Blog w kategorii: Felietony, refleksje     Następny »   Szukaj bloga:    

Zanurzyć się w gładkiej tafli jeziora...

Trochę liczb :
Zanotowano 10303 odwiedzin na blogu
i 34 wpisów
To ja tworzę ten blog :
adoc
Archiwum


23 kwietnia 2008

Ciągu dalszego już nie będzie... Odszedłeś wczoraj, o 23, cichutko i dumnie, i choć byliśmy przy Tobie, to w tę podróż wybrałeś się zupełnie sam. Siedzę tak obok Ciebie, tysiące sprzecznych uczuć zalega moją głowę... Ale gdy patrzę na Twój figlarny uśmiech, to jestem przekonany, że gdzieś tam, w drodze do gwiazd, w koncu uwolniony od bólu, który towarzyszył Ci od ponad roku, gdzieś tam, jesteś w końcu wolny i szczęśliwy. Pamiętaj, kiedyś Cię dogonimy... Gdzieś tam... 

 

Zostawiam ten blog w internecie, Twój blog, zapis Twojej dzielnej walki z chorobą. Może jakis zabłąkany tutaj wędrowiec będzie chciał poznac historie najdzielniejszego, najmądrzejszego i najkochańszego faceta, jakiego znałem. Jakiego znam, bo będziesz żył we mnie, aż i ja nie przeminę...

 

 

 

adoc (13:03)
13 Chcesz to potrafisz.

20 kwietnia 2008

Dawno temu, za młodych  lat, odprawiłem 81 Pierwszych Piątków bez przerw. Proszę się zapytać swoich kapłanów co to znaczyło, może ktoś pamięta. W skrócie, jest to gwarancja realizacji wezwania: "od nagłej, a niespodziewanej śmierci, zachowaj nas Panie". Wszystko wskazuje na to, że  Tam, w Górze mam ubezpieczenie...

 

Teraz zwracam się do Tych, którym naprawdę na sercu leżą sprawy dziedzictwa kulturowego.

Nie pozwólcie zmarnować miejscowych pereł. Mam na myśli Zenka Duchnika, który razem ze swoimi zbiorami muzealymi i innymi zainteresowaniami,  jest taką perłą rzuconą między kamienie. Trudna jest współpraca z nietuzinkowymi ludźmi. Ale Oni są wspaniali, a nie dorobkiewicze i smokingowcy. O ich względy należy zabiegać. "Nie WOLNO" dopuścić do zmiany lokalizacji zbiorów muzealnych. Już teraz można Go zatrudnić np. w informacji turystycznej. Więdzę ma większą niż niejeden doktor.

 

 

adoc (14:00)
2 Wiem, ze Ty też masz coś do dodania

14 kwietnia 2008

Jestem w kryzysie popromiennym, jestem bardzo słaby, trawi mnie gorączka. Przy ciepłej pogodzie wystawiam się (z pomocą) na balkon. Jak miło widzieć wiosnę...

Dziękuję wszystkim, którzy piszą do mnie kofrespondencję.

Nie mam już więcej siły pisać.

Pozdrawiam

cdn.

adoc (21:49)
Pokażcie, kto umie pisać!

10 kwietnia 2008

  

Wczoraj wróciłem do domu. I jakież było moje zdziwienie, gdy dowiaduję się, że na powitanie w Tymbarku, lokalny dodatek Dziennika Polskiego, na pierwszej stronie zamieścił artykuł, którego początek jest następujący:

 

  

Po prostu anons o mojej chorobie, wraz z dywagacjami nt. dalszego losu Głosu Tymbarku. Obecnie Głosem Tymbarku, Głosem moim, Głosem chorego człowieka jest ten blog. Postanowiłem opisywać walkę z chorobą, która przydarzyła mi się, po to, by moi znajomi przeżywali ze mną ciężkie i szczęśliwe chwile. Co prawda, w r. 2008 tych pozytywnych jeszcze nie było. Również pisząc te notatki, myślę, że zdrowe osoby przyjmą odpowiedni dla siebie sposób kontaktowania się z chorymi.

A tak wyglądał wczoraj facet, który już od początku 2007 roku "zmaga się z ciężką chorobą".

 

 

Jak narazie: dwie operacje, 7 sesji chemioterapii, 33 naświetlania w jednej serii, oraz ostatnio 20 naświetlań w ciągu 10 dni w serii drugiej. Jestem wykończony i o Głosie Tymbarku nie ma mowy obecnie. Na więcej korespondencji i pracy po prostu nie mam siły.

 

Jeszcze jedno. W Gliwicach benzyna 95 kosztuje 4,12 zł, a w Limanowej - 4,47 zł.

 

Pozdrawiam wszystkich, red. JABU również!

cdn.

adoc (22:48)
Pokażcie, kto umie pisać!

08 kwietnia 2008

10. naświetlanie się dbyło. A ja nie mogę siedzieć, nie mogę leżeć, jeść, pić, chodzić, nawet sam jeździć na wóku inwalidzkim. To ostatnie to bym mógł, ale mi nie pozwolą.

Jutro do domu. Mam nadzieję, że po paru dniach trochę nabiorę radości życia... wszak wiosna przyszła. I jakoś efekty uboczne naświetlań się wycofają.

Pozdrawiam Wszystkich

cdn.

adoc (16:56)
Pokażcie, kto umie pisać!

06 kwietnia 2008

Nie czuję żadnych smaków. Jest to fatalne uczucie, gdyż nie mogę się zmusić do jedzenia. Nic nie smakuje, nawet na siłę trudno zmusić się do jedzenia. Nadal jestem słaby, zwłaszcza nogi... i szybko sieę męczę. To najprawdopodobniej efekt naświetlań. Przejdzie!

Bardzo dziękuję Pani Czesi za słowa otuchy w chorobie, zwłaszcza za piękne słowa opisujące chorobowe nastroje: "ze slonce w samo poludnie gasnie, ale gdy szlo lepiej to swiecilo o polnocy". Życzę również zdrowia dla Pani Męża.

 

Weekend minął pod znakiem wesela, na które zaproszony był mój szpitalny sąsiad, Norbert. Mieliśmy na bieżąco serwis fotograficzny z tego wesela,

 

no i... wałówę:

  

To są tylko marne resztki zestawu. I proszę sobie wyobrazić: ja nie mam apetytu... nie mogę jeść... nie czuję smaku... dramat.

Pozdrawiam

cdn.

  

adoc (22:30)
Pokażcie, kto umie pisać!

03 kwietnia 2008

Jutro 8. naświetlanie, potem dwa dni przerwy, jeszcze dwa naświetlania, badania i we środę do domu. Prawdopodobnie dwa tygodnie dochodzenia do siebie. Potem badanie na tomografie i może dalszy ciąg leczenia. O takiej "mapie drogowej" się dzisiaj dowiedziałem.

A jeżeli chodzi o drogi, drogi kolejowe, to przez Tymbark wiedzie szlak kolejowy, ale już nieczynny. Pozostały jednak tory i stacja kolejowa. Właśnie. W czasie wycofywania się żołnierzy niemieckich wysadzili w powietrze most kolejowy oraz budynek dworca kolejowego. Po wojnie wybudowano drewnianą prowizorkę stacji PKP i taka została do dzisiaj.

Jak to wygląda, by w takiej pięknej miejscowości...

...pozostał taki relikt przeszłości?

  

Każdy przybysz, ze zdumieniem przeciera oczy: CO TO JEST? A mieszkańcy? Władze? Gospodarze stacji? CO NA TO?

 

Pozdrawiam!

cdn. 

 

adoc (22:16)
Pokażcie, kto umie pisać!

01 kwietnia 2008

U mnie nic nowego, dzisiaj było kolejne, 5. naświetlanie. Mam trudności z chodzeniem i oddychaniem, ale jest trochę lepiej.

Pozdrawiam Wszystkich.

cdn

 

Tym razem Walenty przysłał mi następującą korespondencję dotyczącą Tymbarku:

Witojcie młoi kłochani!
Jak tak se ide bez Tymbark, to wiycie co? To tak naprowde to mi żol gospodorzy tyj piynknyj gminy. Nojwożniyjsze myjsce, cyli rynek, mo ino jedyn dojazd. Wyjazd jest natomiast cołkiym skutecnie łozkopany, tak, ze sie nawet iść nie do. Jest wybudowano tymczasowo łobwodnica, wyłożono kamiyniami i wszyscy udają, ze majom jakomsik magistrale abo innom autostrade. No to dloczego mi żol tyk godpodorzy? Ano dlotego, ze doprowadzili transport do stanu takiygo, ze wypowiydź Wałynsy, że duryń nami rzondzi,  jest cołkiym delikatnym i niewinnym powiedzonkiem. Dokonołem porównanio Noworocnego wydanio Informatora Gminnego i Biuletynu radnych "Nasza Gmina". W Informatorze Wójt dwoi sie i troi, a moze nawet czwori, zeby tym głupim miyszkańcom wytłumacyć przycyny nieskutecności dotykcasowego ładowanio duzych piniondzorów na łobsuwajoncy sie rynek. Przeproszom miyszkańców za tyk "głupik", ale cyz możno pisać takie bzdury uwożając ich czytelników za intyligyntnych ludzi? No, jo za idiote, choć moze to inacyj sie cyto,  wcale sie nie uwożom. Wy cheba tyż.
Z Biuletynu łopozycynych radnych, wydanygo nie za kilkadziesiont tysiyncy złotyk (spytojcie sie dokładnie swłoich radnych ile kosztowoł noworocny Informator Gminy Tymbark) wyniko, ze za tom sknoconom robotom stoi nikt inny jak Nojjaśniyjszo Władza Gminno i Jyj niełomylne koncepcyje. Miały być świetliste koncepcyje, a wysły tym razym "antykoncepcyje".
Zeby to naprawić trza władować jesce kupe piniyndzy.
A moze by tak wykłorzystać juz istniejonce wykopy pod tymbarskie metro? Mozno by wykonać dwie linie:
Linia nr 1:
a) Rynek, kierunek północno-zachodni: istniejący juz wykop pod kaplicom, stacja krzyżówkowo pod cmyntorzem, most średnicowy nad Łososinkom, kompleks sportowy im. S.P.I.(stacja łostatecno).
b) Rynek, kierunek wschodni (przysłościowo): Kolejka krzesełkowo, abo gondolowo, abo jakosik inno, prosto na Paproć.
Linia nr 2:
a) Stacja krzyżówkowo pod cmyntorzem, kierunek południowy: wykorzystujonc wąwóz potoka wzdłuż cmyntorza, mógł by być tunel na metro prosto do stacyi benzynowyj SKR i posiadłości S.P.I. (stacja łostatecno).

b) kierunek północno-wschodni: mogom powstać rózne rozwionzania, które koniecnie trza poddać pod dyskusyje ogólnospołecnom, cego z całego serca życy Wom primaaprilisowy
Walenty

adoc (16:35)
Tylko jeden dzielny rycerz...?

