UWAGA!!! Poniższa strona ma charakter archiwalny. Nowa strona znajduje się pod adresem http://nowyobywatel.pl/.

Obywatel nr 6/2005

Obywatel nr 6/2005 (26)

Czas to więcej niż pieniądz

Jestem prawnikiem. Gdybyś wszedł do mojego biura, zapytałbym Cię, "czym mogę Panu służyć?". Jednak nigdy nie zapytałbym, co Ty dla mnie możesz zrobić. Nie pytamy ludzi, co oni mają do zaoferowania. A co by było, gdyby powiedzieć na przykład tak: "chętnie udzielę Panu porady prawnej, pod warunkiem że zgodzi się Pan wyprowadzić mojego psa"?

Edgar Cahn

Chciałbyś nauczyć się hiszpańskiego, ale nie stać cię na opłacenie kursu? Marzysz o tym, by grać na saksofonie, ale nie wiesz, jak się tego nauczyć? Od niedawna w Polsce działają "banki czasu", które mogą Ci w tym pomóc. Wystarczy, że w zamian zaoferujesz... swój czas, w którym będziesz mógł odwdzięczyć się innym - tym, co najlepiej potrafisz.

Pomóż mi, a ja pomogę Tobie

Zasady funkcjonowania banków czasu są proste: każdy uczestnik deklaruje, jakie usługi może świadczyć na rzecz innych. Osoby koordynujące pracę banku prowadzą rejestr członków i kierują potrzebujących pomocy do tych, którzy zadeklarowali gotowość świadczenia usługi danego typu. Usługi są odnotowywane: kiedy pomagamy innym, nasze konto zapełnia się godzinami (jedyną walutą, jakiej używa się w rozliczeniach banków czasu), które możemy później wykorzystać, gdy będziemy potrzebowali pomocy. Trzeba zaznaczyć, że wymiana usług w ramach banków czasu nie musi mieć charakteru relacji bezpośredniej - za godziny "zarobione" na pomocy jednej osobie możemy "kupić" potrzebną nam pomoc od kogoś innego, kto należy do systemu. Co ciekawe, w bankach czasu można nawet wziąć kredyt, np. na remont mieszkania, ale będzie on dotyczył godzin pracy i spłacimy jego równowartość także w godzinach pracy dla innych.

Pomysłodawcą idei banków czasu jest Edgar Cahn (jego artykuł pt. "Bogactwo drzemiące w człowieku" ukazał się w "Obywatelu" 4(12)/2003), amerykański prawnik, który na początku lat 80. wpadł na pomysł utworzenia "czasodolarów" (time dollars). Kiedy po ciężkim zawale serca nie mógł już dłużej wykonywać swoich dotychczasowych obowiązków zawodowych, zmagał się z poczuciem bycia nieprzydatnym. Zdał sobie jednocześnie sprawę, że w podobnej sytuacji znajduje się wielu ludzi wykluczonych ze społeczeństwa. Postanowił zarówno im, jak i sobie pomóc dzięki "czasodolarom" - wymienialnym jednostkom czasu. W tym celu zaczął organizować sieci sąsiedzkiej wymiany usług.

Wczoraj i dziś

W Polsce idea ta została zaadaptowana początkowo w formie tzw. LETS (Local Exchange Trading Systems - więcej o nich w "Obywatelu" nr 4(24)/2005), czyli lokalnych walut opartych na dobrowolnej wymianie usług. W latach 90. w kilku miastach Polski jej popularyzacji podjęły się różne grupy osób. Różnica między polskimi LETS a bankami czasu polega głównie na sposobie rozliczania: podstawą w tych pierwszych jest ilość poświęconego czasu, w drugich "wartość", na jaką wyceniono usługę, przy czym przyjęto upraszczające założenie, że 1 punkt LETS jest warty 1 PLN, np. za godzinę korepetycji trzeba "zapłacić" 20 LETS (rozmaite systemy typu LETS na świecie oparte są o waluty wirtualne, papierowe, o ilość zainwestowanego czasu, a nawet o waluty oficjalne - możliwe są wszystkie kombinacje; w Polsce przyjęto opisany powyżej przelicznik). Niestety, próby rozwinięcia tej inicjatywy w Polsce, całkiem liczne, w większości przypadków miały bardzo ograniczony zasięg, a obecnie praktycznie nie są kontynuowane.

