Blog w kategorii: Polityka     Następny »   Szukaj bloga:   Pisz bloga 

M.B. BLOG - czyli:

BLOG
MARKA
BOROWSKIEGO


ODWAGA
i kompetencje

Przeszukaj posty...

11 października 2007

Świetny list otwarty Jana Widackiego do Zbigniewa Ziobro (dzisiejsza "GW"). Merytoryczny, punkt po punkcie rozprawiający się z rzekomymi sukcesami Ziobry w naprawianiu polskiego prawa i obnażający demagogiczny charakter jego argumentów. Tekst jest tak mięsisty, że właściwie należałoby go cytować w całości. Ponieważ to niemożliwe, przerobiłem go na serial i będę puszczał w odcinkach.

Dziś przypomnijmy 2 kompromitacje: w sprawie ekstradycji Mazura przed amerykańskim sądem oraz przy procesie o "inwigilację prawicy", na którym tak Jarosławowi Kaczyńskiemu zależało, a tu klops! - ludzie p. ministra zapomnieli złożyć na czas apelację! Oczywiście w obu przypadkach - jak zawsze zresztą - Zbigniew Ziobro tchórzliwie zrzucił winę na podwładnych, bo sam taki zapracowany, że obciążanie go odpowiedzialnością nie może wchodzić w rachubę. To oczywista oczywistość. A  swoją drogą tak sobie myślę, że gdyby mniej pracował, to dla kraju byłoby lepiej.

Trzecia - już może nie kompromitacja, ale klapa - to sądy 24-go- dzinne. Okazuje się, że sądzą głównie nie tych co miały sądzić. 86% spraw to pijani kierowcy, rowerzyści i kierujący furmankami dobrzy ludzie. Pozytywnych efektów - np. w walce z chuligaństwem stadionowym - to nie dało, natomiast zdezorganizowało pracę sądów i policji.  Szybkie sądy są potrzebne, ale muszą też być skuteczne, a terminy rozpraw rozsądne. Po wyborach trzeba będzie tę ustawę znowelizować.

A Ziobro - w miarę jak spada jego popularność - jest coraz bardziej miękki. Ucieka od debat. Odmówił Gowinowi z PO, odmówił Widackiemu i Filemonowiczowi z LiD-u.Ma dużo pracy - poinformował jego rzecznik.

                                           xxx

TVP przeszła samą siebie. Omawiając sytuację LiD-u po wystąpieniu Kwaśniewskiego w Szczecinie, reporter całkiem "przypadkowo" ulokował się na tle pokrytych chamskimi dopiskami bilbordów dwojga znanych kandydatów warszawskich LiD-u. Przechadzał sie przy tym od niechcenia, tak aby kamera nie opuściła żadnego fragmentu. Interwencja rzecz jasna nic nie da, bo to był "oczywisty"

przypadek. Uwierzę, gdy reporter jeszcze przed wyborami stanie na tle plakatu pana premiera i będzie tak długo chodził, aż kamera pokaże, co sądzą o Jarosławie Kaczyńskim jego skrajni przeciwnicy. Widziałem już wiele dopisków, z których "notoryczny kłamca" wydaje się najłagodniejszy.

                                               xxx

Brawa dla Mariusza Wójcika , kandydata Samoobrony na posła z woj. lubuskiego! Próbował wręczyć Lepperowi kupon do agencji towarzyskiej. Przegoniony powiedział, że walczy w ten sposób z zakłamaniem partii, którą chce reprezentować w Sejmie. Szlachetny Winnetou, bez dwóch zdań. Problem w tym, że jeżeli walka zakończy się sukcesem i z Samoobrony odejdą wszyscy przestępcy, oszczercy, ludzie nie przestrzegający zasad etyki i ignoranci, to p. Wójcik nie będzie już miał nawet do kogo gęby otworzyć i sukcesem swoim pochwalić się.

Zapraszam w piątek na rozmowę w Tok fm o 7.30 z Jackiem Żakowskim i o 12.00 do CNBC TVNBiznes , gdzie dziennikarze ekonomiczni przepytają mnie i prof. Osiatyńskiego z programu gospodarczego LiD-u.

 

 

 

 

 

Marek Borowski (23:46)
72 komentarze

09 października 2007

Wystąpienie Kwaśniewskiego w Szczecinie. Merytorycznie trafne (analiza "silnego państwa" Kaczyńskich), fragmentami mocne, wizerunkowo niestety nienajlepsze. Szkoda.

 

                                                    XXX

 

Na portalach internetowych i plakatach dobrotliwy Pan Premier, odmieniający we wszystkich przypadkach słowo "uczciwość", przypisujący sobie niezmiennie prawdomówność, a innym kłamstwa i oszustwa. Czytam to i przecieram oczy, bo przecież nie sposób zapomnieć słów Jarosława Kaczyńskiego, wypowiadanych nie tak przecież dawno i z równym żarem, co obecnie:

 

PREMIEROSTWO

1.Nie będę premierem, gdy mój brat będzie prezydentem.

2.Marcinkiewicz to premier na całą kadencje.

SAMOOBRONA

3. Nie będzie koalicji z Samoobroną.

4.Cieszę się, że będę na pierwszej linii walki z Samoobroną.

5.My w kolejnej kompromitacji i w otwieraniu Samoobronie drogi do władzy w Polsce uczestniczyć nie będziemy.

ROZLICZYMY PRZESZŁOŚĆ

6.W rządzie nie będzie bylych czlonków PZPR.

7.V-ce minister sprawiedliwości nie ścigał i nie osadzał w więzieniu działaczy opozycji w latach 70.
8.Nie poprzemy nikogo z wyrokiem sądu lub przeciwko komu toczą się sprawy
sądowe.To jest sprzeczne z ideałami PIS.

SOLENNE OBIETNICE

9.Wybudujemy trzy miliony mieszkań.

10.Zredukujemy administrację panstwową

11.Wycofamy wojsko polskie z Iraku.

ZASADY ZOBOWIĄZUJĄ

12.Dla mnie raz dane slowo jest święte... (Jarosław Kaczyński 10 VII 2006).

