Menu Region

Otwieramy Wrocław: Poznaliśmy historię kolei: od parowozu do...

Otwieramy Wrocław: Poznaliśmy historię kolei: od parowozu do szynobusa (ZDJĘCIA)

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Gazeta Wrocławska

Marcin Walków

Prześlij Drukuj
Mniejsza czcionka Większa czcionka
Pod dachem hali wrocławskiej lokomotywowni stało kiedyś nawet 100 parowozów jednocześnie. Nasi Czytelnicy mogli nie tylko obejrzeć pociągi z bliska, ale również przejechać się w kabinie maszynisty.
1/27

Pod dachem hali wrocławskiej lokomotywowni stało kiedyś nawet 100 parowozów jednocześnie. Nasi Czytelnicy mogli nie tylko obejrzeć pociągi z bliska, ale również przejechać się w kabinie maszynisty.

(© Pawel Relikowski / Gazeta Wroclawska)

W ramach cyklu „Otwieramy Wrocław” zapraszamy naszych Czytelników na wycieczki w miejsca ciekawe, ale na co dzień niedostępne. Tym razem wybraliśmy się do budynku lokomotywowni na terenach kolejowych należących do PKP Intercity.

Halę lokomotywowni w okolicach ul. Paczkowskiej codziennie mijają pasażerowie jadący do Dworca Głównego od strony stacji Wrocław Brochów. To ceglany budynek z dwoma potężnymi kominami, które górują nad konstrukcją.


Hala powstała na przełomie lat 20. i 30. ubiegłego wieku. Ma powierzchnię 2 hektarów. Mieściło się w niej 100 parowozów. Kominy w budynku były potrzebne do usuwania spalin i dymu, ponieważ znaczna część lokomotyw stała „w gotowości”.

Pod koniec lat 60. halę przebudowano, by mogła pomieścić tzw. elektryczne zespoły trakcyjne, czyli pociągi, które do dziś można zobaczyć na większości regionalnych tras. To przez Wrocław przebiegała pierwsza zelektryfikowana linia kolejowa na obecnych terenach Polski.

Zajrzeć do wnętrza lokomotywy - CZYTAJ NA NASTĘPNEJ STRONIE




Do dziś pod jednym dachem w hali spotykają się teraźniejszość z przeszłością. I to od zwiedzenia kabiny maszynisty w parowozie z 1945 roku rozpoczęliśmy naszą wycieczkę. Jacek Jerczyński, zawodowy kolejarz i członek Klubu Sympatyków Kolei we Wrocławiu, opowiadał o kulisach pracy maszynistów w czasach kolei parowej. Każda lokomotywa miała przypisane trzy dwuosobowe drużyny – maszynistę i pomocnika.
– Dbali oni o lokomotywę jak o własną – zapewniał nasz przewodnik.

Parowóz, który widzieliśmy, jeździ po torach do dziś. Choć z trasy wrócił cztery dni wcześniej, wciąż można było dotknąć jeszcze ciepłych elementów obudowy pieca. Jednak lokomotywownia to nie tylko „garaż” dla pociągów. To również warsztat. Tu odrestaurowywane są zabytkowe wagony towarowe. Również tutaj mechanicy przeglądają, konserwują oraz naprawiają lokomotywy.

Nasi Czytelnicy mogli zobaczyć dużą tokarkę do tzw. zestawów kołowych. Służy ona do naprawiania kół pociągów. Te trafiają tu, gdy ich koła podejrzanie stukają albo jeżdżą długo po tej samej trasie, przez co szybciej się zużywają.
Czytelnicy mogli również obejrzeć, jak wygląda wymiana takiego zestawu kół. W tym celu wykorzystywana jest ogromna zapadnia i suwnica. Koła na jednej osi mogą ważyć nawet ponad tonę.

W hali na uczestników wycieczki czekało więcej niespodzianek. Bo nie co dzień można zobaczyć z bliska pantograf podczas malowania. Prawdziwa niespodzianka czekała jednak przed halą.

Poczuć się jak prawdziwy maszynista - CZYTAJ NA NASTĘPNEJ STRONIE




Była to lokomotywa EP07, budowana w Polsce na licencji brytyjskiej. Lśniąca, błękitna, z herbem kolei brytyjskich na bocznej ścianie. Już samo jej oglądanie z bliska robiło nie lada wrażenie. Nasi przewodnicy przygotowali jednak coś więcej.
Do lokomotywy podłączony był najnowszy wagon pasażerski pierwszej klasy – taki, jaki od niedawna wozi wrocławian do Trójmiasta.


Ale największą atrakcją była przejażdżka w kabinie maszynisty spod hali do punktu kontrolnego i z powrotem. To dystans kilkuset metrów. Choć zrobiła wrażenie na wszystkich, to najbardziej cieszył się 5-letni Wojtek. Mama zrobiła mu niespodziankę – myślał, że idzie do lekarza. Od maszynisty, Krzysztofa Szlęzaka, dostał zadanie specjalne: trąbił syreną. – Wojtek uwielbia pociągi. Zarówno oglądać, jak i nimi jeździć. Był już nie raz na wycieczce w muzeach kolejnictwa. Nie rozstaje się też z plastikowym pociągiem zabawką – mówiła mama, pani Agnieszka.

I gdy już nasi Czytelnicy myśleli, że po wyjściu z błękitnej lokomotywy pożegnamy się i rozstaniemy, nasi gospodarze zaproponowali, by zakończyć wycieczkę na Dworcu Głównym. Szybko dotarliśmy tam szynobusem Kolei Dolnośląskich, który właśnie opuszczał lokomotywownię. Na koniec przeszliśmy przez dawny budynek dworca tymczasowego – dziś wykorzystywany na pomieszczenia biurowe. – To była bardzo interesująca wycieczka. Na długo zapamiętam parowóz i przejażdżkę w kabinie – mówiła Anna Miozga.

Spędziliśmy na wycieczce ponad dwie godziny. – Chcieliśmy Was zabrać jeszcze do wagonowni. Ale to kolejne dwie godziny zwiedzania. Dlatego... zapraszamy ponownie – powiedział Janusz Kazior, wicedyrektor w PKP Intercity.
1 3 »

W związku z ciszą wyborczą komentarze zostały wyłączone, zapraszamy z powrotem w niedzielę wieczorem.