31 marca 2008

Żegnam marzec. Kwiecień to już prawdziwa wiosna, wartałoby jeszcze raz zobaczyć budzące się życie w pełnej krasie.

Bardzo ciężko przeżyłem sobotę i niedzielę... skutki napromieniowania. Pani doktor zmieniła mi nieco zestaw leków i trochę sie polepszyło. Doszła kroplówka z wenflonem 2 razy dziennie. Dzisiaj było następne promieniowanie. Naświetlają przez ok.10 sek. z przodu i tyleż samo z tyłu. Jest to też bardzo agrsywne leczenie.

Pozdrawiam

cdn.

adoc (21:33)
Pokażcie, kto umie pisać!

27 marca 2008

Pomalowalli mnie w ten właśnie indiański sposób:

  

 

i według tego mam codzienne naświetlanie

 I tak przez 10 dni.

Pozdrawiam

cdn.

adoc (14:52)
Pokażcie, kto umie pisać!

26 marca 2008

I znowu jestem w Gliwicach, w szpitalu. Właściwie, to w czasie pobytu w domu codziennie czułem się gorzej. Coraz trudniej mi sie oddychało, coraz częściej nachodziły mnie czarne myśli... Ale teraz jestem już po pierwszym naświetlaniu i przynajmniej wzmogło sie pozytywne nastawienie do życia.

 W przedświateczną sobotę w którejś gazecie ukazał sie artykuł na temat stawu (dzisiaj wysypiska śmieci) usytuowanego za Domem Towarowym w Tymbarku. Otóż wg autora w stawie mogą się znajdować zatopione materiały wybuchowe, a nawet może być zatopiony dzwon, który parafianie zdjęli z kościelnej wieży i tam schowali go przed zabraniem przez okupanta. Dodam do tych informacji swoje trzy grosze.

Legendę o dzwonie słyszałem w młodości, z tym, że miało dotyczyć to wydarzenie czasów I wojny, albo jeszcze wcześniejszych.

Natomiast nt materialów wybuchowych mam do opowiedzenia następującą historię. Dotyczyny ona jednak innego stawu, mianowicie tego, który był naprzeciw późniejszej bazy magazynowej. W latach 40/50. ub.w. dzieciaki jeździły na łyżwach po zamarzniętych fragmentach rzeki, albo właśnie po lodzie na tym stawie. Właśnie pewnego zimowego dnia, gdy staw ponownie zamarzł,  któryś z łyżwiarzy zauważył w przybrzeżnych zaroślach przedmiot, którego kształt nie pozostawiał wątpliwości - pocisk moździeżowy. Charakterystyczne lotki z częścią pocisku wystawały z lodu. Pocisk widoczny był tylko ze środka stawu. Ktoś ze starszych przegonił nas i zgłosił komu trzeba. Pocisk został zabrany przez odpowiednie służby - tego już nie widziałem.

Powracając do artykułu. Wójt wypowiada się, że ma ochotę zatrudnić saperów do rozwiązania tajemnicy stawu. Korzystając z tego, że mam dostęp do internetu, poprosiłem o komentarz na ten temat niejakiego Walentego (dla niewtajemniczonych: humorystyczne felitony Walentego pisane pseudo gwarą tymbarską ukazywały się w Głosie Tymbarku). Przesłał mi on następującego maila:

Witom cie redaktorze! Łodcytołem tyn artkuł o zatopionyk prawie ze skarbach. Któz nie kciołby wykopać skarbów, któryk nie som schowoł. Jo sie wcale nie dziwie, ze zainteresowanie takom sensacyjom wykozała nawet gmina. Przecie to jes, jak to sie godo, temat zastympczy, coby łodwrócić łocy miyszkańców łod prowdziwie spieprzonyk gminnych rozpoczyntych a nie skończonyk robót. Za to dziwie sie straśnie, dlocego wójt kce zatrudniać do łodkrywanio dzwona saperów. Przecie wójt juz łod downa mo zarganizowanom grupe archełologicznom, któro wyśledziuła korty tenisowe z bliżyj nieokreśonygo wieku nad rzykom w Tymbarku. To cóz to dlo nik łodkryć dzwon, abo nawet trzy dzwony, abo byle ile, i tak sie ik nie do wyciongnonć, ale wgodać ludziom sie do, bo takie som. No nie? Cego i Wom życy Walenty!

Tyle Walenty. Dziękuję za opinię.

Pozdrawiam Wszystkich

cdn.

 

adoc (20:03)
2 Wiem, ze Ty też masz coś do dodania

25 marca 2008

W Wielkotygodniowy Czwartek, w Kamienicy był pogrzeb mojej wychowanki Helenki F. Każda śmierć jest dramatem, ale dramat jest tym większy, im młodszej osoby ona dotyczy, a w tym przypadku dotyczy osoby niespełna 50letniej. Ta wstrętna, podstępna choroba. Helenka jest już poza kresem... pozostali Blliscy... właśnie Im składam wyrazy żalu i bólu. Również łaczę się w zadumie z dość licznie reprezentowaną na pogrzebie grupą kolegów i koleżanek z klasy (matura '81). Jako Wasz wychowawca, jestem dumny z takiego zespołu, który po 27 latach jeszcze potrafi się integrować (co 5 lat organizują zjazdy koleżeńskie) nie tylko z okazji rocznic, ale również dla mniej radosnych okazji.

Dziękuję! Zwłaszcza Andrzejowi!

Za Helenę F.:

Wieczne odpoczywanie racz Jej dać Panie...

adoc (14:09)
Pokażcie, kto umie pisać!

22 marca 2008

Jestem w domu.... Jutro Święta. Proszę przyjąć życzenia:

 

Niech nadchodzące Święta
Wielkiej Nocy napełnią Was wiarą
na każdy dzień, nadzieją na lepsze jutro
i miłością, dzięki której wszystko jest możliwe.

 

adoc (20:09)
Tylko jeden dzielny rycerz...?

17 marca 2008

Jutro do domu. Wykryli guza, który naciska mi na serce i będą go naświetlać (tego guza) zaraz po Świętach - od 26 marca. Może doczekam....

A takie pieski dostałem wczoraj od wnuczków...

  

Pozdrawiam...

cdn.

adoc (14:07)
Tylko jeden dzielny rycerz...?

16 marca 2008

...po godz. 10. zadzwonił dzisiaj mój przyjaciel i recytuje: w Niedzielę Palmową trzech brodaczy wyciągnęło stół na Rynek w Tymbarku i... tak rozpoczął się pierwszy Konkurs Palm w Tymbarku. Tymi brodaczami byli Jasiu P., Mieszko W. i piszący te słowa, Adam O. oraz Bogdan S. (ale bez brody). A pomysł zrodził się w Towarzystwie Miłośników Tymbarku. Opis tego konkursu jest w jednym z numerów Głosu Tymbarku. Nie pomnę numeru ani daty, czas leci, ale cieszę się bardzo, że Urząd Gminy przyjął tą imprezę do swojego kalendarza i życzę, jako współinicjator, dalszej popularyzacji tradycji palmiarskiej.

A niedziela w szpitalu?

Ksiądz w Kaplicy każdemu wręczył palmę... tutaj są inne palmy, o taka np.:

  

Obiad był świąteczny: rosół, pieczeń, ziemniaki mizeria.

Przed południem opuścił nas trzeci "pensjonariusz" i zrobiło sie zdecydowanie luźniej, tak, że było gdzie przyjmować odwiedzających gości. A przyjechało do mnie aż troje wnuczków... kochane.

Jeszcze zamieszczam fotkę tej naszej szpitalnej trójki, która gnieździła się w trójkę w dwuosobowej sali szpitalnej:

  

I czekamy na kolację (we dwóch), gdyż więcej się chyba nic nie zdarzy.

Pozdrawiam wszystkich,

organizatorów Konkursu Palm w Tymbarku również....

cdn.

adoc (14:24)
Pokażcie, kto umie pisać!

15 marca 2008

....cisza, właściwie nic się nie dzieje.

O 6 pobudka, toaleta, KS. z N. Sakramentem, śniadanie, o 10 kawka, o 13:30 obiad, 16 - kolacja, a pomiędzy czas własny - cisza....