----------------------------------------------------------------------------------------------------

Dwanaście zdań i dwanaście kłamstw, z których Jarosław Kaczyński nawet nie zamierza się tłumaczyć. To przecież było wczoraj, a dzisiaj jest inna rzeczywistość i można opowiadać nowe bajki i straszyć naród nowymi smokami. I ciągle są tacy, którzy się na to nabierają! Czasami mam wrażenie, że jakiekolwiek zasady przestały mieć znaczenie, a cel uświęca wszelkie środki. A machnąć ręką na to wszystko i postępować tak samo - w końcu od polityka wymaga się skuteczności. Problem w tym, że jest jeszcze lustro, w które od czasu do czasu trzeba spojrzeć. Potrzebna jest cierpliwość i konsekwencja. Piana kiedyś - może szybciej, niż nam się zdaje - opadnie.

 

 

 

 

 

 

Marek Borowski (22:17)
94 komentarze

07 października 2007

Piątek i niedziela upłynęły mi pod znakiem muzyki. Najpierw  - jak zawsze z inicjatywy żony - poszliśmy do Filharmonii na inaugurację sezonu 2007/2008.

Grano (a także śpiewano) pod dyrygenturą Antoniego Wita trzy utwory: Karola Szymanowskiego muzykę do baletu Mandragora, Jana Sibeliusa koncert skrzypcowy d-moll  i Karola Kurpińskiego Te Deum. Wszystkie trzy były dla mnie (prawda, że nie jestem zbyt "dogłębnym" melomanem) prawdziwym odkryciem. Po raz kolejny stwierdzam, że Szymanowski jest całkowicie wart komplementów, które pod adresem jego muzyki wypowiadają krytycy. Nie jest on kompozytorem łatwym, ale po pewnym osłuchaniu daje niezwykle dużo satysfakcji. Na swój u żytek mam taką tezę, że Szymanowski stanowi brakujące ogniwo między muzyką klasyczną, a Pendereckim. Kto nie "chwyta" Pendereckiego, niech najpierw trochę posłucha Szymanowskiego (i może jeszcze Mikołaja Góreckiego).

Sibelius to nazwisko znane w świecie, ale u nas grany raczej rzadko. Tymczasem koncert skrzypcowy w wykonaniu drobnej, 24-letniej Anny Marii Staśkiewicz (byle podmuch wiatru musiałby ją porwać) wprawił nas w zachwyt. Że też ten szwedzki Fin, w zimnej Skandynawii, mógł skomponować tak piękny i delikatny utwór! A Anna Maria jest do jego wykonania wręcz stworzona. Mam nadzieję, że jeszcze o niej usłyszymy.

I wreszcie Karol Kurpiński, znany głównie jako autor Warszawianki  i dziesiątków polonezów, mazurków i pieśni patriotycznych, zaskoczył nas prawie że monumentalnym Te Deum  na orkiestrę , 80-osobowy chór i solistów. Tego się naprawdę słuchało! Po raz kolejny otrzymaliśmy z żoną dowód, że "cudze chwalicie, swego nie znacie".

W niedzielę znów do Filharmonii - tym razem na poranek muzyczny dla dzieci, prowadzony od zawsze przez Jadwigę Mackiewicz (słynną "Ciocię Jadzię").

Tym razem towarzyszyliśmy wnukom: Janowi (5 lat), który ma już roczny "staż filharmonijny" oraz trzyletnim bliźniakom: Kajetanowi i Antoniemu, dla których było to pierwsze zetknięcie się z muzyką trochę poważniejszą,           niż "My jesteśmy krasnoludki". Było oczywiście trochę wiercenia się i zadawania głośnych pytań w trakcie wykonywanych utworów (lekkich, łatwych i przyjemnych), ale jak na pierwszy raz nie było źle. Sala była pełna i słuchała w skupieniu. 

Gdy siedziałem tam z tymi dzieciakami, przyszła mi do głowy refleksja niezbyt może odkrywcza, ale jednak warta uwagi. Naszych polityków można spotkać na meczach, festiwalach piosenki, na występach zespołów rockowych, na festynach i piknikach, ale prawie nigdy na koncertach muzyki klasycznej,          w operze, a nawet w teatrze. Rezultaty widać gołym okiem. Dlatego wysłuchajmy wreszcie ludzi kultury, którzy od lat proszą, aby wychowanie muzyczne i szerzej - przygotowanie do korzystania z dóbr   kultury - stało się ważnym elementem programów szkolnych. W przeciwnym przypadku będziemy wychowywali ludzi niewrażliwych na piękno, tolerujących brzydotę - własną i cudzą.

 

                                                                   XXX

 

No i własnie kilka słów o brzydocie, czyli naszej kampanii wyborczej. Jak się okazuje, główna różnica między PO i PiS polega na odmiennej wiedzy na temat liczby ofiar wypadków drogowych w ciągu ostatnich dwóch lat. Polemika między tymi dwoma ugrupowaniami staje się coraz bardziej oderwana od rzeczywistości , wręcz absurdalna. Wzajemne docinki są tak prymitywne, że poziomem sięgają gleby (Kaczyński o Tusku: "jechał z duszą na ramieniu, ale Gronkiewicz-Waltz chyba go utuliła", pos. PO Nowak o PiS-ie: "21 października skopiemy wam tyłki"). Tusk zapowiada cud gospodarczy (co prawda, to prawda, bo PO chce obniżyć podatki i zwiększyć wydatki), Gilowska twierdzi, że  cud już nastąpił za rządów PiS-u (rzeczywiście, to cud, że służba zdrowia jeszcze działa, a Polaczkowi udało się wybudować 500 metrów autostrady).

Na szczęście jeszcze tylko dwa tygodnie.....

 

 

 

 

 

 

 

 

Marek Borowski (17:39)
69 komentarze

05 października 2007

Nie znajduję innego słowa na określenie tego, czego dopuścił się Zbigniew Ziobro w swojej ostatniej wypowiedzi na temat Barbary Blidy. W tym samym tonie wysłowił się także pan premier. Ziobro doskonale wie, że nie ma dowodów na przestępczą działalność tragicznie zmarłej byłej posłanki, z zeznań przed komisją do spraw służb specjalnych wiemy już, że kazał ich szukać jeszcze po śmierci Blidy i niczego nie znaleziono - a mimo to publicznie insynuuje, że takie przestępcze powiązania mały miejsce. Mówi tak, bo wie, że Barbara Blida nie będzie mogła się już bronić. Skąd tyle cynizmu i pogardy dla ludzi nazbierało się w tym człowieku?

Pan Prezydent odwołał uroczystość katyńską i przesunął ją na po wyborach. To dobrze. Sęk jednak w tym, że w ogóle nie powinien wyznaczać jej w trakcie kampanii wyborczej. W komunikacie odwrócił kota ogonem: przesuwa, bo sprawa została upolityczniona przez innych.

