Blog w kategorii: Znani blogują     Następny »   Szukaj bloga:   Pisz bloga 


Szukaj
Linki
Napisane dnia...
<Grudzień>
PnWtŚrCzPtSoNd
     12
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31      
Archiwum
Statystyka
Wejść 133401
Komentarzy 7209


24 grudnia 2007

Nadchodzą Święta Bożego Narodzenia

 

To najpiękniejsze dni.

W Święta jest wspaniale. Bo zawsze, jak sięgam pamięcią, tak było.

Wigilia to nasze rodzinne spotkanie, w tym roku na kolacji wigilijnej będzie nas ponad 35 osób. Nie wiem dokładnie ile, ponieważ spodziewam się, że  jak co roku  moja mama zaprosiła samotnych znajomych. Będziemy składac sobie życzenia, śpiewać kolędy, i oczywiście będzie Mikołaj, który przyniesie dla każdego prezent (no, może prezenty to będą dla dzieci, a dla dorosłych to będą prezenciki). 

Dziekuję swoim rodzicom za te wszystkie wspaniałe Wigilie, kiedy czuje się bardziej niż kiedykolwiek, co znaczy rodzina - dziadkowie, rodzice, maluchy, co znaczy wspólnota, także sąsiedzka, dobre słowo, wzajemna życzliwość.

 

Tego Polacy najbardziej oczekują życzliwości, poczucia wspólnoty, bezpieczeństwa, przekonania, że nie są sami, że razem możemy więcej.

 

Więc jeśli ktoś (a jednak wciąż wychodzi ze mnie polityk) nie zrozumiał jeszcze co zdarzyło się w Polsce 21 października, to jestem przekonany 24 grudnia zrozumie. Że nie da się żyć w kraju ciągłej wojny, ataków, podsłuchów, oskarżeń, poniżania ludzi,  i władzy walczącej ze swoimi obywatelami.

 

Moje dzieci najbardziej lubią w Święta choinkę i Mikołaja. Ja lubię coś innego. Po pierwsze, przedświąteczną krzątaninę, kiedy sprzątamy, kiedy szykujemy smakołyki, szykujemy prezenty, ubieramy choinkę,   kiedy jest ten czas budowania.

A po drugie świąteczne życzenia. To wspaniały zwyczaj, kiedy możemy złożyć sobie życzenia, otworzyć się na innych.

Tych życzeń otrzymałem już całą masę, jest mi bardzo przyjemnie, za wszystkie z całego serca dziękuję.

I przypominam: w tych dniach ludzie lewicy pamiętać powinni o bezdomnych, o samotnych, o dzieciach w domach dziecka, tam powinniśmy być, zostawić prezenty, choćby nieduże, a przede wszystkim dobre życzenia.

 

Ja również życzę wszystkim Polakom spokojnych, dobrych Świąt. Jesteśmy różni, ale jesteśmy razem. Podzielmy się opłatkiem.

Wojciech Olejniczak (01:13)
36 komentarzy

21 grudnia 2007

Tak miało być. Wreszcie powstała sejmowa komisja śledcza, która zbada okoliczności śmierci Barbary Blidy.

Jeśli ktoś kiedyś myślał, że zrezygnujemy z jej powołania, że o wszystkim zapomnimy to źle myślał. To znaczy, że nas nie znał.

Dziewięć razy składaliśmy w poprzedniej kadencji wniosek o powołanie komisji śledczej, dziewięć razy marszałek Dorn, pokorny sługa Jarosława Kaczyńskiego, ten wniosek pakował do szuflady. PiS, z jednej strony krzyczał, że nie boi się komisji, ba!, że jej chce, a z drugiej robił wszystko, by jej nie było.

Teraz też tak robi.

Krzyczy, obraża, kłamie.

Patrzyłem w Sejmie na ich twarze, patrzyłem jak się zachowują.

Tam królował strach.

To ze strachu ta agresja.

To ze strachu te wszystkie kruczki prawne, byle tylko opóźnić powstanie komisji, to ze strachu te wszystkie barykady, to partyjne mięso armatnie rzucone do boju, czyli posłanka Beata K.

Myślę, że powoli dociera do nich, że będą musieli ponieść konsekwencje za swe czyny. Że jak się popełnia rzeczy niegodziwe, to kiedyś, raczej wcześniej niż później, prawda wychodzi na jaw, i nadchodzi godzina zapłaty.

Dzyń, dzyń, panie Ziobro.

To panu bije dzwon.

 

Tak będzie. Popieramy też komisję śledczą, która zbada działania CBA. Pamiętam dzień, gdy głosowano w Sejmie nad powołaniem CBA. Wtedy przestrzegaliśmy przed taką tajną służbą, przestrzegaliśmy, że może z tego narodzić się partyjna bezpieka, chroniąca swoich, organizująca prowokacje przeciwko wrogom. Byliśmy w tym osamotnieni. To my mieliśmy rację, ale byliśmy sami. I Samoobrona, i Platforma były za. Karpie głosowały za Bożym Narodzeniem. A Jarosław Kaczyński zacierał ręce.

Słucham debaty nad powołaniem komisji, słyszę te krzyki PiS, że komisja śledcza będzie walczyć z tymi, którzy walczą z korupcja, że będzie zbierać haki na PiS.

Panowie, czy to nie Jarosław Kaczyński mówił, że uczciwy nie ma się czego obawiać??? Więc jak rozumieć wasze krzyki?

 

Tak może być. I tak będzie. Zapłodnienie in vitro powinno być refundowane z budżetu państwa. To jest nasz projekt. I go zrealizujemy.

A jeśli ktoś myśli, że z niego zrezygnujemy, że o wszystkim zapomnimy to źle myśli. To znaczy, że nas nie zna.

W styczniu złożymy projekt ustawy. I zaczynamy zbierać podpisy pod listami poparcia. I wygramy.

Teraz przeciwko refundacji in vitro są wszyscy. Przeciwne jest PiS, przeciwny jest premier Tusk. Jeszcze parę tygodni temu był za, teraz jest przeciw.

Przestraszył się biskupów.

Bo Rada Episkopatu ds. Rodziny wysłała do posłów list, w którym pisze, że metoda in vitro jest niegodziwa i niedopuszczalna, a że to wyrafinowana aborcja.

Cała Europa refunduje in vitro, pomaga parom cierpiącym na bezpłodność, a w Polsce ma być inaczej? Bo Kościół nie pozwala?

To we Włoszech, we Francji, w Hiszpanii nie ma już katolików, zostali tylko u nas? A może jest odwrotnie, może to nasz Kościół przeradza się w jakąś sektę?  

Problem niepłodności dotyczy około 10 proc. kobiet, co w skali naszego kraju daje 900 tys. kobiet.  Szanowni biskupi, z nimi wszystkimi chcecie walczyć?

Wmawiać im, że nie powinny mieć dzieci?

Dziś barierą, która odbiera kobietom nadzieję na własne, upragnione dziecko, są pieniądze. Zabieg kosztuje około 10 tys. zł, często trzeba powtarzać go parokrotnie. Bez refundacji, prawo do in vitro to przywilej tylko dla zamożnych par. Więc trzeba tę barierę rozbić.

Teraz drugą barierę budują biskupi. A politycy prawicy, od Kaczyńskiego po Tuska i Pawlaka, im przytakują. Oto samodzielni politycy, którzy kroku nie zrobią bez zgody biskupa.

Wstyd na was patrzeć, panowie...

 

 

 

 

Wojciech Olejniczak (12:23)
147 komentarzy

17 grudnia 2007

 

 

Nagle mamy dziwny spór prezydent spiera się z premierem (oni zawsze będą się spierać) o to kiedy wyprowadzić mamy polskie wojska z Iraku. Premier Donald Tusk mówi, że w październiku 2008. Prezydent Lech Kaczyński, że później, bo Polacy nie uciekają. Słucham tego i uszy przecieram, panie prezydencie, to chciałby pan tam zostać na zawsze?

Ale premier też mnie nie przekonuje. Bo patrzę na kalendarz i się pytam: skąd wzięła się data 31 października? Panie premierze, to szczerze pan chce wycofać te wojska, czy też tylko pan tak udaje?

Prawda jest taka, że polscy żołnierze nie mają już czego szukać w Iraku. Naszą misję wypełniliśmy tam już dawno, wykonaliśmy 1000 proc. normy, i pora wracać.

Z Iraku wracają Anglicy (właśnie przekazali Irakijczykom Basrę), wrócili Hiszpanie, Włosi, Ukraińcy, Czesi i Słowacy.

Prawda też jest taka, że Donald Tusk w kampanii wyborczej mówił, że jego rząd zakończy misję w Iraku. To dlaczego kończy tak opieszale? Przecież, jeżeli ogłosimy datę 31 października, to wszystko przeciągnie się jeszcze o parę miesięcy. Więc się pytam: po co to?

Zachowanie rządu w sprawie wycofania polskich wojsk w Iraku przypomina mi starą anegdotę czym różni się ambasador radziecki od angielskiego. Otóż, ambasador angielski, gdy chce wyjść z przyjęcia, to z nikim się nie żegna, tylko wychodzi. A ambasador radziecki  - odwrotnie.

Otóż widzę w zachowaniu premiera Donalda Tuska metodę ambasadora radzieckiego.

I teraz warto zapytać: dlaczego tak się dzieje? Dlaczego premier w sprawach Iraku skrada się, zamiast postąpić jak premier?

Boi się Amerykanów? Nie potrafi powiedzieć im prosto w twarz: ta misja jest skończona? Chyba tak ale to fatalnie o nim świadczy, bo okazuje się, że premier Donald Tusk bardziej liczy się z amerykańskimi urzędnikami niż z obywatelami Rzeczpospolitej. Którzy mają dość tej wojny.

Fatalnie świadczy podwójnie bo oznacza, że Hiszpanie, Słowacy, Włosi, Czesi tego strachu przed Ameryką nie mają. A on ma. Oni potrafią sprawę załatwić a on nie.

Donaldu Tusku odwagi!

A może premier jest przekonany, że cała operacja wycofania 900 żołnierzy jest tak skomplikowana, że musi trwać 10 miesięcy? 

Jeżeli tak uważa, to także nie wystawia mu to dobrego świadectwa. Niedawno gen. Balcerowicz mówił, że wycofać nasze wojsko z Iraku możemy błyskawicznie. Wystarczą do tego dwa statki. Więcej nie trzeba, bo części sprzętu i tak nie ma sensu wieźć do kraju, można go sprzedać na miejscu, lub doposażyć armię iracką.

Więc o co w tym wszystkim może jeszcze chodzić?

Otóż dostrzegam w tym drugie dno wzajemną rozgrywkę między prezydentem a premierem.

Tuskowi mniej chodzi o wycofanie wojsk, bardziej o ogranie Kaczyńskiego, i jego ośmieszenie.

Gdyby premierowi zależało na zakończeniu irackiej eskapady to by powiedział wracamy w najszybszym możliwym terminie, czyli w lutym. Albo w marcu. I jadę uzgodnić to z prezydentem.

Ale on powiedział 31 października. Bo chce zjeść ciastko i je mieć. Chce opowiadać jednym Polakom ja wycofuję wojska z Iraku, i drugim będziemy w Iraku do końca. Puszcza oko tu i tam.

A przy tym zupełnie zlekceważył prezydenta, bo prezydent o wszystkim dowiedział się z radia.  Więc, jak było do przewidzenia, obraził się. I zaczął popełniać błędy. I opowiadać, ustami Michała Kamińskiego mało mądre rzeczy.

Tak oto, w nieskomplikowany sposób Donald Tusk ogrywa Lecha Kaczyńskiego. Lekceważy go, wsadza mu palce w nos, a potem patrzy jak ten krzyczy i się awanturuje. O to Tuskowi chodzi.

 

Czy to będzie udawało się zawsze?

Jest taka możliwość. Lech Kaczyński widzi świat w mało skomplikowany sposób: Rosja jest zła, Europa podejrzana, a Ameryka dobra. Więc wszystko co służy Ameryce jest dobre. W ten uniżony sposób Kaczyńscy prowadzili politykę zagraniczną, na dodatek wmawiając Polakom, że to była polityka mądra i pełna godności. 

Wolne żarty!

 

Ale ma to swoje konsekwencje. One nazywają się nie tylko Irak ale i tarcza antyrakietowa.

I tu już nie jest śmiesznie.

Tu zaczyna być groźnie. I nie tylko dlatego, że Rosjanie jasno powiedzieli jeżeli w Polsce będzie tarcza, to rosyjskie rakiety zostaną w nią wycelowane, i nie wykluczamy, że coś może wystrzelić przez pomyłkę

Daleki jestem od lekceważenia tych gróźb, tak jak i daleki jestem do paniki. Ale jest to dla mnie jednoznaczny sygnał, który potwierdza wszystkie obawy najpoważniejszych ekspertów: tarcza antyrakietowa zmniejszy bezpieczeństwo Polski. I nic nie jest w stanie nam tego zrekompensować.

A jeżeli tak to mówię nie. Tak jak i miliony Polaków. To aberracja, że za uściśnięcie dłoni prezydenta Busha, panowie Kaczyńscy zgodzili się, by Polska była tarczą broniącą USA.

Byśmy byli na pierwszej linii antyamerykańskich rakiet czy to tych z Iranu (co mniej prawdopodobne) , czy też tych z Rosji (to bardziej).

Panowie: nie, nie, i jeszcze raz nie.

Panie Kaczyński i panie Tusk! Żadnej tarczy rakietowej w Polsce nie będzie. A jeżeli komuś przyjdzie do głowy ją zakładać, to go zmusimy, by stanął twarzą w twarz z każdą polską rodziną i powiedział: tak bardzo chcę dobrze zrobić amerykańskim politykom i amerykańskim biznesmenom, że zgodziłem się, by najpierw strzelano w Polskę. W nasze domy i w nasze dzieci.

Jestem pewien, że podobnie myśli większość Polaków. Widać to chociażby w dyskusjach na forach internetowych. Tam znalazłem zagadkę: Na czym polega patriotyzm XXI wieku? Zamontować w Polsce tarczę antyrakietową i wyjechać do Irlandii.

No więc ja zostaję.

 

 

Wojciech Olejniczak (20:02)
77 komentarzy

13 grudnia 2007

Myślę, że większość internautów tę scenę pamięta: telewizyjna debata Kaczyński-Tusk, i nagle Tusk zaczyna atakować Kaczyńskiego: dlaczego nie chce pan podpisać Karty Praw Podstawowych? Czy wie pan, że w związku z tym miliony Polaków będą pozbawione europejskich standardów, nie skorzystają z dobrodziejstwa wejścia do Unii? Dlaczego w ten sposób chce pan obniżać standardy życia Polaków? I tak dalej, i z zapałem

Dziś premier Tusk to nie jest tamten Donald Tusk (panie Donaldzie, panie Donaldku, panie Donaldziku, to jak mam się do pana zwracać???). Dziś premier Tusk jest jak premier Kaczyński nie podpisze Karty Praw Podstawowych.

Mimo że mówił parę tygodni temu, jakie to ważne, i atakował z furią Jarosława Kaczyńskiego (w debacie życia!), że ten nie chce Karty.

Oto premier Pinokio oszukał nas wszystkich. I to w sposób koncertowy, bo niezmiernie rzadko się zdarza, by polityka można było tak łatwo przyłapać na kłamstwie. Że co innego mówi w niedzielę, a co innego w poniedziałek. I nawet okiem przy tym nie mrugnie

Witaj, kłamco!

I niech mi nikt nie mówi, że to nieważne, że Tusk dobrze zrobił, bo ta Karta, to jakieś zapisy eurokratów, że po co szarpać się z Kaczyńskimi

Panowie z PO i PiS! Jeżeli to jest nieważne, to podpiszcie! Co wam szkodzi???

Szlag mnie trafia, gdy patrzę jak PO-PiS oszukał miliony Polaków, zaśmiał im się w twarz. Karta Praw Podstawowych jest bowiem jednym z najważniejszych europejskich dokumentów, katalogiem europejskich praw człowieka, praw socjalnych, praw związkowych. Gwarancją, co się obywatelowi Unii Europejskiej należy.

Tę Kartę podpisało 25 państw Unii. Z wyjątkiem Wielkiej Brytanii i Polski. Co jest więc w tej Karcie takiego, że Polska nie może się na nią zgodzić?

Skrót? Że KPP?

A może gwarancje dotyczące praw związkowych? Z tego powodu Karty nie podpisała Wielka Brytania. Ale to by było i śmieszne i straszne zarazem, jeślibyśmy z powodu gwarancji związkowych odrzucili Kartę. 13 grudnia! My, kraj Solidarności, gdzie w imię wolności związkowych ludzie szli do więzienia. Więc co, szanowny PO-PiS-ie, teraz te wolności wam przeszkadzają? Już zapomnieliście, że jedni z was nazwali się Polska socjalną, a drudzy Polską liberalną, i że też było to wielkie kłamstwo, bo wy i jedni i drudzy związki zawodowe macie za zło i za hetkę petelkę?

A może nie chcecie Karty, bo nie chcą jej biskupi? Przepraszam panowie, ale w jakim kraju żyjemy? To chyba tylko w Iranie duchowni decydują, które ustawy są słuszne, a które nie

Przyznam, że w związku z tym przeżyłem dwa zaskoczenia. Po pierwsze, zaskoczyło mnie stanowisko biskupów, którzy są przeciw Karcie. Bo, o ile wiem, papież Benedykt XVI przeciwko Karcie nie jest. Kościół powszechny ją akceptuje. Czyżby więc polscy biskupi wiedzieli lepiej co jest zgodne z naukami Kościoła? Zaskoczył mnie też ton, w jakim polscy biskupi zwrócili się do polskich polityków. Ton ultymatywny. To zły znak.

Natomiast nie zaskoczyła mnie, niestety, reakcja polityków prawicy, którzy potulnie pobiegli wypełnić polecenie biskupów. I tych z PiS, i tych z PO, partii przecież chadeckiej. Oni tacy są.

I tylko Donald Tusk udawał w kampanii wyborczej kogoś innego.

Na marginesie dyskusji o Karcie Praw Podstawowych (czyli KPP), warto przypomnieć argument, którym szermują przeciwnicy Karty że jej wprowadzenie otwiera drogę do małżeństw homoseksualnych.