Wszystkie zalecenia lekarskie wypisane i pielęgniarka dwoi sie i troi, żeby podłączyć pacjentów do kroplówek. A mają różne zlecenia. Przychodzą pacjenci np. na 48 godzin i oni mają kroplówkę NON STOP. Inni mają pięciodniówki, wówczas 2-3 dziennie wiszą na kroplowce. Ja miałem dzisiaj tylko dwa zastrzyki w żyłę i tyle...

cisza...

w ostatnim tygodniu było bardzo dużo pacjentów, duże zagęszczenie... w 3osobowym pokoju nawet było 6 łóżek. W naszym 2os "apartamencie" też przybył jeden pacjent. Ciasno... chodzimy ustalając wcześniej marszrutę po pokoju. Najtrudniej w czasie jedzenia.

Mam dwóch sąsiadów. Jeden spod Opola - Ślązak typowy - nie Polak ani nie NIemiec - po prostu Ślązak. Ma brata bliźniaka w Niemczech, ten mój ożenił się z Polką i dlatego został. Drugi sąsiad to były oficer LWP... jeszcze ma naleciałości z PRLu - chyba.

A co do polityki to chętnie bym tutaj widział jeszcze J.Kaczyńskiego z równoczesnym naświetlaniem i chemizowaniem głowy, bo mu się chyba coś popieprzyło na dobre już...

.... ale tak wogóle to cisza... cisza...

dobrze, ze mam kompa...

Pozdrawiam wszystkich Przyjaciół...

cdn.

adoc (11:48)
2 Wiem, ze Ty też masz coś do dodania

14 marca 2008

Właściwie, to dzisiaj dowiedziałem się raczej nieciekawych wieści nt mojej choroby. Rozwinęło sie jakieś ognisko naciskające na serce, ograniczające jego wydajność. Stąd moje dolegliwości z chodzeniem, nogami i kondycją.

Najbliższe plany: podleczenie, na święta do domu, a później...

napromieniowywanie i..... chemia, chemia....

pozdrawiam

cdn...

adoc (14:05)
Pokażcie, kto umie pisać!

13 marca 2008

....dzisiaj miałem całą serię badań. Zaczęło się od pobrania krwi na kompleksowe oznaczenia, potem konsultacja internistyczna, gdyż coś mi się zmieniło w okolicach serca. Nastąpił jakiś nacisk na  ten organ i zmniejszyła się jego wydajność. W związku z tym zaczęły mi puchnąć nogi i wystąpiły trudności z chodzeniem.

To jeszcze nie koniec. Potem było jeszcze badanie na tomografie komputerowym klatki piersiowej i nastąpi porównanie z poprzednim badaniem, w wyniku którego będzie można ocenić postępy leczenia zasadniczej choroby.

Wyniki porównawcze będą dopiero jutro.Natomiast dzisiaj Pani doktor podjęła decyzję, że dalej będą mnie jeszcze stawiać na nogi, a więc "remont" krwi oraz tego serduszka, i... pozostanę w szpitalu co najmniej do poniedziałku.

Pozdrawiam wszystkich zdrowych...

cdn.

adoc (15:59)
Pokażcie, kto umie pisać!

10 marca 2008

...naprawiają mi krew. Coś już jest dobrze, coś jeszcze nie bardzo, ale ponoć idzie ku lepszemu. Narazie trudno mi się chodzi, nogi mam spuchnięte, jestem dość słaby. Najbliższe plany: jutro UKG, we czwartek badanie krwi i potem, gdy będzie wszystko OK, od piątku - następna sesja chemii. Wg tego planu do domu około wtorku w następnym tygodniu.

To tyle w telegraficznym skrócie. Nic więcej nie piszę, gdyż może się wszystko zmienić w każdej chwili...

Pozdrawiam Wszystkich, trzymajcie za mnie kciuki, nie jest mi lekko...

cdn.

adoc (18:06)
2 Wiem, ze Ty też masz coś do dodania

07 marca 2008

I pobyłem w domu... całe 3 dni. Ze środy na czwartek wyskoczyła mi temperaturka (39 st.), rano badanie krwi, telefon do szpitala... proszę przyjechać... i tak jestem znowu w Gliwicach. Dostałem leki i 3 jednostki świeżej krwi. Już czuję się dużo lepiej. Zostanę conajmiej przez tydzień.

Wszystkim Paniom Składam serdeczne życzenia z okazji 

 roza Dnia  roza Kobiet roza 

adoc (16:48)
Pokażcie, kto umie pisać!

04 marca 2008

W niedzielę wróciłem do domu. Słaby, bardzo słaby. Spałem w niedzielę przez dzień, w nocy i  cały poniedziałek. Dzisiaj jestem trochę bardziej do życia ale jeszcze słaby. Podłapałem katar - brak odporności.

W niedzielę wieczorem odwiedził mnie kolega, który w czasie mojego pobytu w szpitalu odbył pielgrzymkę do Ziemi Świętej. Oczywiście będzie miał bardzo dużo do opowiadania, ale to zostawię na później gdy będę miał siłę słuchać.

Jestem Koledze Jackowi bardzo wdzięczny za pamięć o mnie i mojej chorobie u źródeł Chrześcijaństwa.  Jako widoczne symbole łączności z Ziemią Świętą wręczył mi różaniec poświęcony na Golgocie oraz ćwiartkę tamtejszego chleba (fotka). Dziękuję!

  

Patrząc na ten chleb można lepiej zrozumieć słowa: łamać się chlebem, bierzcie i jedzcie...

Pozdrawiam Wszystkich!

cdn.

adoc (14:11)
Pokażcie, kto umie pisać!

01 marca 2008

Wczoraj sądziłem, że to koniec atrakcji, a tu ciut po 12tej w drzwiach sali szpialnej staje mój przyjaciel z Tymbarku w całej swojej krasie z olbrzymim uśmiechem na twarzy - przywiózł mi jeszcz żonkę w odwiedziny. Totalne zaskoczenie i olbrzymia przyjemość. Z owym kolegą pracowaliśmy wiele lat w jednej szkole... a w takiej sytuacji więzi są dość ścisłe i masa wspomnień. Muszę jeszcze o czymś (o kimś) napisać. Otóż, gdy już byłem w szpitalu w Gliwicach, okazało się, ż w tym właśnie szpitalu pracuje moja była wychowanka ze szkoły w Tymbarku. Było bardzo miłe spotkanie, a ja poczułem się na dalekim Śląsku jak u siebie w domu. Otóż, ten mój kolega również uczył tą naszą wychowankę i w związku z tym nasze spotkanie zamieniło się najpierw w 2osobową Radę Pedagogiczną, a następnie, już 3,4 osobowy zjazd przy kawie  hahaha  hehehe  oczko3 absolwentów Technikum Spożywczego w Tymbarku z: 1 absolwentem, 1 wychowawcą i 1 nauczycielem.

Dziękuję autorom niespodzianki! Mam szczęście do Ludzi!

A dzisiaj?

Rano miałem ostatnią porcję chemii z tej serii. Jestem sam na sali dobrze, że mam kompa, to jest konakt ze światem... a poza tym się nie ndzę absolutnie.

Na obiad były łazanki z kwaśną kapustą (be), w związku z czym trzymam dietę. Wieczorem jeszcze trochę czegoś do żyłki, i jutro o 9. zastrzyk i do domu.

Pozdrawiam serdecznie

cdn.

adoc (16:00)
Pokażcie, kto umie pisać!

29 lutego 2008

Dzisiaj jest 29 lutego. Jeden taki dzień na cztery lata. Cóż on mi przyniósł? Dodatkowy dzień pobytu w szpitalu. Dzień zaczął się od wizyty pielęgniarki, zapytała czy nie ma gorączki. zapisała i poszła. Potem był ksiądz z komunią. Poranna toaleta. Badanie cukru z palca - bardzo dobry poziom. NAstępnie podpięcie 0,5 l porcji chemii - godzina leżenia. Pielegniarka wyjęła mi wemflon (może tak to się pisze), gdyż stary był już od poniedziałku. Boję się każdego wkłuwania, gdyż już w żłam mam różne zatory i trudno znaleźć drożne miejsce. Najgorzej, jak nie da się wkłuć za pierwszym razem - to boli.

Potem, ok. 9:20 śniadanie. dzisiaj było kakao, dwie kromki chleba, serek topiony, porcja masła. Miałem dżem to sobie dołożyłem. Dobrze, że jeszcze czuję smaki, a po tej chemii znowu mogę nie czuć i wtedy bedzie wszystko smakować jak liście z wierzby. Później cieniutka kawka z sąsiadem.

Dzisiaj odwiedzili mnie dwaj sąsiedzi z pokoju, z którymi leżałem w pokoju na radioterapi w ubiegłym roku. Jeden ze Śląska, drugi z Wrocławia. Są dzisiaj na kontroli postępów leczenia. DZiękuję Im bardzo za pamięć i życzę dalszego zdrowia.

A teraz oczekiwanie na obiad. Wieczorem będę miał znowu kłucie wemflonem, dwa zastrzyki kolacja i do jutra. Ale utro już nowy dzień i w dodatku marcowy... a więc wnet wiosna i nowe nadzieje.

A to są żabki u mnie przed domem:

  

Pozdrawiam Wszystkich serdecznie... bye.

cdn.

adoc (12:08)
Tylko jeden dzielny rycerz...?

28 lutego 2008

W dalszym ciagu jestem w szpitalu - tym razem do niedzieli. No miało mnie. Jeszcze mnie ma. Nogi trochę odmawiają posłuszeństwa, ręce też trochę - trudno mi pisać ręcznie długopisem, ale to ma minąć po chemii. Dobrze, że mam kompa. Stukanie po klawiszach jeszcze mi idzie.