Inni szatani byli tam czynni - a my, jak zwykle , niewinni (taka sobie fraszka).

Panowie Religa i Piecha bohatersko gaszą strajki. Przyznają lekarzom podwyżki , ci wracają do pracy, a panowie ministrowie pławią się w komplementach przychylnych PiS-owi mediów. Sęk jednak w tym, że min. Religa i jego pomocnicy najpierw do tej zapaści doprowadzili i są za nią w pełni odpowiedzialni. Teraz łatają to, co się popruło, ale pruje się nadal. Podwyżki są dokonywane kosztem kontraktów na przyszły rok. W przyszłym roku będzie zatem jeszcze gorzej, niż w tym. Wtedy jednak nie będzie już Pana Religi i wszystko będzie można zwalić na następców.

Jeśli do tego dodać układ, jaki pan premier wraz z panem prezydentem stworzyli w rządzie (Kaczmarek, Lepper, Lipiec i inni), a nastepnie bezlitośnie go zwalczali - to nasuwa się podejrzenie, że mamy do czynienia z rządem piromanów. Najpierw podpalają, potem ofiarnie gaszą, apotem wypinają pierś do orderów. 21 października przerwijmy tę zabawę, bo może się tak zdarzyć, że czegoś nie zdołają w porę zgasić.

Marek Borowski (01:33)
102 komentarze

02 października 2007

Odczekałem z moją opinią, aby zapoznać się z opiniami komentatorów. Większość, w tym także ci, którzy nie sympatyzują z Kaczyńskim, stwierdziła, że to on właśnie był lepszy. A jednak opinia publiczna w sposób wyraźny wskazała jako zwycięzcę Kwaśniewskiego. Dlaczego? Skąd taka różnica poglądów?

Otóż przeciwnicy Kaczyńskiego oczekiwali, że Kwaśniewski go zmiażdży, a że tak sie nie stało, są rozczarowani. Tymczasem nie biorą pod uwagę, że demagoga i populisty (jeśli nie ma na koncie np. seksafery albo wyroku) zmiażdżyć nie sposób. Co najwyżej można nie przegrać. Wiem coś o tym, bo sam staczam wiele takich pojedynków. Kiedy Kwaśniewski stwierdził, że polityka karna Ziobry jest nieskuteczna, bo na początku kadencji Kaczyńskiego po ulicach chodziło 30tys. skazanych przez sądy przestępców, dla których nie było miejsc w wiezieniach, a po dwóch latach liczba ta wzrosła do 43tys. - po Kaczyńskim spłynęło to jak woda po gęsi. Z uporem i demagogicznie powtarzał, że on jest po stronie ofiar, a Kwaśniewski najwyraźniej po stronie przestępców.

Kiedy Kwaśniewski jasno wskazał,że to rząd ponosi całkowitą odpowiedzialność za kryzys w służbie zdrowia, za zwalnianie sie lekarzy i ewakuację szpitali, bo dysponował ogromnymi pieniędzmi (19 mld zł), które utopił w obniżce składki rentowej zamiast przeznaczyć na zdrowie i oświatę - Kaczyński stwierdził, że dzięki niemu ludzie mają więcej pieniędzy.

Demagog i populista ma to do siebie, że ucieka jak może od merytorycznej dyskusji, bo wie , że wtedy polegnie. Gra natomiast na emocjach, uzywa takich słów, jak "bronimy zwykłych ludzi", "nie klękamy przed nikim", "jest dobrze, ale komuś chyba zależy, żeby było źle", "wszystkiemu winien jest układ" itp.

Pamiętajmy, jak taką właśnie demagogią Kaczyński rozbił kiedyś Michnika, a potem wielokrotnie wygrywał z innymi politykami prawicy.

Dlatego Kwaśniewski stał przed niezwykle trudnym zadaniem, tym trudniejszym, że był osłabiony Kijowem i praktycznie nie był obecny w polityce przez ostatnie półtora roku.

Nie zdziwiłbym się zatem , gdyby w oczach wyborców przegrał. A mimo to wygrał. Dlatego nie ma co wybrzydzać. To był jego sukces i prawdziwy come-back na scenę polityczną.

P.S. Dziennikarze wypadli nad wyraz blado. Widać, że ugrzęźli już w tej naszej komiksowej i plotkarskiej polityce na dobre i (poza Skowrońskim, który naprawdę próbował czegoś się dowiedzieć ) nie byli w stanie sformułować istotnych pytań. A jakie pytania, takie odpowiedzi.

 

 

 

 

Marek Borowski (08:53)
107 komentarze

30 września 2007

Uprzedzam: dziś będzie stosunkowo długi tekst, ale dla poważnych Czytelników chyba interesujący. Jestem ciekaw Waszych reakcji.

Nareszcie LiD wyszedł z dołków. Swoim programem 100 konkretów (www.lid.org.pl) wyraźnie wyprzedził konkurentów. Dotychczas, jak o tym już pisałem wcześniej, kampania toczyła się pod dyktando infantylnych spotów telewizyjnych, spiskowych teorii i absurdalnych często oskarżeń. Opinia publiczna była zniesmaczona, publicyści wołali o program. No więc jest program, ale wiadomości telewizyjne zrelacjonowały go niedbale, przy czym nie po raz pierwszy zauważyłem, że telewizja publiczna informuje o działaniach LiD-u znacznie rzetelniej, niż TVN (nie mówię o TVN24). Powiadają mądrzy ludzie - kto chce, niech wierzy - że TVN stawia na Platformę, dla której LiD jest bardziej niebezpiecznym konkurentem, niż PiS, bo może odebrac jej część głosów. Z kolei TVP, która w sposób oczywisty jest prorządowa, gra na osłabienie Platformy, lekko więc (oczywiście bez przesady) wzmacnia lewą nogę.

No cóż, kiedy oglądam obie telewizje, wydaje mi się, że coś w tym jest.

Kilku Czytelników mojego bloga zachęcało mnie , abym - jeśli tak ostro krytykuję bezprogramowość kampanii - sam zaprezentował jakieś konkrety.

Proszę bardzo. Dziś kilka słów o korupcji.

