Uprzejmie informujemy, że strona jest już dostępna pod prostszym adresem: www.wolgal.pl

Wiadomości:


Historia pewnej rodziny kresowej

Bandera romantyczny jak Lenin

„Echa Wołynia”
Władysława Hermaszewskiego

Polityczne uproszczenia a terroryzm polityczny wobec Polski i Polaków

Elementy nazizmu na Ukrainie wczoraj i dziś; Kończy się zmowa milczenia - czyli garść wiadomości

Jak zrobić z UPA bohaterów, gdy, pomimo usilnych prób, nie uda się zdjąć z niej brzemienia ludobójstwa...

Informacja o działaniach Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej w sprawie trzeciej zbrodni przeciwko narodowi polskiemu

Liceum im. Piotra Wysockiego w Warce

Polska Jałta, czyli kto kogo pcha w ramiona Rosji

Rzecz o znanym frazesie „Byliśmy nie lepsi”

Fala roszczeń wobec Polaków

Gen. Mirosław Hermaszewski dla naszej witryny: „Martwi mnie stosunek władz
Ukrainy do OUN-UPA…”

Związek Ukraińców w Polsce o
Piskorowicach

Jedynie konsekwentne działanie jest w stanie coś zmienić - z Ks. Tadeuszem Isakowiczem-Zaleskim rozmawia Aleksander Szycht

Smoleński VS Kalinowski
- Fatalna gra Smoleńskiego

Takie zbrodnie dokonywane przez UPA to fakt historyczny

„Żelazna kurtyna milczenia” na Zachodzie powoli pęka

Prezes Fundacji Polskiego Państwa Podziemnego Andrzej Krzanowski, weteran Powstania Warszawskiego i doświadczenia wojenne jego rodziny z nacjonalistami ukraińskimi

„Patrzymy na Ukrainę w zbyt uproszczony sposób.” - o trudnych płaszczyznach stosunków polsko-ukraińskich z historykiem prof. Pawłem Wieczorkiewiczem rozmawia Aleksander Szycht.

Kresowe zgromadzenie weteranów polskiego podziemia i ofiar działań OUN-UPA w Parlamencie RP.

Czy bieszczadzkie sotnie UPA inaczej traktowały jeńców i cywilów?

Nowe tomy kontrowersyjnie traktowanej serii Polska – Ukraina; Trudne Pytania czyli IPN przejmuje stery.

O kłopotach Lwowa pod zarządem nacjonalistów ukraińskich.

Walka o prawdę
w Europarlamencie
. Czterech polskich eurodeputowanych
Bogusław Rogalski, Andrzej Tomasz Zapałowski, Dariusz Maciej Grabowski i Witold Tomczak

Dlaczego wyrażenia „Ukraińcy mordowali Polaków, czy ukraińskie rzezie”, są szkodliwe dla stosunków polsko-ukraińskich?

Wicemarszałek Sejmu Jarosław Kalinowski, dla potrzeb naszej witryny zgodził się udzielić wywiadu.

Zygmunt Rumel młody poeta z Pokolenia Kolumbów,  nie dożył nawet wybuchu Powstania Warszawskiego, jak Krzysztof Kamil Baczyński czy Tadeusz Gajcy. Zginął okrutnie zamordowany...

2Mowa jest srebrem a milczenie złotem, czyli z życia Gazety Wyborczej

Poglądy Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej na aktualny stan stosunków polsko-ukraińskich.


W jaki sposób 90 nieuzbrojonych cywilów zaskoczonych atakiem, pokonało uzbrojony po zęby oddział UPA, który przybył ich zamordować?
Przeczytaj sam o walce, w której ojciec kompozytora Krzesimira Dębskiego stracił nogę.

Odnosimy się, do znanego twierdzenia, że „ Polacy w odniesieniu do Wołynia nie są bez winy ”

Popularyzowanie zbrodniczych organizacji Restauracja ku chwale zbrodniarzy....

