Edukacja coraz nowocześniejsza

1 września kolejny rocznik dzieci pójdzie do szkoły, gdzie będą przez następne lata uczone wypełniania testów sprawdzających umiejętność ich wypełniania. Jeśli za kilka lat testy wykażą, że nauka wypełniania testów nie poszła w las, dzieci te przejdą na kolejny etap nauki, nie umiejąc sklecić kilku sensownych zdań, zrozumieć czytanego tekstu ani zanalizować logicznie problemu – ba, nawet nie wiedząc, z ilu minut składa się godzina.

To znaczy takie są, jak to niedawno wykazały badania “Dziennika”, umiejętności przeciętnego gimnazjalisty dzisiaj. Za sześć lat będą na pewno niższe, bo przez te lata niewątpliwie przeorzą polską oświatę kolejne wielkie reformy. Od pół wieku nie zdarzył się rocznik, który przeszedłby szkołę, nie zaliczając po drodze reformy, a przeważnie kilku, i reformatorska aktywność MEN nie słabnie. Już peerelowskie kadry wiedziały wszak doskonale, że jak się nie umie czegoś naprawić czy tylko porządnie prowadzić, to trzeba zacząć reorganizację i w ten sposób jakoś się dotrwa do nowego stanowiska.

Wszystkie te reformy łączy wspólny, niedościgniony wzór nowoczesnej, bezstresowej i postępowej szkoły z rozwiniętych krajów zachodnich. Szkoły, która w przeciwieństwie do tradycyjnej freblówy nie obciąża, nie wymaga, nie deformuje żywiołowo kształtującej się młodej psychiki, tylko, przeciwnie, daje jej możliwość nieskrępowanego rozwoju we wszystkich kierunkach. Innymi słowy, edukacji, którą amerykański polityk podsumował stwierdzeniem, iż produkuje uczniów, którzy w wieku 12 lat zostają rodzicami, w wieku 14 lat zaczynają rabować i zabijać w ulicznych gangach, a w wieku 16 lat dostają dyplomy, których nie potrafią przeczytać. Daleko nam jeszcze do tego ideału, ale idziemy we właściwą stronę.

(104) Komentarzy do “Edukacja coraz nowocześniejsza”

  1. Bruno napisał:

    Testy dominują również w USA, i jakoś nie słychać o upadku nauki za oceanem. A gamonie kończyli szkoły i w PRLu, gdy nikt nie słyszał o testach i dzisiaj. Redaktor uprawia bicie piany bez sensu. Problemem nie są testy jako takie, tylko niski poziom kształcenia i wymagań w szkolnictwie ponadpodstawowym.

  2. marcin napisał:

    Panie redaktorze!
    Ja tez uważałem, ze freblowka to tradycyjna szkoła z pruskim drylem. Ale to nieprawda :-) Freblowka to przestarzala nazwa przedszkola, słowo to pochodzi od nazwiska twórcy metody wychowawczej F. Fröbla :)
    Pozdrawiam,
    Marcin

  3. Łukasz napisał:

    Świadomi rodzice i tak będą uczyć swoje dzieci w domu nie jako “pod prąd” systemowi oświaty. Im reforma, jaka by ona nie była raczej nie zagrozi. W USA, gdzie rodzice mogą na poziomie podstawowym zastępować szkołę (poprawcie mnie jeżeli moje dane są nieaktualne), taki model jest dozwolony.
    Odważę się więc postawić tezę, że większą przysługę zrobi nam państwo zostawiając sferę edukacji w tej pierwszej fazie rodzicom. Najlepiej uczyć się wśród najbliższych – rodziny, rodzeństwa, sąsiadów. Jak ktoś nie wierzy, że to zadziała, niech poczyta książki historyczne (XVIII i XIX w.). Pozdrowienia z Siechnic.

  4. Mam 20 lat, studiuję i uważam, że system oświaty, przez który ja przechodziłem i jeszcze jakoś przechodzę i tak jest lepszy, od tego, w którym kształci się mój 12 letni brat. Różnicę (na gorsze) widać gołym okiem. Wystarczy, że widzę jego równieśników, jak mówią, jak wyglądają, jak się zachowują. Dochodzi do tego, że już w tej chwili mogę powiedzieć “ech, ta dzisiejsza młodzież” – to jest straszne…

    pozdrawiam

  5. Bacz napisał:

    Według mnie ilość godzin jest za mała. Dziecko powinno być w gimnazjum ok. 6 godz. zegarowych (7 lekcyjnych) w tym powinna być jedna godzina wychowania fizycznego i ćwiczenia śródlekcyjne.

  6. Koterr napisał:

    Całe szczęście że redaktor pokusił się o zasugerowanie rozwiązania tego problemu. Inaczej ktoś mógłby pomyśleć, że redaktor ot tak sobie “marudzi” (odpowiedni tutaj wyraz mógłby nie przejść przez cenzurę).

  7. uzi123 napisał:

    Nie test sam w sobie jest problemem, tylko system ich sprawdzania i konstruowania i mentalność rodziców, że ich dziecko jest idealne, skończy najlepszą politechnikę na najbardziej obleganym kierunku, a szkoła i “reformatorzy” się do tego dostosowują obniżając poziom wymagań. Podniesienie wymagań na egzaminach i zrezygnowanie z sztywnego klucza powinno rozwiązać wiele problemów.
    To co dała gruba reforma bodaj z 1997 roku (czy jakoś tak przed 2000 rokiem) było niezłe, bo zakładało systematyczne sprawdzenie wiedzy ucznia przez zewnętrzną komisję (a więc w domyśle obiektywnie). System “trzyletni” też jest niezły, bo jest dostatecznie długi aby uczeń mógł się spokojnie czegoś nauczyć, równocześnie na tyle krótki, że jak uczeń coś “oleje” lub trafi na złego nauczyciela itp to może nadrobić jeszcze straty w następnym okresie.

    A więc podstawa to nie system sam w sobie, ale realizacja praktyczna czyli ZDECYDOWANIE ZA NISKIE WYMAGANIA wobec ucznia. po to wprowadzono testy aby uczeń i jego rodzice byli w miarę na bieżąco informowani w sposób obiektywny o postępach, a tak się nie dzieje, bo postępów być nie może w tak skonstruowanych niskich wymaganiach i presji, że tylko test się liczy, a nie wiedza.

    p.s.
    Aby nie było wątpliwości o co chodzi z sztywnym kluczem, czyli
    przykład absurdu z egzaminu w 6 klasach (nie pamiętam dokładnie cyfr i całego kontekstu zadania):

    Zadanie:
    oblicz wartość 2*5/4
    uczeń otrzymuje punkt za rozwiązanie:
    2*5/4=10/4=2.5
    w pozostałych przypadkach nie otrzymuje punktu w szczególności jeśli rozwiązał to tak:
    2*5/4=2.5
    lub
    2*5/4=2*2*1.25=2.5

  8. tomek napisał:

    Panie redaktorze!
    Pracuję w instytucji, o której był łaskaw Pan pisać i muszę stwierdzić, że prawdę, tylko prawdę i samą prawdę Pan redaktor raczył wyłożyć. Teraz – stoimy nad przepaścią, a Pani Hall nakazuje gromko “uczyńmy krok naprzód”. “Szagom marsch”, żeby tak nawiązać językowo do naszych przyjaciół ze wschodu i zachodu. Czy nikt nie widzi? Czy nikt nie czuje? Oj nie. Wraca nowe. Wysmiano już kiedyś wiele edukacyjnych bzdur, takich jak osławione pomiary “jakości pracy”. Ale wracamy w galopie, nikt nie potrafi zdefiniować tego , co mierzymy, ale mierzymy wszyscy.

  9. Tormann napisał:

    Kurde… I pomyśleć, że system edukacji oparty na stopniach trivium i quatrivium przetrwał w Europie bez mała półtora tysiąclecia. I wydał największych geniuszy ludzkości.
    Od kiedy właściwie zaczęło się to szaleństwo nieustannych reform…?

  10. Ja napisał:

    Ej, ej, Kolego – “Anti-Salon”- może jakaś recepta!?

  11. leonp napisał:

    Ja rozumiem, że Pan Redaktor twierdzi, że do tej pory szkolnictwo w Polsce było ok. Kształciliśmy wspaniałych inżynierów (nasza nauka przodowała na Świecie i w wymiarze międzyplanetarnym także :) . A teraz poważnie sytuacja w Polskich szkołach dzięki wprowadzaniu reform poprawia się w widoczny sposób – zaś drugą stroną medalu są uczelnie wyższe, które w większości nie uczyniły nic w celu poprawy jakości kształcenia.

  12. życzliwy sceptyk napisał:

    tym razem swietny tekst
    dodac by nalezalo ze rowniez nauczyciele ilekroc sie naucza wypelniania jakichs paierow to juz musza sie uczyc wypelniania nowych typu mierzenie jakosci pracy szkoly okreslanie jej misji i wizji.
    Niestety zaczelo sie to od rzadow Buzka Handkego. Co ciekawe w finlandii gdzie wyniki sa najlepsze jest 9 letnia podstawowka i zaczyna sie od 7 lat, my musielismy to zmienic zeby wejsc do Europy , ale tego wtedy “nikt normalny nie kwestionowal” aha byly jeszcze teksty ze zawodowki to “wylegarnie bezrobotnych” i teraz wszyscy skonczylismy marketing i zarzadzanie i mamy bezrobocie jak malo gdzie.