 Zwalczanie korupcji PiS wyniósł na sztandary, ale praktyczna realizacja

polega wyłącznie na walce ze skutkami, a nie z przyczynami korupcji. Mało tego , PiS do niebywałych rozmiarów rozwinął inny rodzaj korupcji - korupcję polityczną, czyli rozdawnictwo stanowisk partyjnym i rodzinnym ignorantom oraz wykorzystywanie publicznych pieniędzy (oraz pieniędzy państwowych spółek) na prywatne lub partyjne potrzeby.

 

Wicepremier podejrzewany o łapówkarstwo, minister spraw wewnętrznych określony jako kłamca i krętacz, szef policji - kłamca, szef CBŚ - spiskowiec, minister sportu - zamieszany w ciemne sprawki korupcyjne i inne, doradca prezydenta - narkotykowy diler, lansowany przez premiera szef największej firmy ubezpieczeniowej - krętacz i spiskowiec.

Zastanówmy się przez chwilę - przecież to jest najbardziej zdeprawowana ekipa rządowa od 18 lat! Czy taka ekipa może skutecznie zwalczyć korupcję w Polsce?!?

Oczywiście nie. Będą walczyć i walczyć, a korupcja będzie odrastać, jak łby hydrze.

A dlaczego? Bo Kaczyński nie przestrzega podstawowych, europejskich standardów dobrego rządzenia, nie przestrzega zasady kompetencji, jawności i przejrzystości decyzji. Premier chwali się na plakatach, że zasady zobowiązują. To prawda - tyle, że codziennie inne.

 

Jeśli ktoś autentycznie chce zwalczyć korupcję , musi podciąć jej korzenie. Wymaga to całego zestawu działań, takich jak:

 

·        Przywrócenie służby cywilnej w administracji rządowej i wprowadzenie jej w     samorządach terytorialnych., a w konsekwencji oparte na kompetencji zasady obsadzania stanowisk;

  • Dokonanie ustawowego określenia stanowisk o charakterze politycznym. Objęcie  pozostałych stanowisk związane będzie z procedurą jawnych, przejrzystych konkursów.
  • pełny, nieskrępowany dostęp obywateli do informacji o podstawach decyzji administracyjnych;
  • jawność działania ministerstw (publiczne wysłuchania w trakcie przygotowywania najważniejszych projektów ustaw, możliwość zgłaszania uwag obywatelskich w Internecie, internetowe informacje o ustaleniach kierownictw ministerstw); prekursorem i jak dotąd jedynym ministrem, który stosował te zasady, był min. zdrowia Marek Balicki (SDPL).
  • obowiązkowy rejestr korzyści i oświadczenia o braku konfliktu interesów dla doradców politycznych ministrów;
  • zakaz prowadzenia działalności gospodarczej powodującej konflikt interesów przez kontrolerów i inspektorów państwowych oraz ich bliskich;
  • upowszechnienie obowiązkowych przetargów internetowych oraz w formie jawnej aukcji dla realizacji zamówień publicznych,
  • zmniejszenie liczby licencji i koncesji i zapewnienie pełnej jawności ich przyznawania

 

Ale to nie wszystko. Siedliskiem korupcji politycznej stały się spółki Skarbu Państwa. Finansują ludzi albo przedsięwzięcia partyjne. Ostatnio KGHM sfinansował imprezę wyborczą Prezydenta Lecha Kaczyńskiego wśród Polonii amerykańskiej. Skalę tego zjawiska można wydatnie zmniejszyć, prywatyzując znaczną część tych spółek, które nie mają zasadniczego znaczenia dla państwa - ale tego właśnie PiS nie robi, bo nie chce pozbywać się wygodnej metody zaspokajania różnorodnych potrzeb politycznych i materialnych własnej partii. Natomiast te spółki, które państwowe pozostaną, trzeba ustawowo zobowiązać do:

 

·       publikowania podstawowych danych o członkach rad nadzorczych i zarządach spółek skarbu państwa, wraz z podaniem ich ewentualnej przynależności partyjnej. Takie informacje - na wniosek Socjaldemokracji Polskiej - podawał w Internecie rząd Marka Belki, ale Kaczyński tego dobrego obyczaju zaniechał natychmiast po dojściu do władzy.

·         obowiązkowych konkursów na stanowiska w zarządach tych spółek.

  • publikowania dorocznej informacji o wszelkich darowiznach i akcjach sponsorskich (jakie to były kwoty i kto z nich korzystał).

 

I wreszcie walka z korupcja nie może zamienić się - jak to widzimy obecnie - w walkę z opozycją. Trzeba wzmocnić sądową kontrolę nad stosowaniem metod operacyjnych (podsłuchy, prowokacje itp.) wobec osób, sprawujących ważne politycznie, ustawowo określone funkcje (np. posłowie czy ministrowie). Zgodę na takie działania powinien wydawać specjalny zespół sędziów Sądu Najwyższego.

 

Takie właśnie, przyznacie Państwo, że bardzo konkretne i skuteczne metody walki z korupcja przedstawił w niedzielę LiD. Nam chodzi bowiem o to, aby zlikwidować korupcję u jej podstaw, a nie tylko tam, gdzie z kamerą i dyktafonem w kieszeni zaczaił się min. Ziobro. Czasami odnoszę wrażenie, że gdyby jakimś cudem korupcja jutro zniknęła, Ziobro by ją natychmiast wymyślił, bo bez niej nie wiedziałby, co ma robić.

Program 100 konkretów LiD-u udowodnił, że można w tej kampanii zaproponować debatę merytoryczną. Zobaczymy, kto ją podejmie.

 

                                             xxx

 

Nieoceniony Wprost poinformował, że LiD już negocjuje z PO warunki przyszłej koalicji (Borowski na marszałka, Olejniczak na wicepremiera , a może odwrotnie czy jeszcze inaczej). Brednia absolutna, ale przecież nie o to chodzi, czy to prawda. Takie rzeczy wypisuje się po to, aby część wyborców Platformy, której bliżej do PiS-u, zagłosowała na PiS, a nie na PO. W efekcie PiS wygra i - według kalkulacji Wprost - powstanie koalicja POPIS, a nie POLID. A jak taka podpucha okaże się za słaba, to wyciągnie się jakieś kwity, najlepiej na Kwaśniewskiego (na mnie już próbowano - z miernym skutkiem).

No cóż, nie od dzisiaj wiadomo, że demokracja jest ustrojem złym, tyle, że lepszego nie wymyślono.