Proszę znajomych... napiszcie coś do mnie, kto czyta bloga od czasu do czasu. Będzie mi bardzo miło...

Wczoraj miałem strasznego DOŁA. I to niezależnie od mojego optymistycznego nastawienia. Nawet nie wiedziałem, że to możliwe. Dzisiaj już całkiem nieźle z psychiką. Tym bardziej, że choroba ponoć się cofa. TAk wynika z prześwietlenie. Ale za tydzień bedę miał tomografię, to będzie dokladniejszy wynik.

Mój współmieszkaniec Ślonzok dzisiaj wyszedł do domu i mam już następnego współlokatora.

Pozdrawiam Wszystkich

cdn.

adoc (18:26)
Pokażcie, kto umie pisać!

25 lutego 2008

Dokładnie na dzisiaj tydzień jestem w szpitalu. Jutro zacznę następną serię chemioterapii i... tak sobie czekam i dochodzę do siebie.

Warunki mam, można powiedzieć, znakomite. Pokój dwuosobowy z wyjściem na balkon. Umieszczony jest w aneksie 5 osobowym, w tym łazienka i ubikacja. Żeby tylko nie okoliczności... to byłoby sanatorium. Na jedzenie również nie narzekam. Oby tylko do zdrowia, ale i tutaj jestem optymistycznie nastawiony. Zresztą trudno być pesymistą w tak pięknym słonecznym dniu jakim jest dzisiejszy.

Ale chciałem dzisiaj opisać mojego sąsiada w szerszym kontekście. Otóż od tygodnia w tym pokoju mieszkam z gościem, nieco starszym ode mnie. Jest on rodowitym Ślązakiem z dziada pradziada o czysto polskim nazwisku. W czasie wojny ojciec Jego służył w wojsku niemieckim w wermachcie (jak twierdzi sąsiad z pokoju, ojciec był murarzem z cywila i w wojsku służył w saperach). Pod koniec wojny, w Rumunii został zastrzelony przez snajpera. Pozostawił rodzinę: żonę i trzech synów. Dopóki matka żyła, co roku wyjeżdżała na wczasy kombatanckie do Niemiec razem z jednym synem jako opieką, korzystali również ze wszelkich należności przysługujących rodzinom poległych niemieckich żołnierzy. Nawet opał na zimę. Dzisiaj, cała rodzina sąsiada mieszka w Niemczech. I synowie i krewni. On tez twierdzi, że miał wielką ochotę pozostać w Reichu, ale mama mu nie pozwoliła: ma zostać na ojcowiźnie i koniec.

Gdy się Go pytam kim on jest? to mówi: no jak to, Polok-Ślonzok. Jak żyją te Poloki-Ślonzoki dzisiaj, bo przecież ci którzy zostali na ziemiach polskich tą są szczątki kiedysiejszych autochtonów.

No cóż, należą wszyscy do ziomkostw mniejszości niemieckiej. I to razem z ludnością napływową. Korzystaja z tego ile wlezie, bo ziomkostwa finansują ich działalność statutową. Np. organizują wycieczki po Polsce i po Niemczech. Płacą za taka wycieczkę dwudniową 5 zł. Poza tym różne imprezy, spotkania. Na wsi są 3 organizacje: straż, ziomkostwo i przy parafii. Wszyscy korzystają z dotacji konsulatu w Opolu. Jakie my tam Niemce - mówi - dają forsę i już.

Napiszę jeszcze o tym ciekawym dla nas z Galicji temacie.

A co do krętych dróg?

Ojciec mojego sąsiada szpitalnego w czasie wojny był wermachtowcem. Wojował, nie wrócił, osierocił rodzinę. Mój Tato był żołnierzem Wojska Polskiego w 1939 roku, wrócił z wojny, dożył 86 lat. Teraz my,  ich synowie, spotkaliśmy się w jednym szpitalu, w jednym pokoju, w warunkach choroby nowotworowej.

I co, mamy się kłócić? - wymieniamy poglądy, opowiadamy sobie, itd.

Tak nas złączył wspólny los:

oto szpitalna fotka. Może zagadka: Kto jest Kto?

  

adoc (13:24)
Pokażcie, kto umie pisać!

23 lutego 2008

Nagle w sobotę pogorszył się mój stan zdrowotny, wyskoczyła wysoka gorączka, prawie 40 stopni. W poniedziałek badanie krwi - okazało się, że odporność organizmu spadła do zera i... kazali przjechać do szpitala.

Na drugi dzień już było lepiej, wszelkie badania wykonano... i świetna wiadomość dla mnie: choroba się cofa. No samopoczucie mi się zdecydowanie poprawiło.

Ale w szpitalu zostawili, będę czekał na planowaną, następną 5-dniową sesję chemioterapii od wtorku. Tyczasem dojdę do siebie.

 

Pozdrawiam Wszystkich... cdn.

adoc (14:48)
Pokażcie, kto umie pisać!

11 lutego 2008

Dopiero teraz, będąc w szpitalu przeczytałem Stulecie kłamców W. Łysiaka. Bardzo pesymistycznie nastroiła mnie ta książka. Nie, wcale nie chodzi o to, że wszystko co przeczytam przyjmuję bezkrytycznie. Jednak wiele tez tam zawartych trudno jest obalić. Bo cóż twierdzi Łysiak? Wszyscy kłamią, wszystko opiera się na kłmastwie: postęp, ewolucja, polityka, lewactwo, libertynizm, antykatolicyzm, antyfamiliaryzm, historia, mitologia, kultura, sport, wojna, pacyfizm, demokracja, ekonomia itd. itp.

Kłamią USA, Rosja, UE, NATO. Wszyscy kłamią. Kłamią politycy.... Jak w takim świecie żyć?

Ja jednak wolę swój świat, może wyidealizowany, na pewno wyidealizowany. Taką miałem drogę życiową. Będąc belfrem starałem się szczepić w młodych ludziach wiarę w człowieka. Powtarzałem od czasu do czasu: żyj tak, aby z Tobą ludziom było dobrze i aby Tobie wśród ludzi było dobrze. Maksyma ta się sprawdza ale tylko wtedy gdy w otoczeniu są ludzie uczciwi. A co, gdy trafisz na sępy? Czy pozostaje nadstawić drugi policzek? Myślę, że trzeba poszukać w otoczeniu LUDZI. I z nimi próbować coś zmienić. Albo czekać! Kto sieje wiatr, zbiera burzę. To się sprawdza. Pisałem już kiedyś w swoim blogu, że spotkałem w życiu jednego człowieka, który co innego w oczy, a co innego poza oczami. Będąc wójtem zwolnił dyscyplinarnie jedną z pracownic tylko dlatego, że miała mało dla wójta usłużnych krewnych. Obecnie przegrał sprawę z kretesem i musi przyjąć zwolnioną spowrotem do pracy. I mam nadzieję, że to jeszcze nie koniec sprawy, gdyż przy okazji był mobbing i utrata zdrowia przez pracownicę. Oprócz tej sprawy nazbierało się jeszcze kilka innych, jeszcze bardziej "śmierdzących" historyjek spowodowanych nonszalancją, pewnością siebie, intrygą, zachłannością i "wiązaniem z sobą" ludzi łasych na władzę i pochlebstwa.

Gdy Napoleona pytano, dlaczego nie cieszy się z wiwatów ludzi, odpowiedział:

Ci sami ludzie będą wiwatować, gdy pójdę na szafot. Tłum jest zawsze taki sam.

Żal mi tylko tych, którzy słysząc szczekanie wodza sami ujadają.

A co z moją chorobą?

Jestem w domu, Jutro jadę do Gliwic na zastrzyk chemii i spowrotem. Jeszcze muszę opisać stan moich receptorów smakowych. Otóż nie czuję żadnego smaku. Jest to paskudne uczucie - najlepsze przysmaki się je, a wszystko smakuje jak liść z wierzby albo zmiksowana dżdżownica - wszystko jedno, nie ma różnicy. Cóż tak też bywa. Mam nadzieję, że smak mi wróci do normy. Zresztą nadziei mam dużo więcej i Szanownym Czytelnikom niniejszego bloga też nadziei życzę!

Pozdrawiam!

cdn.

adoc (20:22)
Pokażcie, kto umie pisać!

07 lutego 2008

Po wielu latach od przygody z wojskiem, zostałem belfrem, daleko od Warszawy, bo aż w Galicji, w Tymbarku. W latach 70. i 80. XX w. jeszcze organizowało sie wycieczki szkolne pociągami, a ja lubiłem jeździć, znałem prawie całą Polskę, więc chętnie organizowałem takie wycieczki. Byłem akurat wychowcą klasy szkoły zawodowej i udalo mi się namówić uczniów na 4-dniową wycieczkę do Warszawy. Noclegi w schronisku młodzieżowym, transport pociągiem i tramwajami, wyżywienie we własnym zakresie i w Barze PRAHA przy AL. Jerozolimskich. W planie wycieczki był m.in. Teatr Wielki i nieoficjalnie grób ks. Popiełuszki (było to 1 m-c po pogrzebie). Oczywiście kościół, przy którym był grób ks. męczennika był obstawiony patrolami dziwnych indywidułów, miałem przygotowaną bajeczkę, że chcemy trafić na Powązki i doszliśmy tutaj, ale dość nas nik nie zaczepiał. Grób jeszcze był ziemny z prostym metalowym krzyżem ze spływającą łzą. Na parkanie kościoła rozwinięte jeszcze transparenty pozostałe po pogrzebie, który był manifestacją robotników w mrocznym czasie stanu wojennego. Wizyta ta głeboko zapadła w pamięci uczestników wycieczki.