  13. Budyń napisał:

    @Łukasz
    Owszem, Twoje dane są nieaktualne – w Polsce RÓWNIEŻ MOŻNA ZASTĘPOWAĆ postawówkę. I to się dzieje na coraz większą skalę.
    Zresztą, chyba nawet Rzeczpospolita o tym pisała.
    Zresztą, większość rodziców posyła dzieci do szkoły z powodu tego że sami pracują tudzież aby – lepiej czy gorzej – ale miało kontakt z licznymi rówieśnikami i na żywym przykładzie uczyło się życia w społeczeństwie. W nauczenie czegokolwiek to już nikt nie wierzy.

  14. slayer napisał:

    chyba dla autora wzór to radziecka 10.latka. A te zapadnie durne szkolnictwo uczy ludzi jak wymyslac potem rozmaite microsofty i google.

  15. mindhardcore napisał:

    To nieuniknione. Niezależnie od tego ile słów poświęcimy i jak bardzo boleśnie będziemy się oburzać. Jedyną receptą są uświadomieni rodzice. Wrócimy wkrótce do czasów przedwojennych – rodzice wykształceni będą mieli wykształcone dzieci, inni będą na nich pracować. Po prostu.

  16. Mrul napisał:

    Co nowy minister, to realizuje swoje wizje, ktore zupelnie nie sa komplementarne wobec decyzji jego poprzednikow – wprowadzaja jedynie chaos i zamieszanie. Nauczyciele sa traktowani jak kroliki doswiadczalne, a sama mlodziez wychowywana jest przez media. Nie ma już autorytetów, ktore młodzież mogłaby nasladowac – liczy sie jedynie prostawctwo i cwaniactwo – Palikot, Wojewodzki itp… bo to jest skuteczne.

  17. Mikuś napisał:

    Byłem w USA trzydzieści pięć lat temu i byłem przerażony poziomem wiedzy nawet ludzi z wyższym wykształceniem.Powodował to system bezstresowego wychowania i nauczania.Nie wolno było dać uczniowi oceny niedostatecznej,że go nie zestresować.Szkoły kończyli więc półanalfabeci.

  18. Karol napisał:

    Brawo Panie Redaktorze!
    Ujął Pan w paru celnych zdaniach sedno moich wieloletnich doświadczeń z polską szkołą. Od blisko 30 lat jestem nauczycielem a od prawie 20 pełnię funkcję dyrektora liceum w dużym mieście i wiem co mówię.

    Skromnie dodam od siebie, że niezniszczalne legiony polskich reformatorów (a na ich sztandarze – Kasa Misiu, kasa!)- zasilają ludzie, którzy NIE POTRAFIĄ I NIE LUBIĄ uczyć dzieci.

    A takich osobników od lewa do prawa jak; Handke, Łybacka, Giertych, Hall – tych za żadne skarby nie zatrudniłbym w mojej szkole, nawet na stanowisku portiera. Jak najdalej od dzieci i polskiej szkoły!

  19. EKLOS z Gdańska napisał:

    Tylko nie bez stresowej. Wszyscy doświadczeni pedagodzy wiedzą że stres jest konieczny dla rozwoju , stres oczywiście odpowiednio dobrany , niestety do ingywidualnych możliwości. Chcę dodać ,że stres jest wrecz pożadany , dając uczucie sukcesu niezbędne dla uzyskania satysfakcji ucznia . Dobry i doświadczony pedagog znajdujący satysfakcję w realizowanej misji tak właśnie prowadzi swych uczniów i uzyskuje sukces materialny a nie zapis na świadectwie stanowiącym przepustkę na uczelnie przyjmujące w oparciu o ” konkurs świadectw”. Jak 70 % “studentów” 1 roku Politechniki nie rozumie prawa Ohma i częto dzieli przez zero uwazając , że to nic nie zmienia – to naprawdę nie wiadomo co robić. Na dodatek najczęsciej “przyspieszenie ziemskie” jest pojęciem tak niezrozumiałym jak np entropia , to nabieram pewności że ich nauczyciele też tych pojęć nie rozumieli , rozwiązywali co najwyzej zadania , co jak wiadomo można robić w oparciu o pamięć lub zgoła ściągę . Tu jest problem , który trzeba pilnie rozwiazać. Może sięgnąć do emerytowanych nauczycieli (jeżeli jeszcze żyją) , warto im zapłacić każde pieniadze aby nie wymarli bezpotomnie bo wtedy uzyskamy poziom kompetencji Narodu zblizony do poziomu polityków i niestety wielu “inzynierów” dusz naszych.

  20. marek1953 napisał:

    Nie pozostaje nic innego jak zgodzić się z RAZem.

    System testowy ma dla reformujących i odpowiadających za poziom jedną kolosalną zaletę. Gwarantuje co najmniej 50%. skuteczność. Największy matoł jest w stanie odpowiedzieć na 20% prymitywnych pytań. Zakreślając pozostałe na chybił-trafił ma gwarantowany (statystycznie) wynik 60%. Jest więc super.
    Kretyn “losujący” wszystkie odpowiedzi ma niezły wynik – 50%

    I jeszcze drobiazg. Pytania testowe są często fatalnie skonstruowane. Często nie wiadomo o co chodzi pytającemu.

    Dodatkowo, w ramach któregoś tam etapu reformy, otrzymaliśmy “wolny rynek” wydawnictw pedagogicznych. A właściwie wolną amerykankę – na dodatek bez sędziego.

    Radosna tfurczość jerzy włos na głofie.

    Bełkot najeżony błędami ortograficznymi, składniowymi i merytorycznymi. Nieprawdopodobna wręcz bylejakość.
    Pytam gdzie MEN, kuratorzy i korektorzy.
    A i nauczyciele to ignorują – chyba sami wybierali taki a nie inny zestaw. Podkreślam błędy, wpisuję uwagi do tzw. podręczników – i nic.

  21. R.G napisał:

    dodam tak,za p.p.Rewinskim,Piaseckim(POZDRAWIM) :szkoda gadac:

  22. Papagumis napisał:

    Zgadzam się z tezą, iż poziom szkolnictwa po kolejnych zmianach ulega ciągłym pogorszeniom.
    Testy są najmniej stresową formą sprawdzenia wiedzy, nie mniej jednak dają łatwość ściągania. Są łatwe w sprawdzaniu dla nauczycieli, ale nie wykazują w jakim stopniu uczeń opanował materiał, a tym bardzie nie pokażą sposobu rozwiazywania danego problemu czy zagadnienia.
    Myśle, że istotniejszą bolączką polskich szkół jest brak wychowywania młodzieży, co przekłada się na gorszy kontakt z nauczycielami i gorszymi wynikami w nauce.

  23. waclaw timoszyk napisał:

    # Bruno Pisze:
    30/08/2009 o 20:20

    Testy dominują również w USA, i jakoś nie słychać o upadku nauki za oceanem. A gamonie kończyli szkoły i w PRLu, gdy nikt nie słyszał o testach i dzisiaj. Redaktor uprawia bicie piany bez sensu. Problemem nie są testy jako takie, tylko niski poziom kształcenia i wymagań w szkolnictwie ponadpodstawowym.

    Pewien czas temu przeczytalem nastepujaca deklaracje prezydenta Harvard University:

    Jestesmy najlepsi na swiecie, bo gdy potrzebujemy kogos zatrudnic, to szukamy po calym swiecie i zatrudniamy najlepszego.

    Jednym slowem, nie koniecznie wychowujemy najlepszych, ale najlepszych zatrudniamy (kupujemy).
    Dotyczy to znacznej czesci amerykanskiej nauki. Okolo polowy doktoratow z nauk scislych i inzynierskich przyznawanych jest obcokrajowcom. Stad nie musi isniec az tak scisly zwiazek pomiedzy jakoscia amerykanskich szkol, a amerykanska nauka.

    Taki system oparty jest o dwa filary. Pierwszy to relatywnie wysoki poziom dotowania nauki w USA, czesto polaczony z wydatkami na obrone. Drugi to wysoki kurs dolara.

    Czy i jak dlugo te filary beda mocne, zobaczymy.

    Waclaw Timoszyk

  24. zenek napisał:

    trzymając się faktów stalin czeka do 17 także pokazuje nam czym są sklepikarze bo nie możemy wchodzić w teorie gdybań gdy tak wchodzimy to równie dobrze możemy zalożyć że z Niemcami byśmy byli w Moskwie on poczekał a jaki był jego zamysł możemy tylko przypuszczac i tu ruscy mają racje bo to jest gdybanie francuzi sie nie ruszyli a my nie wypowiedzieliśmy stalinowi wojny pytanie dlaczego tego nie zrobiliśmy co bo nam anglia zabroniła i usa pewnie rząd uciekł i nie zdążył wojny wypowiedziec tylko po potencjale moglismy ocenić intencje stalina a ten potencjał ktoś mu zapewnił amerykańscy inżynierowie od podsłuchów i fabryk projekt manhatan i wszystko jasne juzuś się popłakał bo okazal się małym chłopczykiem a niemców oszukali

  25. jerzy napisał:

    Wszystko racja Panie Redaktorze, zapatrzenie sie urzednikow Min.Oswiaty w modele amerykanskich szkol daje temu wyraz wlasnie w postaci tych t.zw. testow, ktore rzeczywiscie nie wymagaja myslenia tylko umiejetnosci ich wypelnienia, no bo co to jest za test jesli dostaje sie iles tam pytan i jedniczesnie trzy odpowiedzi na kazde, z ktorych trzeba wybrac prawidlowa, w ten sposob jeszcze nikt nigdy sie czegos nie nauczyl, to jest tylko loteria i nic poza tym, no ale wspomniani urzednicy musza sie czyms wykazac, i tyle.
    Z powazaniem

  26. Luka napisał:

    ///// ///// ///// ///// ///// ///// ///// ///// ///// /////

    Skąd to zdziwienie?