 

Marek Borowski (22:12)
74 komentarze

29 września 2007

Renata Beger kiedyś fałszowała listy wyborcze, a teraz kupuje głosy. Jej szefowie, z Lepperem włącznie, nie widzą w tym nic złego. Leszek Miller siada obok Leppera i kandydując z Samoobrony pomaga wejść do Sejmu partii, w której toleruje się jawne przestępstwa. Jednocześnie deklaruje, że zakłada "prawdziwą"  lewicę. Leszku! Przez wzgląd na długoletnią znajomość, a także dlatego, że choć od pewnego momentu oceniałem Twoje postępowanie krytycznie , zawsze uważałem Cię za faceta z klasą - proszę Cię: nie trać szacunku, jakim darzy Cię jeszcze część ludzi lewicy! Pozwól nam bez wstydu powoływać się także na Twoje osiągnięcia i wiązać je z lewicą. Przypadek Begerowej i wszystko, co temu towarzyszy, jest dobrym i wystarczającym pretekstem, aby oświadczyć, że w tej sytuacji nie możesz dłużej firmować swoją osobą Samoobrony, wycofać się z jej listy, a gdybyś zechciał porzucić uprzedzenia i anse wobec dawnych kolegów - wezwać swoich sympatyków do głosowania na LiD. Jeszcze nie jest za późno.

 

                                                  XXX

 

Wygląda na to, że mój blog ma wielu Czytelników - i oczywiście bardzo mnie to cieszy. Wszystkim(z nielicznymi wyjątkami)  serdecznie dziękuję za wpisy. A oto kilka wpisów, które z różnych powodów wzbudziły moje zainteresowanie.

 

Panie Marszałku. Skoro LiD tak nawołuje do debaty merytorycznej, to dlaczego czytając Pana wpis widzę tylko narzekanie na inne partie? Może warto zaświecić przykładem?" pisze "Hondo".

Dobrze, zaświecę. Właśnie dowiedzieliśmy się, że KGHM sfinansował koncert w Chicago, przy okazji którego Pan Prezydent promował swojego brata i jego drużynę. Ile takich politycznych dyrektyw wykonała ta państwowa spółka, na której czele stoi działacz PiS-u, jeden diabeł wie. Zapewne wiele . Dlatego w naszym programie proponujemy, aby każda spółka skarbu państwa publikowała raz w roku, wraz ze sprawozdaniem finansowym, wykaz darowizn i sposoringów, z podaniem nazw korzystających z jej środków odbiorców. W ten sposób zlikwidujemy jedno ze źródeł korupcji politycznej, która za rządów PiS-u rozwinęła się niepomiernie, a tak czujny zwykle min. Ziobro jakoś jej nie zauważa.

 

Z kolei p.Mirosława Sztybel pisze: "Przejrzałam  deklarację LID-u i jest ona długa  i nieco zawiła. Potrzeba  ludziom krótkiego streszczonego w punktach programu, który będzie czytelny dla przeciętnego  wyborcy. "

przyjemnością informuję, że już w niedzielę, na dużej konwencji w Warszawie, przedstawimy taki program - same konkrety.

 

"Internauta "simcia" nadesłał(a) wiersz o premierze - parafrazę "Samochwały" Jana Brzechwy. Wiersz jest długi, więc tylko skleję początek z koncem.

Samochwała w kącie stała i tak rok podsumowała:

Zdolny jestem niesłychanie, mam na świecie poważanie

W kraju - same osiągnięcia: dłuższe życie (od poczęcia)

Lepiej żyje się rodzinom (jednej mamie i dwóm synom)

Lepsza praca, wyższa płaca (zwłaszcza, jeśli ktos nie wraca)

Żadnych gejów, Ferdydurek, dyscyplina i mundurek

Jest religia na maturze, wierny lud na Jasnej Górze

Nie rozumie tylko Unia: rząd z Warszawy, czy z Torunia

Krótko mówiąc: rok udany! Tylko naród... do wymiany.

 

Wierszyk kąśliwy, ale co tu się dziwić - przecież Brzechwa był zdeklarowanym wrogiem PiS-u i Jarosława Kaczyńskiego. Że co? Że od dawna nie żyje? No to co. Popatrzcie: nie żyje, a jaki zajadły!

 

Swoimi problemami rodzinnymi dzieli się ze mną natomiast Pani Janina. Poprzedni wpis poświęciłem m.in. urodzinom żony, chwaląc ją przezornie za wszystko (zresztą to sama prawda), a przy okazji zwracając dyskretnie uwagę, że osoby urodzone 4 stycznia (np. przypadkowo ja) także charakteryzują się zdecydowaną przewagą zalet nad wadami ( a mówiąc szczerze wad właściwie nie mają - no, może cechuje ich przesadna skromność). 

Tymczasem Pani Janina wyprowadziła mnie z błędu. Poinformowała mnie, że:

 A ja mam męża, który urodził się 4 stycznia. Moczymorda,prostak i

lizus i kłamca w jednym! "

Wygląda na to, że to nie jest wzór do naśladowania, choć urodził się 4 stycznia. No coż, wyjątki potwierdzają regułę.

 

"Nawet gdyby nikt nie glosował na Pana to ja będę" - pisze EB. Serdeczne Bóg zapłać, gdyż pozwoli mi to uniknąć dramatu, jaki rozegrał się w domu pewnego kandydata, który - odpowiedziawszy na pytanie żony, ile dostał głosów: "Dwa, kochanie" - usłyszał: "A więc jednak masz kochankę!" i otrzymał polecenie natychmiastowego spakowania swoich rzeczy. Wybory blisko, więc dziękuję p.EB za alibi.

 

Niezwykłą szczerością i waleniem trudnej prawdy między oczy poruszył mnie autor o nicku "pzpr" ( jakiś sportowiec, chyba piłka ręczna). Z bolszewicką szczerością doniósł, że :

PZPR-LiD to: Zdrajca, morderca, oszust, złodziej oraz idiota. 

Nie wiem, może się mylę, ale mam niejasne przeczucie, że "pzpr" nie będzie na nas głosował.

 

I na koniec miłe życzenie od jednego z sympatyków, który po to tylko wchodzi na blogi, aby na lewo i prawo siać chrześcijańskie dobro:

"Won złodzieju wąchac kwiatki..od spodu..."

 

O ileż to bardziej konkretne, niż wpis niejakiej mcb o krótkiej, oznajmujacej treści:  "Wpisałam się".

 

Ja też się wpisałem. Na dziś wystarczy wrażeń. Dobranoc.