A teraz o teatrze. Uparłem się, żeby jeden wieczór poświęcić na KULTURĘ. I to w Teatrze Wielkim, jest tam również wiwlw do zwiedzania. Niestety w owym czasie jedynym spektaklem dla nas dostępnym był... balet współczesny, na motywach symfonii G. Mahlera, traktujący O stworzeniu świata. Kupłem bilety - postąpiłem bardzo dyktatorsko, uczestnicy optowali za jakimś filmem. Poszliśmy wieczorem. Opinie były różne. Ale satysfakcja przyszała dopiero  za wiele lat. Podczas spotkania z jedną z uczestniczek owej  wycieczki (skończyła w międzyczasie studia) przypomniała mi wycieczką do Warszawy i udział w spektaklu baletu. Podziękowała mi za ten balet mówiąc, że wielokrotnie błysnęła w towarzystwie, znajomością prawdziwego baletu i że nie spotakała człowieka, który był na prawdziwym balecie. HA, ha, ha!

Na koniec cytat  Camusa:

Być wolnym - znaczy móc nie kłamać.

Czego wszystkim Państwu życzę.

adoc (13:36)
Tylko jeden dzielny rycerz...?

04 lutego 2008

Od dzisiaj jestem znowu w szpitalu w Gliwicach. Po badaniach okazało się, że wyniki pozwalają na rozpoczęcie następnej sesji chemioterapii. Od jutra rozpoczną się codzienne wlewy tych "miażdżących gada" substancji. I tak do soboty i znowu do domu. Wczoraj zacząłem po raz drugi zrzucać owłosienie - ale można się z tym pogodzić, zwlaszcza tutaj, gdzie co drugi pacjent jest pozbawiony tego naturalnego organu. Użyłem określenia: "miażdżących gada" substancji, gdyz tego  określenia użyła lakarka mówiąc o nawrocie raka u red. Turskiego.

Właściwie to dość nie ma o czym pisać w tej szpitalnej codzienności i pomyślałem sobie, że od czasu do czasu opiszę jakieś znaczące historyjki z mojego (nie najkrótszego) życia. Zacznę od przygody z teatrem.

Otóż zasadniczą część dwuletniej służby wojskowej odbywałem w Warszawie na Bemowie w starym forcie zwanym Groty. Ma to znaczenie o tyle, że było to ok. 10 km od centrum W-wy i jechało sie tam tramwajem. Pewnej pogodnej niedzieli (chyba 1965 r.) wybraliśmy się z kolegą na przepustkę. Gdzie? Oczywiście do miasta. Wykorzystywaliśmy każdą przepustkę na zwiedzanie wszystkiego co było ciekawe i poznawanie Warszawy.

Tej niedzieli znaleźliśmy się na Placu Teatralnym i... kupiliśmy bilety do opery. A było to chyba miesiąc po uroczystym otwarciu, odbudowanego po zniszczeniach wojennych, gmachu Teatru Wielkiego i Opery. Nie pomnę już czy to była Halka, czy Straszny Dwór (chyba ta pierwsza), w każdym razie była to moja pierwsza eskapada do opery i... spektakl zrobił na nas wrażenie.

Opowiadanie tej historyjki nie miało by sensu, gdby nie to, że spektakl zakończył się ok. godz. 23:30, dojazd do koszar nocnym tramwajem potrwał  ok. 1,5 godz. i my zamiast na godz. 22, zjawiliśmy się w jednostce już dobrze po godz. 1 następnego dnia.

Oczywiście oficer dyżurny wyłapał naszą nieobecność i przedstawił nas w poniedziałek do raportu karnego do dcy ds. politycznych. Ten od razu przystąpił do wyzwisk, że poszliście, spiliście mordy i szlajaliście się po rynsztokach. Wyczekaliśmy na przerwę w potoku słów i mówimy: ale myśmy byli w operze! Co wy mi tutaj p...licie o jakiejś operze - słyszymy. Za chwilę do niego dotarło znaczenie słowa opera. Co? Jak? Gdzie? Pokazujemy mu bilety. Z miejsca zrobił się kulturalnym facetem, wypytywał jak tam było, o czym, czy się nam podobało... Skubany wszędzie się później chwalił i przed żołnierzami i przed kadrą, że ma takich żołnierzy, którzy zamiast na przepustce normalnie się zapić idą do OPERY! Może nawet sam poszedł wiedziony naszym przykładem. I taki oto był mój wkład w popularyzację opery w dywizjonach powietrznej obrony Warszawy.

Pozdrawiam Wszystkich

cdn.

 

adoc (22:45)
Pokażcie, kto umie pisać!

31 stycznia 2008

Zaszalałem. Spożyłem dzisiaj aż trzy pączki. Jest to o tyle ważne, że unikam słodyczy, właściwie wogóle nie słodzę i maksymalnie ograczniczam wszelakie węglowodany. Zwłaszcza wyroby mączne, ziemniaki itp. Dzięki temu utrzymuję jaką taką wagę. Wczoraj miałem 89 kg. A apetyt mi dopisuje potężnie.

W ubiegły wtorek ponownie byłem w Gliwicach - dostałem znowu porcję chemii w żyłę i do domu. Od następnego poniedziałku zostanę ponownie przyjęty do szpitala i rozpocznie się kolejna sesja chemioterapii trwająca dokładnie 3 tygodnie.

Samopoczucie poprawiło mi sie na tyle, że nie myślę tylko o chorobie, a wrodzony optymizm powoli bierze górę nad zagadnieniami ostatecznymi.

Bardzo brakuje mi pracy. Jednak to jest coś co człowieka potrafi unosić w powietrzu na emocjach. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś stanę przed słuchaczami i przekażę Im to co mam do prazekazania... Przypominam się współpracownikom, że jeszcze jestem...

Jednak narazie to jest przez jakiś miesiąc niewykonalne, tym bardziej, że znowu czeka mnie zmiana wyglądu związana z chemioterapią. Ale to też jest ciekawa metamorfoza - człowiek sam sie w lustrze nie poznaje... fajnie.

Natomiast pączki w tłusty czwartek są pycha...

Pozdrawiam wszystkich znajomych i nieznajomych...

cdn

adoc (19:44)
Pokażcie, kto umie pisać!

22 stycznia 2008

W sobotę wieczorem przyjechałem do domu na przepustkę. Jakoś przyzwyczajam się do myśli o chorobie i zbieram siły do walki. Czuję się jako-tako. Dzisiaj objechałem, właściwie to mnie obwieziono do Gliwic, tam dostałem następną porcję chemii w żyłę i spowrotem do domu. Muszę teraz wzmacniać się ile wlezie.

Gdy widzę w szpitalu ile nieszczęścia, ile ludzi walczy z rakiem i jak, to poczuwam się do solidarności z nimi wszystkimi, czuję z nimi tą więź, więź wspólnego losu.

Teraz tydzień w domu i znowu we wtorek na następną porcję.... smacznego.

Pozdrawiam

cdn

adoc (20:34)
Pokażcie, kto umie pisać!

16 stycznia 2008
No i ponownie wylądowałem w szpitalu. Też w Gliwicach, tylko dwa piętra niżej. Mówię do siebie: masz raka płuc - i ten drugi ja, słyszy ale tak, jakby to było do kogoś innego i o kimś innym. Co prawda, już przez te 10 dni zdążyłem się przyzwyczaić do myśli o chorobie. Jeśli nie masz na coś wpływu to się do tego przyzwyczaj, polub to. Tak, polub to - jeśli tylko potrafisz. Jednak uważam, że jeszcze mam wpływ. Jaki?
1. Nadzieja, ufność i Rodzina
2. Przemku, czuję wsparcie modlitewne Twoje i Twojej Rodziny Augustiańskiej.
3. Dziękuję za wsparcie wszystkim, którzy do mnie npisali i którzy myślą o mnie.
4. No i przede wszystkim - wsparcie medycyny.
Właśnie dzisiaj, a jest 15 stycznia, rozpocząłem następną sesję chemioterapii. Tym razem przez 5 dni. Opracowano w szpitalu cały schemat leczenia, który, z przerwami trwał będzie ok. 9 tygodni. Nie poddaję się!!!
 Nie piszę tej notatki bezpośrenio na blogu, gdyż nie mogę się połączyć z Internetem, ale jak będzie łączność, to zamieszczę i... będę wstawiał następne wpisy...
Pozdrawiam
cdn
adoc (11:42)
Tylko jeden dzielny rycerz...?

11 stycznia 2008
Pierwszy etap walki z chorobą zakończył się remisem 1:1. Ale choroba pokazała zęby. Okazało się, że mam przerzuty do płuc. W wyniku tego stan "meczu" 2:1 dla choroby. Ale dopóki piłka w grze (dopóki żyję), wynik może się zmienić. I właśnie od poniedziałku podejmuję dalszą walkę z chorobą.  Rozpoczynam następny etap leczenia w szpitalu. Zostałem zakwalifikowany do chemioterapii (dobre i to). Nie chce mi się opisywać wszystkiego dokładnie, ale stan psychiczny mam "pod zdechłym azorkiem". Wszystkich proszę o wsparcie: modlitwą, dobrym słowem, pozytywnym myśleniem. Tak łatwo się nie poddam.
Pozdrawiam wszystkich
cdn 
adoc (10:38)
Pokażcie, kto umie pisać!

