Święty-Ersetic przeszła do historii polskiej lekkoatletyki! Trener Matusiński: To kosmos

Justyna Święty-Ersetic / By filip bossuyt from Kortrijk, Belgium - 545 4x400 swiety, CC BY 2.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=65012360

  

Justyna Święty-Ersetic przeszła w Berlinie do historii polskiej lekkoatletyki zdobywając w 1,5 godziny dwa złote medale na 400 i 4x400 m. - Na stadionie była ze mną cała rodzina - wszyscy najbliżsi. Wzruszyłam się już idąc w bloki - powiedziała Polka.

Święty-Ersetic (AZS AWF Katowice), która wynikiem 50,41 zdobyła w biegu na 400 m złoty medal, po 98 minutach znów stanęła na starcie w biegu rozstawnym. To ona przejęła od Patrycji Wyciszkiewicz pałeczkę i ruszyła na ostatnie okrążenie. Biało-czerwone i w rywalizacji drużynowej stanęły na najwyższym stopniu podium - udowadniając swoją niezwykłą odporność psychiczną i fizyczną.


CZYTAJ WIĘCEJ:

Mamy kolejne złoto na mistrzostwach Europy! Justyna Święty-Ersetic zatriumfowała w biegu na 400 m

Medalowej uczty ciąg dalszy! Polki mistrzyniami Europy w sztafecie 4 x 400 m


- W tym sezonie wyglądałam na treningach rewelacyjnie. Trener powtarzał, że naszym celem są dwa złote medale na mistrzostwach Europy. Udało się. Po drodze była kontuzja i gorszy start w Londynie. Zdążyłam jednak dojść do siebie. Ten wynik, który dzisiaj zrobiłam, przeszedł moje najśmielsze oczekiwania

- oceniła.

Medal indywidualny Święty-Ersetic to dopiero drugi medal Polek w tej konkurencji w historii mistrzostw kontynentu. W 1978 roku brąz wywalczyła Irena Szewińska. To jednocześnie ósmy wynik w Polsce na tym dystansie - siedmiokrotnie szybciej 400 m pokonywała zmarła 29 czerwca Szewińska.

- Wiedziałam, że szansa na świetny wynik może mi się drugi raz w życiu nie powtórzyć. Cieszę się, że udało mi się wywalczyć złoty medal, ale to chyba jeszcze do mnie nie dotarło

- wskazała. Przyznała, że nie może uwierzyć w to, że w historii polskiej lekkoatletyki szybciej biegała tylko Szewińska.

- Dzisiaj po biegu indywidualnym nawet nie miałam okazji się nacieszyć złotem. Wiedziałam po przekroczeniu linii mety, że muszę bardzo szybko "ulotnić się" ze stadionu, żeby leżeć i odpoczywać. Miałam świadomość, że przede mną jeszcze bardzo trudny bieg w sztafecie

 - relacjonowała przebieg wydarzeń po ich zakończeniu Polka.

Przyznała, że w trakcie przerwy pomiędzy indywidualnym i sztafetowym finałem nie były chłodzone jej nogi, nie siedziała w lodzie, a po prostu odpoczywała. Starała się trzymać ciepło, a po kilkudziesięciu minutach wykonała nawet kilka "rytmów".

- Jestem strasznie zmęczona, ale bardzo zadowolona. Na pewno dzisiejsze dwa złote medale dadzą mi kopa do jeszcze cięższej pracy. Powiedziałam trenerowi Aleksandrowi Matusińskiemu, że jeżeli dobiegnę w sztafecie do mety, to już nigdy nie będę marudziła na treningu, gdy każe mi przebiec kolejny ciężki odcinek

- stwierdziła.

Prof. Jan Blecharz powtarzał jej, że to, co ma zrobić, jest możliwe, a euforia na pewno ją poniesie.

- Na swojej zmianie puściłam przed siebie Francuzkę, bo wiedziałam, że wtedy będzie mi dużo łatwiej wszystko kontrolować. Wyszłam na czoło 120 metrów przed metą i udało mi się przeciąć linię mety jako pierwszej. Łamanie granicy 50 sekund wcale nie będzie proste. To się tylko wydaje, że brakuje 0,5 sekundy, ale popatrzmy, na jakim poziomie. Jasne, że chciałabym rywalizować na równi ze światową czołówką. Po to trenuję

- powiedziała Święty-Ersetic.