    Łybacka, teraz Hall…

    No further comments…

    ///// ///// ///// ///// ///// ///// ///// ///// ///// /////

  27. fred napisał:

    Pani Hall jest zwyczajnie niekompetentna. Uczniowie w Polsce w wieku 14 lat też zaczynają kariery w gangach, a mniej jurnym wystarczy wkładanie kosza na głowę nauczycielom.
    To nie jest przypadek. Bogatsi rodzice będą przenosić dzieci do szkół prywatnych o wyższym poziomie, a reszta dzieci – w jej rozumieniu tępy motłoch – nie musi zdobywać gruntownej wiedzy, byle wiedzieli jak się obsługuje palikota, przepraszam pilota od telewizora i zasuwa chipsy, przegryzając je frytkami z colą.

  28. Tomasz napisał:

    Jak nie wiadomo o co chodzi … to chodzi o sprawy najprostsze. Dlatego jako komentarz chciałbym postawić kontrowersyjną tezę: obniżanie poziomu szkolnictwa (wszelakiego) to świadoma i celowa polityka elit rządzących. Zaczęło to się chyba po marcu 1968, kiedy ówczesne sfery rzadzące zorientowały się, że dobra szkoła jest ich wrogiem, bo kształci świadomych, mądrych ludzi – czyli, w ówczesnych warunkach politycznych, po prostu opozycję systemową. I ruszyło ! Rozpoczął się wielki zjazd w dół, przede wszystkim pozycji materialnej i w konsekwencji społecznej nauczycieli. Doprowadzono do sytuacji, że w hierarchii społecznej nauczyciel to obecnie dosłownie nikt, tak jak w Rosji, a zupełnie inaczej niż np. w Niemczech. To oczywiście musiało uruchomić negatywną selekcję do zawodu. Do tego “przeludnione” klasy szkolne, ciągłe “reformy” o niejasnych celach, dezorganizujące normalną pracę z uczniami, ciągłe “oszczędności”. Obecne elity polityczne również nie są zainteresowane poprawą jakości edukacji. Niby po co miałyby coś poprawiać – żeby po kilkunastu latach stanąć przed problemem rządzenia ludźmi, którymi trudniej będzie manipulować ? Którzy zaczną interesować się różnymi sprawami politycznymi i zadawać “zbędne” pytania ? Może zabrzmi to bezwzględnie, ale z punktu widzenie większości klasy politycznej najlepiej wychować sobie głupków i potem nimi spokojnie rządzić.

  29. nobo napisał:

    i mozna by sie zastanawiac komu bardziej wspolczuc, dzieciom czy ich rodzicom.

  30. Reytan napisał:

    Nie wszedzie szkoly poszly z moda.W Belgii poziom jest zachowany w porownaniu z “nowoczesna “Holandia,gdzie 15 do 20% absolwentow szkol podstawowych nie potrafi czytac ani pisac.We Francji wiekszosc szkol podstawowych to prywatne ,katolickie ,gdzie poziom jest wysmienity,i do ktorych posylaja dzieci wszyscy masoni.
    Wydaje sie ,ze Polska MUSI miec szkoly lepsze i bardziej wszechstronne,niz gdzie indziej,z akcentem na historie polityczna,historie kultury,zwlaszcza literatury,czyli bardzo klasyczne.Dla POLSKI to byc albo nie byc.
    Zadna tajemnica,ze czerwoni,rozowi,purpurowi,i tuskowcy chca pogrzebac Polske w glupocie bez historii,i bez pamieci.Ludzi z amnezja latwo kontrolowac,i nie stac ich na autonomie wobec asertywnych sasiadow.Kto chce zlikwidowac te resztki,ktore jeszcze zostaly z inteligencji i narodu polskiego ? Nie glosowac na PiS !
    Pan Ziemkiewicz,jak zwykle, de profundis clamavi.

  31. michal_wichita napisał:

    karawana z oglupionym POlactwem jedzie dalej i to co raz szybciej

  32. fritz napisał:

    Edukacja coraz nowoczesniejsza. Rowniez edukacja historyczna i polityka historyczna jest wazna.

    Pan Semka napisal na ten temat odnoszac sie do listy gosci.

    Napisal niezwykle nierozsadnie. Mam nadzieje, ze byl to wyraz tylko i wylacznie wymuszonej poprawnosci politycznej a nie wynik calkowitego niezrozumienia tego, co sie w Polsce dzieje czy tez checi nieprawdziwego informowania czytelnikow.

  33. A.L. napisał:

    Bruno: “Testy dominują również w USA, i jakoś nie słychać o upadku nauki za oceanem”

    Tak sie zklada ze 10 lat z hakiem przepracowalem jako profesor na dwoch amerykanskich uniwersytetach, nie najgorszych zreszta.

    Niestety, Pan Bruno sie myli: edukacja amerykanska jest w calkowitej zapasci. Sredno 40% absolwentow szkol srednich nie umie czytac, pisac i rachowac, co nie przeszkadza im dostac sie na studia. Wyzsze uczelnie w USA to nie tylko Harvard i MIT, ale i University of Bambalazoo. Sredni “uniwersytet” jest na poziomie polskiego technikum sprzed reformy. A wszystko dzieki a) testom, b) koncepcji ze studenci nie moga sie stresowac, c) nauka ma byc przyjemnoscia a nie praca

    Nei jest to tylko moja opinia, ale i opinia rodzimych Amerykanow, na dowod czego sa roznego rodzaju publikacje i ksiazki. Sluze tytulami w razie czego. Jak rozniez dowodem jest fakt ze w miedzynarodowych testach uczniowe z USA zajmuja solidne pozycje w “dolnej polowce”. I na dodatek, w “high tech” pracuja glownie Hindusi i Chinczycy.

    Niestety, fakt “doganiania Ameryki” w dzedzinie edukacji nie jest rownaniem w gore. Jest rownaniem w dol.

  34. A.L. napisał:

    Tak na marginesie: zainteresowanym tematyka edukacji w Polsce i pozycji owej edukacji na tle USA i Europy polecam znakomita ksiazke Dra Jerzego Thieme “Szkolnictwo wyzsze – wyzwania 21 wieku. Polska, Europa, USA”, wydawnictwo Engram/Diffin, 2009. Do nabycia w ksiegarniach bez problemu.

    Niestety, ksiazka nie byla odpowiednio zareklamowana i jej publikacja przeszla bez echa, a powinna wywolac rezonans. Przedstawia druzgocaca analize zapasci polskich uczelni wyzszych i polskiej nauki w ogole.

    Aczkolwiek nie ze wszystkimi tezami Autora sie zgadzem, z wiekszoscia i owszem. Doskonala praca.

  35. mariusz z żoliborza napisał:

    @A.L. 2:58

    W Polsce jakieś 3/4 prywatnych tzw . wyższych uczelni jest na poziomie żenująco niskim.
    Na dodatek nie ma tam właściwie żadnych wymagań . bo jak wszyscy płacą to i muszą papierek dostać.
    To jest biznes a nie szkoły wyższe.

    Zdarzają się przypadki, o których można przeczytać, że część z tych prywatnych uczelni przyjmuje uczniów jeszcze bez matury. Na zasadzie dopełnienia formalności w ciągu iluś miesięcy.

  36. A.L. napisał:

    mariusz z Zolinorza: “W Polsce jakieś 3/4 prywatnych tzw . wyższych uczelni jest na poziomie żenująco niskim”

    Dyskusje na ten temat tocza sie od czasu do czasu na grupie usenetowej pl.sci.fizyka wiec jestem na biezaco poinformowany. Polecam rowniez blog

    http://pfg.blox.pl/2009/08/Pozorne-wyksztalcenie-nie-pomaga.html

    prowadzony przez Dra Pawla Gore, fizyka, pracownika Uniwersytetu Warszawskiego. Ostatni artykul jest calkiem na temat

  37. A.L. napisał:

    Do Pana Redaktora: Jezeli Pan Redaktor interesuje sie problemami edukacji bardziej niz przypadkowo, proponowalbym wywiad z Panem Doktorem Thieme. Ma on wiele do powiedzenia w sprawie edukacji, a taki wywiad byc moze przyczynilby sie do rozpropagowania informacji o ksiazce.

    Dobrze byloby gdyby dotarla ona do tak zwanych “decydentow”, nawet posledniego szczebla, nie mowiac o “szarych” pracownikach na niwie edukacji

  38. Edward Topek napisał:

    Jakoś nie słychać o polskich noblistach z dziedzin nauk scisłych , ostatnią i zarazem pierwszą była Skłodowska ( wykształcona we Francji zresztą ) , a o amerykańskich noblistach słychać co roku – to jak z tym amerykańskim wykształceniem panie redaktorze?

  39. Stanisław napisał:

    Dzieci powinne mieszkać w szkole aby było lepiej bo nawet nauka przez sen jest skuteczna. W domu nie mają warunków do przebywania w atmosferze szkolnej bo rodzice albo na pielgrzymkach albo na procesjach takie tempo życia. A nawet nie mają czasu zarabiać na życie. Odwrót od mundurków zniszczył poziom edukacji odziedziczony po IV RP. Tak sobie myślę, jakie szkoły ukończyli polscy królowie bo jaki pan taki kram.