Usługi wymieniane w polskich bankach czasu są bardzo zróżnicowane: od pieczenia ciast, nauki języków (w tym Braille'a) i gry na instrumentach (np. na klarnecie), przez doradztwo kredytowe i pomoc w pisaniu pism urzędowych, naprawę samochodów i opiekę nad dziećmi, aż po masaż twarzy czy grę w kanastę. Wartościową usługą może być także pomoc informatyka, osoby znającej się na naprawie samochodów czy "złotej rączki", gdyż tzw. fachowcy za pomoc w nawet błahym problemie (ale skąd laik może o tym wiedzieć) każą sobie słono płacić. Bank czasu umożliwia natomiast uzyskanie potrzebnej pomocy bez obrotu gotówki - jedynie w zamian za "oddanie" poświęconego na nią czasu innym potrzebującym osobom.

Każda godzina jest (tak samo) cenna

Warto podkreślić, że w banku czasu każda godzina warta jest tyle samo - choć w niektórych bankach czasu na świecie wartość pewnych poszukiwanych, a mniej absorbujących czasowo usług, jak np. usługi prawne, oblicza się stosując określone mnożniki. Pozwala to dowartościować jego członków - okazuje się, że niezależnie od wykształcenia czy wieku każdy ma do zaoferowania pewne umiejętności lub czas, które są potrzebne innemu członkowi inicjatywy. Banki czasu działają na zasadzie wzajemności. Jadwiga Magnuszewska, organizatorka banku we Wrocławiu, mówi, że nie chce, by przystępowali do niego egoiści lub przesadni altruiści; organizacja usług w postaci banku ma służyć przypomnieniu ludziom o pewnych moralnych zobowiązaniach za otrzymaną pomoc. Podobnie wypowiada się założycielka banku czasu z Opola, Elżbieta Kurek. Uważa, że w ludziach znajduje się dużo życzliwości i gotowości do pomocy, trzeba jedynie je jakoś wyzwolić, dać sygnał. Idealny do tego celu może być właśnie bank czasu.

Pierwsze jaskółki

W Polsce funkcjonuje obecnie kilka banków czasu; najbardziej znane to wrocławski, opolski i warszawski. Są to w pełni niezależne, odrębne jednostki, połączyły się jednak w ogólnopolską sieć, w ramach której dzielą się doświadczeniami. Banki działające wewnątrz sieci ustalają też ogólne zasady, do których będą się stosować. Ustalenie zasad jest bardzo istotne dla funkcjonowania każdego z banków. Problemem może być chociażby kwestia zaufania: trudno przecież zdobyć się na zostawienie kluczy nieznanej osobie, kiedy nie mamy kogo poprosić o podlewanie kwiatów podczas naszej nieobecności. Dlatego na przykład w Opolskim Banku Czasu przyjęto zasadę, że przyjmowani są tylko ci, których polecają osoby już będące członkami Banku.

Zmienić obcych w sąsiadów

Jeden z pierwszych polskich banków czasu powstał we Wrocławiu, zainicjowany przez Jadwigę Magnuszewską. - "Spodobała mi się idea banku czasu. Banki postrzegałam jako sposób na odbudowę i podtrzymywanie wspierających się, prężnych wspólnot lokalnych. Grup, w których ludzie znają się, ufają sobie, wspierają się swoim czasem i umiejętnościami" - mówi nam twórczyni przedsięwzięcia.

Oczywiście, by móc zacząć funkcjonować, każdy bank wymaga kapitału. W przypadku wrocławskiego banku kapitałem założycielskim był czas "zainwestowany" przez p. Jadwigę, która w związku z wychowywaniem dwójki małych dzieci nie wykonywała wówczas pracy zawodowej. Informacje o tej idei i formach działania czerpała z Internetu, później doszło także kilka książek, które jej mąż Piotr przywiózł po odwiedzinach w jednym z londyńskich banków. Istotną rolę w powstaniu i rozwoju tego przedsięwzięcia odegrała także prasa - dzięki artykułowi w gazecie udało się Magnuszewskim zachęcić pierwsze osoby do współtworzenia tej niecodziennej instytucji, w miarę pojawiania się kolejnych informacji w prasie zgłaszali się następni chętni, inni przyszli dzięki wieściom od znajomych lub z Internetu. Obecnie Wrocławski Bank Czasu liczy ok. 30 członków.