31 grudnia 2007

Oto ostatni dzień 2007 roku. Nie będę podsumowywał tego roku. Robią to wszędzie, a zwłaszcza w tv. Ja osobiście wolałbym, aby mimo wygranych przez PO wyborów, taki rok nie powtórzył się więcej. Choroba i to prawie całoroczna nie może nastrajać optymistycznie. Tym bardziej, że ostatnio czuję się całkiem rozbity, jakieś stany podgorączkowe, antybiotyki nie pomagają, co chwilę szarpie mną suchy  kaszel... ogarnęło mnie lenistwo. Stałem się chyba trudny do zniesienia. Ale te pesymistyczne nastroje chciałbym zostawić w stary roku i do nowego, 2008, wejść pełen optymizmu i radości życia. I niechżeż tak się stanie.

A na fali tego promiennego spojrzenia w przyszłość zamieszczam dwie fotki z Mogielicy:

1. na Tatry

  

2. na Babią Górę (1725)

  

Obydwa zdjęcia z 29.12.2007.

Życzę Wszystkim Szczęśliwego 2008 Roku

cdn.

adoc (12:19)
Pokażcie, kto umie pisać!

23 grudnia 2007

W miniony piątek, czyli przedwczoraj, byłem z żonką w Gliwicach - oczywiście w szpitalu onkologicznym. Była to pierwsza wizyta kontrolna po zakończonym w październiku agresywnym leczeniu. Wyjechaliśmy o godz. 4:10 i jechaliśmy najkrótszą trasą, czyli: Gdów, Wieliczka, autostrada A4, Gliwice. Podróż przebiegała wyśmienicie. Praktycznie żadnych remontów na trasie. Tylko zaraz po wyjeździe było trochę ślisko, ale juz od Tarnawy wspaniała droga. Czas jazdy wyniósł 2 h 20 min, co, biorąc pod uwagę odległość = 170 km i dziewięcioletni samochód Seicento, daje niezły wynik. Podczas wizyty pobrano mi krew na zawartość kreatyniny oraz zrobiono mi rezonans magnetyczny leczonego pola pooperacyjnego. Proces wykonania rezonansu trwa ok. 40 min. W tym czasie sporządza się kilkadziesiat różnych przekrojów i zapisuje się to na płytkę CD. W czasie badania do żyły wprowadzony zostaje kontrast pozwalający na uzyskanie dokładniejszego obrazu. Właśnie ten kontrast był przyczyną pogorszenia się mojego samopoczucia. Mianowicie straciłem smak i wszystko mi dziwnie pachnie. Jest to szczególnie niemiłe przed świętami ;). Wyniki badań będą dopiero później, mianowicie następną wizytę mam 10 stycznia już 2008 roku. Jednak jest pewien dreszczyk emocji... co też z tego badania wyjdzie. Jestem jednak dobrej myśli... nie może inaczej być!!!

 

  

W związku z ropoczynającymi sie jutro świętami Bożego Narodzenia pragnę Wszystkim odwiedzającym mojego bloga złożyć najserdeczniejsze życzenia świąteczne. Przede wszystkim zdrowia, zdrowia, zdrowia - ono jest najważniejsze. Gdy jest, wówczas wszystkie inne problemy są do rozwiązania - i tego Państwu życzę.

I jeszcze wierszyk:

Najserdeczniejsze życzenia:

    Cudownych Świat Bożego Narodzenia
    Rodzinnego ciepła i wielkiej radości,
    Pod żywą choinką zaś dużo prezentów,
    A w Waszych pięknych duszach wiele
    sentymentów.
    Świąt dających radość i odpoczynek,
    oraz nadzieję na Nowy Rok,
    żeby był jeszcze lepszy niż ten,
    co właśnie mija.
 
cdn.
adoc (21:13)
Pokażcie, kto umie pisać!

19 listopada 2007

Od ostatniego wpisu minęły już dwa tygodnie z hakiem. W tym czasie odpoczywałem, spożywałem dzisiątki tabletek (i dalej spożywam), dochodziłem do siebie poprzez dobre odżywianie się i... w ostatnim tygodniu poszedłem do pracy! Od środy do niedzieli miałem kurs w Nowym Sączu, po 8 godzin lekcyjnych dziennie. Jestem wdzięczny zleceniodawcom... ta praca postawiła mnie psychicznie na nogi. Kapitalnie poprawiło mi się samopoczucie. Jednak gdy człowiek przyzwyczajony jest do intensywnego życia i kontaktów z ludźmi na pewnym poziomie (a ród nauczycielski do tej grupy niewątpliwie należy), to powrót do tych kontaktów równoznaczny jest z powrotem do życia. A ponadto jestem szczęśliwy, że na coś się przydaję i mogę przekazywać pewną wiedzę i umiejętności komuś, kto tego chce i oczekuje. A tak właśnie jest na kursach dokształcających. Uczestnicy takich kursów wiedzą czego chcą i za to ich trzeba cenić. Poza tym każdy kontakt również mnie wzbogaca i z tej możliwości czerpię pełnymi garściami.

Po 8 godzinnej pracy fizycznie byłem zmęczony, ale to zmęczenie jest takie... fajne.

Teraz tydzień kanikuły, a następnie znowu kurs, lecz tym razem w Limanowej - trochę dłuższy i nie tak intensywny. Jestem cały happy, że tak mi się układa i nie mam czasu na myślenie o chorobie. A nie jest bez znaczenia również to, że coś się zarobi.

Podczas dojazdów do Nowego Sącza nastąpił pierwszy atak zimy. Dojazdy w dniach 15 i 16 listopada były bardzo utrudnione, ale sobotniego ranka widok z Wysokiego wynagrodził wszelkie niedogodności:

1. widok na Tatry

  

2. Mogielica (1170) w głębi - najwyższy szczyt (mojego) Beskidu Wyspowego

  

Pozdrawiam

cdn

adoc (14:35)
2 Wiem, ze Ty też masz coś do dodania

03 listopada 2007

Miejsce po naświatlaniach już prawie zagojone, jeszcze malusieńka powierzchnia pod strupkiem, ale to już "pryszcz". W dalszym ciągu intensywnie zdrowieję. Pozostaje mi teraz: 21 grudnia wyjazd do Gliwic na specjalistyczne badania krwi i tomografię komputerową, no i

10 stycznia, już przyszłego roku ponownie do Gliwic - wtedy to będą wyniki tych badań. Okaże się czy kuracja przyniosła oczekiwane rezultaty, czego bardzo pragnę. Tymczasem proszę wszystkich o przekazywanie mi "dobrych energii" pod każda postacią - modlitwy również.

Na temat polityki zachowam milczenie. Życzę nowym władzom powodzenia we wszystkich dobrych zamiarach. Trzeba tego całej Polsce.

Od czasu do czasu pojawi sie jakiś wpis w tym blogu. Jeśli ktoś przyzwyczaił sie do czytania tych moich wynurzeń to zapraszam czasami do odwiedzin i... może czasem jakiś liścik do mnie? - postaram się wpisywać okresowo jakieś komentarze.

 

Serdecznie pozdrawiam Wszystkich przyjaciół.

Bardzo dziękuję za liścik Panu Grzegorzowi... dziękuje za słowa otuchy 

Pa! martini 

 

adoc (22:41)
Pokażcie, kto umie pisać!

29 października 2007
Cały tydzień milczałem, ale to dlatego, że w ciszy domowego ogniska dochodziłem do siebie. Samopoczucie poprawia mi się znakomicie, jeszcze tyłek trochę dokucza, ale to jest nie takie uciążliwe.
Natomiast w polityce się porobiło.... no, no. Przegrani się miotają, poszukując winnych tej przegranej, a w rzeczywistości sami sobie winni. Po prostu naród podziękował Im i ich klakierom i różnym "naszywkom". Ludzie dość mają siania nienawiści w wykonaniu podjudzaczy. Sadzę, że większość wyborców głosowała nie tyle za PO ile przeciw Kaczyńskim. Zresztą powyborcze zachowania bliźniaków potwierdzają ich schwartzcharaktery. Czy ktoś, kto samodzielnie myśli może z takimi współpracować? Przyjmuję natomiast  do wiadomości różne opinie nt. wyborów, również te, które  krytykują  ich wyniki - na tym polega demokracja i tolerancja... a niby dlaczego mam być nietolerancyjny? PO po wyborach ma niesamowitą szansę na "zmianę kraju" i życzę tym politykom aby stanęli na wysokości zadania i nie wdawali się w idiotyczne polityczno-społeczne zawiłości.
Wczoraj była piękna niedziela. Z rodzinką uczestniczyłem w wypadzie na Słowację, w Tatry.
  
Zamieszczam widoczek zrobiony znad Skalnatego Plesa (1751 m n.p.m.) na Łomnicę (2634).
Pozdrawiam
cdn
adoc (14:08)
Pokażcie, kto umie pisać!

21 października 2007

Dużo lepiej czułem sie w momencie wychodzenia ze szpitala niż obecnie. A związane jest to przede wszystkim z wychodzeniem z anemii (szybkie męczenie się) oraz z "chorobą popromienną". Otóż pole wokół szramy pooperacyjnej, które było intensywnie napromieniane, dopiero teraz "dało odczyn", czyli efekty poparzenia. Tak wyglądało  miejsce napromieniania wczoraj:

  

...prawie jak przypieczony przez imć Kuklinowskiego bok pana Andrzeja Kimicica... Dzisiaj było to jeszcze bardziej zaropiałe i do tego razem z gatkami zeszły mi płaty skóry z tej opalenizny. Boli. Ale to się już naprawdę goi!