„Tragiczne wydarzenia za Bugiem i Sanem z przed ponad sześćdziesieciu laty” – nowa ksiazka na rynku

Czy OUN-UPA walczyła o wolność i niezależność Ukraińców?

Spory o nazwy:
Wojna polsko-ukraińska
czy rzeź, antypolska akcja czy ludobójstwo?

 

 

„Śledztwo” Pawła Smoleńskiego

            Środowiska kresowo - patriotyczne były wielokrotnie przedstawiane w negatywnym świetle przez dziennikarza Pawła Smoleńskiego. Sięgnijmy pamięcią do skandalu ze zdjęciem dzieci przywiązanych do drzewa i pomnika ku czci pomordowanych przez UPA, odzwierciedlającego taki właśnie mord swoją formą. Artykuł Dariusza Stoli i Ady Rutkowskiej opublikowała wprawdzie Rzeczpospolita, lecz „ganiała” wokół tego problemu wielokrotnie Gazeta Wyborcza. Tak czy inaczej Komitet Budowy Pomnika, choć mający inną opinię na temat projektu, dla świętego spokoju zlecił autorowi dokonanie w nim poprawek i zmian.
            Pamiętamy wszyscy ekscytację Wyborczej, gdy z oburzeniem informowała, że główna różnica na zmienionym pomniku pomordowanych przez UPA to „nagie piersi powieszonej matki”. Wtedy to gazeta, jak mi się zdaje „czerwona z onieśmielenia”, pobrzękiwała nie kojarzonym wcześniej z nią konserwatyzmem. Ba nawet Marian Konieczny - autor projektu został za to obdarzony przez Gazetę antynagrodą o nazwie „noga od stołka”.
            Otóż tym razem to nasza „ulubiona” gazeta sama zaświeciła 4 damskimi gołymi tyłkami i nie jedną nagą piersią. Zdjęcie przedstawione jest oczywiście w kontekście pozytywnym. Nie koniec jednak na tym. Któż jest autorem publikacji? Znany skądinąd ze swego krytycyzmu wobec organizacji Kresowian, ich poglądów oraz inicjatyw - Paweł Smoleński. Wcześniej swój sprzeciw wobec wspomnianego projektu pomnika wykazał z poświęceniem i pośpiechem, dopisując się elektronicznie do listy osób protestujących przeciw omawianemu upamiętnieniu. Sam jest przez środowiska kresowe postrzegany, jako jeden z głównych dziennikarzy zwalczających prawdę o zbrodniczości UPA, bowiem zaprzecza nawet słowu „ludobójstwo” w odniesieniu do głównych dokonań tej formacji.
            O ile „nagie piersi powieszonej matki” na projekcie pomnika pomordowanych przez UPA były niejako kwintesencją niedawnej kampanii przeciwko pomnikowi i przedstawione zostały w negatywnym kontekście, o tyle ostatnio Wyborcza rozpoczyna ostrzał sprawy kolejnego upamiętnienia zbrodni UPA, o dziwo - od ukazania 4 krotnie większej ilości nagich damskich piersi i tyłków, ale w kontekście pozytywnym. Jak tego można w ogóle dokonać? Takie rzeczy znajdziemy tylko u Pawła Smoleńskiego.
            Czytając artykuł nie mogłem się doczekać jakiegoś ścisłego związku fotografii ze sprawą opisywaną w artykule. Niestety nie znalazłem. To, co dostrzegłem, to nie wystarczająco poważne powody do jego opublikowania. Na przykład stara Niemka, która się na owym „rozbieranym” zdjęciu znajduje przekazała je dla przyjaźni polsko-niemieckiej i dokumentacji historycznej omawianej miejscowości. Jaki to ma związek? Ano ponoć taki, by pokazać, w jak świetnych kontaktami byli miejscowi Polscy z niegdysiejszymi niemieckimi mieszkańcami, aż przyszli „ciemniacy”, którzy chcieli upamiętnić ofiary OUN-UPA i wszystko popsuli. Miało to oznaczać, że miejscowość kiedyś tętniła życiem (czego oznaką były najwidoczniej „nagie