"Wrocławski Bank zebrał ludzi, których wcześniej nie łączyły żadne więzy, spotkaliśmy się w większości po raz pierwszy w banku" - mówi Jadwiga Magnuszewska. Przez to grupie trudniej było się zintegrować. Z drugiej strony jednak zrzeszenie obcych sobie ludzi można poczytywać za sukces banku, który ma służyć właśnie tworzeniu więzi tam, gdzie ich nie ma. Jak powiedział kiedyś Cahn, zadaniem banków czasu jest "zmieniać obcych w sąsiadów" - notowanie godzin przeznaczonych na wzajemną pomoc wśród grupy przyjaciół czy krewnych byłoby sztuką dla sztuki.

Bank kłopotów

Wrocławska inicjatywa przeżywa jednak od pewnego czasu poważne trudności, ponieważ pani Jadwiga ponownie podjęła pracę. - "Zmniejszenie mojej aktywności w pilnowaniu »aby się wszystko kręciło« powoduje, że stoimy na rozdrożu" - martwi się Magnuszewska. Okazało się bowiem, że trudno jest im znaleźć osobę, która mogłaby na stałe zaangażować się w koordynację przedsięwzięcia: - "W naszej grupce są głównie osoby, które czują się dobrze w roli członków" - stwierdza.

Mamy tu do czynienia z bardziej ogólnym problemem większości oddolnych inicjatyw: wiele osób chce w nich uczestniczyć, lecz niewiele jest przygotowanych i ma tyle czasu, aby wziąć odpowiedzialność za ich funkcjonowanie - nie każdy odnajduje się w roli lidera. Dlatego też wydaje się, że działalność tego typu inicjatyw bardzo zależy od energii i charyzmy pojedynczych osób, które mają i wizję, i czas, by koordynować działania.

Dodajmy, że Wrocławski Bank Czasu od początku był przedsięwzięciem obarczonym dużym ryzykiem. Założyły go bowiem osoby, które w niewielkim stopniu były z miastem związane, nie mieszkały wówczas we Wrocławiu. Jak dalej będzie się rozwijał Wrocławski Bank Czasu? Jadwiga Magnuszewska nie chce wybiegać myślami zbyt daleko w przyszłość; mówi, że czasem trzeba zostawić sprawy własnemu biegowi, nie narzucać wizji - grupa znajdzie te wartości, które ją łączą albo się rozpadnie. Z powodu opisanych już trudności bank nie nastawia się na poszukiwanie nowych członków, ale zaprasza osoby, które w idei widzą wartość i chcą się włączyć w jej rozwój.

Sama założycielka inicjatywy widzi pewne sposoby wyjścia z kryzysu. Uważa, że banki czasu powinny się specjalizować - tak, jak jest to na Zachodzie, gdzie tworzone są osobne banki dla kobiet czy osób w starszym wieku. Gdy jasno zostanie określony profil, misja banku czasu będzie interesująca dla pewnej grupy, dzięki czemu członkowie banku unikną rozczarowań: w małych bankach może nie być interesujących nas usług, a i na nasze może nie być zapotrzebowania.

Telefon do przyjaciela

Niezależnie od dalszych losów wrocławskiej inicjatywy, niezaprzeczalną zasługą Jadwigi Magnuszewskiej zostanie nagłośnienie tej idei w Polsce. To właśnie artykuł o jej działalności zainspirował socjolog z Opola, Elżbietę Kurek, do stworzenia banku w tym mieście. Świadczy to, że zapotrzebowanie na banki czasu jest duże - Opolski Bank Czasu już po trzech tygodniach od powstania miał około 50 "współudziałowców".

Od tamtej pory inicjatywa działa bardzo prężnie. Opolski bank, który obchodzi właśnie pierwszą rocznicę działalności, zrzesza obecnie 70 osób. Jego koordynatorzy, w przeciwieństwie do wrocławian, twierdzą, że nie mają większych kłopotów, a trwałości inicjatywy nic nie zagraża. Lekkim niepokojem napawa panią Elżbietę jedynie to, że nie wiadomo dokładnie, jak do systemu wymiany usług (które przecież, jak ostatnio wszystko, da się wycenić w pieniądzach) podejdzie fiskus.