  40. rolmops napisał:

    Od pół wieku nie zdarzył się rocznik, który przeszedłby szkołę, nie zaliczając po drodze reformy” – kompletna bzdura (a jej potwierdzeniem jestem ja), ale brzmi efektownie, prawda? W walce z rzetelnością, arogancja niestety znów zwycięża.

  41. Stanisław napisał:

    Nauka nie poszła w las bo premier Putin przemówił ludzkim głosem zrozumiałym dla Polaków. Warto doczekać takich wypowiedzi. Tak sobie myślę,że Słowianie za mało się integrują aby zgodnie współpracować. Na naukę nigdy nie jest za póżno !

  42. pro i anty napisał:

    Panie Rafale,

    Czyżby tęsknił pan za edukacją a la Prl? Bo z tego co pan pisze niewprost wynika, że wtedy nie popełniano takich błędów jak teraz, więc wtedy było dobrze a teraz jest źle.

  43. Maria z Białego Boru napisał:

    częste zmany w systemie nauczania służąjedynie bezproduktywnym urzędnikom , którzy zgarniają niezłą kasę za wypuszczanie wciąż nowych podręczników. Nie wystarcza im urzędnicza pensja. Za bezsensowne szkolenia kadry nauczycielskiej biorą ogromne pieniądze, które można by było przeznaczyć na dofinansowanie szkół.

  44. Fremmed napisał:

    Temat interesujacy i spostrzezenia Redaktora trafne.

    Pytanie: dlaczego na fali jednodzenia sie z “zachodem” wykancza sie system ksztalcenia ktory dal Polakom przewage nad ich wzorcami..
    Czy mozna zatrzymac szalencow, ktorym wydaje sie ze wszystko co zachodnie to dobre?
    Ci z Polakow, ktorzy spedzili wiecej niz 3 tyg. na “zachodzie” wiedza do czego doprowadzila degrengolada eksperymentow w nauczaniu.
    Zamiana miejsc miedzy uczniem a nauczycielem daje swoje rezultaty.

  45. jechu napisał:

    Kiedy nieodzalowany tow.December zaczepial gen.Zietka
    aby razem “uzupelnili wyksztalcenie”, ten odpowiedzial:
    “Powidzcie mu ze jo mom przedwojenno matura i to cynia se najbardziej”.

    Pozdrowienia.

    jechu

  46. zXC napisał:

    Marcin (Poe) Rzońca Pisze: 30/08/2009 o 20:37 “Mam 20 lat, studiuję i uważam, że system oświaty, przez który ja przechodziłem i jeszcze jakoś przechodzę i tak jest lepszy, od tego, w którym kształci się mój 12 letni brat. Różnicę (na gorsze) widać gołym okiem. Wystarczy, że widzę jego rówieśników, jak mówią, jak wyglądają, jak się zachowują. Dochodzi do tego, że już w tej chwili mogę powiedzieć “ech, ta dzisiejsza młodzież” – to jest straszne…

    A co ja mam powiedzieć, mając 60 lat z okładem?

  47. zXC napisał:

    @ A.L. Pisze: 31/08/2009 o 02:58 – Racja, amerykańskim szkołom przede wszystkim można zazdrościć boisk szkolnych i szafek.

  48. Henry napisał:

    WŁADZA JEST ZAPOBIEGLIWA

    Władza po prostu dba, aby nikt nie był od niej mądrzejszy. Bo wtedy może się skończyć kuglowanie w czasie obrad Sejmu…. i Senatu ;-)

  49. Matkagimnazjalisty napisał:

    Jestem matką ucznia, który pisał w tym roku sprawdzian dla szóstoklasistów i odnoszę wrażenie, że wielu moich przedmówców krytykujących testy, nigdy nie widziało testów na oczy. Testy nie są wcale trywialne, wymagają czytania ze zrozumieniem, logicznego myślenia i jednak wiedzy. W każdym sprawdzianie są zadania otwarte z matematyki, gdzie trzeba przedstawić tok rozumowania (przyznano synowi część punktów, nawet gdy ostateczny wynik był nieprawidłowy), a wypracowanie z j. polskiego musi zająć większą część kartki formatu A4.
    Powiedziałabym nawet, że sprawdzian był zbyt trudny.

    Problemem w polskim szkolnictwie, nie jest więc niski poziom wymagań, ale to że młodzież słabo spełniająca te wymagania i tak dostaje się na wyższe studia. Stąd osoby z tytułem magistra, które w moich czasach nie mogłyby nawet o tym pomarzyć.
    Z powodu zbyt dużej liczby wyższych uczelni nastąpiła całkowita degracja tytułu magistra a nawet doktora ( z powodu powszechnej dostępności studiów doktoranckich).
    Powiem nawet, że zgadzam się z programem reformy, która wchodzi od obecnego roku. Odnoszę wrażenie, że ci, którzy ją krytykują nawet nie wiedzą o co właściwie w niej chodzi ( może należałoby przybliżyć czytelnikom ten temat). Obowiązkowa matematyka na maturze jest dobrym pomysłem. Nareszcie młodzież będzie traktować matematykę poważnie, a to zwiększy zakres kierunków studiów, które młodzież będzie mogła wybierać w przyszłości.

  50. MB napisał:

    # marek1953 Pisze:
    30/08/2009 o 22:18

    “Radosna tfurczość jerzy włos na głofie.”

    Chyba miało by Jerzy?…..hehe

    MB

  51. jechu napisał:

    @zXC Pisze:
    31/08/2009 o 08:50

    Szanowny Panie,
    radzilbym sie cieszyc ze pana edukacji nie “dotknely” zadne reformy.
    Kiedy zapytalem moja corke o stolice europejskie, zaniemowila,
    zapytalem czego ich tam ucza na tej geografii. Odpowiedz byla prosta:
    o emerytach na Alasce i innych ciekawych rzeczach.
    Bylo to porzadne katolickie gimnazjum w centrum Europy.
    Czego wiec oczekiwac od innych szkol?

    Pozdrawiam.

    jechu

  52. Andrzej.pl napisał:

    Kto chce zatraty Narodu i panstwa ten tak jak obecnie uczy mlode pokolenie. Tyle i az tyle o naszych majstrach od oswiaty.

  53. kolko napisał:

    W UK liczbę analfabetów i częściowych analfabetów wśród wychowanków z dyplomami ocenia się na 3,5 miliona. Komisja nauczycielska zaprotestowała ostatnio stwierdzeniem, że egzaminy bez trudu zda “wytresowana w klikaniu małpa”, a test stwierdza jedynie, czy uczeń ma poniżej, czy powyżej 60IQ(czyli czy jest w stanie kontrolować proste fizyczne czynności).

  54. msp1 napisał:

    Levi-Srauss napisał, że obowiązek podstawowego nauczania wprowadzono w Niemczech, po to aby obywatel posiadłwszy umiejętność czytania, nie mógł się tłumaczyć nieznajomością rządowych zarządzeń. O to również chodzi naszym specom od edukacji. Reszta jest pretekstem, żeby ludzie z branży mogli zarabiać na życie. Światli rodzice potrafią zapewnić swoim dzieciom, jeżeli są dostatecznie zdolne, odpowiednie wykształcenie podstawowe, pod warunkiem, że zarabiają dostatecznie dużo. A mogliby zarabiać więcej, gdyby państwo i samorządy nie wydawały tyle na oświatę. Oświata, to często połowa budżetu gmin. Środowisko nauczycieli, to bardzo roszczeniowa grupa społeczna i nie można jej zaspokoić byle czym.

  55. Kostek napisał:

    Dziekuję panie Stanisławie, że nie zmienia pan niku, bo wiem, co należy opuszczać. Gdyby pan jeszcze był łaskaw mniej pisać, to będę wdzięczny, bo nie musiałbym ciągle przewijać strony w dół. Za ewentualne zrozumienie także dziękuję.