Panowie, strachy na lachy! To czy w Polsce będą mogły być zawierane małżeństwa homoseksualne nie zależy od Kart Praw Podstawowych. Żaden z jej zapisów o tym nie mówi, i drogi ku temu nie otwiera. To czy w Polsce będą mogły być zawierane małżeństwa homoseksualne zależy od samych Polaków, od tego czy to zaakceptują, od postawy społecznej. Jeżeli Polaków będzie to kuło w oczy tych małżeństw nie będzie, jeżeli je zaakceptują to będą. Po cóż więc teraz straszyć konserwatywną Polskę gejami? Co to, Giertych wraca i jego Wszechpolacy? A może w was, panowie z prawicy, obudziły się jakieś fobie?

Tak oto Polska, która 21 października miała powrócić do Europy, zejść z drogi prowadzącej do jakiejś nadwiślańskiej wersji putinady, znów odwróciła się plecami do Europy.

25 państw Kartę podpisało. Tak bogate jak Francja czy Szwecja, i tak nam bliskie jak Czechy, Słowacja czy Litwa. Tam nikt nie bał się, że Karta wzmocni związki zawodowe (niech wzmacnia, bo Polsce potrzebny jest silny i wiarygodny partner społeczny!), nikt nie bał się europejskiej zarazy, nikt nie straszył małżeństwami homoseksualnymi.

Tylko u nas, w Polsce, wciąż w głowach jakieś zakołowacenie. Wciąż w głowach PiS. I premier, który miał czynić nowe, a jest jak drobny krętacz.

 

PS.

Przesyłam linki do:

a) Karty Praw Podstawowych, niech każdy internauta przeczyta ją, zobaczy jak wygląda i jakie tam złe rzeczy są zapisane; 

b) mojego wystąpienia w Sejmie, podczas debaty nad wotum zaufania dla Prezesa Rady Ministrów. Mówiłem wówczas sporo o Karcie, o stosunku do niej Lewicy i Demokratów. I, w przeciwieństwie do Donalda Tuska, swego zdania nie zmieniłem. Tak samo myślę dziś, jak myślałem wczoraj.   

Wojciech Olejniczak (13:07)
124 komentarzy

26 października 2007
Ciekawy artykuł opublikował w czwartek Władysław Frasyniuk, odnosząc się do zakończonej w niedzielę kampanii wyborczej. Jego główną tezą jest stwierdzenie, że młode pokolenie poparło PO w ramach jednorazowej mobilizacji, a elektorat tej partii okaże się w najbliższych miesiącach mało stabilny, co może stać się szansą dla Lewicy i Demokratów. Za jakiś czas pisze Frasyniuk LiD może okazać się ugrupowaniem atrakcyjnym dla młodych wyborców.

Zgadzam się z Frasyniukiem, choć akurat inną z tez jego artykułu wystawiłbym jako tezę wiodącą. Ta teza brzmi: LiD jest na początku drogi. Na scenie politycznej ciągle jest duża przestrzeń do zagospodarowania przez socjaldemokratów. Partia dowodzi polityk Partii Demokratycznej która odwoła się do klasy średniej, zarówno do nauczycieli, policjantów, jak i drobnych przedsiębiorców, ma szansę osiągnąć spory sukces.

Tak, LiD potrzebuje wewnętrznego dialogu, rozmowy o przyszłości ale nie tylko w kontekście kampanii wyborczej, która była epizodem dokonującym się zbyt wcześnie w stosunku do naszych możliwości organizacyjnych i programowych. LiD musi określić własny język komunikacji tak z elektoratem młodzieżowym, który dziś szturmem poparł Platformę Obywatelską, jak i z elektoratem ludzi starszych, ludzi zagubionych, ludzi sfery budżetowej ze strefy bezpośredniego oddziaływania państwa. Dawna komunikacja, odwoływanie się do tzw. stałego elektoratu, budowanie przyszłości koalicji w oparciu o zdeklarowaną grupę wyborców, już nie wystarcza. My musimy znaleźć sposób dotarcia do nowych grup społecznych, dzisiaj pozostawionych samym sobie lub co gorsza przy użyciu socjotechniki przejętych przez PO lub PiS. Chyba najszybciej zrozumieli to nauczyciele: już dzisiaj żądają od Donalda Tuska realizacji przedwyborczych obietnic. Przypominają mu te obietnice, rzucają w przestrzeń publiczną słowa: pamiętamy, rozliczymy! I mają rację nie wolno szafować programami bez pokrycia! i trzeba stworzyć taką sytuację, w której nauczyciel, policjant, pielęgniarka mają swoją polityczną reprezentację. Nie od wielkiego dzwonu, nie okazjonalną, ale trwałą, na stałe.

Nie da się dzisiaj rozmawiać z wyborcami wyłącznie za pomocą obietnic i tylko raz na cztery lata, przy okazji wyborów. To jest nakaz ciągłej pracy: tak, jakby kampania wyborcza i działania związane z pozyskiwaniem wyborców i członków partii miały trwać pełną kadencję. Debatę o przyszłości LiD trzeba zatem rozpocząć już dziś i my to zrobimy ale bez anonimowych wypowiedzi na łamach prawicowej prasy, która lubuje się we wzajemnym szczuciu liderów LiD, bez wojen podjazdowych w męskiej dyskusji.

Nie obawiam się takiej dyskusji, więcej zachęcam do niej. I cieszę się, słysząc głosy racjonalnej oceny nie tylko samej kampanii, ale przede wszystkim całego politycznego projektu Lewicy i Demokratów. Będę bronił tej idei, bo uważam, że budowa w dłuższym horyzoncie czasowym silnej partii centrolewicowej ma w Polsce wielki sens. I że trzeba tego dokonać nawet wówczas, jeśli będzie nas bolało, jeśli będziemy obrywali od naszych przeciwników i jeśli będziemy narażali się na krytykę ze strony naszych zwolenników. Taka centrolewica budowana ponad podziałami jest Polakom po prostu potrzebna. Z Frasyniukiem czy bez Frasyniuka, z Olejniczakiem lub bez jest potrzebna.

Kto uważa inaczej? Czekam na kontrargumenty.


Wojciech Olejniczak (00:09)
324 komentarzy

24 października 2007
Czas pokaże, ile naprawdę osiągnęliśmy. Jeśli LiD ma pozostać opozycją, to będzie nią w sposób mocno konsekwentny i rzeczowy. Nie ma innej drogi. Lekcja, którą wyciągamy z tych wyborów brzmi następująco: jesteśmy na drodze budowania silnej i zwycięskiej centrolewicy, podnosząc się po porażce wyborczej z 2005 roku. Nie mamy prawa zapominać, jaka była ówczesna ocena czteroletnich rządów SLD, jak surową nauczkę dali nam wyborcy i jak bardzo zależało nam na tym, by dźwignąć się i nadal liczyć się w politycznej grze.

I liczymy się. Coraz bardziej się liczymy.

W Sejmie z przewagą PiS i jego koalicjantów, wspieranych przez Prezydenta RP, nasza opozycyjność miała wymiar symboliczny. Byliśmy w opozycji, ale mieliśmy głównie prawo do krzyku - obie prawicowe partie grały w nim własną grę i jeśli chciały, mogły przegłosować niemal wszystko. Dzisiaj, w obliczu głębokiego konfliktu między PO i PiS oraz planowanej koalicji PO z PSL, rola posłów LiD ulega znaczącej zmianie. W biznesie określa się to mianem "pakietu blokującego" - LiD właśnie taki pakiet posiada i będzie robił z niego użytek zawsze wtedy, kiedy proponowane ustawy będą szły w poprzek naszego programu wyborczego. Bo my ten program, nasze 100 Konkretów, traktujemy bardzo serio.

Dyskusja o kampanii wyborczej będzie trwała jeszcze kilka tygodni, choć już teraz dziennikarze i jeden przegrany  bloger próbują ustawiać sytuację na polskiej lewicy, rozliczać i przyśpieszać nasze kroki. A ja odpowiadam - spokojnie, panowie. Zapowiadaliśmy długi marsz i jesteśmy w jego trakcie. Wspólnie z wyborcami osiągnęliśmy sukces, odsuwając od władzy nieudaczników z PiS, których polityka pchała Polskę na skraj chaosu i wzajemnych, wyniszczających oskarżeń. Przed nami, mam nadzieję, trochę spokoju i zamiast koncentrować się na walce z Prawem i Sprawiedliwością, możemy skupiać się na budowaniu silnych związków z wyborcami, na przekonywaniu do naszego programu i zasady pokonywania politycznych podziałów. W myśl marketingowej zasady, że najważniejszy jest klient - musimy nauczyć się odpowiadać na oczekiwania wyborców, budować politykę zgodną z ich wolą, potrzebami i priorytetami.

I to jest nasz cel. Można go osiągać mając w Sejmie 53 posłów i walcząc o całą zwycięską pulę w przyszłości. Można go osiągać gromadząc wokół naszego środowiska coraz większą grupę młodych ludzi, bo jak pokazały te wybory - to właśnie najmłodsze pokolenia Polaków chcą mieć coraz większy wpływ na władzę. To zresztą staje się przekleństwem Platformy: jeśli młodzi zobaczą, że cuda jednak się nie zdarzają, mogą odwrócić się nie tylko od PO - co wcale nas nie zaboli - ale również od polityki, co może odbić się bardzo niekorzystnie na kolejnych aktach wyborczych.

Jesteśmy i chcemy być, co przypominam, atrakcyjną ofertą programową dla ludzi młodych. Tzw. "stare nazwiska" nie pociągnęły na listach wyborczych młodego zaplecza LiD - ale w wyborach, które przybrały kształt plebiscytu chyba jednak nie było na to zbyt wielkiej szansy. Wygrywało słowo NIE, a nie słowo: PROGRAM. Wygrywał sprzeciw i stawka na silniejszego w tej grze, nie zaś oferta programowa, ludzie, ich merytoryczna jakość i możliwości skutecznego działania. Nie wygrywał Kwaśniewski, Olejniczak, Borowski, bo to nie było głosowanie ZA, to był głos PRZECIW, a w tej konkurencji silniejsi mieli większą możliwość przyciągania głosów.

Ale następne wybory będą inne. Naszą wartością jest program i ludzie, a nie głośne, oparte na wierze w cuda hasła sprzeciwu.

 
Wojciech Olejniczak (00:03)
113 komentarzy

22 października 2007
Dziękuję za wszystkie Państwa głosy zarówno te oddane na Lewicę i Demokratów w całej Polsce, jak i te, które przypadły mojej kandydaturze w Łodzi, ale przede wszystkim za wszystkie głosy oddane w wyborach! To wspaniałe: widzieć, jak rozwija się demokracja.

LiD osiągnął dobry, trzeci rezultat. Gratulujemy zwycięzcom Platformie Obywatelskiej, która bierze teraz na siebie ciężar odpowiedzialności za państwo. Gratuluję Donaldowi Tuskowi, to także jego osobisty sukces. Mam nadzieję, że niezależnie od różnic dzielących politykę obu naszych ugrupowań, znajdziemy w nowym parlamencie formułę porozumienia w najważniejszych dla Polski sprawach. My będziemy opozycją i gwarantujemy, że swoją rolę zamierzamy wypełnić jak najlepiej, zawsze z korzyścią dla Polaków. Ważne jest jednak, by w wielu kwestiach, w których nie jest Polsce potrzebny, szukać konsensusu, a przede wszystkim rozmawiać. Rozmów, dialogu, brakowało nam najbardziej.

Więcej refleksji w kolejnych dniach. Gratuluję Państwu udanych wyborów!

 
Wojciech Olejniczak (00:53)
187 komentarzy

19 października 2007
Głosowanie już za dwa dni. Nie wiem jak Państwo przetrzymają te dwa dni, ale wiem, że kolejnych dni i lat czterech lat! pod rządami Prawa i Sprawiedliwości wytrzymać się nie da!. Tę nieudolną ekipę trzeba odsunąć od władzy. Po prostu idąc na wybory, głosując przeciw PiS-owi.

Na kogo? Zachęcam do głosowania na Lewicę i Demokratów. Na ludzi politycznie obliczalnych, dojrzałych i kompetentnych. Na młodych z LiD-u, których jest coraz więcej i którzy odgrywać będą rosnącą rolę w polskiej polityce. Zachęcam do głosowania na spokój, który pragniemy wnieść do polityki po okresie hałaśliwych rządów Kaczyńskiego. Zachęcam do głosowania na LiD jedyną dziś alternatywę, która daje pewność, że do władzy nie wróci PiS i jego nieobliczalny lider.

Tak, to wymaga pewnej odwagi zagłosować na LiD, wbrew sondażom, wbrew oczekiwaniom polityków Platformy Obywatelskiej, którzy już widzą siebie w roli zwycięzców. To wymaga pewnej odwagi, bo po porażce z 2005 roku polska centrolewica dopiero odradza się, buduje nową wartość wspólnie z legendami dawnej Solidarności, przerzucając mosty ponad podziałami. My chcemy być najsilniejszą partią najbliższych wyborów pójść do władzy z programem, który poznaliście Państwo w tej kampanii, pójść i w całości go zrealizować.

Tak, to wymaga pewnej odwagi, bo prawica wiesza psy na polskiej lewicy od wielu lat, wkładając do uszu wyborcom nieprawdziwe tezy o naszych zamiarach, intencjach i poglądach. My jednak mówimy: to właśnie lewa strona polskiej sceny politycznej jest dziś stabilna i uporządkowana, to my mamy klarowny program prawica ciągle podlega erozji, nieustannie można rejestrować wstrząsy, przepływy liderów z jednej formacji do drugiej.

Kto z Państwa ma pewność, że dzisiejszy działacz PO jutro nie stanie u boku Jarosława Kaczyńskiego? Kto z Państwa wie, jaki ruch polityczny wykona dzień po wyborach Donald Tusk mają Państwo pewność, że nie podejmie próby zbliżenia się do PiS-u? Jak inaczej oceniać woltę Kazimierza Marcinkiewicza, transfery między partiami, roszady kadrowe w Platformie, ucieczkę Jana Rokity?

Ci ludzie szukają swojego miejsca na scenie politycznej, można nawet powiedzieć, że szukają go od zawsze, lawirując pomiędzy partiami i koleżeńskimi układami. W takim sensie układ obecny jest w Polsce od lata i to układ rządzi: kolegów i koleżanek, którzy legitymacjami partyjnymi przerzucają się na wyścigi; byli w tylu ugrupowaniach, że dzisiaj ich polityczne CV stało się balastem, a nie zaletą.

Warto na takich ludzi głosować? Moim zdaniem nie.

PiS, jeśli wygra wybory, przygarnie sieroty po Platformie. Platforma, jeśli wygra, przejmie skruszonych z PiS-u. Do władzy dostaną się ludzie, którzy stale są na tej samej orbicie i nikt nie wie, dlaczego nie potrafią stworzyć jednej, silnej i trwałej formacji...? Przecież to niemal pewne, że najpóźniej za dwa lata znów będą podzieleni, zwaśnieni, i znów będą tworzyli kolejne kanapowe struktury, kolejne partyjki służące niezaspokojonym ambicjom swoich liderów.

Jest więc LiD Lewica i Demokraci. Czyli stabilność. Odpowiedzialność. Obliczalność. Mądre rządy zamiast głupich wojen.  I nasze 100 Konkretów najbardziej konkretny, jedyny taki program w tej kampanii wyborczej. W kampanii, która polegała na obrzucaniu się błotem: czyżbyśmy teraz mieli głosować na tych, którzy rzucali nim ładniej, sprytniej, za większe pieniądze, z większym rozmachem?

Wierzę, że nie. Że mają Państwo własny pogląd w tej sprawie. Że nie dali się Państwo omamić cudom, że nie ulegli Państwo emocjonalnym szantażom i tej brudnej wojnie, której jedynym celem było utrzymanie władzy w rękach prawicy.  

Głosujmy na LiD. W akcie odwagi, przekory, w akcie rozsądku. Tylko my dajemy pewność, że PiS nie wróci do władzy pod żadną postacią.

Zachęcam Wojciech Olejniczak.

Wojciech Olejniczak (11:20)
251 komentarzy
Z przepięknego albumu muzyki etiopskiej słucham ballady jazzowej Tesfy Maryam Kidane i myślę, jak bardzo muzyka potrafi oddać klimat państwa, w którym powstaje. Tę muzykę tworzono w czasach cesarza Haile Selassie, wówczas, gdy zabroniony był i jazz, i rock, i saksofon, a jednak tliła się ona gdzieś w duszach Etiopczyków, grano ją z dala od dworu i policyjnych tajniaków, szukając inspiracji w lokalnym folklorze i tematach, które wówczas poruszano w cichych rozmowach. Dzisiaj można jej słuchać do woli, jest wyjątkowo piękna, subtelna, niepowtarzalna, choć ma w sobie to ziarno niepokoju, które sprawia, że saksofon brzmi tak, jakby nie do końca wierzył, że już wolno mu swobodnie grać.

Słucham i myślę co pozostanie po naszych czasach, po ostatnich dwóch latach? Jaka muzyka, jakie filmy, jaka literatura? Kto to opisze, pokaże, zagra? Władysław Bartoszewski mówił wczoraj o moralnych karłach, Tadeusz Mazowiecki dzisiaj o władzy absolutnej, która tak bardzo kusi braci Kaczyńskich. Aż strach bierze, gdy wyobraźnia zaczyna podpowiadać w jakim kierunku podążaliśmy i w jakim nadal moglibyśmy podążać, gdyby nie wybory i perspektywa pozbawienia PiS-u władzy. Policyjne państwo pełne podsłuchów, dziennikarze na celowniku władzy, politycy opozycji pod kontrolą rządu, napuszczanie jednych przeciwko drugim, dzielenie społeczeństwa, pozorowana walka z korupcją, której efektem nie jest rozbijanie jej źródeł, lecz pokazowe zwalczanie skutków służące wyłącznie telewizyjnym prezentacjom.