W Opolskim Banku Czasu uczestniczy sporo młodych osób, szczególnie mężczyzn, ale przekrój wiekowy uczestników jest bardzo zróżnicowany: od 8 do 75 roku życia. Twórcy tego banku mają ambicję angażować w swoje działania osoby starsze i niepełnosprawne, które - jak to określiła w jednym z wywiadów Elżbieta Kurek - "siedzą i myślą, żeby tylko nie zawracać komuś głowy", nieświadome tego, jak wiele mogą mieć do zaoferowania innym. Opolska grupa jest silnie zintegrowana (spotykają się na wspólnych ogniskach itp.), aczkolwiek niektórzy członkowie tego banku wprost przyznają, że do uczestnictwa w systemie skłoniły ich w dużej mierze względy praktyczne. Czas w nim zainwestowany naprawdę bowiem procentuje - nieco wysiłku w dziedzinie, w której jesteśmy dobrzy, może pozwolić na uniknięcie sporych wydatków w przyszłości. Działalność Opolskiego Banku ma bardzo wymierne efekty, o czym świadczą historie jego uczestników. Emerytowana choreograf, która straciła pracę i musiała przejść na wcześniejszą emeryturę, nie wiedziała co zrobić ze swoim czasem, którego zaczęła mieć za dużo. Bank Czasu pozwolił jej znaleźć ujście dla nadmiaru energii i dał wsparcie, którego nie chcieli (nie potrafili) zaoferować sąsiedzi z bloku, choć wszyscy znali jej trudną sytuację. Teraz jest pod wieloma względami niezastąpiona (na przykład kiedy trzeba pomóc w nauce poloneza w okresie studniówkowym), sama też nauczyła się dzięki innym nowych rzeczy - np. obsługi komputera i Internetu.

Organizatorki obu opisanych banków podkreślają, że dla wielu osób, szczególnie starszych i samotnych, uczestnictwo w banku może być nie tylko pomocą w codziennych sprawach, ale także mieć trudne do przecenienia znaczenie jako sposób walki z samotnością (w Opolskim Banku Czasu jeden z uczestników wpisał jako oferowaną usługę "telefon do przyjaciela"). Bank czasu, zdaniem pani Elżbiety, "zapewnia poczucie więzi społecznej, bezpieczeństwa oraz bycia potrzebnym innym ludziom, możliwość liczenia na czyjąś pomoc".

Lek na różne przypadłości

Zdaniem Magnuszewskiej, największą szansę powodzenia mają inicjatywy łączące osoby blisko mieszkające (np. na jednym blokowisku, małym osiedlu), gdyż długie dojazdy zniechęcają ludzi i wypaczają nieco całą ideę banków, pomyślanych jako sieci sąsiedzkiej pomocy. Uważa także, iż najwięcej przynoszą one osobom, które jak emeryci czy bezrobotni mają czas i nie są zaangażowane w wyczerpującą pracę zawodową. Jednocześnie mogą oni za pośrednictwem banków nie tylko uzyskać pomoc w zaspokojeniu swoich potrzeb, ale także odzyskać wiarę w siebie, poczucie sensu i chęć do działania.

Banki czasu przynoszą korzyści nie tylko ich uczestnikom, ale także wspólnotom lokalnym. Ich odbudowa i rozwój od samego początku były jednym z celów powstawania banków. Podobnie było w polskim przypadku. Także Jadwiga Magnuszewska dążyła do integracji członków banku. - "Dzięki temu, że się znają i stanowią grupę, mogą mieć znaczący i rzeczywisty wpływ na różne aspekty życia w swoich małych ojczyznach" - uważa. Chciała przyczynić się do zapewnienia ludziom pomocy, na którą ich nie stać, ale także nauczenia ich, że nie za wszystko trzeba płacić - czasem trzeba po prostu umieć poprosić, a później się odwdzięczyć. Warto tutaj zauważyć, że banki czasu wydają się mieć sens głównie w przypadku dużych miast, gdyż mogą stanowić odpowiedź na poczucie anonimowości i brak więzi społecznych, charakterystyczny dla mieszkańców blokowisk, niejednokrotnie nie znających w ogóle swoich sąsiadów. Warto również dodać, że starym słowiańskim zwyczajem, który na polskiej wsi utrzymywał się jeszcze w początkach XX w., była tzw. tłoka - dobrowolna pomoc sąsiedzka przy pracy, która była ponad siły jednego gospodarstwa. Tak więc, nic nie ujmując wspaniałej idei Cahna, korzeni polskich banków czasu wcale nie musimy szukać za oceanem!