  56. Z.Domolewski napisał:

    O przepraszam, ja miałem farta bo kończyłem jeszcze podstawówkę siedmioklasową (ci o rok młodsi już szli systemem ośmioklasowym), potem czteroletnie liceum (a za mą podążał rok pusty, bowiem pierwszy rocznik ośmioklasistów musiał odsiedzieć swoje w podstawówce, więc – de facto – w liceum klasy za moim rocznikiem nie było), a potem powstała zabawna sytuacja ze studiami: pojawił się rok bez świeżych maturzystów, co dało szansę “dostania się” na studia ludzkim wrakom około trzydziestki, starającym się o to od lat kilkunastu. Z braku laku wielu wtedy załapało się na uczelnie w ten sposób, nazbierawszy po drodze punktów za kilkuletnią pracę w zawodzie (jako urzędnicy przeważnie), czy za odsłużenie służby wojskowej i innych takich. Wspomnę tylko, że z nich właśnie wielu posiada poważne tytuły naukowe i pełni dzisiaj ważne funkcje na uczelniach. Jak wiadomo, kilka lat przed studiami spędzonych na fotelach urzędniczych, czy w wojsku, uświadomiło im na czym polega życie, wobec czego łatwiej było wstąpić w szeregi partii, wykazać przed odpowiednimi służbami przydatność swoją jako potencjalnych donosicieli (dzisiaj automatycznie wmawiają nam, że byli zmuszani, dręczeni, poniewierani, “łamani”, a prawda jest taka, że owi donosiciele sami szukali dojść do SB, “załamywali się” tylko wtedy gdy amatorsko pisane donosy nie robiły na funkcjonariuszach wrażenia, a gdy już któryś się załapał był szczęśliwy, bo otwierało to drogę ku świetlanej przyszłości (patrz – animatorzy zaproszenia Jaruzelskiego na UAM, czy – blokujący konferencję historyczną we Wrocławiu).
    Tak więc był rocznik, który umknął przed reformatorami i miałem przyjemność należeć do niego. (Emocji gnębiących słabszych uczniów, czy leniów takich jak ja, związanej z brakiem klasy idącej podobnym programem, tuż za naszymi plecami, nic nie dorówna. Mieliśmy świadomość, że pozostanie na rok ujmowało praktycznie dwa lata, a “zreformowany” program, podręczniki do niego, tak się różniły z naszymi, że nie było szans wpasowania się w to “nowe”).
    Gdy mówimy o ciemnych czasach stalinizmu czy gomółkowszczyzny, nie zapominajmy o jednym: wielu nauczycieli, profesorów, teoretyków i innych zacnych postaci ówczesnego systemu nauczania to byli ludzie dużej wiedzy i kultury, którą wynieśli z lat przedwojennych, kiedy tytuły naukowe coś znaczyły i obligowały. Nawet skromni nauczyciele z podstawówki (często bez odpowiedniego wykształcenia, to fakt) mieli poczucie odpowiedzialności, a przede wszystkim – szacunku dla tych, którzy wykształcenie mieli. To nie jest tak, że partia i komuniści wchodzili do szkoły i kładli ją na łopatki. Nawet gdy próbowali, nie było to proste. Kultura, szacunek, poczucie odpowiedzialności wobec kraju, choćby pamięć sentencji, że – “Takie będą rzeczpospolite jakie ich młodzieży chowanie”; to w nauczycielach z tamtych lat było. Ujawniało się w czasie lekcji, w rozmowach z rodzicami, w relacjach nauczyciel – uczeń.
    Kiedy dzisiaj co drugi pojawiający się gostek na ekranie telewizyjnym opatrywany jest mianem “profesora”, gdy jakoś przykro już jest widzieć w dyskusji kogoś z tytułem “doktorskim”, a już nie daj boże – magistra, człowiek zastanawia się jak to możliwe: tylu mędrców a w ich tle nędza, poruta i amatorsko “reformowana” składanka zwana “systemem edukacji”.
    Głowę dam, że dzisiejsza p. Minister nie ma zielonego pojęcia o tym jak przez lata rozwijała się myśl pedagogiczna; gdy zaś liznęła co nieco z tego doszła do wniosku, że to starocie, że mądrość jest gdzie indziej, wystarczy zajrzeć do Internetu i porozmawiać z kimś (najlepiej profesorem oczywiście – choćby małżonkiem) i wszystko zagra. Amatorstwo i bezmyślność poplątane z intelektualnymi zachciankami, to mechanizm, który kształtuje nam współczesne “młodzieży chowanie”.
    Kończy się to często rozmowami jaką ja niedawno przeprowadziłem. Podczas niej, człowiek dumający właśnie nad habilitacją wyraził zdumienie, że w trakcie słynnej “przyduchy” na Bugu, kiedy po łąkach walały się śnięte ryby, owe ryby nie wypłynęły na moment ponad powierzchnię wody, by zaczerpnąć powietrze. Myślałem, że człowiek żartuje, a tu znienacka reszta towarzystwa (na szczęście tylko mgr. – y), podjęła temat zgadzając się, że chodzi tu pewnie o instynkt, czy inteligencję ryb, która nie podpowie im tak prostego rozwiązania. Nadal nie wierzyłem, ale – by sprawdzić – zauważyłem, że to kwestia skrzeli i innych takich różnic w budowie ryb i – powiedzmy – ssaków. Habilitant – in spe, zamyślił się i podsumował: zadziwiające jak nasza natura narzuca nam kaganiec ewolucyjny. Niewiele zrozumiałem, ale domyślam się co chciał powiedzieć, wobec tego przekonany jestem, że wkrótce habilitację otrzyma i ją oblejemy. Gdyby ktoś myślał, że domeną jego wiedzy jest entomologia, prostuję: nie, nie entomologia, ale matematyka, a zbieżność z dziedziną, którą zgłębiła miłościwie nam panująca Minister Edukacji jest pewnie przypadkowa.

  57. inetfree napisał:

    Licea zostały zniszczone przez obcięcie 1 roku.
    Teraz nominalnie są 3 lata, ale w praktyce sporo odchodzi na przygotowanie do matury.
    W efekcie młodzież spędza w liceum okres zdecydowanie za krótki. Dzień dobry i do razu do widzenia.

    A studia są od studiowania, nie od nauki.
    Niedouczony licealista nie ma podstaw do samodzielnego budowania swojej wiedzy na studiach.

    Od razu zauważę, że większość zaocznych i część wieczorowych to nie są studia, tylko odpłatne generatory wykształciuchów.

  58. Shork napisał:

    uczniów ogarnie radość bezsprzeczna
    kiedy zadziała spójność społeczna
    Lecz co to, pani minister, znaczy?
    niech nam minister Hall wytłumaczy

    a więc po pierwsze, niech w każdej szkole
    nigdy nie padnie słowo “matole”
    i z wszystkich ocen dla naszych brzdący
    jedna zostanie – dopuszczający.

    matura będzie pierwszej jakości
    by zdać wystarczą dwie obecności
    nawet jak będzie największy muł
    i tak zaliczy, równamy w dół

    bo najważniejsze chować bez stresu
    w imię wyborów i interesu
    jak ktoś ma talent to jego wina
    bilet kupuje i w świat nagina

    nie są potrzebni wcale kumaci
    przez pomyślunek tylko się traci
    myślenie w kiepskiej jest dzisiaj cenie
    a najważniejsze jest wykształcenie

    tytuł magistra już przysługuje
    każdemu, kto chodź zdanie ukuje
    program jest prosty to żaden kit
    postawić krzyżyk, podpisać PIT

  59. SOP78 napisał:

    I pewnie o to chodzi, by kształcić kretynów. Uczeń, potem studnet, ma przede wszystkim rozwiązywać testy, które szybko i bez wysiłku sprawdzi nauczyciel (profesor) poprzez przyłożenie szablonu. Wystawienie ocen zajmie wykladowcy tylko kilka minut, zamiast wielu godzin męczącego odpytywania. Testy wprowadzono ostatnio nawet na kierunkach humanistycznych. Musi to byc interesujące, gdy na plonistyce pytają studenta, kto napisał Pana Tadeusza: Sienkiewicz, Mickiewicz, Kowalski – wybierz jedną odpowiedź.
    Tymczasem skutki takiego systemu edukacji widać na każdym kroku. Niekiedy widać dosłownie boleśnie, gdy mamy np. do czynienia z “testowym” lekarzem, który zamiast myślenia i analizowania przypadku ma jedynie w głowie odpowiedzi na pystania testowe, a niestety nie posiadł na studiach umiejętności wyciągnia wniosków i kojarzniea różnych tej wiedzy elementów.
    Dawniej, gdy profesor musiał przepytać 300- 500 osób, to oczywiście było to mnóstwo pracy i trwało to wiele dni. Ale mógł on poznać studenta od strony nie tylko wykutej wiedzy, ale “myślenia”. Mógl ocenić przydatność kandytata na lekarza (historyka, pedagoga itp.) do zawodu.
    Ale dzisiejsi nauczyciele są widać bardziej leniwi. Woleliby zapewne, aby to komputer, bez ich wysiłku, oceniał ucznia. I w systemie testów jest to możliwe. A że taki system wychowuje analfabetów funkcjonalnych i ćwierć inteligentów, to już nikogo nie obchodzi. Ważne, że tak jest na mitycznym Zachodzie.
    A, odnosząć się do jednego z powyższych wpisów na blogu warto zauważyć, że sukcesy naukowe w USA wiążą się z tym, żę na naukę mają tam niewyobrażalne pieniądze. A to przyciąga najtęższe umysły nie tylko z Ameryki, ale i świata. Nie są one na pewno wynikiem testów w szkołach, których przeciętny poziom jest dość niski.

  60. stanko z W. napisał:

    “Latyń iz mody wyszła nynie”… to napisał wielki poeta Aleksander Puszkin (to do młodziezy, bo już we właściwą stronę poszliśmy za PRL) – rosyjski (to do dzisiejszych 6-latków, którzy robią dziś pierwszy krok w jeszcze bardziej poprawną stronę), a nie Kwaśniewski (to do rówieśników p. Ziemkiewicza, którzy nie wiedzą kto to był Bolek (Bierut)…

    no i przyjaciele Moskale mieli to co mieli i mają od Bolszoj Rewolucji (i Bolszoj Sowietskoj Encikłopedii) do dzisiaj. A my mamy nieco tylko jaśniej w głowach (dzięki, m.in. ludziom Oświecenia z gatunku między Michnikiem a Rydzykiem…

  61. Fremmed napisał:

    Jeszcze jeden , sadze, ciekawy aspekt sprawy to nasze wyobrazenia o skutecznosci edukacji.
    Wychowani w “komunie” sadzimy ze efektywnosc edukacji to oczywistosc. Otoz zachod realizuje dwie drogi nauczania. Ta dla mas , gdzie amatorzy wszelkiej masci eksperymentuja na procesach nauczania i takie tez osiagaja rezultaty.
    I ta dla wybranych, elitarna za pianiadze. Tutaj reformy nauczania, wszelkie dysleksje itp zatrzymuja sie przy wejsciu. Reszta procesu nauczania jak “przed wiekami”. To z tych ostatnich osrodkow nauczania dobiera sie ludzi na kierownicze stanowiska…

  62. stanko z W. napisał:

    P.S. a propos Bolszoj Sowietskoj Encikłopedii, zacytuję Russian joke (polski dowcip z r. 1945 o największych na świecie wszach), ale dla kurtuazji względem premiera Rosji Putina (składającego właśnie u nas rewizytę pani kanclerz Merkel) przerobiony dyplomatycznie:

    Malżeństwo Rosjan (jak wszystkie u nich heteroseksualne, nie zażywające aborcji na życzenie – to do wiadomości kilku posłanek SLD jeszcze nie w stanie spoczynku) wybiera się do zaprzyjaźnionego małżeństwa Rosjan (tak samo wzorowego – to do wiadomości p. prezydentowej) i zastanawia się co kupić im w prezencie (oprócz, rzecz jasna, butelki polskiej Wyborowej) – Może odkurzacz? mówi żona. Mąż: u nich już jest… książkę? zastanawia się dalej żona. Nu niet – mąż – u nich już jest. Co, tylko jedna? to niemożliwe zdumiewa się żona. Nu niet, eto największa na świecie Bolszaja Sowietska…

  63. jurek napisał:

    Jutro rozpoczyna się rok szkolny. Ku przestrodze wszystkich uczniów zamieszczam cytat ostatniego wpisu z blogu Lecha Wałęsy (pisownia oryginalna). Kochane dzieci, jeżeli chcecie być pośmiewiskiem, jeżeli chcecie, aby nikt nie rozumiał o co wam chodzi, piszcie tak:

    “Ha ha Brudasy polityczne ,no właśnie ,czy nie jest tak właśnie ? że Ci ludzie [popaprańcy ,małpy z brzytwą ,paranoicy] są najbardziej skoncentrowani w pobliżu Kaczyńskich ,polityka Rydzyka ,Macierewicza , Walentynowicz , Olszewski i jeszcze kilku ,to żadna filozofia ,orjętacja polityczna ,czy pomysl polityczni , to brudasy polityczne.”

    Czyż nie jest to przykład pięknej polszczyzny i wspaniałej kultury osobistej?

  64. gajowy bronek napisał:

    Słabość polskiego systemu nauczania jest oczywista i dotyczy to całego przebiegu kształcenia, od zerówki do dyplomu magistra i nie zmienia tego stanu rzeczy fakt, że od dziesięcioleci, w sposób ciągły, grzebiemy w tym systemie.
    Wolność słowa powinna powinna być uszanowana, stąd w dyskusji nad reformą oświaty, czy systemu studiów, mogą uczestniczyć także, nawet tak niewiele mający do powiedzenia w sprawie, jak redaktor Ziemkiewicz czy rodzice Róży.
    Dla niefachowca ale kogoś kto zna ze dwa systemy edukacyjne na kontynencie i jakiś jeszcze inny, wkład naszych publicystów w tę dyskusję jawi się jako jałowy, dyletancki i destrukcyjny.
    Bo jak nazwać inaczej tatę dziennikarza, siedzącego na przyzbie i dywagującego w jakim wieku mógłby wysłać swoją Kasię do zerówki, co jest jedyną podstawą napastliwej krytyki projektu reformy napisanego przez fachowców.
    Czy ten dziennikarz, posiadający umiejętność pisania, nie mógłby wykorzystać innej umiejętności – czytania?
    W ten sposób mógłby swój egzotyczny projekt wzbogacić o doświadczenia paru innych państw, choćby tylko europejskich, w tej dziedzinie i dopiero potem prezentować wyniki własnych przemyśleń.

  65. marecki napisał:

    Tomasz Pisze:

    30/08/2009 o 23:43
    Jak nie wiadomo o co chodzi … to chodzi o sprawy najprostsze

    ……podpisuję się obiema rękami !!!!! jesli do tego dodać szczególnie napastliwe w latach 90-92 odczyty na niemieckich uczelniach które sprowadzały sie do :o dłożylismy karabiny ale nie zrezygnowaliśmy.Polaków ma być 18 milionów w wiekszości z podstawowym wykształceniem itd,itd to mamy logiczną całość.

    Mam nieodparte wrażenie ze w 1989 roku “stół kontraktowy”nas jako naród po prostu sprzedał,ot wycisnąć jak cytrynę,opylić co się da i wio do raju a tu po nas choćby potop i to się REALIZUJE nie tylko w edukacji.

  66. MaJa napisał:

    Nie wszystko co uczono w PRL należy wrzucać do szamba. Ja np. otrzymałem solidną porcję wiedzy z dziedzin humanistycznych i ścisłych i tak: np. dzięki wiedzy jaką posiadłem z geografii, gdyby zdarzyło się mnie coś co spotkało zesłańców wiedziałem jak uciec z Syberii; znając historię żaden polityk niczym mnie nie zaskoczy; przyjemność czytania zwiększyła wyobrażnię; z kolei nauka przedmiotów ścisłych wyrobiła nawyki logicznego myślenia. Całość zaś wykształciła niezbytą potrzebę szukania prawdy, a nie przyjmowania za dobre tego wszystkiego co podają media.
    To tylko tyle i aż tyle. Uczcie się dzieci.

  67. Lestek napisał:

    @Edward Topek

    Amerykanski system podstawowej/sredniej edukacyji sklada sie z grubsza z dwoch osobnych sekcji. Jednej, do ktorej “uczeszcza” (o ile uczeszcza) okolo 90% dzieci/mlodziezy, a ktory ma za zadanie uczyc “podstawowych umiejetnosci” takich jak czytania (glownie instrukcji), podstawowego liczenia (uzywajac kalkulatora lub komputera) i zasad pracy w zespolach ludzkich, z naciskiem na sportowe gry zespolowe. Propagandowy nacisk jest skierowany na przedstawawianie Amerykanow jako indywididualistow, gdy natomiast w rzeczywistosci tego typu szkolnictwo doprowadza do zaniku indywidualnosci, umiejetnosci samodzielnego myslenia i niecheci do przedsiebrania jakichkolwiek nowych rozwiazan z poza matrycy tych ktore juz istnieja. Nowe rozwiazania nie sa zabronione (jesli sa legalne) lecz ludzie wyedukowani w tej czesci systemu, najczesciej sa zbyt niezorientowani lub pasywni aby “isc w nieznane”. Ma to, ze spolecznego punktu widzenie rownoczesnie i “pozytywne” i negatywne aspekty. Po dodatniej stronie, zmniejsza to frustracje ogolno-spoleczne, indoktrynuje wiekszosc spoleczenstwa w “normach” spolecznych takich jak aspekty popularnej kultury, normatywow zycia, zakupow, wydatkow i czasu wolnego od stalych zajec i przekonania ze zyja w najlepszej cywilizacji/systemie/kraju pomimo malych nirdociagniec (ktore sie zdarzyc zawsze i wszedzie moga, a na ktore amerykanski system konstytucyjny zawsze w koncu znajduje lekarstwo). System ten ma wiele negatywnych cech, glownie ze produkuje coraz wiecej funkcjonalnych analfabetow (prawie 20% ludzi powyzej wieku 18 lat) co powoduje ze nawet proste czynnosci (np. czytanie instrukcji, znakow drogowych czy wypelnienie prostego formularza stanowi dla tych ludzi ogromny problem, a takze dla pracodawcow ktorzy z jednej strony maja niedouczony personel, a zdrugiej zdaja sobie sprawe ze obowiazujace prawa nie zezwalaja im na swobodny wybor kandydatow w wyniku wszechobecnej mozliwosci bycia oskarzonym o “dyskryminacje”). Duzym klopotem tego systemu jest tez duzy odsetek mlodych ludzi ktorzy wypadaja z niego przed ukonczeniem wymaganego okresu bycia w szkole, presje spoleczne na lepsze wyniki statystyczne i lepsze oceny dawane uczniom (bez wzgledu czy ich poziom wiedzy poprawia sie) i typowo amerykanska metoda zwiekszania nakladow na szkoly z “problemami” najczesciej bez weryfikacji czy takie dodatkowe naklady przynosza korzysci. Ze wzgledu na system finansowania szkol przez rzady lokalne (na poziomie miast, miasteczek, wsi czy tez powiatow (”county”) program ich i poziom nauczania w nich sie rozni, w zaleznosci od poziomu zasobnosci danej spolecznosci i zainteresowania rodzajem i poziomem nauczania takowej. Niektore z tych szkol sa dobre, rzadko bardzo dobre, a wiekszosc przecietna albo gorzej.

    Obok powyzszego systemu, istnieje idrugi/nny rownolegly do niego, do ktorego uczeszcza okolo 10% mlodziezy. Sklada sie on ze szkol publicznych w ekskluzywnych (drogich) osadach, z prywatnych szkol albo laickich lecz czasem stowarzyszonych z jakas filozofia/religia. W szkolach tych, ktore sa duzo lepiej wyposazone, nauczyciele sa lepiej placeni i wykwalifikowani a dyscyplina jest o niebo lepsza. Mlodzi ludzie ktorzy “nie pasuja” do systemu, z niego “wylatuja” a rodzice wiedza ze placac za jakosc, moga spodziewac sie tez dobrych wynikow. Szkoly te ucza myslec, wnioskowac, ucza “przywodstwa” (leadership) i maja na celu trening kadry prowadzacej spoleczenstwo we wszystkich tego aspektach. Oczywiscie istnieja zroznicowanie pomiedzy tymi indywidualnymi szkolami i w poziomie wiedzy abiturientow. Nalezy tu tez wspomniec ze bycie prawdziwym indywidualista lub uzyskanie doskonalych wynikow w jakielkolwiek wybranej dziedzinie jest tam popierane i wspomagane w przeciwienstwie do norm przyjetych w poprzednim (90%) systemie gdzia (naogol) spotyka sie z obojetnoscia a czesto oporami ogolu.