W takim stanie jesteśmy od dwóch lat. We Wrocławiu parę miesięcy temu powstały tajne komplety, na których dyskutowano o nowej literaturze, historii i sztuce wiem, że to przewrotna, żartobliwa forma nadana prywatnym spotkaniom, ale przecież nie byłoby jej, gdyby czasy sprzyjały otwartej debacie. Prosty przykład z telewizji publicznej skurczone twarze dziennikarzy, którzy już chyba sami nie wierzą w to, co każe im się mówić i pokazywać w programach ustawionych na promocję obsesji jednej partii i jednego polityka. W polityce istne ściekowisko, epitety, żałosne porównania, spory, których poziom zszedł poniżej rynsztoka. W wielu domach kłótnie; nawet Kościół dostrzegł całe zło mijającej kampanii.

Kto to opisze? Jakimi słowami i kiedy? Bo przecież nie bieżąca publicystyka prawicowe gazety już odwracają się od Kaczyńskich i biorą kurs na Platformę Obywatelską, widać to w komentarzach, w tonie publicystyki. Już mało kto stoi murem za Kaczyńskim, Ziobrą, Dornem i całym ich politycznym cyrkiem. Kampania kończy się w bryzgach błota pomówień, pozorowanych rozliczeń i procesów o kłamstwo. Tak dogorywa Czwarta RP, utopijny projekt niespełnionego wodza PiS, któremu nie udało się na szczęście zrobić z Polski Etiopii z czasów cesarza Haile Selassie: państwa obłudy, niekompetencji, hipokryzji i korupcji opartego na absolutnych rządach jednego monarchy. Tamto państwo potrzebowało dwóch dekad, by w pełni odetchnąć po rządach cesarza ile czasu będziemy potrzebowali w Polsce, by zapomnieć, że rządziła nami rodzina Kaczyńskich?

Wojciech Olejniczak (00:16)
113 komentarzy

17 października 2007
Wyobraź sobie, że masz chwilę słabości. Wyobraź sobie, że wpadasz w kłopoty finansowe. I że w odpowiednim momencie poznajesz kogoś, kto fascynuje cię swoją osobowością i ma coraz większy wpływ na twoje życie. Wyobraź sobie również, że prowadzisz sklep, jesteś lekarzem, masz własną firmę, pracujesz w szkole gdziekolwiek i że wszystkie twoje rozmowy są podsłuchiwane, że ten kogo poznajesz wciąga cię w coraz głębszy wir swojej misternej, przygotowanej przez socjotechników i psychologów gry.

Wytrzymasz to? Chcesz żyć z taką świadomością? Chcesz mieszkać w Polsce ze świadomością, że w każdej chwili służby specjalne mogą zmontować przeciwko tobie korupcyjną intrygę, że podsuną ci atrakcyjną propozycję, że będą cię wodziły na pokuszenie, że zechcą cię zniszczyć wykorzystując twoje małe słabości?

A wyobraź sobie również, że zostajesz posłem. Że trafia do ciebie człowiek z ulicy, poznajecie się, rozmawiacie. I że wkrótce potem roztaczasz przed nim wizję swoich nieograniczonych możliwości. Jak budujesz tę wizję? Na całkowitej abstrakcji czy na realnych przesłankach? Na faktach i prognozach, do których masz dostęp w dyskusjach klubowych, czy na kompletnych zmyśleniach? Snujesz wizję w oparciu o istniejące programy które zawsze można sprawdzić czy w oparciu o baśnie Andersena?

Stawiam te pytania poruszony wyznaniem posłanki Sawickiej, jednocześnie analizując na zimno jej słowa. Skierowana przeciwko niej i trwająca od roku prowokacja pytanie: z podsłuchami? jak długo? za zgodą sądu? która zakończyła się wręczeniem łapówki, w sposób wyjątkowy obnaża cynizm i pogardę dla człowieka, jaką mają dziś służby specjalne pod patronatem PiS i Jarosława Kaczyńskiego. Brzydzę się takimi metodami. Nie poznałem na własnej skórze działań UB, lecz myślę, że to są dokładnie jej metody. Obrzydliwość, panie Kaczyński. Obrzydliwość!

Ale w tym samym czasie budzi mój niepokój to wszystko, co dzieje się na uboczu tej niesławnej prowokacji dzięki niej dowiadujemy się, co myśli, mówi i (co gorsza) proponuje posłanka Platformy Obywatelskiej, przez nikogo przecież nie zmuszana, przez nikogo nie nagabywana co myśli o szansach związanych z prywatyzacją służby zdrowi?. Ona nie mówi: poczekamy, zobaczymy. Ona mówi do swojego znajomego: że z pewnością da się coś wykombinować, że można ukręcić jakieś lody. Jakie lody panie przewodniczący Tusk o jakich lodach związanych ze służbą zdrowia mogła mówić posłanka Sawicka? I na jakiej podstawie?

Takie pytania zadaje dziś sobie większość Polaków. O co tu chodzi? Co to za bagno? Co to są za prowokacje i perspektywy, w jakie zostajemy wciągani przez POPiS? Czy tak ma wyglądać życie w naszym państwie że ludzie Kaczyńskiego prowokują obywateli do grzechu, a ludzie Tuska sondują możliwość uwłaszczenia się na szpitalach?

To jest ten cud? To są te zasady?
 

Wojciech Olejniczak (16:13)
165 komentarzy

16 października 2007
Donald Tusk ma wielki problem, choć udaje, że go nie ma: ten problem to złapana na korupcji jedna z posłanek Platformy Obywatelskiej. Mogę powiedzieć, że osobiście dobrze Donalda Tuska rozumiem. Kiedy wobec naszego środowiska padały zarzuty o korupcję, mnie, nam z kierownictwa SLD, przypisywano odpowiedzialność za całe zło. I nie uchylaliśmy się od tej odpowiedzialności, choć czasem zęby mi zgrzytały, kiedy musiałem brać na siebie ciężar win lub podejrzeń skierowanych przeciwko ludziom, których niekiedy nawet dobrze (lub w ogóle) nie znałem.

I teraz Platforma Obywatelska oraz sam Donald Tusk usiłują wyłgać się z odpowiedzialności politycznej za działania posłanki Sawickiej. Panie przewodniczący Tusk: NIE DA SIĘ! Opinia publiczna to właśnie Pana obciąża polityczną odpowiedzialnością za udział posłanki w korupcyjnym procederze. Ten skandal obciąża także konto Tuska i Platformy, tego nie da się odwrócić! Pan jest odpowiedzialny, to jedna z członkiń Pańskiej partii została złapana na gorącym uczynku!

Ale to jeszcze nie wszystko. Media donoszą o zakusach na prywatyzację polskiej służby zdrowia, jaką przejawiała przedstawicielka Platformy Obywatelskiej w otwartych rozmowach o przyszłości niektórych szpitali. To dopiero pokazuje jaką obłudą nacechowana jest Platforma Obywatelska i jej lider wypierają się w żywe oczy, udają, że zapisów w sprawie prywatyzacji szpitali nigdy nie było, zasłaniając się... normami i regułami, jakimi w kampanii wyborczej powinno kierować się CBA.

Ale to nadal jeszcze nie wszystko! Oto kilkanaście minut temu posłanka Julia Pitera pokazała w telewizji tekst wywiadu dla Newsweeka, w którym PiS-owski minister Zbigniew Religa dopuszcza możliwość prywatyzowania szpitali, byleby nie za jedną złotówkę od sztuki! To już jest kompletne polityczne dziadostwo jedni robią spoty przeciwko drugim zapominając co mówili kilka miesięcy temu! Czy można ufać takim ludziom?

Odpowiadam: nie! Wart Pac pałaca! Religa jednego dnia protestuje przeciwko temu, co sam dopuszczał w publicznych wypowiedziach jeszcze kilka miesięcy temu! Mamy spot przeciwko spotowi, kłamstwo przeciwko kłamstwu, sięgnęliśmy dna a politycy PO i PiS pukają doń od spodu.

Jest dramatem polskiej polityki taka totalna obłuda. Tusk mówi, że wypali korupcję żelazem a sam, jak się wydaje, miał w swoim najbliższym otoczeniu posłów o klejących się rękach. Można im ufać? Nie! Jarosław Kaczyński mówi, że walczy z korupcją i hoduje w rządzie podejrzewanego o nią ministra. Można ufać Kaczyńskiemu? Nie! CBA pokazuje taśmy prawdy z Sawicką, ale nie pokazuje taśm z dilerem narkotyków w Kancelarii Prezydenta w roli głównej. Można ufać CBA? Nie! PiS broni służby zdrowia przed prywatyzacją ale jego minister dopuszcza taką możliwość. Można ufać tej partii i jej ministrowi? Nie! Platforma zarzeka się, że nie będzie prywatyzowała szpitali i patronuje temu procesowi, głosem swojej posłanki. Można ufać takiej partii? Też nie.

Słów brakuje. Słów mi brakuje, kiedy analizuję dokumenty programowe Platformy Obywatelskiej, a potem zestawiam je z wypowiedziami posłanki Sawickiej, która bez zażenowania mówi o prywatyzacji szpitali. Słów mi brakuje, kiedy oglądam spot z udziałem ministra Religi i widzę jego wypowiedź w Newsweeku kiedy ci ludzie mówią prawdę, kiedy kłamią? Kiedy kłamie minister Religa czy wówczas, gdy podpisuje się pod spotem Ratunek dla bogatych, dla biednych śmierć czy wtedy, gdy zapowiada sprzedaż szpitali? Kiedyż wreszcie ci ludzie przestaną być hipokrytami? Czy będzie taki dzień?

Będzie. Odstawmy na bok kolegów z POPIS-u. Są siebie warci. Zagryzą się kiedyś na śmierć przy pomocy tajnych służb, zdławią przy pomocy prowokacji i skompromitują z użyciem własnych słów z wywiadów i programów. Myśmy już przeszli przez takie piekło, jesteśmy dziś mądrzejsi, doświadczeni, ostrzej widzimy pewne sprawy i szybciej potrafimy zapobiegać patologiom.

Żal patrzeć na takich polityków, na ich kłamstwa, obłudę, na kombinowanie, fałszowanie wszystkiego co tylko można nawet własnych programów i własnych słów.

Wojciech Olejniczak (20:42)
75 komentarzy

15 października 2007
Znakomicie, że ta debata się odbyła. Że można było pokazać Polsce i Polakom jak może wyglądać dyskusja pomiędzy politykami. Że można było pokazać możliwość wymiany poglądów a nie wojnę na haki i spoty. Bardzo dobra debata, bardzo wyrównany pojedynek, bardzo dobry Aleksander Kwaśniewski choć startował z przegranej pozycji.

Ta debata pokazała również, że Lewica i Demokraci to formacja bardzo Polsce potrzebna. Podatek liniowy Platformy Obywatelskiej i raj obiecany w Irlandii, która ma podatki wyższe niż w Polsce, szpitale za pieniądze to wszystko są pomysły rodem z historycznych dokumentów Kongresu Liberalno-Demokratycznego, a nie współczesnej Polski. Tutaj Donald Tusk poległ dokumentnie, to co miało być sztandarem PO zostało przez Aleksandra Kwaśniewskiego po prostu ośmieszone. Donald Tusk nie potrafił znaleźć ani odpowiedniej riposty, ani merytorycznego argumentu zwłaszcza wtedy, kiedy wysłuchał fragmentów z własnego programu... Smutne to: w kampanii wyborczej nie znać pomysłów programowych oferowanych całemu narodowi.

Napisałem dziś przed południem, że to debata zwycięzców. I nie pomyliłem się. Największym przegranym trzech debat jest Jarosław Kaczyński, zagubiony gdzieś w ostatnim tygodniu i nieobecny wskutek śląskiej grypy. Tak kończy swoje panowanie twórca czwartej RP, najbardziej chorego pomysłu politycznego ostatnich lat...

Zastanawiające jest, jak łatwo dał się ograć PiS i jak mało jego główni sztabowcy rozumieją z własnej klęski. Dla nich winna była ostatnio publiczność, a dzisiaj... Dzisiaj winny był Aleksander Kwaśniewski: był za dobry na Donalda Tuska. Ha! To akurat było jasne od początku tej kampanii!

Nie ma lepszej alternatywy niż LiD.
 
Wojciech Olejniczak (22:39)
198 komentarzy
Wszyscy ekscytują się sondażami Platformy, niepomni porażki jaka dotknęła tę partię dwa lata temu: wówczas także szybowała w górę, po to, by w dniu głosowania wylądować na ziemi mocno obita przez PiS. W tamtym czasie gorsze wyniki Prawa i Sprawiedliwości mobilizowały elektorat tej partii i usypiały czujność elektoratu PO oraz samych jej liderów. A pamiętajmy, że do wyborów jeszcze niemal tydzień i że spece od czarnej roboty w PiS-ie nie śpią i pewnie coś na Platformę szykują.

Z sondażami przedwyborczymi tak właśnie bywa, że odzwierciedlają wahania nastrojów społecznych raczej w długim horyzoncie czasowym i dopiero po uwzględnieniu wszystkich czynników mających wpływ na te nastroje. A my jesteśmy, przypominam, przed ważną debatą dwóch zwycięzców  i dopiero po niej można będzie postawić precyzyjną przedwyborczą diagnozę.

Ze strony LiD kampania trwać będzie do ostatniego dnia, z miłym akcentem na zakończenie. Mam nadzieję, że końcowy spot Lewicy i Demokratów przypadnie Państwu do gustu, podobnie jak nasze ostatnie spotkania wyborcze oraz dzisiejsza debata. Mam przeczucie, że to dopiero ona będzie istotnym przełomem w politycznej bitwie o Sejm i że Jarosław Kaczyński popełnił błąd, lekceważąc zarówno Tuska, jak i Aleksandra Kwaśniewskiego, co sprawiło, iż ostatnie słowa w tej kampanii należeć będą właśnie do dwóch polityków, którzy pokonali premiera w bezpośrednim starciu. Tak umiera buta (premiera), przybierając postać przeziębienia... (Nawiasem mówiąc: czyżby spełniła się przepowiednia, że Kaczyński będzie bał się wyjazdu na Śląsk? Stchórzył?) Tak też kończy się mit o potędze jego spin-doktorów, których intuicja zawiodła w najważniejszych momentach.

PiS przegrywa, bo nie przedstawił wyborcom żadnej interesującej alternatywy. Sama walka z korupcją skądinąd: oczywista oczywistość w funkcjonowaniu każdej władzy i samo przekonanie, że wystarczy mieć CBA, by okiwać przeciwników, to za mało. Za mało, by utrzymać władzę (wszak wybory są skutkiem politycznej nieudolności Kaczyńskiego) i za mało, by sięgnąć po nią ponownie. Dzisiaj Kaczyński pewnie pluje sobie w brodę, że dopuścił do zerwania koalicji z najbliższymi sojusznikami Samoobroną i LPR bo mógłby cieszyć się swoimi zabawkami jeszcze przez dwa lata. A tak dziś wieczorem zasiądzie w ciepłych papciach, z kubkiem malinowej herbaty, szalikiem na gardle i kotem w nogach do oglądania debaty dwóch polityków, którzy zagnali go w kozi róg. Bierny obserwator własnej porażki wyborczej niedoszły wódz niedoszłej rewolucji Jarosław Kaczyński.

Czekamy na debatę zwycięzców. Ten, kto w niej zwycięży, wygra w wyborach. Kaczyńscy już się nie liczą wspólnie z Państwem odsuwamy PiS od władzy!

Wojciech Olejniczak (12:32)
174 komentarzy

14 października 2007
Ostatnia i najważniejsza debata w tej kampanii: Aleksander Kwaśniewski i Donald Tusk. Obaj pokonali Jarosława Kaczyńskiego, obaj stoją na czele dużych i silnych struktur, obaj mają wielki wpływ na polską politykę.

To nie będzie show. Mam nadzieję, że spotkanie dwóch liderów będzie częścią programowego sporu pomiędzy dwiema wizjami Polski. Pierwszą z nich symbolizuje Lewica i Demokraci koalicja czterech partii, które zdołały przełamać historyczne uprzedzenia i zbudowały porozumienie ponad podziałami, generując bardzo dobry program 100 Konkretów. Druga wizja to kraj widziany oczami Platformy Obywatelskiej niestety, nie do końca wiemy w szczegółach jaka to będzie Polska: PO raczej unika jednoznacznych deklaracji programowych.

Będzie to więc starcie dwóch sił konkretów i wiary w cud. My proponujemy konkrety, Platforma zapowiada cuda. Jeśli to miała być forma nawiązania do Cudu nad Wisłą, to wyszła tak sobie cud nad Wisłą z roku 1920 był efektem starannie przemyślanej taktyki i znakomitego wywiadu. Platforma pozostaje w sferze wiary, licząc zapewne, że jakoś to będzie.

Aleksander Kwaśniewski chce podjąć z Donaldem Tuskiem rozmowę o przyszłości. O planach dla Polski. O konkretach. Dosyć już tego międlenia o tym, kto stał po której stronie muru stoczni i jaki kaliber miał pistolecik Jarosława Kaczyńskiego. Kogo to dzisiaj obchodzi? Kogo obchodzą spory między ludźmi ze styropianu? Polacy potrzebują konkretnych rozwiązań, projektów, które daleko przekraczają miarę braci Kaczyńskich. Właśnie z ich nadania ta kampania miała tak miałki charakter, to było wygodne dla PiS-u: toczyć spory ideologiczne, historyczne, wracać do bezsensownych podziałów na Polskę liberalną i Polskę solidarną zwłaszcza, gdy tej drugiej plunęło się w twarz przygarniając do rządu ludzi marnej reputacji i obrzucając błotem takie postaci, jak Lech Wałęsa czy Władysław Bartoszewski.

Jest już zbyt późno, by toczyć narodowy spór o programy. W tej kampanii nie zdążymy. Mam jednak nadzieję, że poniedziałkowa debata dostarczy Polakom odpowiedzi na zasadnicze pytanie kto z jakim programem pragnie prowadzić Polskę i rozwiązywać nasze problemy? Kto mówi językiem konkretów, a kto próbuje oczarować cudami? W tej debacie nie liczy już się Jarosław Kaczyński i nie liczy się PiS. Nieudolne rządy tej partii, jej słabnący premier i dyktatorskie zapędy zamknęły Prawu i Sprawiedliwości drogę do władzy. Dziś, przed poniedziałkową debatą, liczą się tylko dwie siły, Lewica i Demokraci oraz Platforma Obywatelska. Panom z PiS-u już dziękujemy.