W piątek byłem na badaniach krwi: morfologia się poprawia, żelazo w normie, cukier też.... trochę za wysoki cholesterol, ale jak będę mógł zażywać lekarstwa to mi jego zawartość spadnie.

Wybory! A jakże, byłem głosować i zagłosowałem na mojego przyjaciela ze spływów kajakowych, który staruje z listy PO dopiero z 8 miejsca, ale to porządny facet -Jan Kuliga z Lipnicy Wielkiej na Orawie. Z niecierpliwością czekam na wyniki. O tej porze frekwencja dopiero 35,8%. To bardzo mało... a sondaże były inne... W każdym razie życzę tym, którzy wygrają wybory aby nie numerowali Polski tylko zrobili ją normalną.

Pozdrawiam rodzinkę z Włocławka.

I wszystkich Innych również.

CDN.

 

adoc (17:55)
Pokażcie, kto umie pisać!

08 października 2007

W przypadku mojej anemii organizm jest maksymalnie osłabiony, pozbawiony odporności na wszelakie infekcje. Stan gorączkowy wprawił mnie wię w małą panikę. Zadzwoniłem dzisiaj do mojej Pani Doktor. Gdy przedstawiłem jej aktualny stan ona rozwiała moje obawy, twierdząc, że gorączka może być wynikiem tych trzech ostatnio zaaplikowanych w szpitalu zastrzyków. Wówczas mówiono, że jeden taki zastrzyk to jak worek świeżej krwi. Technika idzie do przodu...  roza - to dla Pani Doktor.

Pozdrawiam

cdn.

adoc (09:18)
Pokażcie, kto umie pisać!

07 października 2007

Właśnie, jestem w domu. Nareszcie. Trochę sie prestraszyłem, gdyż wieczorami mam lekką gorączkę, natomiast rano i przez dzien raczej osłabienie. Dzisiaj zauważyłem, że okolice blizny pooperacyjnej mają zmieniony kolor. Skóra zrobiła się taka... trochę "ostra", gruzełkowata. Jest to najprawdopodobniej skutek naświetlania. To i tak dobrze że dopiero teraz. Wiele osób ma poważny odczyn jeszcze w czasie radioterapii, nawet do ran włącznie. Myślę, że te stany gorączkowe to od tego - przecież to są oparzenia, a co dopiero w środku, pod bllizną? To plus lekka anemia trochę mnie osłabia, ale myślę, że wszystko wróci do n ormy, zwłaszcza, że we środę wybieram się do pracy... hihi 

 

Pozdrawiam

cdn.

adoc (22:10)
Pokażcie, kto umie pisać!

04 października 2007

Jutro jeszcze zastrzyk z rana i do domu. Stoi na parkingu moje autko, spakuję sie i pojadę do Tymbarku. Czego się dzisiaj dowiedziałem? Otóż dostanę recepty na leczenie anemii, czyli skutków chemio- i radioterapii i na kontrolę dopiero za dwa miesiące. Myślę, że w tym czasie odżyję...

Dziękuję wszystkim, którzy wspominali mnie od czasu do czasu, którzy wspierali mnie w mojej chorobie słowem, telefonem, modlitwą i podtrzymywali na duchu.

jeszcze się odezwę....

Pozdrawiam

cdn.

adoc (12:28)
Pokażcie, kto umie pisać!

03 października 2007

Spełniły się moje oczekiwania: mam anemię i w związku z tym nie będę miał narazie chemii ale za to będą trzy zastrzyki odbudowujące krew. Dzisiaj, jutro i w piątek i... do domu - więc przedłużenie pobytu o jeden dzień. Tyle wytrzymałem to jeszcze jeden dzień - cóż to jest?

Wypis ze szpitala dostanę w poniedziałek, zostawiam zaadresowaną kopertę to mi przyślą - tam będzie napisane co dalej. Co dalej? Pożyjemy, zobaczymy. Musi być tylko lepiej...

cdn.

adoc (19:23)
Pokażcie, kto umie pisać!

Wychodzę ze szpiatala, jutro. Właśnie jutro mam ostatnie naświetlanie i... do domu. Najwyższy czas. Przez prawie dwa miesiace czlowiek zapuszkowany w szpitalu w pewnym sensie zatraca kontakt z rzeczywistością. Realem dla niego są inni chorzy, ich problemy; poznaje się sąsiadów poprzez wspólne wspomnienia różnych hostorii, faktów mniej lub bardziej zmyślonych, prawdziwych i fikcyjnych historii życia. Jednak w podświadomości tkwi chęć powrotu do swojego byłego życia, do rodziny, przyjaciół, pracy....

Dzisiaj rano pobrano mi krew do badania, w wyniku którego zostanie podjęta decyzja o 5. cyklu chemioterapii - czy będzie czy na tym koniec. Paradoksem jest, że czekam aby wyniki wskazywały na anemię - wówczas już nie będzie chemii. (Przewidywano mi 4-6 cykli.) Każda chemioterapia jest bardzo cieżka do przeżycia; nie tylko sama ale zwłaszcza tydzień po niej....

 

Wczoraj zrobiłem zdjęcie mojej maski do radioterapii, na wieczną rzeczy pamiątkę. Tak to wygląda:

   

Właśnie przypina się tą maska ddelikwenta do  stołu poniższego urządzenia (akceleratora) i dalej to wszystko się praesuwa, obraca, warczy, syczy, szumi i po kilku minutach koniec naświetlenia.

Następny wpis będzie już z domu...

Pozdrawiam wszystkich, którzy zainteresowali się moim blogiem. Przeżycia, których doznałem, na szczęście nie są przeżyciami powszechnymi ale naprawdę, wiadomość o chorobie spada jak grom z jasnego nieba i wówczas cały dotychczasowy świat się zawala. Nie ma certyfikatu bezpieczeństwa. Wtedy dopiero widać jakimi głupimi rzeczami człowiek się emocjonuje, jacy mali i karykaturalni ludzie potrafią człowieka doprowadzić do rozstroju nerwowego... a to wszystko jest naprawdę mało ważne. Ważne jest zdrowie. I pokladam nadzieje w Panu Bogu, że ten ciężki etap życia mam już za sobą.

Bye...

cdn.

 

 

adoc (09:44)
Pokażcie, kto umie pisać!

29 września 2007

Przedwczoraj przyszedł sąsiad ze spaceru po przyszpitalnym parku i oznajmił, że znalazł pod sosnami 11 grzybów. Niby nic dziwnego, jest wysyp grzybów, kto wyjdzie z domu zaraz znajduje grzyba. Moja żonka również bardzo lubi zbierać grzyby... i podczas wieczornej rozmowy zakomnikowałem Jej, że przy szpitalu też rosną grzyby. Jak przystało na grzybową profesjonalistkę, momentalnie zadała rzeczowe pytanie: jakie to były grzyby? Ja zdezorientowany skierowałem to samo pytanie do sąsiada - znalazcy grzybów, a on gdzieś z pościeli odpowiada: onkologiczne. W ten sposób dorzucam do przewodników po zbieraniu grzybów, nową ich odmianę: grzyb onkologiczny.

 

Nie widzicie Państwo w tym nic śmiesznego?

A wśród pacjentów szpitala jest to fajny dowcip....

 

A to są najprawdziwsze prawdziwki znalezione przez Jarka w okolicach Słopnic we wrześniu br. Od lewej: 1,75 i 0,85 kg - zdrowe:.

  

 

Dzisiaj jestem na przepustce i wracam do szpitala w poniedziałek po południu. Najprawdopodobniej pojadę swoim autkiem, gdyż pozostały mi jeszcze 4 napromieniowania i niewykluczone, że we czwartek wrócę. Nie będę czynił w ten sposób nikomu kłopotu, bo nie wiem dnia ani godziny wypisania ze szpitala.

 

Pozdrowienia

cdn.

adoc (14:29)
Pokażcie, kto umie pisać!

24 września 2007

Tym razem nie pojechałem do domu, ale za to miałem już czwartą chemioterapię. Od soboty od 10:20 do poniedziałku czyli dzisiaj do 6:45 wlano mi przez kroplówkę ponad 8 litrów różnych roztworów. Ważyłem sie w soboę rano - było 94,5 kg i dzisiaj po kroplówce - było 101,2 kg. Trzeba to w najbliższych dniach "wypuścić". Czuję się dość nawet, tylko tak trochę przyćmiony.

 

Natomiast kampania wyborcza przybiera karykaturalne wymiary.

Jakieś bzdurne, prymitywne tematycznie, PiSowskie spoty, najprawdopodobnie skierowane do równie prymitywnej części elektoratu (myślę, że nawet zwolennicy PiS są zniesmaczeni). Premierowi coś się popieprzyło, gdy mówił o nowym stanie wojennym. Wałęsa mógł mieć tajną  konstrukcję myślową, ale prawnik? człowiek wykształcony.....?

LiD wyraźnie bryluje w kierunku drobnych i większych pijaczków - w końcu tam też jest elektorat...

Lepper na wszystkich się skarży że mu dokuczają...

Giertych straszy, że jego działania w oświacie zostaną zaprzepaszczone... i dobrze na tym wyjdzie, oświata...

Prezydent pojechał do Ameryki i tam robi propagandę wyborczą dla PiSu wśród Polonii - czy to poważne? Przecież takie działania powinni obserwatorzy sprawdzić i... myślę, że sprawdzą nawet nie będąc w Polsce...

Tusk w tym zoo się chyba pogubił, bo jak sie ma zachować ktoś poważny, też zdurnieje...

Pawlak w tym wszystkim najpoważniejszy, ale cóż on może?