panie”), a teraz gdy są tu Polacy – miejscowość. Być może przybycie nowych właścicieli brutalnie wstrzymało rozwój erotyki w miejscowości obumarła. Odnoszę mniej lub bardziej błędne wrażenie, że fotografia miała jedynie wzbudzić zainteresowanie czytelników i chęć do przeczytania artykułu, a historia ze zdjęciem dodana jest na siłę. Przekładając to na bardziej bezpośredni język: nagie tyłki, piersi i w ogóle roznegliżowane kobiece ciała na zdjęciu miały przyciągnąć uwagę czytelników dość nudnego nawet jak na Smoleńskiego artykułu. Jego teksty wzbudzały bowiem wcześniej bardzo negatywne emocje. Smoleński broni się zawczasu: „To zdjęcie pozornie nie ma związku z całą historią.”.
            Tym razem dziennikarz tropi u Polaków antyniemieckość, jak zazwyczaj tropi antyukraińskość. Sprawy związane z antypolskością wydają się dla niego nie istnieć.
Teraz oburza się, że zamiast postawić upamiętnienie ku czi żołnierzy niemieckich poległych w I wojnie światowej, które istniało w Martwicach w czasie gdy mieszkali tam Niemcy upamiętniono ofiar OUN-UPA. Oczywiście w teorii chodzi o co innego. Do tego celu użyto leżącej bezużytecznie tablicy, która miała podobno być znów ustawiona. Było to niewątpliwie złe, ponieważ tablica po polsku, niemiecku, czy chińsku, stanowiła pewną wartość historyczną. Czy jednak to właśnie zwabiło do miejscowości Smoleńskiego? A może był to sam fakt, że stanęła tablica poświęcona ofiarom OUN? Ciekawe, czy gdyby tego samego kamienia użyto do upamiętnienia kogokolwiek innego, dziennikarz Wyborczej zjawiałby się tam. Odnoszę wrażenie, że to po prostu kolejna próba kompromitacji ludzi próbujących upamiętniać ofiary OUN-UPA, i tym samym wykazujących zbrodniczość lubianej, wydaje się, przez Smoleńskiego formacji.
            Niestety, ludzie, którzy wykorzystali w szczytnym celu wspomniany element, czego robić nie powinni, popełnili jeszcze jeden błąd. Nie postawili pomnika upamiętnienia UPA. To być może uchroniłoby ich przed gniewem dziennikarza. Zastanawiam się, czy rzeczywiście Smoleńskiemu chodziło o „sprofanowanie” tablicy. Jeśliby tak rzeczywiście było, zainteresowałby się także z równie wielkim zaangażowaniem znacznie liczniejszymi przypadkami profanacji polskich pamiątek na Ukrainie przez miłośników lubianej przez siebie organizacji. Smoleński pokazuje, jak my Polacy jesteśmy niewdzięczni, czy niewyrozumiali dla Niemców lub Ukraińców. Niestety, nie spotkałem się w jego tekstach z odwrotnym przypadkiem, a powodów ku temu znalazłoby się nieporównywalnie więcej. Tak samo odsłania z pasją „ciemne karty” różnych formacji polskiego podziemia. Mówiąc o  zbrodniczej UPA, której działalność jest tak diametralnie inna – ludobójcza i zbrodnicza, informuje nas, że „Polacy byli nie lepsi”, że UPA to też chwalebne czyny (sic!), że czas już zapomnieć.