Wojciech Olejniczak (23:44)
155 komentarzy
Platforma Obywatelska znalazła się w trudnej sytuacji. Rosnąca przewaga nad Prawem i Sprawiedliwością nie tylko prowokuje PiS do rzucenia na front walki z Tuskiem największych armat, łącznie z Kurskim i kolejnymi spotami (jestem przekonany, że wkrótce znów pojawi się jakiś dziadek z Wehrmachtu), ale przede wszystkim wpływa na proces kalkulacji związanych z politycznymi skutkami wyborów. Przewaga PO wymusza na Jarosławie Kaczyńskim wzmożenie działań rozłamowych wewnątrz samej Platformy, a w tychże lider PiS-u jest naprawdę mistrzem. To zresztą już się zaczęło...

W przyszłym Sejmie Platformę Obywatelską najbardziej może przecież zaskoczyć... Platforma Obywatelska. Już teraz mówi się, że rośnie grupa polityków PO, którzy gotowi są na polityczną secesję i którzy pójdą za Marcinkiewiczem, Gowinem, Rokitą (ściślej: małżeństwem Rokitów) i Mężydło, tworząc wraz z Maciejem Płażyńskim nowe stronnictwo, bliższe programowo PiS-owi i z nim planujące stworzyć rząd. To scenariusz wielce prawdopodobny, oznacza w praktyce izolację Donalda Tuska i sprawia, że będzie on musiał pójść na bardzo dalekie ustępstwa wobec konserwatywnego skrzydła swojej partii, albo też zgodzi się wprost na koalicję z Prawem i Sprawiedliwością, zachowując władzę, ale tracąc dużą część zwolenników nie zgadzających się na koalicję z PiS-em.

Można przecież łatwo wyobrazić sobie sytuację, w której i takie są pewnie kalkulacje Jarosława Kaczyńskiego Prawo i Sprawiedliwość znajduje porozumienie z ludźmi Rokity, Płażyńskiego i Gowina, zaprasza do siebie Polskie Stronnictwo Ludowe, najbardziej obrotową partię w parlamencie, i zamyka tym samym drogę do rządu Donaldowi Tuskowi. Taka porażka Tuska dyskwalifikuje go w obliczu przyszłych wyborów prezydenckich, co jest jednym ze strategicznych celów braci Kaczyńskich, dla których Rzeczpospolita Obojga Bliźniaków to wymarzony raj na ziemi.

Jeśli rząd stworzy PiS, część ludzi Platformy Obywatelskiej oraz PSL, to następne wybory odbędą się za kilka miesięcy tyle czasu zajmie Kaczyńskiemu stłamszenie przystawek. Jeśli rząd stworzy PO z PiS-em, to wybory będą nieco później, ale w sytuacji dużo bardziej skomplikowanej: wyborcy stracą resztki szacunku wobec polityków, a stopień skłócenia pomiędzy rządzącymi partiami politycznymi sięgnie zenitu. Państwo przecież wiecie, jak wyglądają rządy prawicy w Polsce: permanentna wojna między sobą o wszystko i z wszystkimi. Co było widać w piątkowej debacie pokłóconych kolegów.

To nie są złe scenariusze dla Lewicy i Demokratów: w każdym z nich możemy być najsilniejszą i jedyną parlamentarną opozycją, a jak uczy przykład rządów AWS, taka opozycja potrafi się mocno pożywić słabościami rządu i stworzyć wielką siłę społeczno-politycznej alternatywy. I my taką alternatywę budujemy: jeśli nie w tych, to w następnych wyborach będziemy zwycięzcami.

Donald Tusk ma więc duży kłopot: musi tak ustawić swoją taktykę wyborczą, żeby wygrać i jednocześnie nie przegrać. Bo na razie wygrał małą bitwę, osiągając sukces medialny w debacie z kolegą. Przegra, jeśli podskoczy koledze zbyt wysoko. Przegra, jeśli osiągnie wynik niewiele lepszy od PiS-u. Przegra, jeśli jego polityczni konkurenci ulokowani wewnątrz partii porozumieją się w sprawie tworzenia alternatywy wobec swojego lidera. I przegra, jeśli wejdzie w bezpośredni układ z PiS-em i stworzy z nim rząd.

Niestety, wszystko wskazuje na to, że wybrał właśnie to ostatnie rozwiązanie.

Wojciech Olejniczak (00:24)
131 komentarzy

12 października 2007
To była dobra debata. Dobra, bo obnażyła jak bardzo Tusk z Kaczyńskim tkwią w przeszłości, jak bardzo wolą dyskutować i rozpamiętywać dykteryjki o pistoleciku w windzie i wspominać wywiady z 1993 roku niż mówić o przyszłości Polski. Jak na partię, która proponuje cud nad Wisłą za mało futuryzmu. Jak na partię, która zajęta jest budowaniem IV RP na modłę rodziny Kaczyńskich za mało o oligarchach, układzie (choć układ premier odnalazł w budownictwie) i za mało o psie Ludwika Dorna.

Ot, pogadali sobie koledzy. Ot, błysnęli znów paroma przygotowanymi przez sztaby grepsami, pokazali kilka wyuczonych gestów, a Donald Tusk nawet błysnął uśmiechem, ale w całości jak to mówią młodzi: żenua. Nic dziwnego, że redaktor Sekielski nie mógł skutecznie dopytać posłów Schetyny i Brudzińskiego o to, co zapamiętali z całej debaty. Jeden zapamiętał krawat, a drugi zapamiętał, że liderem PiS-u jest nadal Jarosław Kaczyński. Nie mogąc powiedzieć nic przeciwko swojemu wodzowi wybrał amnezję.

I tak oto w królestwie braci Kaczyńskich zdarzyła się pogawędka Donia z Jacusiem. Ładnie sobie koledzy pogadali. Po prostu miodzio.
 
 
Wojciech Olejniczak (22:43)
141 komentarzy

11 października 2007
LiD walczy o głosy promując własny program i nie angażując się w polityczne hece. Tak odpowiadam, kiedy dziennikarze dopytują mnie w sprawach, które wypełniać powinny raczej kroniki towarzyskie niźli relacje z kampanii wyborczej. Mam wrażenie, że naszym konkurentom skończyła się amunicja stąd proces o honor  Saby i stan ministerialnych mebli, prezentacja (oczywiście apolityczna) filmu z dowodami na korupcyjną działalność doktora G., wyprawa premiera do szpitala (a do pielęgniarek trzeba go było siłą wyciągać...), stąd wreszcie tematy zastępcze, jak choćby wizyta w Szczecinie Jana Rokity czy ślub Jarosława Kaczyńskiego i Jolanty Szczypińskiej.

Mamy tydzień do ciszy wyborczej. Prawo i Sprawiedliwość oraz Platforma Obywatelska zajęły nam ostatnie dwa miesiące wojenką między Tuskiem i Kaczyńskim cytując ich ostatnie inwektywy: między chamem i Urbanem Samoobrona i LPR zajęły się budową nowego wizerunku z nowymi sojusznikami (Partii Gwałtu wcale to nie pomogło), a wyborcy jak nie mieli okazji poznać różnic programowych, tak nie mają. Nawet spotkania w stacjach telewizyjnych prowadzone są na jedno kopyto: częściej słychać pytania o wzajemne animozje i podteksty niż o różnice programowe.

A Państwo zapewne patrzycie na to z rosnącym coraz bardziej zdziwieniem: o co w tym wszystkim chodzi? Ja też czasami nie rozumiem. Wielu moich rozmówców narzeka na miałkość polityki, na show, jakim się stała, na brak konkretów, pomysłów, dobrych projektów gospodarczych. Tego nie ma, bo polityka przestaje spełniać swoją zasadniczą rolę przestała być instrumentem sprawowania rządów, a stała się widowiskiem telewizyjnym, walką w kisielu, a niekiedy po prostu kabaretem.

Młodzi ludzie nie garną się do polityki, bo wszystko to widzą znacznie ostrzej niż nam się wydaje. Widzą i po swojemu komentują. To jest rola polityków: dawać przykład, pokazywać nowe przestrzenie dyskusji politycznej, wciągać wyborców do debaty o przyszłości Polski. LiD nieustannie usiłuje skierować kampanię wyborczą na merytoryczne tory, ale zarówno nasi przeciwnicy, jak i media wolą deliberować nad stanem mebli, chorobami i ślubami polityków. Nie ma szans, by w ciągu najbliższego tygodnia debata publiczna skoncentrowała się na kwestiach programowych, co dowodzi słabości jej uczestników i nie zjednuje politykom sojuszników. Efekt? Znowu można się spodziewać niskiej frekwencji, znowu będziemy mieli Sejm wybrany głosami ludzi, którzy głosują w ciemno z pięknego, obywatelskiego obowiązku głosując na niewiadomą.

Szkoda. Bo nawet krótka kampania mogła być kampanią merytoryczną.

Wojciech Olejniczak (02:07)
197 komentarzy

08 października 2007
Zapowiedzieliśmy to już wcześniej: Zbigniew Ziobro odpowie przed sądem za niegodziwe wypowiedzi pod adresem SLD, obciążające naszą partię za śmierć Barbary Blidy. To nie tylko skandal o wymiarze politycznym, to świadectwo moralności człowieka zwanego Zerem. Najpierw z jego ust rozstrzelany został doktor G.; do dzisiaj polska transplantologia nie może się pozbierać po nagonce na lekarza warto przeanalizować tę słynną wypowiedź pod kątem jej wpływu na zmniejszającą się liczbę przeszczepów, a co za tym idzie zagrożeń dla życia i zdrowia Polaków. Później dowiedzieliśmy się, jaką uciechę sprawili sobie sympatyczni chłopcy z CBA, określając kryptonimem Mengele sprawę działalności warszawskiego kardiochirurga.

I wreszcie śmierć Barbary Blidy, nie wyjaśnione do dzisiaj okoliczności, dziwne zeznania o zachowaniu się Ziobry składane przez byłego ministra spraw wewnętrznych, przerwany film, pobicie adwokata Leszka Piotrowskiego, ślimaczące się dochodzenie, sprzeczne zeznania świadków, kręcenie funkcjonariuszy aparatu sprawiedliwości. Do tego kompromitacja związana z ekstradycją do Polski Edwarda Mazura. Do tego akcja przeciwko Andrzejowi Lepperowi, nadal chowana pod zielonym suknem ministerialnych gabinetów IV RP. I ten gwóźdź, który okazał się zupełnie innym magnetofonem niż ten, z którego rzekomo Ziobro nagrywał Leppera. I te masowe wezwania wolontariuszy PO i LPR przed oblicze prokuratury w czasie kampanii wyborczej. I te buńczuczne, pełne wyniosłości komentarze pod adresem największych polskich autorytetów prawniczych. I w końcu ta skandaliczna wypowiedź obciążająca przyjaciół Barbary Blidy winą za jej śmierć.

Ten człowiek, polityk o twarzy cherubinkowego, bezwstydnego cyborga, osiąga wyżyny braku wrażliwości, nie licząc się z odczuciami innych ludzi. Wszystko co on mówi można przecież powiedzieć spokojnie i z godnością, nie obrażając nikogo. Wszystko można przedstawić, z poziomu ministra sprawiedliwości, z chłodem właściwym dostojności sędziego. Można być politykiem i mieć klasę. Ale żeby mieć klasę potrzebna jest przynajmniej odrobina przyzwoitości.

Wojciech Olejniczak (23:06)
125 komentarzy

07 października 2007
Na spotkaniach z wyborcami często słyszę zachętę: zaatakujcie, dlaczego nie atakujecie?! Dlaczego nie próbujecie dopaść PiS-u na kłamstwach i zniszczyć?

Na takie pytania nie ma dobrej odpowiedzi przede wszystkim dlatego, że po PiS-ie wszelka krytyka ścieka jak woda po kamieniach; PiS jest impregnowany na słowa krytyki. Ta partia, zapatrzona w swojego wodza niemal tak samo jak w Ojca Dyrektora, nie widzi jak jej lider brnie w świat nonsensów i abstrakcji. Wczoraj rosły mi oczy ze zdziwienia, gdy słuchałem Jarosława Kaczyńskiego prezentującego swoją wizję państwa, którego początkiem stał się on sam, które zaczyna się i kończy na Prawie i Sprawiedliwości, które wcześniej nie istniało, nie funkcjonowało, a jeśli już to było zaledwie układem, grą sił, systemem kolesi, a nie normalnym państwem.  

Jak w tym systemie wyrosło polityczne imperium Kaczyńskiego tego się już nie dowiadujemy. Kto położył wszelkie inwestycje w Warszawie też nie wiemy. Kto dokopał się do państwowej kasy, prywatyzując partyjny koncern prasowy, kto pełnił ważne role w aparacie państwa, kto tworzył fundacje zajmujące się politycznym sponsoringiem tego lider PiS nie objaśnia. I nie mówi też, dlaczego nie pozwał do sądu Andrzeja Leppera, wprost zarzucającego premierowi przekręty. Nie wspomina już czasów świetności swojego rządu, tak silnie podpartego intelektem Romana Giertycha i szefa Samoobrony, który rozpadł się jak domek z kart miesiąc po podpisaniu ostatniej lojalki przez koalicjantów. (Nie wspomina też o innej lojalce, tym razem rodem z telewizji; gdyby dotyczyła prezesa wywodzącego się z lewicy, byłby on już dzisiaj ukamienowany przez Kurskiego...)

Nie mówi również o trójmiejskiej kancelarii, która zasłynęła jako łącznica między politykami prawicy i lokalnym oligarchą, nie mówi o swoich ulubionych ministrach: Lipcu i Kaczmarku, nie wspomina nazwiska Jaromira Netzela, swojego ukochanego prezesa, nie nawiązuje do handlu heroiną w środowisku jego własnego brata ani tym bardziej do koncepcji taniego państwa, której efektem są trzy dziesiątki ministrów, jacy przewinęli się przez jego rząd. Tanie państwo dla rolników, którym odmówiono ulgi podatkowej i drogie dla ministrów, których przyjmowano i zwalniano całymi stadami.

Premier nie odpowiada, kiedy go pytać o Telegraf, o Fundację Prasową Solidarności, o majątek osobisty i partyjny. Nie odpowiada, ponieważ zajęty jest cotygodniowym, nieustannym dialogowaniem z samym sobą, sumiennie pokazywanym w godzinach najlepszej oglądalności w telewizji publicznej. Toczy dialog mówiąc do kamery jestem świetny, jestem piękny, ode mnie zaczął się świat i na mnie się on zakończy. A później choćby potop.

Więc atakować? Kogo? Zapatrzonego w siebie wodza, który mówi do kamer nie zważając, że mało kto go słuch
a? Gdyby żył Charlie Chaplin, nakręciłby film o Kaczyńskim.

Wojciech Olejniczak (22:49)
163 komentarzy
Powiem wprost: telewizję publiczną trzeba oddać dziennikarzom i menedżerom wyrwać ją z rąk polityków, nie oddawać im ani kawałka władzy nad publicznymi mediami, zamknąć im (nam!) drogę do sterowania radiem i telewizją raz na zawsze. Dlaczego?

Naprawdę nie ma żadnego sensu, by udawać, że publiczne media zachowują się w tej kampanii obiektywnie. Informacje o liczbie godzin, jakie telewizja poświęciła poszczególnym partiom, biją na alarm. Są jak to mówią ludzie PiS-u porażające. Co mi po wiadomościach, jeśli wiem, że są preparowane na użytek jednego ugrupowania? Co mi po pozorach obiektywizmu, jeśli widzę jaki jest skład komentatorów i jaki jest poziom merytoryczny dziennikarzy? Co mi przychodzi z płacenia abonamentu, jeśli stał się on składką na rzecz promocji jednej partii? Co mi po określeniu telewizja publiczna, jeśli równego dostępu do niej nie mają wszystkie ugrupowania polityczne?

To trzeba przerwać. Zapisaliśmy w naszym programie 100 Konkretów wniosek o zmianie modelu funkcjonowania Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji. To chyba za mało, to tylko początek drogi. Media publiczne muszą uzyskać niezależność, wyjść z kręgu wpływów polityki zarówno wtedy, gdy rządzi prawica, jak i wówczas, gdy rządy sprawuje formacja lewicowa (czyli po 21 października...!).

Władza nad mediami publicznymi daje iluzję posiadania pełni władzy. Można mówić co się chce i jak się chce. Można sprawować rząd dusz, dopuszczając lub blokując niewygodnych polityków. Doprowadzono w ten sposób do ruiny rzetelność programów informacyjnych, nie osiągając celu: wyborcy, jeśli tylko mają możliwość przełączają na stacje komercyjne. Bo tam jest barwniej, ciekawiej i prawdziwie. Bo tam może się spotkać Joanna Senyszyn z Januszem Korwin-Mikke. Bo tam można spodziewać się obiektywizmu zamiast nachalnej propagandy.

To jest to, co powinniśmy zrobić dla dobra publicznego: uwolnić publiczne media od władzy polityków. Zrobić to raz, ale dobrze. Może będzie to kosztowało utratę paru punktów w wyborach, może będzie bolało polityków, czyli nas samych, ale per saldo bardzo się polskiej demokracji opłaci. W przeciwnym razie jeśli zwycięży PiS i jego koncepcja nadużywania władzy w mediach, telewizja i radio publiczne staną się doszczętnie pośmiewiskiem i bolszewickim wydziałem propagandy, a nie źródłem wiedzy o Polsce i świecie.


Wojciech Olejniczak (01:18)
118 komentarzy

05 października 2007
Rzadko zgadzam się z tezami Michała Karnowskiego, publicysty "Dziennika", ale tym razem z częścią jego opinii muszę się zgodzić. W dzisiejszym komentarzu Karnowski napisał o kampanii programowej Lewicy i Demokratów, trochę nam dokładając, a trochę chwaląc - głównie za to, że w ogóle prezentujemy program. I chociaż nie podzielam jego zdania, że zawartość 100 Konkretów można by spokojnie zmniejszyć o połowę - nie każdy projekt np. w edukacji czy kulturze - musi mieć wymiar liczbowy, żeby dało się go określić mianem konkretu - to jednak cenne jest, że Karnowski program zauważył, przeczytał i... docenił.

Problem w tym, że komentarz Michała Karnowskiego powinien być wstępem do znacznie szerszej refleksji. Kampania wyborcza ma w tym roku wyjątkowo karykaturalny. Politycy zajmują się głównie sobą (i stają w obronie swoich psów), robiąc wszystko, by uniknąć realnej debaty programowej. Koncentracja na wymyślaniu grepsów do dyskusji politycznej w telewizji, myślenie kategoriami prezentu, jaki trzeba wręczyć w pierwszej części debaty, wydumane tematy konferencji prasowych i konwencji - wszystko to jeszcze bardziej odstręcza wyborców od głosowania.

Mamy dwa tygodnie do wyborów i konia z rzędem temu, kto wie, jaki program będzie realizowała Platforma Obywatelska. Bo według najnowszego spotu ma to być program "damy wam wszystkim wszystko, o co poprosicie - w ramach cudu gospodarczego". Dajmy tylko dojść do władzy Donaldowi Tuskowi, a będzie wszystko.

To jest Kononowicz a'rebours: u Kononowicza było, że nie będzie niczego. U Tuska ma być wszystko. Można się spodziewać podobnego wyniku wyborczego.

Wojciech Olejniczak (21:10)
159 komentarzy

04 października 2007
Wreszcie jakiś zwrot w kampanii Prawa i Sprawiedliwości! Wreszcie PiS odniósł się do najpoważniejszych wydarzeń! Nareszcie programowy akcent w kampanii PiS Ludwik Dorn wysłuchał spotu o jego psie, który zżerał majątek państwowy i postanowił Dorn, nie pies podać do sądu LiD za znieważenie majestatu. Marszałka Dorna, bo Saba nie wyraziła opinii. Irasiad nie pozwolił?

Otóż bardzo nam się wizja sądowego pojedynku z Ludwikiem Dornem i jego meblożernym psem podoba. To bardzo dobry pomysł: pokażmy światu, jak wygląda praca ministra i jego psa. Wskażmy na palący problem: urzędy i ministerialne rezydencje trzeba przysposobić do pobytu czworonogów, zamontować legowiska, wyznaczyć miejsca na toaletę, wytyczyć ścieżki spacerowe, zatrudnić opiekunów (wszak minister i marszałek muszą trochę popracować), a następnie uruchomić rezerwę budżetową. To przecież tanie państwo! I jeszcze pozwólmy każdemu urzędnikowi trzymać swój zwierzyniec w miejscu pracy. Pan Marszałek Ludwik Dorn już dał przykład.

Tak, Panie Marszałku, opowiedzmy wyborcom historię Pańskiego psa. Pokażmy jak się wiodło Sabie w czasach Pańskiego urzędowania. Zróbmy to opinia publiczna czeka!

Tak  oto psia sensacja zgrabnie przykryła politycznie kompromitującą, a moralnie skandaliczną wypowiedź Ziobry o związku lewicy ze śmiercią Barbary Blidy. W przykrywaniu własnych afer PiS jest mistrzem. Tę próbował przykryć psią mordą. Biedna ta Saba.
 

Wojciech Olejniczak (23:31)
83 komentarzy
Jarosław Kaczyński nie ma poczucia humoru. To wiadomo od dawna. Ale dzisiejszym swoim komentarzem ustrzelił dziesiątkę w strzelnicy na odpustowym konkursie ponuraków. Premier przywołując słynny esemesowy greps schowaj babci dowód uznał, iż wszyscy, którzy kolportują takie żarty podnoszę rękę na naród polski. Oni nie żartują, nie przesyłają sobie dowcipnego tekstu oni podnoszą rękę na naród!

Przypomina to słynne powiedzenie o ręce, która zostanie odrąbana przez władzę ludową, gdy ktoś pochopnie podniesie ja przeciwko władzy. Widać, że premier dobrze odrobił lekcję wychowania obywatelskiego z lat głębokiej komuny, bo dziś strzela grepsami naprawdę na miarę tamtych czasów.

Premier zauważył ponadto, że autorzy tekstu drwią sobie z naszego narodu, kpią z jego tradycji, drwią z tego co jest w nim tak naprawdę najlepsze i chyba wypada podzielić jego smutek. Po poniedziałkowej debacie wiemy, że to co jest w Polsce najlepsze, to rząd, Prawo i Sprawiedliwość oraz osobiście premier Kaczyński. Można więc śmiało uznać, że autorzy żartów kpią sobie i z rządu, i z PiS-u, i z Jarosława Kaczyńskiego, i że to właśnie tak mocno irytuje premiera. (Szkoda, że autorów nie można zamknąć...)

A swoją drogą, przecież wystarczyłoby użyć zjednoczonych mózgów Bielana i Kamińskiego, i wypuścić kontresemesa; choćby z tekstem: Wszyscy chcemy wstąpić do PiS-u. Wstąp i ty!... To dopiero byłby ubaw.


Wojciech Olejniczak (00:08)
219 komentarzy

02 października 2007
Dużo się dzieje czasem brakuje wolnej chwili, żeby napisać, za co przepraszam. Dzisiaj zbieramy uwagi i komentarze po wczorajszej debacie, którą wygrało dwóch przeciwników każdy przecież ogłosił zwycięstwo a tak naprawdę wygrała ją opinia publiczna. Dziesięć milionów ludzi oglądało spotkanie dwóch polityków, których aktywność i wpływ na losy Polski nie podlegają dyskusji. Z tego punktu widzenia Jarosławowi Kaczyńskiemu należy się szacunek bo nie tylko odważył się przyjąć wyzwanie, ale jednocześnie dzielnie próbował mu sprostać.

Według mnie, o czym mówiłem już wczoraj, to starcie wygrał Aleksander Kwaśniewski, przegrali go natomiast komentatorzy polskiej sceny politycznej, wyciągając wnioski zgodne z linią programową ich środowisk lub redakcji. Można było ze stuprocentową pewnością przewidzieć kto jaką opinię zaprezentuje z tego więc punktu widzenia debata nie popchnęła nas do przodu. Wyjaśniła natomiast bezspornie, że w Polsce istnieje jedyna racjonalnie określona alternatywa wobec rządów PiS i że jest nią formacja Lewicy i Demokratów. I nie ma najmniejszego powodu do wściekłości Donald Tusk, który najpierw ogłosił projekt wielkiej koalicji od lewa do prawa (od Sasa do lasa...), a potem znów żalił się, że nie został dopuszczony do stołu rozmów. Dwóch na jednego dałoby pewnie większą psychiczną przewagę koalicji PO-PiS, ale nie zmieniłoby oceny zdarzeń: to Kaczyński miałby w duecie z Tuskiem rolę wiodącą dziś, dzień po debacie, kiedy opadły emocje, widać to gołym okiem.

Nie będzie też, o czym donosi jak zawsze uprzejmie donoszący tygodnik Wprost, dogrywki w debacie Aleksandra Kwaśniewskiego z Jarosławem Kaczyńskim, bo taka dogrywka w niczym nie zmieniłaby publicznej pozycji obu konkurentów i nie zmieniłaby słabnącej pozycji Donalda Tuska.

Teraz nadeszła pora, by wszystkie partie przedstawiły swój program... A tu bryndza! PiS organizuje premierę nowego spotu, Platforma nowego billboardu, może zresztą jest odwrotnie, już nie wiem, bo się gubię, zaś wyborcy nie wiedzą, na którego aktora mają głosować... Bo nawet w spotach bratnie partie wykorzystują tych samych ludzi. Jak to w rodzinie: sięga się do wspólnych znajomych. Mnie jednak mocno dziwi ta programowa posucha, LiD przedstawił swoją ofertę 100 Konkretów i już zbieramy bardzo korzystne dla nas oceny tego programu; jak doniosły media z programem wystąpił też Waldemar Pawlak, i tylko dwie zwalczające się niemiłosiernie partie nie kwapią się z podobnym otwarciem.

Może one zapomniały, że to jest kampania wyborcza a nie wyścig po nagrody w Hollywood? Może więc Panowie przypomnielibyście wyborcom co Was łączy?
 
Wojciech Olejniczak (22:46)
146 komentarzy

30 września 2007
Dziś przedstawiliśmy nasz program. 100 Konkretów - to nie jest wyborcze hasło, to jest zbiór projektów we wszystkich dziedzinach życia społecznego, politycznego i gospodarczego, które dziś przedstawiliśmy pod ocenę wyborców. W wielu kwestiach poszliśmy bardzo daleko, w wielu pokazujemy, że można tworzyć zupełnie odmienną alternatywę, że można składać całkowicie odmienną ofertę polityczna dla Polski. I to nas różni od Prawa i Sprawiedliwości, od Platformy Obywatelskiej.

Ponieważ w telewizji publicznej transmitowano mszę, a telewizje komercyjne coraz mniej kwapią się do pokazywania konwencji programowych polskich partii politycznych (a szkoda), postanowiłem przedstawić tu Państwo główne tezy moich dzisiejszych wystąpień. Cały program LiD-u mają Państwo na naszej stronie lid.org.pl

Dzień dobry Państwu! (...) Mam takie marzenie. Marzy mi się Polska, w której nikt na nikogo nie krzyczy. W której nie ma miejsca na pogardę dla ludzi. W której rząd rządzi - a nie spiskuje. W której politycy dotrzymują obietnic, a ludzie nie boją się podsłuchów. Marzy mi się taki czas, w którym nasze dzieci będą dumne z Polski. (...)

Widzę Polskę tolerancyjną, szanującą wiarę i Polskę z Kościołem, który nie wtrąca się do polityki i nie zamienia twarzy Jana Pawła II na twarz ojca Rydzyka. Widzę kraj szacunku do sąsiadów, z którymi prowadzimy dialog i których traktujemy jak partnerów, a nie jak wrogów. (...) Mam 33 lata. Jestem przewodniczącym SLD i wierzę w przyszłość centrolewicy w Polsce i Europie. I mam prawo do marzeń. Więcej - mam wielką szansę zrealizować te marzenia! Wspólnie z Wami! Właśnie zebraliśmy pół miliona podpisów pod naszymi listami wyborczymi. Pół miliona - w pięć dni! To jest dowód naszej wielkiej siły. I kiedy mówimy o marzeniach, to właśnie pół miliona podpisów staje się świadectwem, że marzenia mogą się spełniać.

Szanowni Państwo! Polsce potrzebna jest taka formacja jak LiD. Polsce potrzebna jest demokratyczna lewica i demokratyczne centrum. (...) Jestem tu razem z Wami, ponieważ chcę żyć w państwie silnym, ale silnym wolnością swoich obywateli. W państwie prawa, rządzonym przez najlepszych fachowców. W państwie świeckim, w którym rolę Kościoła regulują umowy międzynarodowe, a nie tajemne dyspozycje.

Jestem tutaj z Wami, bo chcę, byśmy powiedzieli to głośno i jednoznacznie - nie pozwolimy się wpędzić w kanon ciasnych, konserwatywnych wartości. Mamy siłę być Europejczykami. Polska potrzebuje nowoczesnego patriotyzmu, a nie wojen na słowa. Dosyć tego! Polska potrzebuje oddechu, świeżego powietrza, a nie zaściankowej agresji.

Mamy odwagę mówić o sobie - jesteśmy centrolewicą! Oni - ukrywają swoją prawicowość pod płaszczykiem socjalnych obietnic i w cieniu politycznej demagogii.

Szanowni Państwo! Wystarczy pięć minut. Wystarczy poświęcić ojczyźnie pięć minut Waszego czasu!

Pięć minut w niedzielę, 21 października - w ciągu tych pięciu minut można zmienić naprawdę wszystko! Proszę! Zróbmy TO! Zróbmy TO razem! My mamy odwagę mówić - chodźcie z nami! Chodźcie z nami - głosować na pogodną Polskę, na Polskę uśmiechu i konkretów. Macie prawo widzieć w nas alternatywę. Jedyną alternatywę dla rządu nieudaczników i neobolszewików! My jesteśmy alternatywą! Jedyną alternatywą.

 
Wojciech Olejniczak (20:30)
136 komentarzy

29 września 2007
Debata Aleksandra Kwaśniewskiego z Jarosławem Kaczyńskim nie rozgrzewa wyborców tak mocno, jak grzeje polityków. Kiedy widzę rozżarzone oczy posła Nowaka, który próbuje odwrócić uwagę od poniedziałkowego spotkania liderów, kiedy słyszę jak mocno deprecjonuje znaczenie tej debaty, to myślę o co ten cały rejwach? Dlaczego Platforma po prostu nie wzruszy ramionami i nie pójdzie dalej własną drogą? Kraj wytapetowany tysiącami czarno-białych i biało-niebieskich billboardów, wszędzie obietnica, że wszystkim będzie żyło się lepiej więc czym się martwić?

Wyzłośliwiam się, bo aż śmieszne mi się zdaje to wypełnione żalem aspirowanie do zaszczytu przystąpienia do rozmowy z Jarosławem Kaczyńskim. Jeszcze nie zniknęły mi z pamięci te spotkania po ostatnich wyborach, kiedy przed kamerami telewizyjnymi nieudolnie montowano rząd Kaczyńskiego i Tuska wtedy panowie mieli dużo czasu dla siebie i jakoś nikt z nich wsparcia ani tła dla siebie w Aleksandrze Kwaśniewskim nie poszukiwał. A teraz słyszę, jak z jednej strony czoło przed byłym prezydentem chyli Jacek Kurski, jak komplementuje go (szef) Jarosław Kaczyński i jak bardzo, z drugiej strony, do rozmowy z premierem pali się Donald Tusk. Nagły przypływ sympatii? Cztery butelki wina z bliźniakiem premiera nie wystarczyły? Toż panowie Kaczyński i Tusk szansę nawet codziennych spotkań dostali od wyborców przed dwoma laty i co? I zmarnowali ją, jak to na prawicy: kłócąc się o zabawki.

Pora zatem, by powiedzieć to, co na politycznych salonach słychać od dawna: rządzona przez Tuska Platforma Obywatelska słabnie z dnia na dzień. Poseł Nowak nie uratuje jej kolejnym tysiącem bezbarwnych billboardów i wojną na spoty w serialu mordo ty moja, senator Gowin nie podniesie notowań zaklęciami przeciwko lewicy, a Stefan Niesiołowski nie poprawi jej wizerunku jeszcze jednym żartem z premiera. Platforma bierze ostry zakręt po odejściu Rokity; poseł Palikot już w swoim blogu prorokuje, że rodzi się nowy rządowy tandem Marcinkiewicz-Rokita, tworzony na ewentualność porażki Tuska... Powoli, powoli... żegnamy Platformę, złaknioną kontaktów z PiS-em.

Na tym tle faktycznie tylko dwie partie wydają się mieć jasno sprecyzowane cele i konkurentów. Lewica i Demokraci  niczego nie udają, nie kombinują. My mówimy wprost od dawna: jesteśmy jedyną alternatywą dla rządów Jarosława Kaczyńskiego. Jeśli nie chcesz, by dalej rządziło Prawo i Sprawiedliwość głosuj na LiD, to proste. Donald Tusk tak sprawy nie stawia, nie buduje alternatywy wobec rządu Kaczyńskiego. Kunktatorstwo nie popłaca.
 

Wojciech Olejniczak (00:41)
119 komentarzy

27 września 2007
Z gospodarską, niezapowiedzianą wizytą przybył do Łodzi premier Jarosław Kaczyński. Powitały go chlebem i solą koparki ściągnięte na plac budowy z całego miasta, służące za rozwojowe tło Czwartej Rzeczypospolitej. I tak jak w czasach Władysława Gomułki, tak i teraz władza rządowa i jej lokalna ekspozytura błysnęły malowaną na zielono trawą, pokazały ludzkie oblicze stojąc pośrodku zwolenników i ochroniarzy, przy czym ochroniarzy było zdecydowanie więcej niż tłumu.

Jedynym zgrzytem były jak to bywa, niestety obywatelskie głosy z zewnątrz, jawnie dyskredytujące dokonania PiS-u w Łodzi i wyszydzające sztuczność politycznej maskarady, jaką wymyślił duet doradców politycznych premiera Bielan & Kamiński. Nie przewidzieli, że do premiera może zwrócić się (ratunku!!!) przedsiębiorcza mieszkanka, żądająca od lokalnych władz przyzwoitego tempa prac modernizacyjnych. Nie przewidzieli, że do premiera może pokrzykiwać szeregowy obywatel, żądając budowy drogi S-8. Można go było potraktować szorstkim spieprzaj dziadu!, ale chyba zabrakło konceptu i jak donoszą media: z powodu tych dwojga natarczywych intruzów impreza okazała się kompletną klapą.

Gdyby premier jeździł po kraju częściej niż raz na dwa lata, przy okazji kampanii wyborczej, wiedziałby, że takich problemów obywatele mają znacznie więcej i że władza jest dokładnie po to, by je rozwiązywać i umieć o nich rozmawiać. Premier Kaczyński był rozmową z łodzianami wyraźnie zaskoczony: przywykł do wojskowego drylu, do tego, że premierowi nikt nie podskakuje a tu masz! Tak było dobrze, tak dobrze wyglądały te sprowadzone zewsząd koparki i nagle szlag wszystko trafił. Niedopatrzenie prezydenta Kropiwnickiego, niedopatrzenie wojewody, skandal, trzeba natychmiast wyciągnąć wnioski: to zadanie dla ministra Ziobry.

Spotkanie Kaczyńskiego na Piotrkowskiej to znakomita lekcja pokory dla ludzi, którzy przez dwa lata albo skakali z dyskoteki na dyskotekę (Marcinkiewicz), albo zaszyli się w swoich gabinetach ze strachu przed wyborcami. Szkoda, że tak późno, ale lepiej późno niż nigdy.

PS. Premier zażyczył sobie dzisiaj, by Donald Tusk przysiągł, iż nigdy nie zawiąże koalicji z Lewicą i Demokratami. Można i tak, choć warto by przypomnieć słowa Jarosława Kaczyńskiego, że z ludźmi marnej reputacji żadnej koalicji zawierać nie będzie ich pointą stała się niemal dwuletnia symbioza z Lepperem i Giertychem. Dużo lepszym rozwiązaniem byłoby więc postawienie Donaldowi Tuskowi żądania następującego niechby przysiągł, że Platforma Obywatelska przystąpi do sojuszu z PiS-em. Taka deklaracja jest na rękę Tuskowi i może dlań stanowić przepustkę do telewizyjnej rozmowy z Kaczyńskim...

Wojciech Olejniczak (23:21)
71 komentarzy

26 września 2007
Dziś byłem w sądzie, czyli w miejscu osobliwie dość bliskim mojemu przeciwnikowi politycznemu Andrzejowi Lepperowi. Lepper dobrze wie, na czym polega lawirowanie w gąszczu przepisów, już od kilku lat udaje mu się wszak unikać kontaktów z wymiarem sprawiedliwości i świetnie się z tym czuje.

Ale tym razem chyba poczuł się nieszczególnie on, słynący z grubiaństwa, z bezpardonowego języka, obrażający ludzi na prawo lewo (partia zboczonych kobiet...) i miotający bezpodstawne oskarżenia, on więc nagle poczuł się jako ta panna, której delikatność skóry przebiła szpilka krawiecka i zapłakał nad swoim losem, ciężko skrzywdzonego przez Olejniczaka. Jakiż wydelikacony jest pan wicepremier od czasu rozstania z Jarosławem Kaczyńskim, jakiż wrażliwy...

Na użytek kampanii wszystko można. Na użytek kampanii nawet Donald Tusk wraz ze swoją gwardią odłożyli pod tapczan męską dumę i wyskakują jak Osioł, sympatyczny skądinąd bohater Shreka, z okrzykiem ja!, ja!, wybierz mnie!, wybierz mnie! Rzecz idzie o debatę Aleksandra Kwaśniewskiego z Jarosławem Kaczyńskim, a głównie o to, że do rozmowy nie zasiądzie Donald Tusk. Padają argumenty, w których przeważa uczucie zawodu dlaczego Kwaśniewski, a nie Tusk? Dlaczego nie lider Platformy? Czyż to nie on jest najsilniejszym przeciwnikiem Kaczyńskiego?

Otóż nie jest. A niby dlaczego ma być? Jeśli przez dwa lata głosuje się wspólnie z PiS-em w wielu  sprawach, w tym dotyczących lustracji, CBA a nawet Świątyni Opatrzności, jeśli między dwiema rzekomo rywalizującymi partiami stale przepływają politycy, jeśli różnice programowe obu partii pozwalają na swobodne przejście takich osób jak Zyta Gilowska i Zbigniew Religa, jeśli przez cały czas wisi nad nami widmo koalicji PO-PiS, to pytam: jaki ma sens publiczna debata kolegów z tej samej ekipy? Czym się różnią i jak bardzo te różnice mogą ekscytować opinię publiczną?

Niczym się nie różnią. Nie dziwi mnie zatem, że w imieniu formacji PO-PiS głos pragnie zabierać Jarosław Kaczyński i że to on został wskazany przez Aleksandra Kwaśniewskiego jako rozmówca w debacie o przyszłości Polski. Donald Tusk może walczyć na bocznym ringu. Taka jest cena politycznej nijakości.


Wojciech Olejniczak (22:52)
106 komentarzy
Premier Kaczyński jest winien zapaści w służbie zdrowia. Nieodpowiedzialna polityka rządu doprowadziła do tego, że już za kilka dni w polskich szpitalach może zabraknąć lekarzy i pielęgniarek. Dlaczego? Bo Jarosław Kaczyński zajęty pozorowaniem rządzenia nie potrafił znaleźć czasu, by spotkać się z protestującymi przedstawicielami tych grup zawodowych. Bo przedkładał walkę polityczną i zbieranie haków na swoich politycznych sojuszników oraz przeciwników ponad problemy społeczne. Bo to było łatwiejsze: PiS realizował politykę niszczenia a nie budowania, ignorowania problemów, a nie szukania najlepszych sposobów ich rozwiązywania.

Efekt? Lekarze złożyli trzymiesięczne wypowiedzenia, których termin mija z końcem września. Wielu dyrektorów szpitali dwoi się i troi, by nakłonić ich do powrotu, wielu nie ma na to żadnych szans szpitale są bez pieniędzy, lekarze nie maja nadziei i wolą wyjeżdżać do pracy na Zachód niż czekać na łaskawe zainteresowanie ze strony premiera.

Premier zajęty jest teraz kampanią wyborczą. Rozumiem go ma opiekę medyczną zagwarantowaną, lekarze w rządowej klinice są gotowi pomóc premierowi w każdej chwili. Co ma jednak zrobić zwykły obywatel z Rzeszowa, któremu z dnia na dzień może ubyć połowa wyższego personelu medycznego? Ma pisać do Kaczyńskiego prośby o pomoc? Czy może powinien pójść na wiec Prawa i Sprawiedliwości, by tam przy dźwięku fanfar dowiedzieć się jak jest dobrze i jak dobrze będzie, i komu marzy się stan wojenny.

Panie Premierze, czas, by na koniec swojego urzędowania zabrał się Pan wreszcie za robotę. Może trzeba zejść z mównicy, może trzeba wreszcie zmierzyć się z prawdziwymi problemami, a nie zlecać produkcję kolejnych reklamówek, którymi chcecie przykryć niewygodne dla was fakty. A one mówią same za siebie: jeśli wskutek braku personelu medycznego umrze w Polsce choć jedna osoba, ta śmierć obciąży Pańskie konto. Dokładnie tak samo, jak śmierć Barbary Blidy obciąża konto Pańskiego rządu.

Wojciech Olejniczak (00:07)
106 komentarzy

24 września 2007
W Łodzi i Kielcach w ciągu zaledwie dwóch dni usłyszałem setki głosów poparcia dla naszego umiaru, spokoju, programu i sposobu działania. To najważniejsza wiadomość, której nie przyćmi nawet największa telewizyjna kampania pokazująca kijowski incydent z udziałem Aleksandra Kwaśniewskiego. Dla mnie te dwa spotkania były dowodem trafności naszego wyboru sprzed kilkunastu miesięcy: utworzenie Lewicy i Demokratów było odpowiedzią na realną potrzebę wyborców, którzy szukają lewicowego skrzydła w centrum polskiej sceny politycznej. To słychać przede wszystkich w bezpośrednich rozmowach. Nie wtedy, kiedy na użytek telewizyjnej transmisji stajemy na scenie i wygłaszamy płomienne przemówienia. To jest element kampanii wyborczej, zgadzam się, ale solą działania politycznego są i pozostaną bezpośrednie spotkania.

Także takie, jak nasze spotkania na blogu. Czytam wszystkie komentarze. Nie, nie cenzuruje ich ani Onet, ani ja sam po prostu mechanizm wprowadzania wpisu jest taki, że każda naniesiona zmiana automatycznie kasuje część komentarzy, a ponieważ dwukrotnie zdarzyło mi się nanosić drobne poprawki znikała część Waszych postów. Sorry, to pewnie moja sprawka są w blogowaniu takie detale techniczne, w których nie czuję się specjalistą.

Paru osobom winien też jestem wyjaśnienia. Blogującemu na wielu forach 100sikowi, który najczęściej wojuje z klerem, odpowiadam, że LiD opowiada się za rozdziałem Kościoła od państwa, za zniesieniem m. in. zasady wliczania ocen z religii do średniej oceny w szkole, ale jesteśmy zdecydowanie przeciwni politycznej walce z Kościołem. Nie ma sensu rozwijać tej myśli, stanowisko polskiej centrolewicy od lat jest w tej kwestii niezmienne my po prostu musimy umieć dzielić się z Kościołem naszymi rolami. Jest rolą polityków dbać o świecką stronę życia w państwie, jest rolą duszpasterzy nadawać temu życiu duchowy wymiar w stosunku do ludzi, którzy tego potrzebują, pragną, chcą.

Nie wyobrażam sobie powrotu do stanu partii walczącej z Kościołem, partii ulegającej Kościołowi, partii naigrywającej się z nauki Kościoła. Ale też nie wyobrażam sobie sytuacji, w której organy państwa rządzonego przez LiD stają się przedłużeniem duchowej władzy np. księdza Rydzyka. Ten duchowny spełnia olbrzymią i pozytywną rolę w budowaniu społeczności katolickiej, a jednocześnie jest czystej wody politykiem, czy wręcz używając terminologii postgomułkowskiej, tak bliskiej Jarosławowi Kaczyńskiemu oligarchą. Żadna ze spraw, którymi zasłynął w ostatnich latach ksiądz Rydzyk obrażanie głowy państwa i jego żony, cegiełki Stoczni Gdańskiej czy antysemickie wystąpienia nie została przez organy państwa wyjaśniona, ani nawet dogłębnie zbadana. Nie są zbadane źródła pochodzenia majątku i wpływów ojca dyrektora, tak jak nie są zbadane jego rzeczywiste związki z polityczną hierarchią IV RP.

O takim wpływie Kościoła na życie państwa nie ma mowy, nie pod rządami LiD-u. I w tym kontekście proszę traktować nasz program nader jednoznacznie: jesteśmy i będziemy przeciwko państwu kościelnemu, opowiadamy się natomiast za państwem szacunku do indywidualnych poglądów, państwem wielu kultur i za religijną tolerancją.


Wojciech Olejniczak (23:32)
145 komentarzy

23 września 2007
Do niebywałej pogróżki posunął się wczoraj Jarosław Kaczyński, grożąc opozycji wprowadzeniem stanu wojennego. Jak inaczej można zrozumieć słowa, że "jeśli 21 października zwycięży szykująca się do władzy Platforma Obywatelska oraz Lewica i Demokraci, to będzie nowy 13 grudnia 1981 roku".
 
Komu Pan grozi, Panie Premierze? Naprawdę jest Pan zdolny wprowadzić stan wojenny tylko po to, by zachować swoja władzę? Tak bardzo Panu zasmakowała? Tak trudno się Panu oderwać od stołka? Tak bardzo boi się Pan porażki, że gotów Pan jest użyć siły - byle nie doprowadzić do zwycięstwa opozycji?
 
Nie wiem, co premier Kaczyński robił 13 grudnia pamiętnego roku; ja wiem, co będę robił 21 października 2007 roku - pójdę głosować w pełnym przekonaniu, że tego dnia władza Kaczyńskiego przejdzie do historii. I jest mi obojętne, czy w swoich wizjach Jarosław "Gomułka" Kaczyński chciałby do historii wjechać na czołgu, na bujanym koniku czy przejść pieszo z szabelką w dłoni. W każdej formie: jest to śmieszne i żałosne zarazem.
 
Wojciech Olejniczak (11:35)
227 komentarzy

20 września 2007
Pan Andrzej Lepper - kolejny w Polsce człowiek z zasadami, swego czasu przyjaciel Jarosława Kaczyńskiego i lidera skrajnie prawicowej Ligi Polskich Rodzin - właśnie poinformował, że buduje lewicową partię. Koń by się uśmiał.

Lepper powiedział dziś między innymi: SLD upadł - jeśli na czele LiD-u jest liberał Aleksander Kwaśniewski, albo Marek Borowski, to co tam zostało z lewicy? I zaraz potem podkreślił, że Samoobrona jest prawdziwą, patriotyczną, polską lewicą.

Od kiedy, Panie Przewodniczący? Od dnia, kiedy padliście sobie w ramiona z Kaczyńskim? Czy od dnia, w którym planował Pan rządy waszej bratniej koalicji na pięć kolejnych kadencji? Od dnia, w którym pozbawiono Pana ministerialnych apanaży, dostępu do stanowisk, synekur i wpływów? Czy może od momentu, w którym cała Polska przeczytała, jak traktowane są pracownice Samoobrony?

Informuję Pana, że na lewicy takie numery nie przejdą. Tutaj nie gwałci się kobiet.

Pewnie Pan tego nie wie, na lewicy nawet gwałt na prostytutce określany jest mianem gwałtu.  

To w Samoobronie linczowano ludzi, szantażowano ich wekslami i przyjmowano do pracy sekretarki - w zamian za seks. To Samoobrona bała się zakazu wprowadzenia do parlamentu osób z wyrokami. To w końcu lider tej lewicującej, patriotycznej Samoobrony wprowadzony został do kręgu podejrzeń w sprawie brania łapówek. I to Pan całkiem niedawno całował w kitę lisa - własną koalicję z LPR. Już Panu przeszła ta miłość? Teraz już nie prawica, a lewica ma Panu dać kolejną szansę uprawiania warcholstwa w parlamencie?

Partia Gwałtu - to jest najlepsza nazwa dla nowej formacji Leppera, gwałtu na zdrowym rozsądku, nazwa adekwatna do czynów i ideałów - dopiero występując pod takim szyldem Andrzej Lepper da nam pewność, że tym razem nikogo nie próbuje ocyganić.

 
Wojciech Olejniczak (13:41)
211 komentarzy
Świat chyba zwariował.

Zobaczcie Państwo na wiadomości z głównej strony Onetu, w środę przed północą. Co wiadomość, to szok, zdziwienie, osłupienie: Miller jedynką Samoobrony, Sikorski odrzuca oszczerstwa i urojenia premiera, znana prezenterka wychodzi z Wydarzeń po tym, jak skasowali jej partnera, PiS wije się w konwulsjach, Gilowska okłamała poznaniaków, policja przesłuchuje działaczy PO, Kaczyńscy przypominają mi faszystów...

Gdzie my jesteśmy? Dokąd doszliśmy? Proszę poczytać sobie część komentarzy pod moim blogiem, proszę zobaczyć to ściekowisko nienawiści, chamstwa, ordynarności - u ludzi, którzy najwyżej stawiają zasady, moralność, którzy mówią o sobie - my jesteśmy inni niż postkomuniści, my jesteśmy lepsi...

Dokąd doszliśmy? Jeśli prezydent i premier nie potrafią zgodzić się z powszechnie przyjętymi standardami zachowań politycznych, bo bardziej wolą schlebiać hucpie, arogancji i politycznemu chamstwu. Jeśli nie ma dnia bez wyciągania noży przeciwko politycznym przeciwnikom, Jeśli nie ma dnia bez oszczerstw i draństwa.

Panie Premierze Kaczyński, to Pańska retoryka podzieliła kraj na dwa nienawidzące się coraz mocniej obozy. To Pańska polityka doprowadziła do konfrontacji, w której sięga się po wzorce rodem z najgorszych, stalinowskich czasów. To Pańscy ludzie - sami w białych rękawiczkach, posługując się swoimi podwładnymi dworzanami w służbach specjalnych, prokuraturze i policji - budują w Polsce państwo policyjne, państwo, w którym pojawiają się słowa "faszyzm", "konwulsje", "oszczerstwa", "urojenia".

Panie Premierze Kaczyński, proszę się opamiętać. Gdzieś jest kres tego szaleństwa, które dzień w dzień widzę w Pana oczach. Wszyscy je widzimy.


Wojciech Olejniczak (00:16)
179 komentarzy

19 września 2007
Ponownie wzywam Pana Prezydenta Kaczyńskiego i Pana Premiera Kaczyńskiego proszę opowiedzieć się za lub przeciw zasadom Karty Standardów Politycznych... Czy te zasady są tak odległe od politycznej praktyki Prawa i Sprawiedliwości, że nie jesteście Panowie w stanie przełamać fizycznego oporu przed ich podpisaniem? A które z zasad najmniej Panom odpowiadają?

Wyborcy i ja sam czekamy na reakcję Panów: Prezydenta i Premiera. Reakcję posła Cymańskiego poznaliśmy już wczoraj poseł Cymański z PiS nie podpisze się pod zasadami Karty Standardów Politycznych. Bo nie pochodzą z prawego łoża...

Panie pośle, a Pan? Z którą z zasad nie chce Pan się identyfikować? Z zasadą nie kłam? Z zasadą dotrzymuj obietnic wyborczych? Z zasadą nie korumpuj i nie pozwól, by korumpowali Ciebie? Która z zasad Panu posłowi tak mocno nie odpowiada, że nie jest w stanie wyksztusić z siebie słów: jestem ZA?

Porozmawiajmy o zasadach, Panowie. Ale na poważnie. A nie na billboardach.

Wojciech Olejniczak (12:42)
112 komentarzy

18 września 2007
Karta Standardów Politycznych. Dzisiaj opublikowaliśmy jej tekst, dziś wezwaliśmy polskich polityków do poparcia tej ponadpartyjnej idei. Proszę zerknąć na stronę www.kartastandardowpolitycznych.pl i jeśli Państwo zechcecie - poprzeć naszą inicjatywę. To poważny projekt. To dobry sposób, by ryba już nigdy nie psuła się od głowy. Podobne standardy i rzecznika stojącego na ich straży można znaleźć np. w Kanadzie, deklaracje etyczne mają ogromne znaczenie w krajach Unii Europejskiej, a w parlamencie Zjednoczonej Europy standardy, choć nie spisane w postaci Karty, przestrzegane są bardzo skrupulatnie.

Opublikowaliśmy zasady działania polityków, jakie chcemy wprowadzić już od pierwszego posiedzenia parlamentu. Spisaliśmy zestaw żelaznych standardów, których przestrzeganie powinno podnieść jakość życia politycznego w Polsce i jakość zarządzania państwem. I...? I żadnej reakcji ze strony polityków innych partii.

Nie bójcie się, obrońcy zasad! Ogłoście wyborcom, że wam także zależy na wypełnianiu misji publicznej w jak najlepszym kształcie!

Oczekuję jasnego, publicznego stanowiska premiera Kaczyńskiego - czy pan popiera listę zasad wyrażonych w Karcie Standardów Politycznych i zamierza stosować je w swojej praktyce politycznej? Czy Pańska partia poprze Kartę Standardów Politycznych? Czy Pański przyjaciel polityczny Jacek Kurski będzie stosował zasadę "nie zabijaj słowami" w swojej działalności publicznej? Czy Ludwik Dorn przestanie obrażać wyborców ("ścierwojady", "łżeelity"...), szanując postanowienia Karty?

Czy Pan Jarosław Kaczyński przyzna się, że wypowiadając w Białymstoku zabarwione nacjonalizmem słowa o "Polsce jednego narodu", naruszył podstawowe kanony Konstytucji? Czy taka szczerość i przyznanie się do błędu nie byłoby dzisiaj najlepszą formą ujawnienia politycznej klasy?

