chodzić do angielskiej szkoły. To powodowało, że młoda Joanna przeżywała skomplikowane problemy związane z identyfikacją przynależności narodowej. Nasza bohaterka przebyła długą drogę do momentu, kiedy w pełni uświadomiła sobie, że jest Polką i chce żyć w Polsce. Te niezmiernie interesujące fragmenty książki godne są polecenia zwłaszcza naszym starszym przedstawicielom z tzw. emigracji wojennej, którzy żyjąc z dala od Polski wychowywali swoje dzieci w polskim duchu. Kto wie, czy w pełni zdawali sobie wówczas sprawę, z jak trudnymi problemami natury psychologicznej musiały borykać się ich pociechy, żyjące po części w środowisku polskim i angielskim, czy też amerykańskim lub jeszcze innym. Ilustruje to fragment z pamiętnika młodej Joanny Jaraczewskiej:

"Wychowałam się na emigracji, między niezłomnymi. Jestem Polką, kocham Polskę, a nie bardzo mogę sobie z tym dać radę, od wielu, wielu lat noszę garb polskości, którego zaczynam nienawidzić. Wciąż jestem inna, nie uznana ani za jedno, ani za drugie. Angielką nie jestem, ale czy w końcu jestem Polką? Bo co to jest być Polką? Czy wystarczy tak o sobie mówić? Czy wystarczy kochać, a nic nie robić? Co ja bym mogła dodać z siebie do naszej kultury? Nie jestem przecież Mickiewiczem. Kim jestem? Gdzie jest moje miejsce? Chciałabym od tego wszystkiego uciec".

I rzeczywiście, nasza bohaterka próbowała od tego uciekać, aby znaleźć swoje miejsce na ziemi. Szukała go we Włoszech, Francji i w Kanadzie, gdzie z dużym samozaparciem ukończyła studia na wydziale architektury Uniwersytetu Carlton w Ottawie. Osiągnęła świetną pozycję startową do zapewnienia sobie wygodnej stabilizacji życiowej w przyjaznym kanadyjskim otoczeniu. Jednakże jej coraz silniejsze poczucie polskości wpływa na rezygnację z tej możliwości i w efekcie radykalną zmianę życiowych planów.

Dla polskich wychodźców z tzw. emigracji wojennej wychowywanie swoich dzieci w polskim duchu kończyło się z różnym skutkiem, nie brakowało porażek, ale trzeba przyznać, że niezmiernie rzadko się zdarzało, aby sukces wychowawczy przerodził się w samodzielną, dojrzałą decyzję młodego człowieka na wyjazd na stałe do Polski. A tak właśnie było w przypadku Joanny Jaraczewskiej. Poznanie długiego procesu jej dojrzewania do podjęcia tej niełatwej, ale w pełni świadomej decyzji jest niezmiernie interesującym doświadczeniem. Razem z nią przeżywamy duchowe rozterki, wspieramy w myślach, gdy pokonuje trudności piętrzące się na drodze do wytyczonego życiowego celu - zamieszkania na stałe w Polsce. Po wielu perypetiach cel ten osiąga jesienią 1979 r. W czerwcu 1981 r., po długich staraniach, otrzymuje polskie obywatelstwo i aktywnie włącza się w nowo powstały ruch społeczny NSZZ Solidarność. Po wprowadzeniu stanu wojennego w grudniu 1981 roku podziwiamy ją za hart ducha przy trwaniu w postanowieniu pozostania w Polsce. Joanna Jaraczewska daje temu dobitny wyraz, udając się do Ambasady Wielkiej Brytanii w Warszawie, gdzie oddaje swój brytyjski paszport! Uczyniła to w czasie, kiedy tysiące Polaków marzyło o wydostaniu się na Zachód. Od tej pory, już jako zwykła obywatelka PRL, na dodatek związana z antykomunistyczną opozycją polityczną, doświadcza na własnej skórze, czym jest życie w totalitarnym państwie.

