Chrześcijaństwo ponownie odkrywane

CHRZEŚCIJAŃSTWO PONOWNIE ODKRYWANE

Pascha Pana sercem chrześcijaństwa*

 

Dzisiejsza noc zwana jest w języku polskim Wielką Nocą. W wielu krajach określa się ją mianem Nocy Paschalnej lub po prostu Paschą. Chrześcijanie od początku nazywają tę noc uroczystością nad uroczystościami, świętem nad świętami, świętem pierwszym i najważniejszym, do którego zmierzają wszystkie inne święta lub z którego one wypływają. Ta noc świąteczna jest tak ważna, że gdyby ją usunąć z kalendarza liturgicznego, chrześcijaństwo utraciłoby swoje serce, swój najgłębszy sens, przestałoby być tym, czym jest.

Orędzie chrześcijańskie głosi bowiem następującą fundamentalną wieść: w zmartwychwstaniu Jezusa śmierć została pokonana, ciemność rozproszona, zło i grzech utraciły swoją władzę nad człowiekiem. Życie, światłość, miłość mają przed sobą przyszłość, więcej jeszcze, mają zapewnione ostateczne zwycięstwo. Przejście ze śmierci do życia, z ciemności do światła, od zła i grzechu do miłości jest właśnie najgłębszą treścią święta Paschy, Wielkiej Nocy.

U wielu ludzi potoczne rozumienie dzisiejszego święta jest bardzo ubogie i niewystarczające. Co oznacza bowiem dla nich zmartwychwstanie Jezusa? W praktyce tylko to, że jak Jezus zmartwychwstał, tak i my kiedyś, po naszej śmierci, zmartwychwstaniemy. Z tej prawdy jednak niewielka dla nas płynie pociecha. Życie pozagrobowe na razie nie bardzo nas fascynuje, a w tym życiu, które teraz mamy, nic istotnego się przecież nie zmienia, obojętnie czy Chrystus zmartwychwstał, czy nie. Św. Paweł w Pierwszym Liście do Koryntian mówi, że gdybyśmy tylko w tym życiu pokładali nadzieję w Chrystusie, odrzucając prawdę o zmartwychwstaniu ciał, bylibyśmy najbardziej pożałowania godni między ludźmi (zob. 1 Kor 15–19). To prawda! Ale to powiedzenie można by też odwrócić: gdybyśmy wierzyli tylko w szczęście pozaziemskie, nie doświadczając już tu i teraz żadnego zmartwychwstania, bylibyśmy tak samo pożałowania godni.

Zmartwychwstanie Jezusa jest także ważne dla naszej doczesności. Nasze życie bowiem na tej ziemi jest napiętnowane śmiercią. A jest nią napiętnowane nie tylko w tym sensie, że wszyscy zmierzamy nieuchronnie do śmierci fizycznej, właściwie to rodzimy się po to, by umrzeć, ale jakaś inna, głębsza jeszcze śmierć (moglibyśmy ją nazwać śmiercią ducha) zżera już teraz szczęście naszej teraźniejszej egzystencji. Mówimy np. często: „Prześladuje mnie pech, ktoś lub coś krzyżuje wszystkie moje plany”; właściwie to całe życie spędzamy nieraz na walce o realizację swoich projektów życiowych lub na lamentowaniu i szemraniu, że się nie spełniły; pragniemy być kochani, ale szybko przekonujemy się, że na czyjąś miłość i życzliwość najczęściej musimy ciężko pracować; pragniemy kochać, lecz prędko stwierdzamy, że udaje nam się to tylko po części; wnet nadchodzi moment, w którym obrona naszych, przecież słusznych, interesów bierze górę nad miłością. W ostatecznym rozrachunku żyjemy w niezadowoleniu, rozgoryczeniu i smutku; wielu z nas, gdy zaczyna się starzeć, stwierdza, że życie zeszło nam na niczym, że było i jest ono puste. Oto niektóre objawy owej śmierci ducha!

Zmartwychwstanie Jezusa oznacza również możliwość wyjścia z tej innej, na co dzień przeżywanej śmierci. Jej przyczyną nie jest bowiem żadna zewnętrzna sytuacja przebiegająca nie po naszej myśli. Nasz brak szczęścia na tej ziemi i niezadowolenie z życia, które nam wszystkim w większym lub mniejszym stopniu towarzyszy, mają swoje źródło w głębokim i śmiercionośnym zakłóceniu, które w nas powoduje grzech. Odziera on nas z pewności, że Bóg nas kocha, że kocha nas jako grzeszników, kocha nas również i najbardziej wtedy, gdy dopuszcza na nas krzyże i cierpienie. Grzech zagłusza w nas poczucie, że do życia i szczęścia wystarczy nam Bóg, i wprowadza w nas kłamliwe i fałszywe przekonanie, że aby być szczęśliwymi, potrzebujemy przede wszystkim pieniędzy, dobrobytu, zdrowia, pozycji, ludzkiego szacunku i miłości. Bóg, jeżeli w Niego wierzymy, służy nam głównie do tego, by nam zapewnić te dobra, będące w naszym mniemaniu fundamentem naszego dobrego samopoczucia.