    System dalszej edukacji (”colleges” i uniwersytety) dziala na identycznych zasadach. Sa dobre, renomowane (i drogie) instytucje wyzszego nauczanie dla edukacji “elit” i masa innych niezbyt dobrych dla ogolu. Jednoski z “dolow spolecznych” jesli umotywowane i obdarzone inteligencja maja czesto szanse ominac ten system 90%, dostajac stypendia czy tez inna pomoc z prywatnych fundacji. W ten sposob system nie kostnieje i doplyw nowego materialy genetycznego do klasy admistrujacej jest zapewniony.

    Przypomina to dawny system w armii pruskiej stworzonej przez Fryderyka Pierwszego/Wielkiego. Wedle tego systemu ludzie mieli tylko dwa rodzaje cech: poziom inteligencji i wlasnej energii/sily witalnej. Kombinacja tych dwoch dawala matryce czterech permutacji. W wyniku tego wedle zasad pruskiej armii:

    Ludzie inteligentni i energiczni, bedac rzadkim “materialem” powinni byc przechwyceni w mlodym wieku, skierowani do najlepszych szkol a koncowym etapie powinni byc wyszkoleni na czlonkow sztabu generalnego.

    Ludzie ( wmiare) inteligentni lecz leniwi (okolo 10%) ogolu, to doskonaly material na officerow. Jesli uznaja ze jakies (drugorzedne) sprawy musza byc dodkonane to zmusza innych do zrobienia ich.

    Najwieksza grupa wedle tej matrycy to ludzie glupawi i leniwi. To normalny, typowy material na zolnierza. “Kilka kopow w zadek”, duzo wrzasku i rozkaz bedzie wykonany.

    Jakkolwiek, tez jest czwarta grupa, tych co sa durni lecz energiczni. Wedlug Fritza der Grosse, takich miglancow nalezy sie pozbyc i wyrzucic poza system jak najszybciej. Naprawianie wynikow ich bezmyslnej lecz energicznej dzialanosci byloby wielokrotnie bardziej kosztowne niz wartosc tego co stworzyli lub do czego sie przyczynili.

    Byc moze to ostatnie, ma jakies zastosowanie w obecnej polskiej rzeczywistosci?

    Lestek

  68. Wlod napisał:

    Proponuję jeszcze jedną i ostatnią reformę edukacji polegającą na przywróceniu metod, standardów i wymagań (zarówno wobec uczniów jak i nauczycieli), które były stosowane do (o zgrozo!) mniej więcej połowy lat sześćdziesiątych. O ówczesnych absolwentach naszych podstawówek i szkół średnich mówiło się, że pod względem wiedzy biją na głowę swoich kolegów z Europy Zachodniej. I takie efekty osiągano mimo znacznie gorszych niż dziś warunków nauczania (klasy w podstawówkach liczące często ponad 40 uczniów). Ówczesne szkoły potrafiły też dość skutecznie czynić to, wobec czego szkoły współczesne są zupełnie bezradne, a mianowicie godzić nauczanie z dobrze pojętym wychowywaniem dzieci i młodzieży. Niestety, potem zaczęło się trwające do dziś nieustanne reformowanie, którego efekty Pan Redaktor niezwykle trafnie opisał w felietonie.

  69. Paine napisał:

    Bruno,

    To ty chyba nie widziałeś porównania wyników amerykańskich uczniów przez ostatnie dekady z wynikami uczniów np. krajów skandynawskich.
    Typowa publiczna edukacja w USA produkuje masowo analfabetów i odmóżdżonych konsumentów.

  70. iza napisał:

    Zgadzam się z p. redaktorem. Pracowałam w szkole b. krótko i wiem że NIKOMU w naszej oświacie nie zależy na poziomie kształcenia.
    nauczyciel – wypalony, kiepko opłacany, przepracowany, poniżany przez uczniów i rodziców, a czasem i dyr szkoły
    dyrektor szkoły – nastawiony wyłącznie na wyniki i pozycję szkoły w rankingach
    rodzice – roszczeniowi, uważający że ich dziecko to geniusz, nastawieni na oceny a nie na wiedzę jaką ich dziecko posiądzie, załatwiający swoim leniwym dzieciom ZL, zaświadczenia o dysleksji, ADHD itp., poniżający nauczycieli (Kim pani jest? Ile Pani zarabia? Ja mogę Panią kupić. Tylko frajerzy pracują w szkole, itp. – to ostatnie słyszałam również od uczniów)
    młodzież – bezczelna, leniwa, znająca swoje prawa, ale nie obowiązki, wiedząca że nauczyciel nie ma nad nią praktycznie żadnej kontroli, nastawiona na zabawę i oceny, a nie wiedzę, co jest wspierane przez rodziców i dyr szkoły.

  71. Antarjani napisał:

    Serca są zamknięte, oczy nie potrafią patrzeć.
    Edukacja regulacja, doskonała ja zawsze.
    Kluczem jest obietnica, otwiera drzwi do serca.
    z zimną krwią daje nadzieję, a potem ją uśmierca.
    Zyski dzielone są równo, pomiedzy chciwość i głupotę.
    Cywilizacja kwitnie i nie ważne co potem.
    /Dezerter/.

  72. A.L. napisał:

    Lestek: “Amerykanski system podstawowej/sredniej edukacyji sklada sie z grubsza z dwoch osobnych sekcji.”

    Dobrze Pan pisze.

    Dodac nalezy jeszcze jeden szczegol: gdyw USA ktos sie przedstawia “jestem magistrem” to dodaje “z MIT” albo z “University of Bambalazzoo”. Jak nie doda, to go zapytaja albo popatrza w papiery.

    Posady, kariery i pensje dla tych z Bambalazzoo sa scisle okreslone, i nawet nie sa w poblizu tych z MIT, i ten z Bambalazzoo na ogol nie przekroczy okreslonego poziomu, chyba ze “w praniu” okaze sie nieujawnionym Einsteinem.

    W Polsce zas – “szlachcic na zagrodzie rowny wojeowodzie”. Magister z Wyszej Prywatnej Szkoly Kupscinskiego Informatyki, Prawa, Manadzmentu, Gospodarstwa Domowego i Praw Jazdy w Kaczym Dole rosci sobie prawo do takiego samego traktowania jak absolwent Uniwersytetu Warszawskiego czy Jagiellonskiego.

    Nei jest nic niewlasciwego w tym ze ludzie ktory nie maja odpowiednich predyspozycji intelektualnych koncza byle jakie uniwersytety. To znacznie lepiej niz gdyby nie konczyli zadnych. Problem pojawia sie wtedy gdy “rynek pracy” nie jest rynkiem – jak to ma miejsce w Polsce i zrownuje szkoly zle i dobre

  73. leonp napisał:

    Zachęcam wszystkich do rozwiązania testu z j. angielskiego po gimnazjum, a potem na szczerą odpowiedź na jakim poziomie znaliście języki po pierwszej klasie liceum czy techniku. I weźcie pod uwagę, że każdy uczeń gimnazjum musi napisać test a do szkół średnich chodziło nas w “dawnych dobrych czasach” kilkanaście procent populacji.
    Pozdrawiam wszystkich, który uważają, że polski inżynier był lepszy od amerykańskiego, zaś zapora w Solinie większa od zapory Hoovera – mam wrażenie … .

  74. zenek napisał:

    Barbarossa rozumie że ja lubie barbarosse ale barbarossa nie lubi mnie

  75. Z.Domolewski napisał:

    Do@jurek Pisze:
    Dziękuję za przytoczenie fragmentu owego bełkotu. Na blogi Palikota, czy Wałęsy nie zaglądam, a jednak dotarła do mnie treść przemyśleń b. prezydenta, w formie “oczyszczonej” literacko przez media. Czy ktoś coś wie o stosunku p. Wałęsy do przysłowiowego kieliszka? Jakoś mi to tak wygląda jakby po niedzielnym obiadku z dodatkiem czegoś zasiadł i sobie wklepał co myśli; taka wersja w pewnym sensie by go usprawiedliwiała – każdemu się zdarzy, ale jeżeli stosunek do kieliszka ma taki jak – powiedzmy – Jaruzelski, cytowana wypowiedź – nie, nie, nie powiem, że kompromituje bo co tu się jeszcze da skompromitować? – ale rzuca nowe światło, to światło, na które wyostrzone spojrzenie ma podobno Palikot. No więc dobrze by było zajrzeć na blog Palikota, żeby zaobserwować co on zasugeruje odnośnie tekstu Wałęsy. Chociaż, z drugiej strony, po co tam zaglądać? Dziękuje ze smakowity cytacik. W pewnym sensie wyjaśnia dlaczego to były prezydent zamierza przyjść na obchody rocznicy Września w maseczce ( o czym dowiedziałem się też z mediów)

  76. Tim napisał:

    Patrzyłem na współczesną polską szkołę z ławek czwórki moich dzieci.
    Musze powiedzieć że to co zobaczyłem jest mocnym przyczynkiem do udokumentowania pewnej hipotezy zwanej niekiedy na wyrost “spiskową teorią dziejów”. Młodzieży nie uczy sie samodzielnego myślenia a jedynie tresuje w w bezkrytrcznej akceptacji bełkotu Gazety Wyborczej i kolorowych pół pornograficznych magazynów.
    W podręcznikach do matematyki 50% zadań ma błędne odpowiedzi. Gdyby ktoś chciał zaszkodzić naszemu narodowi nie mógłby zrobić tego skuteczniej niż przez takie zreformowanie szkoły jak właśnie zostało dokonane.