O rozwijającym się jej związku uczuciowym z Januszem Onyszkiewiczem i ich niecodziennym ślubie w maju 1983 r. w więzieniu przy Rakowieckiej w Warszawie, o stopniowym powiększaniu się ich rodziny oraz ciągłych utarczkach z bezpieką dowiadujemy się z lektury ostatniego rozdziału Rodzina. Poznajemy m.in. kulisy wyjazdu Janusza Onyszkiewicza (w charakterze rzecznika podziemnej Solidarności) do Stanów Zjednoczonych i przyjęcia go we wrześniu 1988 r. w Białym Domu w Waszyngtonie przez prezydenta Ronalda Reagana.

W tamtych latach Janusz i Joanna Onyszkiewiczowie mogli wielokrotnie pozostać na Zachodzie i nie wracać do Polski, gdyby chcieli... Oboje jednak uważali, że ich jedynym miejscem do życia jest Polska. Doczekali upadku rządów komunistycznych i utworzenia rządu Tadeusza Mazowieckiego, który zaproponował Januszowi Onyszkiewiczowi objęcie teki ministra... obrony narodowej. Była to dziedzina, z którą nasz bohater niewiele miał wspólnego. W dodatku ówczesna polska armia, a zwłaszcza jej dowódcze kadry uchodziły za najbardziej konserwatywny, partyjno-komunistyczny beton, na który to wzór często wskazywał gen. Wojciech Jaruzelski w okresie swoich dyktatorskich rządów. Postawienie na czele tego środowiska człowieka wywodzącego się opozycji politycznej, i to jeszcze cywila, było wówczas czymś niebywałym, a przez wojskowych zostało odebrane prawie jak potwarz. Nic zatem dziwnego, że dla Onyszkiewicza "ministrowanie" było jak zdobywanie dziewiczego ośmiotysięcznika w Himalajach.

Problemom, którym musiał stawiać czoło jako polityk, oraz heroicznej postawie jego żony Joanny, na której barki spadł ciężar codziennych obowiązków wynikających z prowadzenia domu i opieki nad dziećmi (doczekali się ich pięciorga), autorka omawianej książki poświęca sporo miejsca. I dobrze, bo dzięki temu wnikamy w istotę tytułowego rodzinnego gniazda, stworzonego przez naszych bohaterów. Swoistym ukoronowaniem budowy owego gniazda był powrót z emigracji na stałe do Polski w 1990 roku rodziców Joanny, tj. Jadwigi i Andrzeja Jaraczewskich, cioci - Wandy Piłsudskiej, oraz brata Krzysztofa z żoną Jadwigą. Tym samym został osiągnięty jeszcze jeden z trudnych szczytów.

Książka pt. Gniazdo. Rodzina Onyszkiewiczów została wydana w starannej szacie graficznej przez warszawskie wydawnictwo Rosner i Wspólnicy u schyłku 2005 r. Wykorzystanie sporej liczby nieznanych fotografii i reprodukcji rodzinnych dokumentów dodatkowo podnosi walory tej publikacji. Niewielkim minusem jest fakt, że autorka ma najwyraźniej kłopoty z ogólną topografią najwyższych gór świata, bowiem zdarza się jej mylić łańcuch górski Karakorum z Himalajami, co sprawie, że umiejscawia szczyt K2 w Himalajach. Ale książka jest godna polecenia i z pewnością czas poświęcony na jej lekturę nie będzie czasem straconym.

-------------------------------

Zofia Turowska, Gniazdo. Rodzina Onyszkiewiczów. Rosner i Wspólnicy, Warszawa 2005, s. 305 plus indeks nazwisk, cena 21 dol. plus 6,50 dol. w przypadku zamówienia z wysyłką (do nabycia w Księgarni Nowego Dziennika).


komentarze, opinie, sugestie - kliknij tu aby wysłać e-mail