ALMA MATER - miesięcznik Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie


Rozmowa z prof. Stanisławem Waltosiem, dyrektorem Muzeum UJ

Szczerbiec, miecz koronacyjny królów polskich; jedyne zachowane insygnium koronacyjne Piastów. Jeden z najokazalszych i najbogatszych pod względem artystycznym i ikonograficznym średniowiecznych mieczy ceremonialnych w Europie; należy do najważniejszych symboli suwerennego państwa polskiego. Posiada stalową głownię z prostokątnym otworem u nasady, w której została umocowana wtórnie srebrna, emaliowana tarcza z herbem Królestwa Polskiego (pochodząca z niezachowanej pochwy z XIV wieku); złotą rękojeść z dekoracją niellowaną, płaski jelec wygięty łukowato ku dołowi (o rozszerzających się ku końcom ramionach), prostokątny w przekroju trzon (zwężający się ku górze) oraz kolistą głowicę; na trzonie i jelcu 2-krotnie ukazana postać Baranka Bożego i symbole Ewangelistów; na głowicy monogram Boga, tzw. tetragrammaton z literami A i W oraz napis Haec figura valet ad amorem regum et principum iras iudicum (ten znak wpływa na miłość królów i książąt, na gniew sędziów); na jelcu tekst hebrajski zapisany literami łac. Con citomon eeve Sedalai Ebrehel (żarliwą wiarę wzbudzają imiona Boga Sedalai i Ebrehel) oraz łac. Quicumque hec nomina Dei secum tulerit nullum periculum ei omnino nocebit (ktokolwiek te imiona Boga ze sobą nosić będzie, temu żadne niebezpieczeństwo w ogóle nie zaszkodzi). Niezachowany został napis na rękojeści.

Na podstawie Encyklopedii Krakowa, Wydawnictwo Naukowe PWN

Pamiątka sentymentalna

W  styczniu  2003 roku do Muzeum UJ wróciła kopia  Szczerbca  -
słynnego  miecza  koronacyjnego  -  która  tuż  po  II   wojnie
światowej  została  wywieziona  do  Stanów  Zjednoczonych.   To
wydarzenie  stało  się  okazją  do  przypomnienia  intrygującej
historii  obu militarnych zabytków. Wbrew legendzie  Szczerbiec
nie  należał do Bolesława Chrobrego, który miał go wyszczerbić,
uderzając  nim w kijowską Złotą Bramę na znak zdobycia  miasta.
Po raz pierwszy użył go Władysław Łokietek podczas koronacji  w
1320   roku.  Czy  wiadomo,  na  czyje  zlecenie  miecz  został
wykonany?

Nie  jest  jasne,  kto zlecił wykonanie Szczerbca.  Przypuszcza
się,  że Władysław Łokietek otrzymał go w spadku po swoim ojcu,
księciu  kujawskim  Kazimierzu, a on z  kolei  od  swego  brata
Bolesława,   syna   Konrada  Mazowieckiego.   Nie   ma   jednak
najmniejszej  wątpliwości, że to jest miecz romański.  Do  1794
roku,  a  więc  do  momentu zrabowania Skarbca Koronnego  przez
Prusaków,  Szczerbiec jako miecz koronacyjny przechowywany  był
wraz  z innymi insygniami w żelaznej skrzyni w Zamku Królewskim
na Wawelu.

Szczerbiec używany był niemal przy wszystkich koronacjach  -  z
wyjątkiem  koronacji  Jadwigi, Władysława Jagiełły,  Stanisława
Leszczyńskiego  i  Augusta  III.  Był  symbolem  dawnej  potęgi
Rzeczpospolitej,   nie  dziwi  zatem,   że   Stanisław   August
Poniatowski  na  swoją  koronację  polecił  sprowadzić  go   do
Warszawy. Ale co działo się ze Szczerbcem po 1794 roku?