Przyznała, że nie pamięta, co powiedział jej po złocie indywidualnym mąż Dawid - zapaśnik.

- To działo się za szybko

- podkreśliła. Na telebimach rozstawionych na Stadionie Olimpijskim pokazywano kilka razy ujęcie, gdy wybranek najszybszej biegaczki Europy na 400 m unosi głowę do góry i dziękuje niebiosom.

- Gdy szłam na bieg indywidualny zobaczyłam rodziców, męża, moją rodzinę. Zakręciły mi się łzy w oczach. Doznałam chwilowego paraliżu i nie wiedziałam, co się ze mną dzieje. Mieli flagę z moim zdjęciem i napisem, że nie ważne, co się dzisiaj stanie, bo dla nich i tak jestem najważniejsza. To dało mi ogromnego kopa. Zaraz się znów popłaczę

- mówiła wyraźnie wzruszona Polka.

Trener Matusiński przyznał, że jest zszokowany tym, co zrobiła jego zawodniczka. On nie tylko jest jej szkoleniowcem w sztafecie, ale także przygotowuje ją do startów indywidualnych.

- Wiedziałem, że jest gotowana na 50,80, ale że "wykręci" 50,41? To kosmos

- powiedział wyraźnie wzruszony.

Na Stadionie Olimpijskim w Berlinie srebro w biegu na 400 m przypadło Greczynce Marii Belibasaki (50,45), a brąz Holenderce Lissane de Witte (50,77). Iga Baumgart-Witan w biegu indywidualnym uzyskała 51,24 zajmując piąte miejsce. W sztafecie Polki pokonały Francuzki i Brytyjki. 

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: PAP, niezalezna.pl

Udostępnij

Tagi

Wczytuję komentarze...

Ricardo Sa Pinto - jaki jest nowy trener Legii?

/ twitter.com/LegiaWarszawa

  

Ekscentryczny, mocno zaangażowany w pracę z zespołem i wymagający dużego zaangażowania piłkarzy - taki jest Ricardo Sa Pinto, nowy trener Legii Warszawa. Tylko czy to wystarczy do tego, by Wojskowi pod jego wodzą odnosili wielkie sukcesy?

Był dobrym piłkarzem

Ricardo Sa Pinto seniorską karierę rozpoczął w SC Salgueiros, ale szybko zasłużył na transfer do Sportingu Lizbona. Grał też w hiszpańskim Realu Sociedad i belgijskim Standardzie Liege. W reprezentacji Portugalii zagrał 45 razy, w tym dwukrotnie na Mistrzostwach Europy - w 1996 roku, gdzie Portugalia doszła do ćwierćfinału i cztery lata później, gdzie skończyła w półfinale.

Jest bardzo zaangażowany emocjonalnie

Piłkarze, którzy pracowali z Sa Pinto, potwierdzają, że normą są płomienne przemowy trenera. Jest on również niezwykle ekspresyjny podczas meczów, czym zdobywa serca kibiców. Takie obrazki przy Łazienkowskiej nie powinny nikogo dziwić: Mówią o nim "Lwie Serce", co potwierdza jego charakter.

Potrafi osiągnąć sukces, ale...

Wicemistrzostwo Belgii oraz Puchar Belgii ze Standardem Liege to największe sukcesy Sa Pinto w trenerskiej karierze. Problem w tym, że osiągnięte po wielu latach trenerskiej kariery. W ciągu ośmiu lat pracy trenerskiej Portugalczyk poprowadził osiem klubów. Niełatwo policzyć, że w jednym zespole nie zagrzewa długo miejsca. Czy w Legii będzie inaczej?

Kontrakt Sa Pinto obowiązuje przez najbliższe trzy lata. Ostatnim trenerem, który tak długo pracował z Legią jest Jan Urban, w latach 2007-2010. Czy Portugalczyk będzie w stanie utrzymać stanowisko do 2021 roku? Ciężko powiedzieć, lecz

Źródło: niezalezna.pl

Udostępnij

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl