Blog w kategorii: Znani blogują     Następny »   Szukaj bloga:   Pisz bloga 

M.B. BLOG - czyli:

BLOG
MARKA
BOROWSKIEGO


ODWAGA
i kompetencje

Przeszukaj posty...

29 grudnia 2007

Na Nowy Rok czekamy zawsze z nadzieją, że będzie lepszy, a przynajmniej nie gorszy od mijającego. Rok 2008 na pewno będzie lepszy dla tych, co interesują sie polityką (no, może nie dla wszystkich, ale dla zdecydowanej większości).Nie rządzi nami już J.K. w towarzystwie L.D., a A.L. i R.G. odeszli w siną dal, da Bóg na zawsze. D.T. zaczyna wprawdzie trochę rozczarowywać, ale jaki by nie był - i tak będzie lepszy, niż ci, co przed nim. Tak więc od strony politycznej przyszły rok nastraja optymistycznie. Czy jednak tę samą dobrą nowinę możemy przynieść tym rodakom, którzy popierają J.K. albo nie oglądają "Faktów" i "Wiadomości" i nie chodzą głosować, bo mają inne zainteresowania niż najbliższe wybory?Otóż śpieszę donieść, że TAK!

Jest dobrze, a będzie jeszcze lepiej. Popatrzmy na kalendarz. Przede wszystkim rok 2008 to rok przestępny. Proces starzenia się zostanie wydłużony o całe 24 godziny, a urodzeni 29 lutego nareszcie otrzymają prezenty (może nawet i zaległe). Idźmy dalej. 1 Maja wypada w czwartek, a nie w sobotę albo w piątek, dzięki czemu mamy cztery dni laby. Podobnie Boże Ciało - ale tak jest co roku.

15 sierpnia mógł wypaść w sobotę albo w niedzielę, a jest w piątek - trzy dni wolnego. 11 listopad - to wtorek, wyjeżdżamy już w piątek po południu i 4 dni nasze! I wreszcie Boże Narodzenie: Wigilia we środę, a potem znów cztery dni wolnego. Nic, tylko siadać i planować, jak tu najmilej wykorzystać wszystkie te okazje (nie zapominając o urlopie).

No i jeszcze coś dla dzieci i ich rodziców. Dzień Dziecka to nareszcie niedziela, co pozwoli na spokojne organizowanie imprez dla dzieci i udział w nich zapracowanych w inne dni dorosłych.

Radujmy się zatem, bo jest się z czego cieszyć. Oczywiście w przerwach między długimi weekendami trzeba będzie trochę popracować, ale w końcu kiedyś musimy zarobić te pieniądze, co to je potem w dni wolne wydamy.

Czy na tym jasnym obrazku nie ma ciemnych plam? Są, oczywiście: Cezary i Weronika się rozeszli. Ale z drugiej strony podobno Doda i Radek się jednak zeszli. I tak nam życie płynie, jak w "Kabareciku" Olgi Lipińskiej" : "Co się polepszy, to się popieprzy". Na szczęście  odwrotnie też.

Don't worry, be happy! Now! Udanego Sylwestra!  martini  piwo  hehehe 

 

 

Marek Borowski (23:16)
14 komentarze

28 grudnia 2007

Unia Europejska przyjęła jakiś czas temu dyrektywę w sprawie czasu pracy lekarzy. Polski Sejm uchwalił odpowiednią ustawę. Za tą ustawą głosowali wszyscy posłowie, w tym, a jakże, Platformy Obywatelskiej. Z ustawy tej wynikały określone obowiązki dla państwa, w tym konieczność zwiększenia nakładów na służbę zdrowia. Wszystko to było znane każdej partii przed wyborami. Nie dowierzałem zatem własnym uszom, gdy w czwartek zobaczyłem w TV prominentnego polityka PO, ktory z niekłamanym oburzeniem oskarżał PiS o "podłożenie miny", pozostawienie "trupa w szafie" i temu podobne bezeceństwa. Dowód: w budżecie, przygotowanym przez PiS nie było pieniędzy na dodatkowe dyżury lekarzy!

Jestem zdecydowanie bardziej konsekwentnym i pryncypialnym krytykiem PiS-u niż Platforma Obywatelska, nie trzeba mnie zatem szczególnie namawiać do krytyki tego ugrupowania. Staram się jednak nie przekraczać granic przyzwoitości, a w tej sprawie zostały one nie tylko przekroczone, ale po prostu złamane. Brzydki PiS nie zostawił pieniążków w budżecie? No przecież o tym , że jest brzydki, Platforma wielkim głosem wołała już przed wyborami, więc czego tu się dziwić?Toż Donald Tusk i p. min. Kopacz doskonale znali tę ustawę, głosowali za nią i powinni się przygotować do jej realizacji. Nikt nie kazał koalicji PO-PSL przyjmować praktycznie niezmienionego budżetu przygotowanego przez poprzednią ekipę. Trzeba było wprowadzić stosowne zmiany - pisałem o tym zresztą w poprzednich postach.

Naprawdę trudno uwierzyć, że inteligentni skądinąd ludzie nie rozumieją, że takimi tłumaczeniami własnych zaniechań wystawiają się na śmieszność. No, chyba że chodziło o to, aby przed końcem roku powiedzieć coś równie śmiesznego, jak czyni to nowa twarz PiS-u , czyli Nelly Rokita. Jeśli tak, to się udało, ale z tą zawodniczką proponuję już więcej się nie ścigać.

Marek Borowski (01:46)
20 komentarze

22 grudnia 2007

1) Sejm przyjął budżet. Głosowania trwały 10(!) godzin, w czym walny udział mieli posłowie opozycji, którzy nie dość, że zgłosili 200 poprawek, to na dodatek przed głosowaniem nad każdą z nich wychodzili na mównicę pod pozorem zadania pytania. Chodziło oczywiście o pokazanie się swoim wyborcom i zademonstrowanie troski o swój region. Dla kształtu budżetu nie miało to znaczenia, bo koalicja wszystkie te wnioski odrzucała. W rezultacie już po godzinie albo dwóch na sali ukształtowała się nowa świecka tradycja: posłowie udawali, że pytają o coś posła-sprawozdawcę Zbigniewa Chlebowskiego, a poseł Chlebowski nawet nie udawał, że chce odpowiedzieć i nie ruszał się z miejsca. I Bogu dzięki, bo gdyby był bardziej rozmowny, nie skończylibyśmy do północy.

Nie zmienia to faktu, że Platforma Obywatelskia, przyjmując prawie bez zmian budżet PiS-u, popełniła poważny błąd, którego skutki my wszyscy - a i Platforma także - odczujemy już wkrótce.                     Z niezrozumiałych powodów Tusk nie odstąpił od drugiego etapu obniżki składki rentowej, fatalnego pomysłu Zyty Gilowskiej, co kosztuje budżet 12 mld zł(!). Gdyby to uczynił, mógłby rzeczywiście radykalnie podwyższyć płace nauczycielom i lekarzom (to, co zaproponowano, jest mało poważne i oznacza niedotrzymanie obietnic przedwyborczych) i na dodatek jeszcze istotnie obniżyć deficyt budżetowy. Bez takiej obniżki Komisja Europejska nie uwolni nas od procedury nadmiernego deficytu, co oznacza kolejne odsunięcie daty wejścia do strefy euro.

Skutkiem braku odwagi i chyba także przywiązania do neoliberalnej doktryny będzie zatem dalsza degradacja edukacji i opieki medycznej  oraz odsunięcie perspektywy wejścia Polski do Unii Walutowej gdzieś do 2015 roku (wybory do europarlamentu w 2009r. i prezydenckie w 2010r. nie będą sprzyjały obniżaniu deficytu budżetowego w tych latach). Zadowolony może być natomiast Kościół, bo koalicja, naginając i naciągając (a w istocie omijając) prawo, przyznała mu 30 mln zł na budowę Świątyni Opatrzności.

2) Premier uznał, że Pitera byłaby dobrym szefem CBA. To smutne, że po raz kolejny - nie wiem już który - Tusk wchodzi w buty PiS-u. Premier wyraźnie nie rozumie, że nie chodzi o to, aby "tamtych" zastąpili "nasi" , bo nasi są uczciwi, a tamci nie. Chodzi o to, że CBA musi zostać odpolitycznione. Mam nadzieję, że ktoś to szefowi rządu wytłumaczy, bo jeśli nie, to kłopoty gotowe.

3) Jest jeszcze jedna ważna kwestia. Proszę o kompetentną odpowiedź: czy Doda rozwiodła się w końcu z Radkiem, czy nie , bo nie mam jasności w temacie. A jeśli tak, to czy nalezy raczej kupować , czy sprzedawać akcje?

WESOŁYCH ŚWIĄT i DOSIEGO ROKU! prezent hihi serce

Marek Borowski (23:58)
34 komentarze

17 grudnia 2007

Motto: "Potrzeba nam więcej miłości i zaufania" (Donald Tusk - expose).

 

Zapłodnienie in vitro to dla wielu par jedyny sposób na posiadanie własnego dziecka, o którym bezskutecznie marzą. Znam takie pary, którym sie to udało i wiem , jak są szczęśliwe.Zabieg jest jednak drogi i zdecydowanej większości ludzi na to nie stać. Wielkie zatem nadzieje obudziła p. min. Ewa Kopacz, gdy zapowiedziała finansowanie in vitro przez Narodowy Fundusz Zdrowia. Także Donald Tusk oświadczył, że "idea jest warta wsparcia". Zrobiło się naprawdę sympatycznie.

To jednak, co działo się potem, jest smutnym dowodem na to, że Donald Tusk ma problemy z jasnym i zdecydowanym przedstawieniem swojego stanowiska w wielu sprawach. Otóż niezwłocznie po tej wypowiedzi min. Kopacz gniewnie odezwali się biskupi (skądinąd nie rozumiem, dlaczego wykazują taką znieczulicę wobec autentycznej potrzeby posiadania dzieci?!?). Pani minister odważnie powtórzyła, że chociaż jest katoliczką, to jednak obstaje przy swoim, ale zaraz dodała, że finansowanie tych zabiegów będzie możliwe, jeśli.... znajdą się pieniądze! W ten sposób odtrąbiła odwrót od dopiero co ogłoszonej idei. Kropkę nad i postawił na koniec sam Donald Tusk, który oświadczył ni mniej ni więcej, tylko to, że nie widzi uzasadnienia, aby te zabiegi finansować ze składki na NFZ.  Premier wycofał się już z obietnicy radykalnej podwyżki płac nauczycieli, Karty Praw Podstawowych, szybkiego wejścia do strefy euro, skontrolowania niejasnych interesów o. Rydzyka ("o.Rydzyk może spać spokojnie"), teraz z finansowania zabiegów in vitro. A wszystko w ciągu zaledwie miesiąca premierowania! Jak tak dalej pójdzie, z expose zostanie tylko "miłość"(jak wiadomo jest ślepa), bo z "zaufaniem" może być już kłopot.

Marek Borowski (18:50)
32 komentarze

16 grudnia 2007

Jednym z ważnych punktów programu wyborczego LiD było (i jest) rozdzielenie funkcji prokuratora generalnego i ministra sprawiedliwości. Podobna zapowiedź znalazła się w programie PO. Jednak w expose Donald Tusk nie był już w tej sprawie tak kategoryczny. Stwierdził, że jest to proces, który musi potrwać i szybko nie należy się spodziewać jego zakończenia. No cóż, nie pierwszy raz okazuje się, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Klub Parlamentarny LiD opracował jednak i trzy tygodnie temu złożył do Laski Marszałkowskiej własny projekt ustawy w tej sprawie, domagając się wprowadzenia go na porządek obrad. I oto, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, minister sprawiedliwości poinformował trzy dni temu opinię publiczną, że ministerstwo przygotowało właśnie założenia projektu ustawy rozdzielającej te stanowiska. I bardzo dobrze.

Ten przypadek pokazuje, że nawet będąc w opozycji, można wywierać wpływ na działania rządu. Wielu Czytelników mojego bloga pytało, jaką zamierzamy być opozycją. Jedni doradzali łagodność (bo przecież Tusk to nadzieja Polski), drudzy wprost przeciwnie (musicie się odróżniać). Kiedy napisałem, że LiD powinien być opozycją konstruktywną, nie dla wszystkich było to jasne. A to po prostu oznacza trzy typy zachowań: ostra krytyka, gdy rząd zaniedbuje podstawowe interesy kraju i obywateli (Karta Praw Podstawowych, płace nauczycieli, sytuacja w służbie zdrowia), poparcie, gdy działa zgodnie z tymi interesami (szybkie wycofanie wojsk z Iraku) oraz własne propozycje ustawowe (co nie wyklucza takowych i w poprzednich przypadkach), gdy rząd chyłkiem próbuje się wycofać ze słusznych skądinąd i zgodnych także z naszym programem obietnic.

Miejmy więc nadzieję, że projekt rządowy szybko pojawi się w Sejmie i odpolitycznienie prokuratury - z inicjatywy LiD-u i przy poparciu rządu - stanie się faktem. Odnotuję jeszcze z kronikarskiego obowiązku, że odezwał się PiS cieniutkim głosem nieocenionego Zbigniewa Ziobro, który skrytykował (jakżeby inaczej!) zamiar rozdzielenia funkcji ministra i Prokuratora Generalnego, bo - jak stwierdził - pozbawia to ministra sprawiedliwości wpływu na politykę karną(!). Zbigniew Ziobro jako Prokurator Generalny pokazał już, jak ten wpływ wygląda - upolitycznienie prokuratury sięgnęło szczytu. To on właśnie przekonał wątpiących, że tę operację należy przeprowadzić jak najszybciej. To do niego, jak mało do kogo, pasuje sparafrazowane sienkiewiczowskie: "Milcz waść, wstydu oszczędź!".

 

Marek Borowski (08:39)
69 komentarze

09 grudnia 2007

Kiedy pani poseł Kempa wygłosiła swoje skandaliczne przemówienie w debacie nad komisją śledczą dot. okoliczności śmierci Barbary Blidy, posłowie PiS rzucili się bronić jej każdego słowa jak niepodległości. Kiedy więc zobaczyłem w TV pana, przedstawionego jako ojciec p.Beaty Kempy, byłem przekonany, że dołączy do chóru - w końcu to córka. Jakież było moje zdziwienie, gdy usłyszałem, że córka przesadziła, że powinna była zachować umiar, że to sprawa delikatna itp. Przecierałem oczy i uszy z niedowierzania, ale tak było naprawdę!

Można oczywiście postawić pytanie, dlaczego nie udało mu się wpoić córce zasad fair play i niezbędnej wrażliwości oraz szacunku dla innych? Nie wiem, może wpajał, ale wiadomo, że dzieci czasami schodzą na złą drogę. Na pewno przydarzyło się to Beacie Kempie, gdyż od pewnego momentu (tak jakoś od dwóch lat) jej nowym ojcem stał się i zaczął ją wychowywać Zbigniew Ziobro. Na rezultaty nie trzeba było długo czekać. To dobrze, że Najwyższy Trybunał (czyli wyborcy) pozbawili p. Ziobro praw rodzicielskich.

Nie zmienia to faktu, że ojcu p. Beaty przekazuję wyrazy szacunku. 

Gdyby tak jeszcze polityk, wygadujący głupstwa lub niegodziwości spotykał się z publiczną reprymendą swoich kolegów.... A co, pomarzyć nie wolno?

Marek Borowski (16:06)
45 komentarze

"Mamy do czynienia z bezwstydnym powrotem do lat 90-tych w wykonaniu Donalda Tuska" - obwieścił na zjeździe PiS jedyny mówca, czyli Jarosław Kaczyński. Pozostaje westchnąć: ach , gdybyż to tak było! Lata 90-te miały swoje wady, ale to wspaniały okres w historii Polski. Niestety, problem polega na tym , że Tusk raczej wraca do lat 2005-2007, czyli wchodzi w buty Kaczyńskiego, niż do lat 90-tych. Zaczęło się od budżetu. Trzeba było wycofać się z drugiego etapu obniżki składkowej (12 mld zł oszczędności w budżecie), co doradzali wszyscy ekonomiści. Na to jednak trzeba odwagi - w koncu PO ramię w ramię z PiS-em poparły tę ustawę w poprzedniej kadencji. Tusk zaakceptował budżet PiS-u i naniósł niewielkie tylko poprawki, szybko rezygnując z części swoich przedwyborczych obietnic (np. wobec nauczycieli - tego, co zaoferował, nie godzi się nazywać obiecaną "radykalną podwyżką płac").

Dwa: ten budżet przesuwa obiecane wejście do strefy euro ad calendas graecas, czyli faktycznie realizuje politykę PiS.

Trzy: Tusk nie chce podpisać Karty Praw Podstawowych Unii Europejskiej, bo takie jest stanowisko PiS-u.

Cztery: pani min. Hall chce obowiązkowych mundurków szkolnych, matury z religii , nie widzi też problemu z wliczaniem stopnia z religii do średniej z przedmiotów merytorycznych. Jej zastępczyni Szumilas zdawała się nieco bardziej świecka, ale głos biskupów przeważył i    p. Szumilas zamilkła. Wszystko zupelnie jak za czasów PiS-u.

Pięć: p. min. Kopacz (od zdrowia) wyrwała się przed szereg z poparciem dla zapłodnienia in vitro. Wystarczył pomruk z Episkopatu, a dowiedzieliśmy się, że owszem, o ile wystarczy pieniędzy - a tych, jak wiadomo, nie ma. Będzie jak za PiS-u.

Sześć: nadal prowadzona jest chaotyczna polityka społeczna (służba zdrowia), zupełnie jak za czasów PiS-u.

Są oczywiście także jasne punkty, jak np. otwarcie się na Europę, Niemcy, Rosję itp. - ale długi cień PiS-u jest aż nadto widoczny. Jeśli Tusk chce osiągnąć sukces, musi wyjść z tego cienia.

A wracając do innych tez Jarosława Kaczyńskiego, to coraz wyraźniej widać , że PiS znalazł się w śmiertelnej pułapce. Przyczyną porażki Jarosława Kaczyńskiego był sam Jarosław Kaczyński. Powinien zatem podac się do dymisji, ale wtedy PiS się rozpadnie. Jesli się nie poda ( a nie poda), PiS będzie się w coraz większym stopniu stawał sektą , grupującą przede wszystkim wiernych pretorian. Prawdziwy węzeł gordyjski, tyle że żadnego Aleksandra Macedońskiego nie widać na horyzoncie.

 

Marek Borowski (02:18)
46 komentarze

04 grudnia 2007

Prawdopodobnie już w tym tygodniu zostanie powołana komisja śledcza d.s. wyjaśnienia okoliczności śmierci Barbary Blidy. W związku z tym nasiliły się spekulacje, kto też wejdzie w jej skład i kto zostanie przewodniczącym. Z moich rozmów z posłami PO wynika, iż gotowi są oni zaakceptować jako przewodniczącego posła LiD-u. Te same informacje przedostały się do dziennikarzy, a ci natychmiast udali sie do tzw. anonimowych działaczy i posłów LiD, aby przepytać ich na tę okoliczność. "Powiedziałem więcej, niż wiem" - powiedział kiedyś na zakończenie swych zeznań przed komisją śledczą Jerzy Urban i odtąd ta zasada niezmiennie przyświeca tzw. anonimowym działaczom. Z pewnym zdziwieniem przeczytałem, że jestem jednym z kandydatów na stanowisko przewodniczącego, ba! - nawet bardzo o to zabiegam. Na nic zdały się moje wyjaśnienia, że to nieprawda. "Dementuje, znaczy prawda". Gdybym nie zdementował, napisano by: "Milczenie Borowskiego zdaje się potwierdzać te pogłoski". Kiedy w końcu do komisji wejdzie - co oczywiste - inny poseł LiD-u, przeczytamy: "Chciał, ale się nie dostał". Nie mam więc jak widać żadnych szans w starciu z anonimowym działaczem. W tej sytuacji już tylko dla porządku zakomunikuję moje od początku niezmienne, dwupunktowe stanowisko w tej sprawie: 1) nigdy nie przymierzałem się do tej komisji, bo uważałem i uważam , że potrzebny jest tam dobry prawnik, 2) moim kandydatem do komisji i ewentualnie na przewodniczącego był i jest Ryszard Kalisz.  

I to by było na tyle.                        

Marek Borowski (01:22)
38 komentarze

02 grudnia 2007

Hasło "Taniego Państwa" znowu otrzepano z kurzu. Donald Tusk najpierw obiecał "radykalną podwyżkę" płac nauczycielom, potem także lekarzom, a teraz na gwałt poszukuje pieniędzy. Pieniądze leżały na ulicy - 12 mld zł będzie w przyszłym roku kosztować budżet drugi etap obnizki składki rentowej. Można się było z niego wycofać, bo to pomysł kiepski, ale nie wystarczyło odwagi, bo się za nim kiedyś głosowało sądząc, że kłopot będzie miał kto inny.                   O "radykalnej podwyżce" nauczyciele mogą więc zapomnieć. Na taką podwyżkę trzeba ok. 4,5-5 mld zł, a znajdzie się ewentualnie ledwie 2 mld. Jako alibi ma posłużyć gorączkowe poszukiwanie oszczędności. Dlatego teraz oglądamy premiera Pawlaka przy jego samochodzie hybrydowym wraz z informacją, że sam dojeżdża nim do pracy. Kiedyś zapewniał, że jeździ polonezem, tyle że - jak ujawnili dziennikarze - po wyjeździe za rogatki przesiadał się do bmw. Dziś przyjeżdża swoją toyotą (jest jednak jakiś postęp!) i co dalej? Gdy jedzie na jakieś spotkanie sam szuka miejsca parkingowego i za nie płaci (jeśli znajdzie)? Czeka grzecznie w korkach i spóźnia się na te spotkania, na których jest głównym gościem? A niebezpieczeństwo wypadku? Takich ekstrawagancji premier Tusk powinien po prostu zabronić.

No, ale jak ma zabronić, skoro sam oświadczył, że będzie latał rejsowymi samolotami, a nie rządowymi. Już widzę, jak w Brukseli czy Lizbonie przedłużają się ważne rozmowy, a premier patrzy na zegarek i mówi rozmówcy: "Przepraszam Cię, stary, ale muszę już lecieć, rozumiesz, samolot". Poza tym premier nie lata chyba sam. Tłumacz, ochrona, szef gabinetu, doradcy, czasem małżonka - to są i tak poważne koszty, nie zakładam bowiem, że premier zacznie w ramach jeszcze większych oszczędności latać tanimi liniami, a te zwykłe są drogie jak diabli. No i wreszcie mało kto wie, ale pilot, który nie wylata w ciągu roku określonej ilości godzin - traci licencję. Trzeba więc albo zlikwidować samoloty rządowe, a pilotów skierować do innych jednostek, albo normalnie latać i nie epatować tym obywateli i łasych na takie gesty tabloidów. Podatnicy gotowi są płacić i za samochody służbowe i za samoloty rządowe, jeśli  będą one wykorzystywane zgodnie z przepisami, a premier, wicepremierzy i ministrowie będą ciężko i efektywnie pracować dla naszego dobra. Tego właśnie rządowi i sobie życzę. A prawdziwych oszczędności trzeba szukać tam, gdzie naprawdę można je uzyskać - np. zmniejszając błyskawicznie rosnące nakłady na IPN. Pytanie tylko, czy wystarczy odwagi?

Marek Borowski (00:09)
40 komentarze

25 listopada 2007

W ostatnim swoim poście pisałem o IPN-ie i dość niejednoznacznej roli, jaką odgrywa w polskim życiu publicznym. Pewnie przyjdzie mi ten temat jeszcze nie raz poruszyć, bo nadal sporo u nas polityków  (i dziennikarzy), którzy bez gry teczkami więdną jak jesienny liść. Tym bardziej, że w projekcie budżetu - póki co - IPN zażyczył sobie bodajże 270 mln zł !!! To, co stanie się z tą kwotą w końcowej wersji budżetu, będzie ważnym sprawdzianem intencji nowego rządu i prawdziwości słów o miłości, zaufaniu i szacunku dla człowieka, których w expose było szczególnie dużo.

W swoich postach Czytelnicy mojego blogu zastanawiają się, jaką opozycją będzie LiD. Wyraźnie dominuje chęć, abyśmy odróżniali się od PiS-u i byli opozycją konstruktywną. Zapewniam, że tak właśnie będzie i już dajemy temu wyraz. Do Laski Marszałkowskiej wpłynęły - jako w ogóle pierwsze w tej kadencji - cztery projekty ustaw autorstwa LiD-u. Wszystkie zbieżne z deklaracjami przed-   i powyborczymi PO i PSL i oczywiście z naszym programem. Po pierwsze, przywrócenie służby cywilnej (czyli nabór do administracji wg kompetencji, w jawnych konkursach), po drugie oddzielenie ministra sprawiedliwości od stanowiska Prokuratora Generalnego (odpolitycznienie prokuratury), po trzecie ustawa realizująca znaczące podwyżki płac dla nauczycieli (niezbędna dla poprawy jakości nauczania) i po czwarte ustawa przyznająca rodzinom rolników i biednym rodzinom miejskim analogiczne dodatki na dzieci (1145zł rocznie), jakie otrzymały niedawno inne, na ogół zasobne rodziny (likwidacja obecnej, krzyczącej dyskryminacji).

Dwie ostatnie ustawy mogą być łatwo sfinansowane poprzez szybkie wycofanie się rządu z drugiego etapu obniżenia składki rentowej - najgorszego chyba pomysłu Zyty Gilowskiej - na co budżet już wydał 9 mld zł, a w przyszłym roku wyda ogromną kwotę 11 mld zł! Niestety, za tym pomysłem głosowała także Platforma i dziś trzeba by przyznać się do błędu - a na to się nie zanosi. Nowy minister finansów obiecał znaleźć pieniądze na realizację tych słusznych postulatów gdzie indziej. Już niedługo przekonamy się, czy tak się stanie.

I na tym właśnie polega rola opozycji: Donald Tusk zalicytował wysoko, bardzo wysoko, LiD powiedział: sprawdzam. A że jest właśnie konstruktywną i odpowiedzialną opozycją, uczynił to przez wysunięcie konkretnych, dopracowanych projektów ustaw, a nie w stylu Jarosława Kaczyńskiego, którego kontrexpose było dziwaczną mieszaniną insynuacji, oskarżeń i pseudonaukowych zwrotów (restauracja korporacji prowadzi do petryfikacji establishmentu, co w znanej nam semiotyce nie wróży niczego dobrego). I z tym ostatnim się zgodzę - taka postawa PiS rzeczywiście nie wróży niczego dobrego.

Marek Borowski (09:25)
73 komentarze

21 listopada 2007

IPN rozpoczął - zgodnie z ustawą - publikowanie danych o osobach publicznych, a ściślej o tym, co na ich temat mówią tzw. kwity esbeckie. Media natychmiast wychwyciły kilku eurodeputowanych, sędziego Trybunału Stanu i jeszcze tam kogoś. W kwitach przy ich nazwiskach pojawiły się takie sformułowania, jak: zabezpieczony, kontakt operacyjny, a nawet TW. Wiedziony ciekawością zajrzałem na internetową stronę IPN, aby dowiedzieć się czegoś więcej, a zwłaszcza czym konkretnie owi prominenci zasłużyli się dla SB. I tu spotkał mnie srogi zawód - zresztą niech Państwo zajrzą sami. O tym, co najważniejsze - a więc donosili, czy nie - nie ma ani słowa. W ogóle nie wiadomo, czy są jakieś dokumenty. Jeśli są - powinny być zeskanowane i wklejone na stronę IPN-u, jeśli nie ma - powinno być to jasno stwierdzone. Nie ma nawet oczywistej zdawałoby się informacji, czy i kiedy dana osoba składała przewidziane prawem oświadczenie lustracyjne, bo jeśli tak , to znaczy, że Rzecznik Interesu Publicznego niczego się nie dopatrzył.

Tak okaleczona informacja znowu jest tym, czym nie miała być: zasianiem wątpliwości, a nawet pomówieniem. IPN po raz kolejny odgrywa dwuznaczną rolę - niby ujawnia, niby informuje, a tak naprawdę insynuuje. A jak się komu nie podoba, może iść do sądu powszechnego i już po dwóch latach zostanie oczyszczony. Dla jasności: wszystko to zawdzięczamy zbiorowemu wysiłkowi PiS-u i Platformy, które w poprzedniej kadencji wysmażyły tego ustawowego gniota. W tej sytuacji rozsądnemu człowiekowi nie pozostaje nic innego, jak machnąć ręką na wszystkie te "porażające" informacje i broń Boże nie traktować ich poważnie, bo przy tak niepewnej informacji lepiej odpuścić dziesięciu winnym, niż skrzywdzić jednego niewinnego (Zbigniew Ziobro jest zapewne odwrotnego zdania - i tym się właśnie różnimy).

Poprzedni post zakończyłem informacją, że udaję się na grupowe oglądanie meczu. No i było warto. W tej sprawie przynajmniej wszyscy są jednego zdania.

Marek Borowski (00:49)
47 komentarze

17 listopada 2007

Gdy piszę te słowa, właśnie kończy się festiwal, prezentujący męczeństwo Antoniego Macierewicza, któremu żandarmeria wojskowa zagrodziła drogę do Afganistanu, a zaczyna się seans pt. "Nocna przeprowadzka", czyli przemieszczenie worków z dokumentami WSI w inne - podobno bardziej suche i przewiewne - miejsce. O tym ostatnim wydarzeniu jeszcze na pewno wiele usłyszymy w najbliższych dniach (sprawa ma bowiem charakter rozwojowy), ja chciałbym  wrócić do wyprawy Pana Balcera do Brazy...., przepraszam,  Pana Antoniego do Afganistanu. Decyzję nowego ministra, p.Klicha jedni komentowali ze zrozumieniem ("Macierewicz to wyjątkowy szkodnik, po co w ogóle i w czyim imieniu tam jedzie" itp.), inni z oburzeniem ("jak można było wręczać mu odwołanie za pośrednictwem jakiegoś żandarma, a może jechał do Afganistanu osłaniać kontrwywiadowczo naszych żołnierzy" itp.). Opinie te nie grzeszyły logiką, bo jeśli Macierewicz tak wielkim szkodnikiem jest, to może lepiej niech wyjedzie z kraju, a jeśli chodzi o akt dymisji, to gdyby na lotnisko pofatygował się sam pan Klich, to musiałby przesunąć zaprzysiężenie, a wtedy nie byłby jeszcze ministrem i nie mógłby podpisać dymisji. No, ale zostawmy te łamańce logiczne, do których nasza polityka przyzwyczaja nas od lat. W sumie lepiej, że Antoni Macierewicz został z nami w kraju. Potrzebny jest nam On tu , w Polsce. Tęsknilibyśmy do Jego sympatycznego uśmiechu, dobrego spojrzenia i ciepłych, ufnych słów, jakich nie szczędził nam przecież od lat. 

A teraz dość polityki! Idziemy z żoną do znajomych, gdzie w miłej gromadce obejrzymy naszych chłopców w Chorzowie. Piłka ma tę wielką zaletę, że nie wiadomo, gdzie ma stronę lewą, gdzie prawą, gdzie centrum. Po prostu jest okrągła, a przez to ponadpartyjna.

Marek Borowski (18:32)
85 komentarze
Historia mojego bloga...

Zdjęcie tygodnia...
Warszawskie Słowiki
Ksiega gości...
Zapraszam do wpisu pamiątkowego
Wpisy i opinie
Linki...
Blogi Polityków
Odwiedzający...
Przeczytano 108628 stron
Komentarze: 3662
Kalendarium...
<Styczeń>
PnWtŚrCzPtSoNd
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   

Copyright 1996-2007 Grupa Onet.pl SA (system)
Marek Borowski(treść i ilustracje);