Tragiczne  losy  polskich regaliów były opisywane  wielokrotnie
przez  wielu  historyków sztuki, m.in. przez  Michała  Rożka  w
książce Tajemnice insygniów królewskich. Wiadomo, że Szczerbiec
wraz   z   innymi  insygniami  w  tajemniczych  okolicznościach
zaginął.  Ale  co  działo się z nim do 1819  roku,  a  więc  do
chwili,  kiedy znalazł się w posiadaniu rosyjskiego arystokraty
księcia   Dymitra  Łabanowa  Rostowskiego,  do  dziś  pozostaje
tajemnicą. Prawdopodobnie Prusacy zabrali go ze skarbca razem z
koronami,  które  następnie  przetopili  na  złoto.  Miecz  nie
przedstawiał dla nich specjalnej wartości, gdyż jego  nie  dało
się  przetopić.  Wiadomo, że w pewnym momencie  znalazł  się  w
Berlinie,  a  następnie  trafił  do  niemieckiego  kolekcjonera
mieszkającego  w  Dreźnie.  Później  pojawiał  się   w   rękach
kolekcjonerów    rosyjskich:    księcia    Dymitra    Łabanowa-
Rostowskiego,  księcia Demidowa z San Donato  k.  Florencji,  a
następnie antykwariusza i A. B. Bazylewskiego.

To  właśnie Bazylewski odrestaurował Szczerbiec i w  1874  roku
zamieścił go w katalogu swych zbiorów.

To   również  ciekawa  historia,  bowiem  cztery  lata  później
Szczerbiec  pojawił  się  na  wielkiej  wystawie  paryskiej   w
Trocadero.  Dla  Polaków  było  to  ogromne  wydarzenie,   choć
podważano  wtedy  oryginalność miecza, sugerując,  że  jest  to
kopia  wykonana  na  polecenie Jana III dla  królewicza  Jakuba
Sobieskiego,  która była w zbiorach Radziwiłłów w  Nieświeżu  i
zaginęła  w  1812  roku. W każdym razie w 1884 roku  Szczerbiec
został  kupiony  do  Ermitażu.  Proszę  pamiętać,  że  mimo  iż
Królestwo  Polskie  było  już  w  tym  czasie  traktowane  jako
Priwislanski   Kraj,   to  jednak  carowie   uważali   się   za
spadkobierców królów polskich. W tytulaturze carów był  również
tytuł  króla  polskiego,  czuli  się  więc  wręcz  historycznie
upoważnieni  do  zakupu Szczerbca i ulokowania go  w  Ermitażu,
gdzie przebywał aż do 1924 roku.
Na  mocy  Traktatu  Ryskiego  z  1921  roku  Związek  Radziecki
zobowiązał się do oddania pamiątek historycznych, które zostały
wywiezione z Polski przez władze rosyjskie po trzecim rozbiorze
i  powstaniu  listopadowym. Komisja  pod  przewodnictwem  prof.
Mariana  Morelowskiego pamiętała o Szczerbcu. Z  tym  tylko  że
miecz został zrabowany przez Prusaków, a nie przez Rosjan, więc
nie  podlegał  zwrotowi.  Udało się  jednak  stronom  dojść  do
porozumienia, dzięki któremu około 1924 roku Szczerbiec znalazł
się  w Polsce i powrócił na Wawel. Pamiętam, jak w 1975 roku  w
Harvard University opowiadał mi profesor Wiktor Weintraub - był
sekretarzem   komisji   Morelowskiego  -   jak   przeprowadzano
odpowiednią  transakcję, w wyniku której Szczerbiec  wrócił  do
Polski.

Długo  na  Wawelu  nie  pozostał,  gdyż  po  wybuchu  II  wojny
światowej  wraz z innymi wawelskimi skarbami został  wywieziony
za  granicę.  I  wtedy  też  niewiele  brakowało,  by  przepadł
bezpowrotnie…