            W Martwicach upamiętniono mieszkańców Kąt, a przecież tam był wycinkowy fragment jednej z wielu walk polsko-ukraińskich, jak można wywnioskować z artykułu. O tym, że była to ze strony UPA próba rzezi cywilnych mieszkańców (w tym oczywiście kobiet i dzieci) i rozbicia samoobrony, Smoleński już tak wyraźnie nie pisze. Nieudany mord ze strony UPA, która zabiła „tylko” ok. 50 osób, ze względu na broniących się mieszkańców, nie jest zapewne niczym niezwykłym. Nie wiem, co dziennikarz chce przekazać. Być może nie ma się czym przejmować - rzezie UPA były dawno. O Wołyniakach i książce „Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich...” Władysława i Ewy Siemaszków, mówi złośliwie: „Ta gruba publikacja uhonorowana niejedną nagrodą w środowisku byłych mieszkańców Wołynia zajmuje drugie miejsce po Biblii.”. Z pewnością Smoleński przejmuje się gwałtami sowieckimi na Niemkach. Wspomina zresztą o tym dwukrotnie, wymienia wcześniej bowiem nawet jeden przypadek śmiertelny gwałconej kobiety. Są to sprawy bolesne, ale wydaje się, że ofiary mają dla Smoleńskiego mniejszą lub większą wartość, w zależności od narodowości. Upomina się raczej o te niepolskie.
            Podobnie jest z nazwami: „[...] nazwa Marwice pochodzi od nazwiska brandenburskiego rycerza von Marwitz, a nie - jak utrzymywano w PRL - od starosłowiańskiego słowa "marwica", oznaczającego podmokłe łąki. Podobnie jak osada Marzęcin, która widnieje na wszystkich mapach, ale naprawdę nie istnieje od sześćdziesięciu lat, nie ma nic wspólnego ze słowiańską Marzeną - wieś, póki nie spalili jej krasnoarmiejcy, nazywała się Marienspring.”. Cóż, myślę, że istnieją równie rażące przypadki w byłej południowo - wschodniej Polsce, które Smoleńskiego na razie nie zainteresowały. Żowkwa była przed wojną Żółkwią i pochodzi od nazwiska hetmana Żółkiewskiego, jak się domyślamy. Do Martwic weszła, jak pisze dziennikarz: „Polska, której - umówmy się - nigdy tu wcześniej nie było”. Ciekawe, czy Smoleński użyłby nazwy „Małopolska Wschodnia”, jako tej w sensie historycznym prawidłowej, zamiast „Ukraina Zachodnia” - identycznie tłumacząc, iż Ukrainy nigdy wcześniej tam nie było, w przeciwieństwie do Polski.
            Smoleński porusza temat dewastacji grobów w Marwicach za czasów komunistycznych, a nie wie lub nie chce wiedzieć o takich samych dokonywanych przez nacjonalistów ukraińskich przed i po 1991 roku. Choć nigdy nie czytałem jego tekstu o częstym niszczeniu na Ukrainie polskich pamiątek, upamiętnień, czy pozostałości, trudno odmówić słuszności opisania karygodnego zdemolowania niemieckich nagrobków. Tekst sugeruje jednak jako źródło inspiracji tego czynu... owe upamiętnienie poświęcone pomordowanym przez OUN-UPA.
            Smoleński pisze o niemieckim dziedzictwie w sensie pozytywnym. Ciekawe czy napisze jeszcze w taki sam sposób o polskim na Ukrainie, bowiem kontekst, w jakim ukazuje II RP i jej dziedzictwo w odniesieniu do Ukraińców jest zwyczaj negatywny. Przedstawia też środowiska kresowe przesiedlone z byłych ziem wschodnich II RP na ziemie zachodnie w świetle niezbyt pozytywnym, jak się zdaje tylko dlatego, że dokonują upamiętnień ofiar UPA – zbrodniczej formacji, którą Smoleński sobie upodobał lub robią to w sposób nie wystarczająco zawoalowany i zbyt prawdziwy.
            Smoleński był zawiedziony, że niektórzy ludzie nie chcą z nim rozmawiać: „Zdało mi się jednak, że ludzie z czystym sumieniem nie unikają rozmowy.” Ciekawe, czy Smoleńskiemu „zdało się” również, że środowiska patriotyczne – zwłaszcza pochodzące z Kresów Pd-Wsch „kochają go” w sposób na tyle charakterystyczny, iż mogą po prostu nie chcieć z nim rozmawiać.

 

Aleksander Szycht

 

 

 

| Kontakt do nas - volgal@volhynia-galicia.pl | ©2007 Warszawa