 

 

 

Marek Borowski (00:51)
88 komentarze

26 września 2007

Kampania wyborcza w coraz większym stopniu przypomina wesołe miasteczko. W telewizji oglądamy sobie komiksy, sztaby PO i PiS urządzają pokazy(!) spotów dla dziennikarzy - a przecież festiwal filmowy w Gdyni już się skończył i nagród dla POPIS-u nie przyznano - Donalda Tuska nie stać na niszczarkę, więc ręcznie drze papiery PiS-u, co chwila jacyś ludzie organizują konferencje, na których  mówią, że białe jest czarne, a w godzinę potem inni ludzie organizują inną konferencję i oświadczają, że białe jest żółte. Wszystkiemu temu przygląda się nieco wystraszony ostatnimi wydarzeniami LiD i daremnie nawołuje do debaty merytorycznej. Groch o ścianę. Skołowany tym wszystkim wyborca co i raz pyta: ale o co chodzi?

Tu przypomina mi się niezrównany Andrzej Poniedzielski, który w  przedstawieniu kabaretowym sparafrazował jeden ze znanych sonetów krymskich Mickiewicza. Każdą kolejną linijkę mówił coraz bardziej sennie, nagle obudził się dopiero przy ostatniej. Spróbujcie Państwo tak to właśnie przeczytać na głos, a ubawicie się setnie:

 

"Wpłynąłem na suchy przestwór oceanu

Wóz nurza się w zieloność i jak łódka brodzi

Omijam koralowe ostrowy burzanu

Patrzę w niebo, gwiazd szukam...

 

ALE O CO CHODZI?????

 

Niby wiadomo - zawsze o to samo: o władzę, pieniądze,no i o kobiety(kłania się Samoobrona). I gdyby tak jeszcze - nieśmiało proponuję - dorzucić do tego jeszcze choćby w 5%-ach interes wyborcy - nie posiadalibyśmy się ze szczęścia. Ale pewnie żądam za wiele.

 

                                                         xxx

 

Za chwilę syn przyprowadzi do nas i zostawi na noc Kajetana i Antoniego. To są bliźniaki i niestety nic tego faktu już nie zmieni. Można tylko próbować zapobiec najgorszemu, mamy jeszcze parę lat. Zapewne niewiele da się zrobić, ale przynajmniej zadbam o to, aby nie poszli na prawo (w każdym sensie tego słowa).

 

                                                          xxx

 

Dziś urodziny żony. O urodzonych 26 września Prezes Towarzystwa Astrologicznego Jan Starża Dzierżbicki (nazwisko do ćwiczenia dykcji) pisze tak:

"Zachowanie się jej jest miłe i przyjazne, dzieki czemu budzi sympatię otoczenia. Chętna do pomocy. Umysł aktywny, a charakter prawy. Uprzedzająca, dobroczynna, nie skąpa, delikatna i ludzka, na grzeczność i uprzejmość bardzo wrażliwa. Zazwyczaj dość przystojna, ciało ma dobrze zbudowane i proporcjonalne. Do męża przywiązana, łatwo podlega uczuciom. Dzięki swej zręczności w mowie oraz dużej intuicji może się wysunąć i zająć stanowisko wybitne, np. jako artystka. Trzeba dodać, że posiada również zdolności handlowe."

Wszystko to - nie tylko z okazji urodzin - potwierdzam. I jest tylko jedna rzecz, dla której niezbyt polubiłem p. Starżę Dzierżbickiego. Napisał on otóż, że najlepsze związki osoba urodzona 26 września tworzy z ludźmi urodzonymi od 23 stycznia do 21 lutego.

A już myślałem, że to jakiś kompetentny astrolog. Ja przecież urodziłem się 4 stycznia....

 

 

Marek Borowski (17:07)
42 komentarze

25 września 2007

W sondażu "Rzeczpospolitej" Olejniczak wygrywa z Millerem w Łodzi 30:8. Pewnie to troche przeszacowane, bo mało prawdopodobne, aby LiD w Łodzi osiągnął 30% głosów, ale proporcje sa znamienne. Leszek wyraźnie przesadził z tym wzywaniem na ubitą ziemię. W "Teraz my" zachował się jednak z klasą, gdy prowadzący zachęcali go do odegrania się na Kwaśniewskim. Nie skorzystał z tej oferty i rozmowa wyraźnie nie kleiła się.

W tym samym sondażu w Warszawie sytuacja nad wyraz ciekawa. Tusk 37%, Kaczyński 28%, Borowski 22%.  6 punktów to różnica do odrobienia. A gdyby tak warszawiacy, którzy nie przepadają za Kaczyńskim zrobili mu psikusa i oddali głosy na MB, to byłby to dla PiS-u i osobiście dla Kaczyńskiego szok trudny do wytrzymania, a partia pewnie by się rozpadła. Jest o co powalczyć. Proponuję zatem warszawskim wyborcom, aby stali się zbiorowymi realizatorami tego scenariusza, a wtedy....... oj! będzie się działo!

 

                                                      xxx

 

Kwaśniewski zaproponował debatę, a Kaczynski szybko ten pomysł podchwycił. Być może wreszcie usłyszymy coś innego , niż kto,

z kim,  kiedy oraz jak. Być może, bo gwarancji nie ma. Pomysł debaty bardzo zdenerwował Platformę. Julia Pitera wręcz obraziła się na PiS i Bogu ducha winny LiD. Dlaczego nie z nimi? Ano dlatego, że

jedyną i konsekwentną alternatywą dla PiS jest LiD, a nie niewyrazista i programowo podobna do PiS-u PO. Teraz trzeba jeszcze uzgodnić miejsce debaty, bloki tematyczne i kolejność ich występowania, a także nazwiska dziennikarzy prowadzących. Może jeden z publicznej, jeden z TVN i jeden Tomasz Lis? Zajmie to trochę czasu, ale wspólnie z PiS uzgodniliśmy i jak na razie jest to jedyne wspólne uzgodnienie - że lepiej byłoby, aby debata odbyła się przed wyborami (:

 

                                          xxx

 

Zrobiłem "uśmiech" na końcu, aby uchronić się przed interpretacją, że jestem trochę "nie tego". Gdyby tak postapił premier nie byloby kłopotów z interpretacją jego koncepcji wprowadzenia nowego stanu wojennego po wyborach. A tak Prezydent z Nowego Jorku musiał tłumaczyć, że to przenośnia. Proponuję, aby uczynić z tego stałą praktykę: premier mówi co chce i jak chce, a Kancelaria Prezydenta natychmiast wydaje komunikat i tłumaczy, ze Prezydent nie powiedział tego, co wszyscy słyszeli na własne uszy oraz dostarcza WIDZ-a (Właściwą Interpretację Danego Zdarzenia). Musi w końcu być jakiś porządek, u licha. Dziennikarze zdaniem PiS-u prowadzą na premiera i polityków PiS-u brutalną nagonkę. Zgadzam się - po prostu dokładnie cytują ich wypowiedzi.