Jezus Chrystus był jedynym, który, nie w duchu rezygnacji, ale dobrowolnie, z miłością zaakceptował przegraną życiową, śmierć na krzyżu, niezrozumienie i odtrącenie przez zaślepioną i zatwardziałą w grzechu ludzkość. On jeden nie zwątpił, że kielich goryczy, który przyszło Mu pić w dniach Jego męki, pochodzi z woli Ojca, a więc z Jego miłości, jest dla Jego dobra i dla naszego dobra. I Bóg Go nie zawiódł i nie opuścił w śmierci. Śmierć fizyczna była dla Jezusa przejściem do nowego życia po prawicy Ojca. Bóg wskrzesił z martwych Jezusa–człowieka. Oto zmartwychwstanie Pana.  Wieść dla nas wszystkich naprawdę radosna. Bo tak jak Jezus Chrystus zmartwychwstał i żyje w chwale Ojca, w Jego miłości, tak i my już teraz, już tutaj, na tej ziemi, możemy doświadczyć pierwocin tego życia, które On w pełni posiada. Świat wokół nas może zostać taki, jaki jest, niesprawiedliwy i okrutny, życie nasze na zewnątrz nie musi się wcale zmieniać na lepsze a jednak może nas ogarnąć całkowita nowość. Jezus zmartwychwstały może dać nam nowe oczy na świat, które nareszcie dostrzegać będą wszędzie, nawet w krzyżu, Boga i Jego miłość do nas; Jezus może dać nam nowe serce, które zdolne będzie kochać, nawet wtedy, gdy nie ma wzajemności, nawet wtedy, gdy tak jak Jego serce przebite będzie bólem niezrozumienia i wzgardy. Jezus zmartwychwstały może żyć w nas, może kochać w nas wszystkich ludzi, nawet wrogów, a to oznacza dla nas wrócić do swoich początków, wrócić do pierwotnej myśli Boga o człowieku, wrócić do raju, czyli do tego szczęścia, dla którego zostaliśmy stworzeni.

Zmartwychwstanie Pana! Wieść dla nas wszystkich radosna jeszcze z innego powodu. Ta nowa egzystencja w Jezusie Chrystusie jest nam ofiarowana przez Boga gratis. Dokonuje się ona w nas nie naszą mocą i wysiłkiem, ale działaniem Ducha Świętego, którego zmartwychwstały Pan zsyła na tych, którzy w Niego wierzą. Tak! Bo wiara w to, że Bóg kocha nas, grzeszników, że w śmierci i zmartwychwstaniu Jezusa niszczy nasze grzechy i stwarza w nas zdolność życia w miłości, jest pierwszym i podstawowym warunkiem, by mogło się w nas rozpocząć chrześcijańskie życie. W wierze dokonuje się nasze otwarcie na Boga, który nareszcie może w nas znowu działać, okazując nam swoją całkowicie darmową, niczym przez nas nie zasłużoną miłość.

Cała dzisiejsza Noc Zmartwychwstania była niegdyś w pierwotnym chrześcijaństwie czasem, którego nie przesypiano, w który wszyscy wierzący czuwali. Oblubienica Chrystusa, Kościół Święty, z miłością oczekiwał blasku dnia niedzielnego, ósmego dnia — jak go nazywano — dnia będącego znakiem dnia wieczności, którą Chrystus zainauguruje swoim powtórnym przyjściem. Jeszcze w mroku, ale już rozjaśnionym blaskiem świecy paschalnej, która jest symbolem Chrystusa zmartwychwstałego, chrześcijanie pierwszych wieków medytowali proroctwa Starego Testamentu, a potem przeżywali zmartwychwstanie Jezusa i swoje z Nim współzmartwychwstanie w sakramencie chrztu (lub w odnowieniu jego przyrzeczeń) oraz w uroczystej Eucharystii. W ten sposób czerpali z obchodu tej naprawdę Wielkiej Nocy siłę do chrześcijańskiego życia. Mocą tej wspaniałej liturgii żyli oni przez cały rok, podtrzymując i przedłużając jej życiodajne działanie coniedzielną Eucharystią, która była dla nich Wielką Nocą w miniaturze.

Na zakończenie tych rozważań ciśnie się na usta prośba do Boga, by i katolicy naszych czasów odkryli jak najprędzej pełnię i piękno tego życia, którego Jezus zmartwychwstały jest źródłem. A wtedy pojawi się również w nas pragnienie i potrzeba czuwania w tę noc, tak jak to robili pierwsi chrześcijanie.

21 kwietnia 1984 r.

 

* Ta homilia nie wchodziła w skład cyklu „Chrześcijaństwo ponownie odkrywane”. Przygotowana została specjalnie do audycji w Wielką Sobotę. W niniejszej edycji dołączono ją do tego cyklu, bo stanowi jakby jego zwieńczenie i klamrę

 

Spis treści

 

 

 

na początek strony
© 1996–2000 Mateusz