Apeluję do Pana Prezydenta Lecha Kaczyńskiego - proszę publicznie poprzeć inicjatywę stosowania Karty Standardów Politycznych. Proszę pokazać, że stoi Pan ponad podziałami politycznymi i że bliskie Pana sercu są te zasady etyki, o które walczyła "Solidarność", a które nagminnie potrafią dziś łamać politycy. Proszę pokazać, Panie Prezydencie, że potrafi Pan choć raz poprzeć inicjatywę przeciwników politycznych Pańskiego brata - zwłaszcza wtedy, kiedy dąży ona do szlachetnego, ponadpartyjnego celu.

Panie Prezydencie Kaczyński, Panie Premierze Kaczyński - jako młody człowiek i polityk mocno wierzący w ideały politycznej uczciwości, szlachetności i bezinteresowności, jako lider najpoważniejszej partii opozycyjnej - wzywam obu Panów: opowiedzcie się publicznie za lub przeciwko Karcie Standardów Politycznych.
 

Wojciech Olejniczak (22:03)
69 komentarzy

17 września 2007
Zapytano mnie dzisiaj: co z polską polityką wobec euro? Już zaczynałem mówić, że musimy budować stadiony, drogi i koleje nie tylko z powodu Mistrzostw Europy, gdy po chwili okazało się, że pytającego interesuje nie piłka nożna, lecz waluta. Kiedy wejdziemy do strefy euro? Kiedy przystąpimy do Europejskiej Unii Walutowej i dlaczego politycy tak rzadko zabierają głos w tej sprawie?

Chciałbym, żeby nastąpiło to możliwie szybko. Tak zresztą napisaliśmy w naszym programie: to jeden z priorytetów, o tym chcemy rozmawiać. Gospodarka rozwija się dynamicznie na przekór braciom Kaczyńskim polskie firmy dużo eksportują, szukają szans zbytu na swoje produkty w krajach Unii Europejskiej i to im, w pierwszej kolejności, a także importerom surowców i produktów zależy na stabilnym kursie waluty. Huśtawka kursu narodowej waluty względem euro i dolara, a także idące w ślad za nią spekulacje na rynku finansowym, nigdy nie pozostawały bez wpływu na stan polskiej gospodarki. Kiedy euro taniało martwili się eksporterzy, kiedy drożało drżały firmy importujące towary z obszaru Unii. Stabilizacja na tym rynku pozwoli na planowanie rozwoju w dłuższym horyzoncie czasowym, ograniczy ryzyko inwestycyjne i poprawi konkurencyjność polskiej gospodarki.

To są jednak makroogólniki, które nie docierają do Kowalskiego, bo on myśli inaczej: nie chce, żeby za chleb (w uproszczeniu) trzeba było płacić 1 euro zamiast 1 złotówki. I ja to rozumiem. Polska waluta musi być najpierw odpowiednio silna, by mogła doczekać wymiany na walutę Unii Europejskiej. Ta operacja nie może dotknąć ludzi najuboższych, pracowników najemnych, ludzi sfery budżetowej. Sam byłem obserwatorem procesu wzrostu cen towarów w Niemczech czy Włoszech i pamiętam, jakie opinie wygłaszali wówczas mieszkańcy tych państw. Ale wiem też, że wzrostowi cen towarzyszyły ruchy płacowe, związane z poprawą stanu gospodarki i potencjału rozwojowego tamtejszych przedsiębiorstw.

Tak widzę dzisiaj filozofię nowoczesnej lewicy: gospodarka musi się rozwijać, żeby była w stanie zapewnić odpowiednie zasoby finansowe budżetowi państwa, a co za tym idzie wesprzeć wielkie grupy społeczne, które są konsumentami budżetu. Siła finansów państwa czyli wielkości wydatków na edukację, służbę zdrowia, bezpieczeństwo, wojsko czy aparat administracyjny musi się opierać o siłę gospodarki. To są naczynia połączone, a rolą formacji lewicowej jest ich umiejętne łączenie. Pracodawca potrzebuje wysoko wykwalifikowanej siły roboczej, zdolnych i dobrze wyedukowanych menedżerów, ale oni wszyscy wymagają odpowiednich wynagrodzeń, zaplecza socjalnego, szacunku dla swojej pracy i zabezpieczenia na przyszłość.

Tak widzę nowoczesną polską centrolewicę.

A Państwa wszystkich zapraszam we wtorek do śledzenia doniesień informacyjnych: LiD przedstawi ofertę polityczną, która powinna wpłynąć w przyszłości na kształt i jakość zarządzania państwem. To będzie test dla wszystkich partii politycznych w Polsce czy są zainteresowane uczciwymi, kompetentnymi, prawymi, sprawiedliwymi i nieprzekupnymi rządami? Bardzo jestem ciekaw kto odpowie, a kto odrzuci naszą propozycję...


Wojciech Olejniczak (23:06)
71 komentarzy

16 września 2007
Czytam informację na portalu gazeta.pl: o godzinie 14.40 trzeci program Telewizji Polskiej przerwał transmisję meczu piłkarskiego Lechia-Warta, po czym połączono się ze studiem w Warszawie, a stamtąd wyemitowano relację na żywo z białostockiego spotkania zwolenników PiS.

Czy to jest jeszcze żart czy już skandal? Żart, bo Jarosław Kaczyński wpisuje się w gomułkowski styl zarządzania państwem i walki z przeciwnikami politycznymi. Już nie tylko barwa głosu, gestykulacja i sposób argumentacji upodobniają premiera Kaczyńskiego do sekretarza Gomułki w tej chwili do gomułkowszczyzny można porównać jego obsesyjną chęć zawładnięcia umysłami mas. Za każdą cenę, nawet za cenę ośmieszenia.

Sprawę uznaję jednak za całkowicie skandaliczną. Telewizja Polska wpisuje się od długiego czasu w strategię wyborczą Prawa i Sprawiedliwości. To, co zrobiono dzisiaj jest gwałtem na misji publicznej telewizji, za który konsekwencje powinien ponieść prezes Urbański. Już dawno przestaliśmy liczyć na parytet w dostępie do tego medium, już dawno przestaliśmy mieć nadzieję na obiektywizm TVP, ale jeszcze do dziś miałem nadzieję, że są w telewizji rzeczy święte widowisko sportowe, transmisja mszy których po prostu przerywać nie wypada. Zwłaszcza, gdy powodem przerwy ma być relacja z podrzędnego wydarzenia, jakim jest kolejna feta na cześć nowego Gomułki.

To żywy skandal, zwłaszcza w toku kampanii wyborczej. To jednocześnie wyraz wielkiego strachu, jaki musi zaglądać w oczy ekipie Kaczyńskiego jej aparatczycy tak boją się porażki, że za wszelką cenę próbują przypodobać się sekretarzowi. Było już malowanie trawy na Śląsku przed spotkaniem z górnikami, było podlizywanie się rolnikom w Wierzchosławicach, teraz mieliśmy hucpę z przerwaniem meczu. Bo taka była wola sekretarza Kaczyńskiego lub tak odczytali ruchy jego warg usłużni dworzanie.

Mam nadzieję, że kibice Lechii i Warty podziękują sekretarzowi. Bo my prezesowi Urbańskiemu podziękujemy na pewno.


Wojciech Olejniczak (20:49)
164 komentarzy
Andrzej Lepper wyciągnął przed kamerami telewizyjnymi dwie kserokopie przelewów z podpisem Jarosława Kaczyńskiego. Mają być dowodem na finansowanie Porozumienia Centrum przez Fundację Prasową Solidarności, a tym samym potwierdzeniem pośredniego finansowania działalności politycznej Kaczyńskich ze środków publicznych.

Ciężki to zarzut i choć dotyczy 1991-92 roku, bracia będą musieli ustosunkować się do niego. W przeciwnym razie cała ich wojna z oligarchią stanie się wielką kpiną i zasłona dymną przed próbami zajrzenia do portfeli Prawa i Sprawiedliwości.

W kampanii wyborczej, jak widać, cofamy się do historycznych sporów o to, kto bardziej wydoił Trzecią Rzeczpospolitą. (Roman Giertych piętnujący PiS i z satysfakcją przyglądający się dowodom Leppera też miałby coś do powiedzenia o działalności pewnego banku spółdzielczego w Wielkopolsce, ale o tym pewnie woli milczeć.)

A ja czekam kiedy zaczniemy spierać się o programy i sam proponuję pierwszy temat debaty: Irak! Problem powrotu polskich wojsk z kraju objętego niechcianą dziś przez wszystkich wojnę wydaje mi się po wielokroć ważniejszy niż nieustające wyciąganie trupów z szaf; ma je każda partia i niechże one pokazują się, ale nie przesłaniając ważniejszych spraw.

Irak to miejsce, w którym nasza armia zaznaczyła swój ślad krwią własnych żołnierzy, ale jest to jednocześnie pole ogromnego spustoszenia i świadectwo nieudanej, w sensie politycznym, operacji budowania ustroju demokratycznego. Amerykanie nie wiedzą, jak się z Iraku wywikłać, dla nas w Polsce sprawa powinna być znacznie prostsza: wyjedźmy stamtąd!

Nie oceniam przyczyn, jakie legły u podstaw decyzji o wysłaniu wojsk do Iraku stało się, był czas, kiedy większość opinii publicznej jednoznacznie opowiadała się za interwencją. Teraz jest inaczej. Dociera do nas, że problemu światowego terroryzmu nie da się rozwiązać metodami siłowymi, a przynajmniej że nie będzie to rozwiązanie bezkrwawe. Wydaje mi się, że lekarstwem może być partnerskie traktowanie świata arabskiego, nacechowane zrozumieniem dla jego światopoglądowej, kulturowej, religijnej i historycznej odmienności. Tę odmienność trzeba uszanować i układać stosunki z narodami arabskimi według innych kryteriów: tolerancji, szacunku, współpracy a nie z pozycji siły.

Powróćmy z naszymi żołnierzami do Polski. Wykonali swoją misję znakomicie, nie dali się wciągnąć w wir nienawiści, nie sprowokowali terrorystów do ataków na obiekty w naszym kraju, odnosili się z wielkim respektem do ludności irackiej, poznali rzemiosło wojenne na placu boju i wystarczy. Jednym z punktów programu LiD jest powrót polskich żołnierzy z Iraku do Polski. Bezwzględny i szybki. Takie właśnie stanowisko przedstawiamy w publicznej debacie. Trzeba przedyskutować tę misję, jej efekty, ale trzeba, by dyskusja odbywała się z udziałem polskich żołnierzy stacjonujących w macierzystych koszarach. Tu, w Polsce.

Dosyć tej wojny, po prostu dosyć. 
 
Wojciech Olejniczak (13:43)
121 komentarzy

15 września 2007
Muszę odnieść się raz jeszcze i robię to już ostatni raz do postaci Leszka Millera, który odszedł dziś z SLD. Bardzo mu chyba zależało, by mieć takie samo wyjście, jak wczoraj Jan Rokita stąd te zaciśnięte we wzruszeniu usta i boleść na twarzy. Leszek Miller odegrał rolę twardziela, któremu serce łka na widok staczającego się w przepaść własnego dziecka.

Doprawdy, dramatyzm godny spotów PiS, świetna scena, tyle że za dużo w niej fałszu i wyuczonego cynizmu. Leszek Miller powinien z równie obolałą twarzą patrzeć w oko kamery i w oczy członków SLD, gdy prowadzona przezeń partia trwoniła kapitał 41 procent społecznego poparcia, jakie uzyskała w 2001 roku. Dzisiaj musimy tę zwycięską wówczas partię pchać pod górę sondaży często wbrew nastrojom opinii publicznej, zniesmaczonej stylem władzy, której symbolem został LM a były lider budzi aż 80% negatywnego elektoratu i do ostatniej chwili nie rozumie, że stał się hamulcem, kulą u nogi, nie zaś lokomotywą.

To jest realna ocena sytuacji. W trudnych chwilach trzeba wołać: wszystkie ręce na pokład, jednak Leszek Miller w ostatnich dniach zamiast własnych rąk wolał wyciągać głównie epitety. Było tchórzostwo, były hieny, młode wilczki i jak to mówią w telewizji, parcie na szkło. Była urażona ambicja zamiast realistycznej diagnozy. Była próba dezintegracji środowiska, która w obliczu kampanii mogła się okazać próbą samobójczą. Nie ten czas, nie ta akcja, nie ten bohater...

Decyzję o odsunięciu kandydata Leszka Millera podjął statutowy organ partii i jeśli Leszek Miller tego oczekuje, proszę tę decyzję przypisać mnie. Biorę ją na własną odpowiedzialność. Tak trzeba było zrobić, dla dobra wspólnego. My chcemy tę kampanię wygrać, chcemy pokazać naszym przeciwnikom politycznym, że Lewica i Demokraci są rzeczywistą, a nie farbowaną alternatywą dla rządów frustratów i nieudaczników. Leszek Miller w budowaniu potencjału tej alternatywy nie chciał uczestniczyć. I dlatego musiał odejść. A może po prostu w porę zrozumiał, że środowiska partyjne muszą liczyć się z wolą wyborców, szanować ją i składać ofertę polityczną na miarę jej oczekiwań.

Dziś więc faktycznie można było poznać, co znaczą słowa: mężczyzn poznaje się po tym, jak kończą... Leszek Miller skończył Państwo mogą ocenić, jaki z niego mężczyzna.


Wojciech Olejniczak (21:28)
182 komentarzy

14 września 2007
Ledwie wylądowałem, a już pytają mnie dziennikarze: panie marszałku, co pan sądzi o odejściu Rokity?!

A co Państwo sądzicie?

Niewątpliwie, zrobił to z klasą. Zrobił to, na co wielu polskich polityków nie stać: ocenił własną sytuację, usunął się w cień i wytłumaczył wyborcom swoją polityczną decyzję. Jakie miał rzeczywiste powody trudno dociec. Można spekulować, że to wielka miłość do żony i chęć poświęcenia się w obliczu jej kariery u boku Pana Prezydenta. Można przypuszczać, że Rokita już od dawna nie mogąc spełnić się w rządzeniu po prostu się wypalił. Być może silniejszy od Rokity okazał się krakowski układ, o którym mówił dzisiaj w radiu Tok FM. I wreszcie być może Jan Rokita wie coś, czego my nie wiemy, a co wynika z jego przenikliwości, znajomości faktów lub zdolności analitycznych.

Otóż być może Rokita kalkuluje w ten sposób... Sejm po najbliższych wyborach nadal targany będzie sprzecznościami, będą ogromne trudności z wyłonieniem rządu i normalną pracą w parlamencie, a większość parlamentarna będzie krucha. Więc może lepiej przeczekać ten trudny czas, poczekać jak Marcinkiewicz aż sytuacja po prawej stronie sceny politycznej wyklaruje się, a wtedy  nadejdzie odpowiednia pora na powrót w iście piłsudczykowskim stylu. Rokita wróci, tego jestem pewien, wpólnie z Marcinkiewiczem podejmą próbę reanimacji prawicy, która w tych wyborach zmniejszy swój stan posiadania.

Co odejście Jana Rokity oznacza dla LiD? Absolutnie nic. Platforma ma blisko do PiSu niezależnie od miejsca, jakie zajmuje w niej premier z Krakowa. PO nie wygra w Krakowie, to już pewne, bo Janowi Widackiemu startującemu z listy LiDu mógł zagrozić jedynie Jan Rokita. Bo przecież nie zwaśnieni panowie z rządu, specjaliści od podsłuchów i wanien.


Wojciech Olejniczak (22:42)
82 komentarzy
Jak tak dalej pójdzie, kampania wyborcza przeniesie się do kin: nasi przeciwnicy polityczni robią oficjalne premiery prasowe swoich spotów wyborczych. Jeszcze chwila, a przyćmią one premierę najbardziej oczekiwanego filmu roku Katyń według Andrzeja Wajdy. Będzie to znaczyło, że ideał sięga bruku: w warszawskich kinach, obok światowej kinematografii pokazuje się obecnie kicze filmowe w reżyserii pałacu prezydenckiego i Platformy Obywatelskiej, ku wielkiej radości mediów...

W ten sam sposób (na szczęście jeszcze w ramach świeckiego obrządku) odsłaniane są billboardy. Czekam na moment, gdy nasi konkurenci zrobią uroczyste odlewy świętej dłoni premiera i ulokują je w alejach gwiazd politycznych jednego sezonu jako pomnik męczeńskiej walki Jarosława Kaczyńskiego z przyjaciółmi jego brata. Bo ten pan z cygarem na spocie PiS, tak ładnie sportretowany, to wypisz-wymaluj kolega Pana Prezydenta...

A ja wysyłam te słowa z Pragi, gdzie uczestniczyłem w spotkaniu liderów Socjaldemokracji Europy Środkowej, bardzo udanym i skutkującym podpisaniem deklaracji w sprawie amerykańskiej tarczy antyrakietowej. Opowiadamy się za takim wdrożeniem tego projektu, które poprzedzone zostanie rozmowami w ramach NATO i państw Unii Europejskiej, a nie w ramach dwustronnych negocjacji z USA. To mądre rozwiązanie. W poniedziałek będę na ten (między innymi) temat rozmawiał z Angelą Merkel.

Prawdziwy hit szykujemy jednak na wtorek. Nie, to nie będzie pokaz kolejnego spotu ani happening przy billboardzie. Mogę powiedzieć tylko tyle, że będzie to dzień wielkiego testu dla całej polskiej klasy politycznej.

A wszystkim, którzy pytają mnie o kandydowanie z listy LiD do Senatu Pani Jolanty Kwaśniewskiej, odpowiadam, że to bardzo dobry pomysł... I nic więcej nie powiem.


Wojciech Olejniczak (17:54)
78 komentarzy

13 września 2007
Jeszcze nie wiem, czy wyemituje je Polskie Radio.


 


Wojciech Olejniczak (22:34)
51 komentarzy

12 września 2007
Posłuchajcie Państwo załączonego tu spotu Listy do Pana Prezydenta. Zgodnie z wymogami Ordynacji Wyborczej, został on oznaczony prawda, w niekonwencjonalny sposób nazwą komitetu wyborczego, który jest jego nadawcą. Naszym zamiarem było zwrócenie uwagi na czterosekundowy dodatek do głównej części spotu, który zwykle nie podlega żadnym ocenom i odbierany jest jako pusty przekaz w komunikacji. Tym razem jest inaczej; jak proszę posłuchać...