Ale co tam takie subtelne rozważania. Nieoceniony Roman Giertych swoim przenikliwym wzrokiem dostrzegł, że otaczają go wariaci. O Lepperze: "Lepper zwariował", o Kaczyńskim: "Premier oszalał"., a na koniec o wszystkich : "Wyście wszyscy poświrowali". Może się mylę, ale pamiętam, że kiedyś mama mówiła mi, że jeśli ktoś wszystkich wokół uważa za wariatów, to koniecznie trzeba go odizolować.

 

                                             xxx

 

Prokuratura pracuje jak wyrobnik. Doktorowi G. dołożono kolejne zarzuty: znęcanie się nad pracownikami i molestowanie seksualne. Brakuje jeszcze tylko pedofilii. Boże, cóż to za straszliwy potwór szalał w tym szpitalu i operował nic nie wiedzących o tym pacjentów! Jakie to szczęście, że mamy CBA i ministra Ziobro. No i ministra Wassermanna też.

 

                                               xxx

 

Trwa festiwal obśmiewania Kwaśniewskiego po Kijowie - zwłaszcza (ku mojemu zdziwieniu) w TVN.  Obok autentycznych, krytycznych czy zatroskanych głosów mamy istny festiwal obłudników, wyrażających święte oburzenie. Celują w tym zwłaszcza politycy PiS, którzy na trzeźwo mówią więcej głupstw i bardziej ośmieszają Polskę, niż Kwaśniewski po winie. Poczuli krew i chcą wdeptać go w ziemię. Dlatego - krytykując takie zachowanie, bo my potrafimy zdobyc sie na krytykę lidera, jesli zasłużył - stanęliśmy obok niego, a nie przeciw niemu. Nie zostawiamy rannych kolegów na polu walki, nawet jeśli sami przez swoje zaniedbanie wystawili się na kulę. 

 

                                                xxx

 

Kolejny, wyróżniony projekt hasła dla LiD-u to gęsty od treści i zmuszający do myślenia, a jednocześnie urzekający pomysłowością slogan, nadesłany przez niejakiego "cschysiu":

 "(L)udzie i (D)ylematy czy (P)rowokacje i (S)pecłużby". No i bądź tu mądry....

Marek Borowski (01:25)
77 komentarze

23 września 2007

Sobotę spędziłem nad wyraz pracowicie, ślęcząc nad szczegółowym programem LiD-u , ktory zaprezentujemy niebawem (program długofalowy, strategiczny, przedstawiliśmy 9-go września). W niedzielę duży miting LiD-u w Kielcach, z udziałem wszystkich liderów, poświęcony głównie polityce regionalnej, ale nie tylko. Ja chcę powiedzieć kilka słów o programie LiD-u w zakresie edukacji, także w kontekście wyrównywania różnic regionalnych. Śmiem twierdzić, że w tej dziedzinie LiD ma najlepszy program w porównaniu z programami innych partii. Po Giertychu jest tu szczególnie wiele do zrobienia. Kiedy patrzę na woltę, jakiej ostatnio dokonali on i Lepper, to myślę, że ich wspólna partia, którą planowali założyć, powinna nazywać się nie LiS, ale Kameleon.

Wieczorem, w wiadomościach, zdjęcia Kwaśniewskiego z Kijowa. Nie są "porażające", ale miłe też nie. Ukraińcy są niezwykle gościnni i toasty wznoszą co chwila. Trudno się oprzeć, bo odmowę  traktują  jako dziwactwo. Kiedy człowiek jest zmęczony podróżą i spotkaniami, nawet niewielka ilość alkoholu może zaszkodzić. Tak pewnie było i tym razem, choć Kwaśniewski nie mówił żadnych głupot, a ponadto operował sprawnie angielskim i rosyjskim, co daj Boże innym naszym politykom. Niemniej incydent niepotrzebny i kłopotliwy. Wniosek z tego taki, że z Ukraińcami (z Rosjanami zresztą też) trzeba uważać. I w ogóle trzeba być czujnym, bo wróg nie śpi.

 

No właśnie, a propos wróg. Kiedy Jarosław Kaczyński oskarżył opozycję o to, że stoi tam, gdzie ZOMO, myślałem, że już nic głupszego i bardziej obraźliwego nie wymyśli. Pomyliłem się. Pomysłowość Pana Premiera w wymyślaniu epitetów i straszeniu narodu jest niezmierzona. Tym razem zagroził stanem wojennym, jeśli PO i LiD dojdą do władzy. Nie jest tylko jasne, kto go wprowadzi: czy gen. Jaruzelski, czy gen. Szczygło.

Wcześniej premier był uprzejmy powiedzieć, że Polska powinna stać się jednym narodem. Zrobił to w Białymstoku, czym szczególnie ucieszył mniejszość białoruską, która już zaczęła pakować manatki.

I wreszcie zadeklarował przed frontem kompanii policyjnej, że każdemu policjantowi dołoży 500 zł. Zapomniał tylko dodać, że pieniądze te pochodzić będą z przesunięć wewnątrz budżetu MSWiA, czyli będzie jeszcze mniej benzyny dla radiowozów, a w komisariatach nadal pisać się będzie raporty na maszynach do pisania. Że to nie było obraźliwe? Ależ tak, było - tym razem obrazil  inteligencję policjantów.

 

Wojna między PiS a PO jest coraz bardziej krwawa. Wymieniane są wzajemnie coraz bardziej prymitywne ciosy. Szaleją także Lepper i Giertych, którzy sprawiają wrażenie, że cierpią na ciężką amnezję.

LiD nie bierze udziału w tych jatkach. Idziemy bokiem, omijajac pole walki. Do przodu.