Historia ewakuacji skarbów wawelskich jest bardzo dobrze znana.
Już  sam  wywóz skarbów w 1939 roku do Rumunii był niesłychanie
niebezpieczny,  ale  jeszcze  potem  co  najmniej   trzy   razy
Szczerbiec  mógł  bezpowrotnie  przepaść.  Po  raz  pierwszy  w
czerwcu  1940  roku,  kiedy pod opieką Karola  Estreichera  był
transportowany  statkiem  „Chorzów”  z  Bordeaux   do   Anglii.
Pospieszna  ewakuacja skarbów, wśród których  oprócz  Szczerbca
były  m.in.  arrasy,  Psałterz Floriański,  Biblia  Gutenberga,
rękopisy  Chopina,  odbywała  się  nocą.  „Chorzów”  był  małym
statkiem węglowym, a na jego pokładzie znajdowało się około 200
osób. Sami Polacy. Kapitan - jak opisał to Estreicher w I tomie
Dziennika  wypadków - dla dodania sobie kurażu był  przez  cały
czas  pijany.  Statek  nie posiadał odpowiedniej  liczby  łodzi
ratunkowych,  a  zaledwie jedna torpeda  wystarczyłaby,  by  go
zniszczyć.  Estreicher wraz ze Stanisławem Świerzem-Zaleskim  i
Józefem  Polkowskim zapakowali skarby wawelskie w 74  paczki  i
skrzynie  żelazne.  Arrasy  zostały  bardzo  dokładnie  obszyte
płótnem  i  owinięte  papierem. Położono je  w  małej  luce  na
pokładzie. Szczerbiec został wyjęty ze skrzyni i pieczę nad nim
sprawował  Estreicher. W razie zatonięcia  statku  miecz  miała
zabrać  ze  sobą  do  szalupy jego siostra  Ewa  Grodzicka.  Na
polecenie Estreichera Szczerbiec został zapakowany między  dwie
deski,  co  jeszcze  dodatkowo  miało  go  zabezpieczyć   przed
ewentualnym   utonięciem.  Wojska  niemieckie   były   naprawdę
niedaleko.   Po  raz  drugi,  rok  później,  skarby   wawelskie
transportowane  były, znowu nie samolotem, tylko  statkiem,  do
Kanady.  Płynęły  wtedy na statku „Batory”. I wreszcie  po  raz
trzeci,  kiedy w 1961 roku, podczas potwornego sztormu, wracały
do Polski statkiem „Krynica” razem z prof. Szablowskim.

Nie  mniej  ciekawe  są  również losy  kopii  Szczerbca,  która
niedawno,  po  62  latach, powróciła do  Muzeum  UJ.  Ta  kopia
została  wykonana  Dreźnie z końcem XVIII  lub  początkiem  XIX
wieku…

Kopia została wykonana w Niemczech i najprawdopodobniej właśnie
w  Dreźnie. Była to kopia sentymentalna. Niewierna i oszczędna,
ale - co jest poza wszelką dyskusją - bardzo silnie nawiązująca
do   wizerunku   zaginionego,  legendarnego  miecza.   Rękojeść
wykonano  z  kości  bydlęcej, którą zdobią rysunki  zapuszczane
czarną   farbą.   Są   one  dokładnym  odwzorowaniem   rysunków
znajdujących  się  na  Szczerbcu.  Przedstawiają  m.in.  figury
czterech Ewangelistów oraz napisy-zaklęcia wzorowane na Kabale.
W  miejscu,  gdzie u oryginalnego Szczerbca na boku trzonka  są
napisy  dotyczące właściciela, na tej kopii umieszczono blaszki
z  ornamentacją. Drezdeński rzemieślnik zmienił w kopii głownię
miecza na krótszą, charakterystyczną dla sztyletu. Miecz został
dokładnie opisany m.in. przez J. N. Sadowskiego w 1894 roku,  a
więc w jedenaście lat po jego ujawnieniu.

A  w  jaki sposób kopia miecza koronacyjnego trafiła do zbiorów
Gabinetu Archeologicznego UJ?

Dzięki Edwardowi Rastawieckiemu, który kupił kopię w Dreźnie, a
następnie    w    1869   roku   przekazał   ją   Uniwersytetowi
Jagiellońskiemu.    Kopia   znajdowała    się    w    Gabinecie
Archeologicznym  do  1939  roku, a  więc  przez  ponad  55  lat
zastępowała  w  Krakowie  oryginalny Szczerbiec.  Potem  Niemcy
zajęli  Uniwersytet.  W  Collegium Novum  znajdował  się  Urząd
Główny Statystyczny Generalnego Gubernatorstwa. W czasie  wojny
w  Collegium  Maius  działał Institut  für  Deutsche  Ostarbeit
(Instytut    Niemieckiej   Pracy   na   Wschodzie).   Eksponaty
przerzucano z miejsca na miejsce. W pewnym momencie uległy  one
rozproszeniu,   część  trafiła  do  Biblioteki  Jagiellońskiej,
wówczas  Państwowej  Biblioteki GG,  część  przechowano  w  tym
Instytucie.  Faktem  jest, że w 1939 roku  Uniwersytet  stracił
władanie  nad  całością eksponatów. Drezdeńska kopia  Szczerbca
zaginęła, a następnie znalazła się w zbiorach kolekcjonera inż.
arch. Tadeusza Janowskiego z Krakowa. W 1947 roku inż. Janowski
wywiózł  ją w bliżej nieokreślonych okolicznościach  do  Stanów
Zjednoczonych.   Podobno   ukrył   ją   w   rulonie    rysunków
architektonicznych.