Słowa LiD. Lewica i Demokraci pojawiają się w tym spocie dwukrotnie, w tym raz w zestawieniu ze skrótem KKW. Wygłoszone są wyraźnie i bez problemów można z nich zorientować się, kto jest nadawcą. Tymczasem, jak pisze Tadeusz Przeździecki z Agencji Reklamy Polskiego Radia, przyspieszone elektronicznie i w konsekwencji zniekształcone oznaczenie owych reklamówek jest zdecydowanie niewyraźne i nieczytelne, co sprawia, że Jedynka nie może przyjąć do emisji nadesłanych wersji spotu.

Czy to jest jeszcze brak życzliwości, przemęczenie słuchającego, niechęć czy też już po prostu polityka? W ordynacji wyborczej nie określono sposobu oznakowania materiału wyborczego. W radio można to oznaczenie wygłosić głosem grubym, cienkim, falsetem lub basem, można je wyśpiewać, przeliterować, wyszeptać lub wykrzyczeć ważne, aby materiał nie budził wątpliwości kto jest jego nadawcą.

Ciekawi mnie, czy Państwo też będą mieli problem z prawidłowym odbiorem informacji o pochodzeniu spotu. Proszę o szczerą wypowiedź.



Wojciech Olejniczak (22:26)
137 komentarzy

Czytałem rano informację prasową, że ksiądz taki zwykły ksiądz z Torunia Tadeusz Rydzyk kupił sobie audi a6, warte ponad 250 tysięcy złotych. Zważywszy, że w Polsce rozpoczęła się nagonka na ludzi, którzy posiadają cokolwiek więcej niż opla astrę lub poloneza, chciałbym animatorowi tej nagonki Jarosławowi Kaczyńskiemu postawić jedno pytanie.

Czy ksiądz Tadeusz Rydzyk jest oligarchą?

Czy fakt dokonania zakupu auta za ćwierć miliona złotych stawia ojca dyrektora w kręgu oligarchii, czy też krąg podejrzanych oligarchów zaczyna się dopiero od poziomu Pana Ryszarda Krauzego, dobrego znajomego Pana Prezydenta Lecha Kaczyńskiego?

Kto jest oligarchą, Panie Premierze? Czy kościelna oligarchia, to także oligarchia, z którą będzie Pan niezłomnie walczył?

 


Wojciech Olejniczak (13:27)
160 komentarzy

11 września 2007
Podobno 31 sierpnia był ostatnim dniem ligowych transferów. Ale jak się okazuje nie w pierwszej polskiej lidze. Nie w ekstraklasie politycznej...

Gilowska skoczyła do PiS-u razem z Religą już jakiś czas temu, dziś tworzy wizerunkowy duet tej partii i różnicę pomiędzy programami politycznymi obu partii rozpoznaje po sposobach całowania. Premier Pan Premier, jak mówiła u Moniki Olejnik całuje z takim lekkim wahaniem, subtelnie, Donald zaś Donald, nie Pan Przewodniczący całuje zamaszyście, sposobiąc się do odgryzania palców. Jak rozumiem, więcej różnic między PiS-em i Platformą pani wicepremier nie dostrzegła, choć można przypuszczać, że będąc w PO wyśmiałaby propozycję rządu dotyczącą planu wydatków budżetowych na służbę zdrowia. Ale teraz wspiera rząd i populizmem się nie brzydzi.

Nie wiem jak całuje premier Kaczyński, ale słyszę, że zwolenników z Platformy przybywa mu coraz więcej. Od pewnego czasu mówi się o Janie Rokicie, teraz padają kolejne nazwiska. Maciej Płażyński, ojciec założyciel PO, też trafi na listy PiS.

Z kolei całowanie z odgryzaniem palców musiało się spodobać panu posłowi (posłu??? to nowy standard?) Mężydło, który zdecydował się na transfer z PiS do PO. Znamienny był argument, jakim się posłużył: że zapisywał się do partii Prawa i Sprawiedliwości (PiS), a nie Partii Ojca Rydzyka (POR). Coraz bliżej do Platformy ma Kazimierz Marcinkiewicz, podobnie marszałek Bogdan Borusewicz i Paweł Zalewski...

Czego dowodzą te dwustronne transfery? PiS-PO-PiS... PO-PiS-PiS... jaka to różnica... dla kogo? Od dawna powtarzamy, że obie partie to w sumie jedna drużyna i przemieszczanie się polityków pomiędzy tymi ugrupowaniami jest niczym innym, jak przejściem napastnika w meczu piłkarskim z jednego skrzydła na drugie. Zresztą, przywykliśmy już do tego, że jeśli ktoś w Polsce zmienia barwy klubowe, to głównie politycy prawicy czy ktoś zliczy, w ilu partiach był Jan Rokita albo Artur Balazs? Ten ostatni dziś, a jakże blisko pierwszego miejsca na partyjnej liście PiS...


Wojciech Olejniczak (17:09)
142 komentarzy
Ponieważ nie wszyscy z Państwa słuchają tych rozgłośni, w których umieszczamy reklamy LiD, będę co pewien czas umieszczał na swojej stronie co ciekawsze fragmenty "Listów do Pana Prezydenta"... Ot, żeby sprowokować uśmiech bądź refleksję.

A teraz jedziemy do Piły - tam spotkania wyborcze z mieszkańcami, a jutro start do wyścigu na trasie Piła-Poznań. Na razie do rywalizacji z LiDem nie chce stanąć żaden polityk... Pod tym względem tylko Marcinkiewicz miał charakter. Ale czekamy! Jutro na starcie - jesteśmy w gotowości. Może Jacek Kurski? Panie Pośle - zapraszam na wyścig! Proszę się nie obawiać, to będzie etap przyjaźni.




Wojciech Olejniczak (14:52)
71 komentarzy

10 września 2007
Leszek Miller jest człowiekiem, którego drogę życiową szanuję, a którego jednak nijak w ostatnim czasie zrozumieć nie mogę. Wydawało mi się, że osoba z tak ogromnym doświadczeniem powinna mieć politycznego nosa pozwalającego w porę rozpoznawać nastroje przedwyborcze, orientować się w preferencjach wyborców, poznawać ich prawdziwe oczekiwania i dobrze szacować szanse. Wydawało mi się również, że lista przeszkód, hamulców i hamulcowych jest nam obu dobrze znana i że wiemy jak grać, aby zagwarantować LiD-owi sukces.

My taki sukces osiągniemy.

Otóż więc Panie Premierze chcę, by to zabrzmiało z pełną atencją wobec Leszka Millera czas na zmiany. Wszak to między innymi Pan lansował tezę, że w polskiej polityce musi nadejść poważna zmiana pokoleniowa. I ona właśnie nadchodzi, staje się na Pańskich i moich oczach. Obaj przed nią nie uciekniemy. Może to boli, może taka jest smutna kolej rzeczy, że teraz jest czas Wojciecha Olejniczaka, demokratycznie wybranego lidera partii i w tym kontekście mogę rozumieć Pański żal ale poza tą konstatacją niczego więcej obu nam nie wypada powiedzieć. Proszę więc odłożyć na bok tę retorykę o braku przywództwa, o marginalizowaniu lewicy w życiu politycznym kraju i proszę o odrobinę wiary w ugrupowanie, którego jest Pan założycielem. My mamy wystarczająco dużo wewnętrznej, zbiorowej siły, by zwyciężać. Z Panem lub wbrew Panu.

Jest taka piosenka Perfectu, w której Grzegorz Markowski śpiewa: trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść niepokonanym i ja Panu z wielką życzliwością ten utwór dedykuję. A gdybym miał odwzajemniać złośliwą retorykę, zacytowałbym inny, znany Panu utwór z lat powojennej Polski to idzie młodość, młodość, młodość! W każdej z piosenek mowa jest prawie o tym samym, z tym, że prawie robi tu jednak wielką różnicę...

* * *

Miejsce ludzi takich jak Leszek Miller i wielu innych, nadal obdarzanych dużym zaufaniem społecznym, powoli staje się miejscem doradcy, mentora, komentatora. To nie musi oznaczać politycznej emerytury to oznacza inną rolę. W partii, w jej strukturach, ale także w europarlamencie, w zespołach doradczych. Byłbym nieroztropnym liderem partii i mało odpowiedzialnym liderem LiD-u, gdybym nie chciał słuchać wszystkich głosów z własnego otoczenia. Ale tak jak chcę samodzielnie wsłuchiwać się w opinię wyborców, tak jak chcę z uwagą poznawać opinię doradców i krytyków tak samo też chciałbym pozostawić sobie prawo do podejmowania decyzji. I myślę, że Leszek Miller dokładnie wie, o czym mówię: to przecież on zyskał przydomek Kanclerz. Kiedy to było...?

PS. Z wielką radością informuję - zaczęło się! Państwowa Komisja Wyborcza zarejestrowała Koalicyjny Komitet Wyborczy LiD - Lewica i Demokraci.

Wojciech Olejniczak (17:08)
158 komentarzy

09 września 2007
Ciężki, udany dzień. Spędzam czas między stacjami telewizyjnymi i politycznymi spotkaniami, to dzisiejsze miało jednak wyjątkowy charakter. Konferencja programowa LiD, w czasie której zaprezentowaliśmy wspólny program naszych czterech partii, pokazała nowe kolory tej kampanii i nową jej jakość, a sam program, jeśli znajdziecie Państwo czas na jego przeczytanie, dał jednocześnie nadzieję...

Nowa polityka. Nowa nadzieja. Tak się nazywa projekt programowy Lewicy i Demokratów. Fakt, że powstał pod auspicjami Aleksandra Kwaśniewskiego, że pisali go ludzie z różną polityczna przeszłością i że powstawał w duchu merytorycznego sporu o kształt przyszłości Polski, dodaje temu dokumentowi wielkiego znaczenia. To nie jest pisany na kolanie zestaw pobożnych życzeń, to jest strategia, jaką chcielibyśmy zrealizować. Piszę: strategia, bo dokumentom tej wagi jak w biznesie muszą towarzyszyć projekty o wymiarze średnio- i krótkoterminowym. I takie dokumenty, takie projekty wkrótce przedstawimy.

Prezydent Kwaśniewski powiedział dziś wiele ważnych zdań, a wśród nich jedno trawestujące słynną wypowiedź Winstona Churchilla brzmiące niezwykle aktualnie. Jeszcze nigdy tak wiele nie zależało od tak wielu...

To absolutna prawda. Możemy się spierać i na tym blogu dokładnie widać, jak przebiegają w Polsce linie podziału (pozdrawiam przeciwników!) możemy toczyć spory, wojny intelektualne, ale zawsze warto pamiętać, że to nieobecni nie mają racji. Zdanie Kwaśniewskiego odczytuję jako klarowny przekaz: idźmy do wyborów. Idźmy. Głosujcie Państwo za głosem serca kto serce ma po lewej stronie: na lewicę! :-)  ale głosujmy. Żeby potem znowu nie wróciło pytanie: kto ich wybrał???

Pozdrawiam serdecznie. Jutro jadę do Łodzi, to podróż, o której można powiedzieć, że ma konteksty. Ale ja się kontekstów nie obawiam. A w środę... Tour de Pologne! Przejedziemy cały etap z Piły do Poznania zapraszam na rowery wszystkich polityków, z każdej strony Sejmu. Całkiem niedawno wyprzedziłem w biegu ulicznym samego Kazimierza Marcinkiewicza, który dostał zadyszki i dobiegł pięć minut po mnie, teraz też rzucam wyzwanie startujecie, Panowie? Chcecie wygrać z LiD-em? No to jazda, ścigajmy się!


Wojciech Olejniczak (23:28)
188 komentarzy

08 września 2007
Hmmm... Czytam dzisiejsze wpisy i myślę, że nie wiem czy przypadkiem Państwa nie zawiodę? Widać na tym forum wyraźną chęć do udziału w politycznej debacie, w jakiejś rozprawie między prawicą i lewicą, a ja chciałem po prostu o meczu napisać... O piłkarzach: kiedy piszę te słowa, wychodzą na murawę i zaczynają walczyć mam nadzieję, że szczęśliwie.

I od razu proponuję: tym żyjmy! To jest świetna przestrzeń do wyrażania emocji, tam lokujmy swoją uwagę na wydarzeniach, które generują pozytywną energię. Wiem, że to może dziwnie zabrzmieć, ale naprawdę czasami mam serdecznie dosyć tej nieustannej wrzawy towarzyszącej działaniom polityków. Tak, tak, wiem, że to nasz zawód i wiem, że tego Państwo od nas oczekujecie, ale przecież równie wielkie emocje może wywoływać dyskusja o nowej książce, o muzyce, o sporcie.

Nie wariujmy z polityką, ona zawładnęła mediami i można czasem odnieść wrażenie, że w Polsce nie toczy się inne życie. Otóż toczy się! Ludzie nie żyją samą polityką, to raczej media próbują z politycznych tematów uczynić główny nurt  swojego przekazu. Nie wyrzucam tego dziennikarzom, lubię dziennikarzy, tylko marzy mi się taki dzień, w którym pięć pierwszych informacji w serwisach pochodzi spoza polityki. Prawda, że pięknie? Bez Leppera, bez Kaczyńskiego, Giertycha, Tuska, bez Olejniczaka to by znaczyło, że kraj normalnieje.

Ale z drugiej strony ja tu apeluję o więcej luzu i dystansu do politycznej wirówki, a sam dziś żyłem polityką, pytany głównie o Leszka Millera i wczorajszą decyzję Sejmu. Jutro... coś mi się zdaje, że niewiele się zmieni. Ale na tę niedzielę akurat bardzo się cieszę: LiD podczas konwencji programowej przedstawi swój plan działania na najbliższe lata. Naszą wizję państwa, nasz pomysł na Polskę. To będzie prezentacja strategii, długoterminowego programu działania. W tej kampanii Lewica i Demokraci zaskoczą Państwa jeszcze kilkoma takimi projektami.

Ale teraz sorry siadamy przed telewizorami. Niech będzie chociaż 1:0, ale niech będzie dla Polski. O Leszku Millerze, o polityce, o innych sprawach... później... zgoda?  

No. Dzięki. Prawdziwi internauci siedzą teraz z nosem na boisku. ;-)


Wojciech Olejniczak (22:22)
56 komentarzy

07 września 2007
Panie i Panowie, Szanowni Państwo melduję wykonanie zadania. Lewica i Demokraci, głosami posłów Sojuszu Lewicy Demokratycznej, dokonali właśnie zamknięcia okresu beznadziejnych rządów Jarosława Kaczyńskiego, jego politycznych sojuszników i pomagierów. Panom już podziękowaliśmy i zapowiadamy LiD wraca do przyszłości. Tak, DO PRZYSZŁOŚCI. My już nie chcemy się oglądać wstecz, grzebać w odpadach historii, snuć jakieś intrygi przeciwko naszym słabym już bardzo przeciwnikom politycznym. Mówimy: chcemy dyskutować o przyszłości, a grzechami ludzi, którzy pogrążali Polskę w chaosie, bezprawiu kimkolwiek są i skądkolwiek pochodzą niech zajmą się sądy, historycy, wyborcy.

Przede wszystkim wyborcy!

To z Państwem chcę rozmawiać. Jestem młodym człowiekiem, politykiem, marszałkiem Sejmu. Bywam internautą, choć muszę przyznać, że mam na to coraz mniej czasu. Za namową przyjaciół postanowiłem pisać wyborczy blog. Rozmawiać z Państwem, tłumaczyć naszą kampanię, opowiadać o celach, które nam przyświecają, czasem pożartować, a czasem podzielić się z Państwem refleksją o Polsce, świecie, o takich samych ludziach jak my tutaj, bezimienni internauci.

Wiedziony doświadczeniem moich koleżanek i kolegów, którzy prowadzą swoje blogi od dawna, spodziewam się... wszystkiego najlepszego. Czyli mieszanki merytorycznej rozmowy z populistycznym błotem. I ja się na to godzę. Jeśli mnie i Państwu spodoba się ta forma komunikacji, być może z blogowania w okresie kampanii wyborczej zrodzi się coś bardziej trwałego.

Nie chcę, żeby moje zapiski w tym miejscu odczytywali Państwo jako głos całego porozumienia Lewicy i Demokratów. Nie, to jest mój głos, a ja nazywam się Wojciech Olejniczak i mam prawo do własnych poglądów i tak jak każdy internauta prawo do ich nieskrępowanego wygłaszania. Ja piszę, Państwo komentujecie, tworzymy mikrospołeczność, która przede wszystkim wzajemnie się szanuje. Możemy się spierać, ale proszę: róbmy to spokojnie. Nasi sympatyczni Panowie Z Rządu i część opozycji pokazywali nam przez długie miesiące, jak  NIE NALEŻY dyskutować nie idźmy w ich ślady.

A zatem: skasowaliśmy rząd Prawa i Sprawiedliwości, skasowaliśmy nieudolność tria Kaczyński-Lepper-Giertych (jakiż to egzotyczny był zestaw, prawda?) oraz ich pułkowników: Ziobry, Kaczmarka, Kuchcińskiego, Zyty Gilowskiej i Dorna oraz sierżantów Lipca, Lipińskiego, Łyżwińskiego, Bestrego... To oni rządzili Polską, drodzy Państwo, ten sort polityczny a dziś usiłują udawać, że nigdy ich przy władzy nie było...

My LiD zaczynamy dzisiaj naszą kampanię. I gramy, zapowiadam to już dziś, o najwyższą stawkę. Wytniemy numer PiSowi, Platformie... zrobimy niespodziankę wspólnie z Wyborcami: Lewica i Demokraci nie będą trzecią siłą.

Dzisiaj jesteśmy na trzecim miejscu w sondażach, ale to tylko oznacza, że musimy starać się trzy razy mocniej!

Z ukłonami i uśmiechem, bo to dobry dzień dla Polski

Wojciech Olejniczak.
(Ale na tym forum proszę
 do mnie pisać: Wojtek.)

Wojciech Olejniczak (22:15)
428 komentarzy
ostatnie posty

Copyright 1996-2007 Grupa Onet.pl SA (system)
Wojciech Olejniczak(treść i ilustracje);