 

                                          xxx

 

W poprzednim blogu ogłosiłem konkurs na haslo dla LiD-u. Napłynęło wiele propozycji. Konkurs trwa, ale jak dotychczas najbardziej wdzięczny i bezpretensjonalny wydał mi się nastepujący slogan: "Kto nie głosuje na LiD, ten jest gupi(tak w oryginale)". Autor -"poselsuski"- tak uzasadnia swój pomysł: "Napewno zostaloby zauwazone i rzuciloby sie w oczy. Moze wyborcow specjalnie by nie przysporzylo, ale haslo dobre". Nic dodać, nic ująć. Dziękuję! Czekam na następne. 

Marek Borowski (01:09)
151 komentarze

22 września 2007

Rozpoczęliśmy w piątek o 12-ej i z małymi przerwami do 21-ej tłukliśmy kamienie w kamieniołomach, czyli po raz kolejny układaliśmy listy wyborcze. Niewątpliwie najlepiej mają w PiS-ie, gdzie funkcjonuje prosty i czytelny podział ról, czyli układ: P(an) i S(łudzy). Nieźle jest także w Samoobronie, garną się do niej upadłe anioły, zlatują zewsząd, a że kredytu nie ma, to i wolnych miejsc sporo. Już jednak Tusk, choć to tylko jedna partia, problemy ma poważne i układania list jeszcze nie zakończył. Na tym tle ułożenie list  w 41 okręgach przez cztery partie jest w ogóle niemożliwe. Na szczęście nie wiedzieliśmy o tym i tylko dlatego udało nam się tego dokonać. Swoją drogą, jeśli potrafiliśmy porozumieć się między sobą i zawrzeć niezbędne kompromisy, to propozycja LiD-u przywrócenia dialogu społecznego w Polsce staje się przez to bardziej wiarygodna.

Negocjacje obfitowały zarówno w momenty dramatyczne, jak i komiczne. Rzucanie papierami, wychodzenie z pokoju ("a wybierajcie się sami, bez nas"), groźby, płynące ze struktur terenowych, że jeśli ich kandydat nie znajdzie się na właściwym miejscu, natychmiast się rozwiążą i wycofają wszystkich już uzgodnionych kandydatów - były na porządku dziennym. Ale co to jest właściwe miejsce? Okazuje się, że nie tylko pierwsze lub drugie, ale także piąte, siódme, a nawet dziesiąte. Ta magia miejsc jest niesamowita. Oczywiście, czasami chodzi tylko o prestiż ("nasi ludzie uznają, że jeśli jestem dopiero na piatym miejscu, a nie na czwartym(!), to nasza partia w regionie jest nic nie warta i nie będą na nas głosować"), ale często kandydaci naprawdę wierzą, że z miejsca czwartego łatwiej zdobyć mandat, niż np. z szóstego. Tymczasem moje wieloletnie badania (to już moje szóste wybory) niezbicie pokazują, że nie ma to znaczenia. Premię za miejsce - dziś już niewielką - daje tylko "jedynka" . Jeśli jednak ktoś nie głosuje automatycznie na jedynkę, to znaczy, że czyta listę, a jesli czyta, to wyłowi to nazwisko, które zna i ceni. Te argumenty nie docierają jednak do kandydatów - walczą zajadle, nie tylko do pierwszej krwi. Gdy negocjują cztery partie, konieczne są porozumienia pakietowe: ty zwolnisz miejsce tu, a ja w zamian posunę się trochę gdzie indziej. Problem w tym , że ten kandydat, któremu szef każe ustąpić w imię większej korzyści w innym miejscu, uważa się za skrzywdzonego i niedocenianego i szef ma jeden głos na kongresie mniej. Wszyscy z tych negocjacji wyszliśmy poobijani, każdy z czterech przewodniczących usłyszał od swoich działaczy, że: a) jest zbyt miękki, b)daje się ogrywać,

c) pozwala traktować własną partię per noga, d)kompromisy, które zawiera są w sposób "oczywisty" zgniłe, e) działa niedemokratycznie,

f) faworyzuje nie tych co trzeba, g) dba tylko o swój interes,

h) powinien tupnąć nogą, a nie tupie,  i) "nie spodziewałem(łam) się tego po tobie",  j) w ogóle po co my tu jesteśmy i po co nam to było.

A serio, wybory są próbą charakterów  i solidarności partyjnej, bo wiekszość kandydatów zdaje sobie sprawę, że pracuje i zbiera głosy na innych. Dlatego wdzięczny jestem tym wszystkim kolezankom i kolegom z Socjaldemokracji Polskiej, którzy ruszyli do wyborczej walki i żałuję tych, którzy nie wytrzymali ciśnienia. Za chwilę ogłosimy nazwiska kandydatów. Ogłaszam konkurs na hasło wyborcze (zwolenników konkurencyjnych partii uprasza się o niezaśmiecanie netu). Na początek proponuję: "Głosuj na LiD - nie będzie ci wstyd".

 

P.S. "Wprost" jak zwykle źle poinformowane. Roberta Kwiatkowskiego i Włodzimierza Czarzastego nie ma na listach Lewicy i Demokratów.

 

                                                xxx

 

Żona dzisiaj wraca. Oczywiście, że się cieszę (spróbowałbym nie). Jedyne , co mnie niepokoi, to to, że znowu wszystko będę musiał kłaść na swoim miejscu. 

 

 

 

 

 

Marek Borowski (01:06)
65 komentarze

20 września 2007
A myślałem (nawet próbowałem wykrakać - patrz poprzedni blog), że Leszek Miller pójdzie jednak do PO. To jeszcze by jakoś wyglądało. A tak? Fajnie wyglądali obaj z Andrzejem. Niedługo dołączy Wrzodak i cała ta "nowa lewica" uda się do Radia Maryja. Jakoś nie chce mi się kpić, choć grepsy same pchają sie pod klawiaturę. Po prostu smutno. Żaden były premier nie upadł tak nisko. Dajmy zatem spokój. Szkoda gadać.
Marek Borowski (15:54)
58 komentarze
Historia mojego bloga...

Zdjęcie tygodnia...
Z wnukiem Kajtkiem...
Ksiega gości...
Zapraszam do wpisu pamiątkowego
Wpisy i opinie
Strony które odwiedzam...
Blogi Polityków
Odwiedzający...
Przeczytano 42502 stron
Komentarze: 1920
Kalendarium...
<Październik>
PnWtŚrCzPtSoNd
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
293031    

Copyright 1996-2007 Grupa Onet.pl SA (system)
Marek Borowski(treść i ilustracje);