Po co zmieniać coś, co działa?

W niektórych krajach Zachodu banki czasu dostają wsparcie instytucjonalne ze strony np. samorządów, które rozumieją, że pieniądze wydane na samoorganizację lokalnych społeczności mogą być efektywnym sposobem na rozwiązanie wielu problemów. A przy tym bardziej skuteczne - ocenia się np., że aż trzy czwarte nakładów na "standardową" opiekę społeczną może pochłaniać jej biurokratyczna obsługa.

W tamtych krajach bywa tak, że banki czasu posiadają własne biura i etatowych pracowników. Rzeczywistość polskich banków wygląda zupełnie inaczej, choć warto podkreślić, że wsparcia udzieliły im lokalne kościoły: miejscem spotkań wrocławian jest salka w domu parafialnym przy katolickim kościele św. Maurycego, natomiast opolan wspiera i udostępnia im miejsce spotkań pastor z parafii ewangelicko-augsburskiej. Zresztą chyba żaden z organizatorów nie myślał o tym, by w Polsce próbować stworzyć banki takie, jak np. w krajach anglosaskich, gdzie mają długą tradycję. Elżbieta Kurek wprost deklaruje: - "Mamy grupę ludzi, którzy dobrze się czują ze sobą, chcą coś robić i tyle. Chcemy być grupą towarzyską, instytucjonalizacja przyniosłaby ze sobą sporo problemów. Obecna formuła się sprawdza!".

To wspólna cecha tego rodzaju inicjatyw w Polsce: tworzący je ludzie raczej nie myślą o zmienianiu świata, po prostu w miarę swoich możliwości chcą robić coś wspólnie z innymi i dobrze się z tym czują.

Idzie nowe?

Od kiedy rozpoczęły się w Polsce tzw. przemiany ustrojowe, wielką popularność zyskało hasło "czas to pieniądz". Ludzie przyzwyczaili się, że wszystko można kupić, stąd coraz większy rynek usług zgoła absurdalnych, które normalnie wykonałoby się przy pomocy przyjaciół czy sąsiadów - np. zwykłe przymocowanie odpadającego karnisza może stanowić duży problem dla samotnej matki.

Zaletą banków czasu, nawet jeśli działają na niewielką skalę, jest to, że mogą na nowo nauczyć nas przyjmować i oferować pomoc, traktować to jako coś naturalnego. Nauczyć tego nawet tych, którzy do nich nie przystąpią, ale dowiedzą się o ich działaniu i zadadzą sobie kilka pytań. Może dzięki temu doczekamy chwili, że banki czasu nie będą już potrzebne?

Michał Sobczyk

Dziękuję Joannie Bilickiej za pomoc przy pisaniu niniejszego tekstu.

________________________________________________________________________

Osoby zainteresowane działaniem banków czasu zachęcamy do odwiedzenia stron internetowych:

www.bankiczasu.eco.pl

bankczasu.org

www.lets.pl

  • Wykop
  • BLIP
  • twitter
  • facebook
  • flaker
  • sledzik
  • google icon
  • del.icio.us icon
  • digg icon

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą umieszczać komentarze. zarejestruj się
 

Biblioteka „Obywatela”

http://www.obywatel.org.pl/index.php?module=Content&func=view&pid=28
http://www.obywatel.org.pl/index.php?module=Content&func=view&pid=26
http://obywatel.org.pl/sklep/product_info.php/cPath/21/products_id/124
http://gwiazda.obywatel.org.pl/
http://www.obywatel.org.pl/index.php?module=Content&func=view&pid=24

Inicjatywy „Obywatela”

http://lewicowo.pl/
http://www.obywatel.org.pl/solidarnosc
http://www.czymaszswiadomosc.pl/
http://www.zapomnianewartosci.pl/

Polecamy

http://www.kursnakulture.pl/