Mniej  więcej w tym czasie miecz przerobiono - usunięto z niego
głownię  sztyletu,  umieszczając w  jej  miejsce  głownię  XVI-
wiecznego  miecza niemieckiego. Czy to stało się,  zanim  miecz
znalazł się w Stanach Zjednoczonych?

Podejrzewam,  że ze względu na możliwość wykrycia łatwiej  było
wywieźć   kopię  Szczerbca  w  postaci  sztyletu.   W   Stanach
Zjednoczonych  po II wojnie światowej było mnóstwo  zabytkowych
przedmiotów przywiezionych przez żołnierzy amerykańskich, które
były  trofeami  wojennymi oficerów. Prawdopodobnie  więc  dosyć
łatwo  było  zdobyć taką klingę. Inż. Janowski  jednak  na  ten
temat   się  nie  wypowiadał.  Tak  czy  inaczej  miecz  został
wywieziony  nielegalnie, nie ma też wątpliwości, że  musiał  on
sobie z tego zdawać sprawę. To była przecież historyczna kopia.

Jaką rolę odgrywała kopia Szczerbca za granicą?

Miecz   był   wprawdzie   w   prywatnym   posiadaniu   Tadeusza
Janowskiego, ale członkowie Polonii amerykańskiej  wiedzieli  o
nim  i traktowali go jak symbol niepodległości Polski, pamiątkę
sentymentalną,   nawiązującą  do   historii,   zwłaszcza,   gdy
zaciągała  się „żelazna kurtyna”. Jak ta kopia funkcjonowała  w
świadomości   Polonii   mówi   właśnie   zdjęcie,   na   którym
przedstawiciele Polonii pokazują miecz Robertowi Kennedy’emu  w
czasie kampanii wyborczej tuż przed jego tragiczną śmiercią. Na
tym  zdjęciu  miecz jest już w pełnej okazałości, z XVI-wieczną
głownią,  którą w środku przecięto, a w otworze  umieszczono  z
obu stron blaszki.

Miecz  znajdował się w posiadaniu Tadeusza Janowskiego do  2003
roku, ale zabiegi o jego odzyskanie rozpoczęły się już w latach
60.

O  mieczu  dowiedział się prof. Zdzisław Żygulski w 1966  roku,
podczas  swojego  pobytu  związanego z  wielką  wystawą  sztuki
Polski  „Treasures from Poland” w Chicago. Od tej  pory  trwały
zabiegi   o   odzyskanie   miecza  -  profesorowi   Zdzisławowi
Żygulskiemu pomagali w tym jego kuzyn Iwo Pogonowski oraz prof.
Wojciech  Kowalski.  To  w  dużej  mierze  właśnie  dzięki  ich
zabiegom kopia Szczerbca znajduje się teraz w Collegium Maius.

Miecz wrócił do Muzeum w dość niekonwencjonalny sposób...

Istotnie,  nie  przywiózł  go żaden  kurier.  Pewnego  dnia  do
sekretariatu Muzeum UJ przyszła paczka. Po jej rozpakowaniu, ku
naszemu wielkiemu zdumieniu, zobaczyliśmy właśnie ów miecz. Ivo
Pogonowski,  który  czuwał nad powodzeniem całej  akcji  wybrał
sposób  prosty, ale skuteczny, zadbał oczywiście, aby przesyłka
była odpowiednio ubezpieczona.

Oryginalny  Szczerbiec przechowywany jest  w  Skarbcu  Koronnym
Zamku  Królewskiego  na Wawelu, a gdzie będzie  można  zobaczyć
kopię Szczerbca?

Kopia  będzie  eksponowana  w drugim  skarbcu  Muzeum  UJ,  ale
zastanawiamy się jeszcze nad samym pomysłem ekspozycyjnym.

Rozmawiała Rita Pagacz-Moczarska


List do redakcji Redakcja Strona główna Uniwersytetu Jagiellońskiego Strona miasta  Krakowa Strona główna miesięcznika