 

Dużo słucham I PR i przyznaję Lepperowi rację, że jest preferowany PiS chociażby poprzez dobór odpowiednich, korzystnych dla ten partii, gorących wiadomości... nie będę komentował tego bo mi się nie chce...

Nie będę mówił na kogo głosować, ale ja zagłosuję na PO...;)

 

W załączeniu zdjęcie Coloseum albo jak kto woli cyrku... to jest miniatura w Inwałdzie (1:25)... dla polityków na pojedynki?

  

Nie będę juz komentował polityki, bo to mi się po prostu nie podoba, chyba, że nie wytrzymam...

Pozdrowienia dla Wszystkich....

.... a może by ktoś z tych szalejących polityków popatrzył przez pryzmat szpitalnej beznadziei...?

bye, cdn... 

adoc (16:46)
Tylko jeden dzielny rycerz...?

21 września 2007

Resymulacja - czekam własnie na dzialania, które tak się nazywają. Mam mieć zmienione punkty napromieniowania i natężenie tych promieni. Narazie czekam i czekam (a jest już godzina 13:50). Dzisiaj rano jedna Wampirzyca ;) utoczyła mi z żyły krew do badania i okazało się, że mam lekką anemię, nie przeszkadzjącą zresztą w zaaplikowaniu czwartej już porcji chemioterapii. Z tą anemią to prawdopodobnie norma, pojawia się ona wskutek radioterapii?! Dzisiaj jeszcze 24. naświetlanie, a jutro od przedpołudnia do rana w poniedziałek pompowanie kilku litrów najróżniejszych płynów na bazie wodnego roztworu NaCl.

  

Przeczytałem dzisiaj informację o wypowiedzi bpa Pieronka nt. audycji RM a właściwie kazania agitacyjnego dla PiSu. Przypominam sobie konferencję prasową z bpem Pieronkiem (jeszcze nie był biskupem), w której uczestniczyłem jeszcze w latach 90tych. Powiedział on wówczas, że działalność Radia Maria może doprowadzić do rozłamu w polskim Kościele (wywołało to stwierdzenie duże poruszenie wśród dziennikarzy).

(właśnie się dowiedziałem, że resymulację będę miał dopiero w poniedziałek, zmiana będzie polegać a tym, że zmniejszy się pole napromieniowania)

Dzisiaj już widać, że ten rozłam następuje. Następuje pomiędzy tymi, którzy wiedzą na czym polega demokracja, a tymi, którzy chcieliby narzucić swój punkt widzenia wszystkim i to w prawie każdym temacie. Ci drudzy nie uznają półcieni, dopóki to nie dotyczy ich osobiście, wyznają moralność Kalego. A właśnie życie to półcienie i trzeba się z tym pogodzić, że każdy ma swoje miejsce na świecie i dopóki jego zachowanie czy postawa nie zagraża innym - ma prawo wyrażać swoje zdanie i ma prawo być szanowanym przez wszystkich. To jest jedna z cech tolerancji. Sądząc jednak po wypowiedziach różnych polityków i kaznodziei do tolerancji jest nam jeszcze bardzo daleko, a naród uważa, że tolerancja jest czymś złym, tak samo jak pojecie liberalizm stalo się synonimem wszelkiego zła i straszy się nim dzieci i starsze panie...

 

Załączam widoczek, jaki wczoraj mnie kusił wieczorową porą przez szpitalne okno:

  

Pozdrawiam wszystkich

(proszę tych moich uwag nie brać sobie do serca, gdyż uważam, że mam prawo wyrażać swoje opinie ale nie chcę nikogo nimi obrażać)

cdn.

adoc (14:01)
Pokażcie, kto umie pisać!

18 września 2007

Wszystko odbyło się zgodnie z planem.... oprócz tego, że w okolicach Wieliczki oderwał mi się tłumik od rury i silnik wydawał z siebie ryk niczym bolidy formuły I, czym wzbudzałem niwątpliwie poruszenie pośród tubylczej ludności, zwłaszcza że pora była wieczorna. Ale juz wszystko w porządeczku. W domu przybyłem na wadze cały 1 kg... i to za trzy dni, no, no.

 

Wczoraj obchodzono w Polsce 68. rocznicę napaści ZSRR na Polskę. Głównym tematem była Zbrodnia Katyńska. Co prawda moja rodzina nie doświadczyła okrucieństw "przyjaciół" ze wschodu (najwyższą rangą w przedwojennym wojsku był sierżant zawodowy - wujek), ale pojęcie Katyń ma dla mnie inny wydżwięk. Przez okres mojej młodości tematyka Katynia była skrzętnie pomijana w szkołach i właściwie nie było takim oczywistym, kto stał za tą zbrodnią: Rosjanie czy Niemcy. Przekonałem sie o prawdzie dopiero w roku 1981 po przeczytaniu książeczki pana Czapskiego (drugi obieg), który jeszcze w czasie wojny z polecenia gen. Andersa poszukiwał polskich oficerów. Niezwłocznie po tym (początek listopada 1981 r.)oddałem moją legitymację partyjną, co było równoznaczne z wypisaniem się z PZPR. Zresztą przynależność do tej organizacji uważam za mój największy życiowy błąd. Ale nie będę się więcej usprawiedliwiał.

 

W czasie weekendu uciekł ze szpitala gościu, o którym pisałem (ten, który podejrzewał pielęgniarki o to, że go podtruwają). Nikt nie wie gdzie on przebywa. Kurator go ponoć poszukuje.

 

Poniżej zamieszczam fotkę z parku miniatur znajdującego się w Inwałdzie k/Wadowic (proporcje 1:25)

  

Pozdrawiam

cdn.

adoc (10:34)
Pokażcie, kto umie pisać!

14 września 2007

Dzisiaj wyjeżdżam na przepustkę weekendową do domu. Za sprawą mojej żonki wyjazd jest  dość skomplikowany, mianowicie: mam na szpitalnym parkingu autko, którym przyjechalem z poprzedniej przepustki. Moja kochana żoneczka wymyśliła, że przyjedzie do mnie pociągiem z Krakowa (właśnie dzwoniła, że pociąg juz ruszył). Ja wyjadę tuż po obiedzie na dworzec PKP, odbiorę Ją i przyjedziemy sobie razem do szpitala. Muszę jeszcze czekać na tzw. naświetlanie (już 19/33) do godz. 15. i potem jazda do domu - pojedziemy sobie razem. Tydzień temu, a przyjechał po mnie syn, jechaliśmy do domu aż 4 godziny i to autostradą A4. To prawdziwy skandal, żeby na autostradzie jechać z prędkością ok. 20 km/godz. i jeszcze płacić 13 zł za marne 60 km. Taka jest nasza polska rzeczywistość.

Przeczytałem dzisiaj o śledztwie pana Ziobry na studiach przeciwko dwom najbliższym kolegom. Jeżeli to prawda, to Boże miej nas w opiece gdy znowu PiS wygra w najbliższych wyborach....

O wiele przyjemniejszy jest ten poniższy sielski widoczek przedstawiający zakole rzeki Regi w okolicach miejscowości Gąbin na Pomorzu Zachodnim:

  

Pozdrrawiam

cdn.

adoc (12:16)
Pokażcie, kto umie pisać!

13 września 2007

Ponoć na tym samym oddziale leczył się p. Durczok. Według przekazów pacjentów ufundował On telewizor i stół pingpongowy do oddziałowej świetlicy. Ostatnio dość często pokazują w TV  różne mecze - sportowcy dość nas nie rozpieszczają, zwłaszcza siatkarze. Świetlica ma wzięcie... Wśród chorych przeważają rozmowy na tematy ogólne. Raczej mniej o polityce - żeby sie nie kłócić. Również mało rozmawia sie o chorobie - każdy ma swój krzyż. Najwyżej wzajemne podtrzymywanie się na duchu. Pocjenci są z całej Polski. Spod Rzeszowa, ze Słupska, z Tymbarku (to ja), z Wrocławia, Poznania itd. no i najwięcej miejscowyc, ze Śląska. Każy z wielką nadzieją na wyleczenie. I tak powinno być. Nie rozmawia się również na temat możliwości zarobku, gdyż każdy został wyrwany ze swojego życia i został zapuszkowany w szpitalu na ok. 6-7 tygodni. I cóz tu można planować? Można liczyć po wyleczeniu tylko na solidarność dotychczasowych partnerów zawodowych. Niestety wielu ludzi, którzy nie doświadczyli problemów onkologicznych, traktują byłych pacjentów jak trędowatych albo zadżumionych, a to przecież normalni ludzie. No, może nie zawsze. Przed chwilą jeden ze współchorych przyszedł do mnie skarżyć się, że pielęgniarka chce go otruć i żebyśmy pomogli mu uciec ze szpitala.... A on po prostu nie ma gdzie wrócić - jest samiutki na świecie, opiekuje się nim urzędowy kurator - pilnuje, żeby zapomogi, którą dostaje nie przepił jeszcze w tym samym dniu.... takie bywa życie również...

A w polityce zaczęło się obrzucanie błotem - chyba sprzyjają temu ostatnie intensywne opady deszczu.

 

Zeby zostać w "mokrym" temacie, w załaczeniu fotka ze spływu kajakowego (Rega):

  

Pozdrawiam

cdn.  

adoc (13:23)
Pokażcie, kto umie pisać!

Rewizja osobista...!
Napisane dnia...
<Grudzień>
PnWtŚrCzPtSoNd
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
293031    
0

Copyright 1996-2008 Grupa Onet.pl SA (system)
adoc(treść i ilustracje);