  77. szambonurek napisał:

    żaden system szkolny się nie sprawdzi, jeżeli opierał sie będzie na założeniu, ze wszyscy uczniowie mają być “równi”. Otóż zapewniam was, ze z rożnych względów, genetycznych,środowiskowych i zupełnie przypadkowych równi nie są, a działania prowadzące do ich zrównania to łoże prokrustowe: temu trzeba przyciąć wystającą mózgownice innemu za długie nogi. Uczniowie nie są równi i nie mają być – mają mieć tylko równe możliwości do rozwoju ogólnego i swoich indywidualnych uzdolnień. Idiotyczne pomysły w rodzaju uczenia dzieci o upośledzonej sprawności umysłowej systemem “integracyjnym” w szkołach normalnych to takie same dobrodziejstwo jak nakarmienie cukrzyka w szkolnej stołówce “zintegrowanym ” obiadkiem ze słodkim budyniem i tłustym kotlecikiem. Równe szanse dla tych dzieci to zapewnienie im warunków i metod nauczania w których będą w stanie przyjąć jak najwięcej wiedzy i umiejętności przy swoich ograniczeniach. Podobnie i szkoły tzw. normalne powinny na pewnym etapie rozwoju być zróżnicowane, aby uczniowie mieli szanse iść do przodu w możliwym dla nich tempie. Gimnazja to nie był zły pomysł,ale powinny być zróżnicowane poziomami i profilami tak, aby uczniowie mieli szanse na pracę w tempie i zakresie możliwym dla nich do przyjęcia, tak np. jest to ustawione w Szwajcarii. Drożność systemu powinna umożliwiać każdemu uczniowi dojście do najwyższych szczebli edukacji nie frustrując go i nie blokując nieprzystosowanymi wymaganiami na niższych etapach. Nie oznacza to, że najlepiej wszystkim obniżyć wymagania, a wręcz przeciwnie: wymagać więcej, dając niektórym więcej czasu. Nie oszukujmy się, że jak obniżymy wymagania i będziemy się przymilać do gimnazjalisty, to rozbudzimy w nim ambicję i zapał do nauki – zdemoralizują się i ci zdolni i ci,którym i tak i tak się nie chce, lub nie udaje . Różne świetne pomysły z integracją lub sześciolatkami w naszych biednych niedoinwestowanych szkołach o ciągle oszczędnościowo nadliczebnych klasach to kontynuacja socjalistycznych pozorowanych reform.

  78. Halina napisał:

    Szanowny Panie Redaktorze!

    W zawodzie nauczycielskim przepracowalam 44 lata, z tego 24 za granica. Z lat szkolnych nie zapomnialam pieknego powiedzenia jednego z naszych wybitnych Polakow: ” Cudze chwalicie, swego nie znacie, sami nie wiecie co posiadacie “. Po wyjezdzie z kraju potwierdzilo sie to powiedzenie w zyciu, czego nie omieszkam sie nadal tego powtarzac wszystkim przypadkowo spotkanym (albo i nie) uczniom badz studentom przebywajacym poza krajem. Jestem dumna, ze wlasnie w latach 60-tych i 70-tych mialam mozliwosc uczyc i nauczac.
    Prawda jest, ze zdobywanie wiedzy w tamtych czasach bylo solidne.
    Zreszta moj wujek a ojciec pana tescia byl dla mnie wzorem w zdobywaniu wiedzy.
    To tyle, przesylam pozdrowienia dla Pana i Pana rodziny.
    Halina

  79. szambonurek napisał:

    Rolmops pisze że jest przykładem przejścia przez szkoły nie zahaczony przez żadną reformę, ciekawe… a jakie masz Rybeczko wykształcenie? Niepełne podstawowe,przypuszczalnie.

  80. Henry napisał:

    CELNIE

    @Shork Pisze: 31/08/2009 o 11:10 o celu reform szkolnych:

    “Program jest prosty to żaden kit,
    Postawić krzyżyk, podpisać PIT.”

    @Tim Pisze: 31/08/2009 o 14:21
    Gdyby ktoś chciał zaszkodzić naszemu narodowi nie mógłby zrobić tego skuteczniej niż przez takie zreformowanie szkoły jak właśnie zostało dokonane.

    ************ Bo chciał!

  81. wiktor lat 17 napisał:

    System edukacji w liceach ogólnokształcących to dno. Albowiem uczymy się tam wszystkiego tzn biologi chemii fizyki niezależnie od profilu. Ja chodzę do klasy( w najlepszym LO w województwie) o profilu hist-wos i jestem zmuszony uczyć się rzeczy które w 90% są mi nie potrzebne. Lecz są też tacy którzy uczą się tego ,,wszystkiego” na pamięć kując nie miłosiernie. I jakie są tego efekty. Otóż na lekcji WOS nauczyciel się pyta uczennicy (średnia powyżej 4,5 czyli uznawana za mądrą, zdolną inteligentną i przyszłość narodu w ogóle): Jaki ustrój terytorialny jest w RFN? (miała do wyboru federacje i państwo unitarne) Ona zastanawia się, myśli natomiast nauczyciel ponawia pytanie ułatwiając je: Jaki jest ustrój terytorialny w Republice Federalnej Niemiec? Odpowiedź: nie wiem. I takiej odpowiedzi( na dodatek z zakresu przedmiotu maturalnego) udzieliła uczennica, która edukuje się w najlepszym LO w województwie. Straszne, prawda.
    Ja zdobywam wiedzę w domu, w weekendy i wakacje i generalnie rzecz biorąc w czasie wolnym.
    Obecny system produkuje nie myślących kujonów kierujących się zasadą 3 Z. ZAKUĆ ZDAĆ ZAPOMNIEĆ

    Pozdrawiam

  82. Ala napisał:

    Co prawda, to prawda! Ja sama przeszłam przez różne pomysły reformowania szkoły. Obecnie mam 36 lat, w wieku lat 6 zostałam posłana do szkoły z woli rodziców nauczycieli (bo niby taka genialna), trafiłam fatalnie, na reformę…która bodajze w Polsce trwała rok, najdalej 2 lata a miała na celu dostosowac polski mdoel edukacji do radzickich szkół 10-cio latek, efektem było skomasowanie wiedzy klas 1-2 w 1 klasie. Dzieci które sobie nie radziły i nie maiły pomocy rodizców w domu, nagminnie zostawiano na powtarzanie klasy. Ja byłam niedostosowana emocjonalnie, społecznie, nie potrafiłam wysiedziec w skupieniu 45 min w ławce, nie pamietałam co jest zadane, nie rozumiałam polecen, nie integrowałam sie z dziecmi (czesto 8, 9 latkami), stopniowo kiedy zaczeto odchodzic od tej reformy było lepiej, szkołe skonczyłam z ocenami bardzo dobrymi, ale przez całe 8 lat byłam niedostosowana do całej klasy, młodsza, słabsza… usadzano mnei tez w ławce z powtarzajacymi klase łobuziakami z których najstarszy był az o 5 lat ode mnei starszy, maił 18 lat, pamietam tez rycie na blachę formułek, duzo pamieciówki, przeładowane programy lekcyjne, zajecia WF odwoływane z braku sali lub pozorowane na korytarzach szkolnych, anrkomanie, pijanstwo, prostytucje, rozboje.
    Taka była i jest polska szkoła, patologiczna od zarania!

  83. d-d napisał:

    Ja muszę powiedzieć, że dołączyłem do tych co nie rozumieją co się mówi w telewizyjnych wiadomościach.
    Coraz częściej jest to bełkot z którego niewiele wynika, a prowadzący nie wie o czym mówi.

    Piszę o tym bo podobnie wygląda przekazywanie wiedzy zwłaszcza w szkołach średnich i uniwersytetach (oczywiście nie w każdym przypadku).
    Uczeń/student nie za bardzo rozumie co ma z tym potem zrobić i gdy potem idzie do pracy okazuje się, że tak naprawdę jest zielony.

  84. tessa napisał:

    Przytaczam fragment rozmowy z dyrektorką prywatnej szkoły (najlepszej w mieście):
    “Ja: Co Pani sądzi o tej reformie programowej Hall?
    Dyrektorka: O, my wcale się nie przejmujemy obniżeniem wymagań, bo nas to nie obowiązuje. My mamy własne programy, dużo wymagamy od uczniów.
    Ja: Do waszej szkoły to chyba chodzą głównie dzieci z zamożnych rodzin?
    Dyrektorka: Tak. Mamy dzieci naszych działaczy Platformy.”

    Działacze partii, która sprowadza edukację do parteru, sami posyłają swoje dzieci do szkół, gdzie są ogromne wymagania.
    Na naszych oczach realizuje się model oświaty dla elit i dla motłochu.

  85. fifi napisał:

    Nie moge oprzec sie wrazeniu, ze Pan Ziemkiewicz przedstawia raczej obraz szkoly moich dzieci we Francji. Nie ma racji Reytan piszacy, ze w tym kraju wiekszosc szkol podstawowych to prywatne. To o czym pisze Pan Z. we Francji funkcjonuje od ponad trzydziestu lat i skutki sa oplakane. Kazdy kolejny minister zamiast polepszyc sytuacje pogarsza ja coraz bardziej.Zaprzyjazniony, emerytowany profesor matematyki twierdzi, ze szkola francuska osiagnela dzisiaj dno z ktorego sie nie podniesie. Oczywiscie czesc spoleczenstwa otrzymuje doskonale wyksztalcenie w szkolach prywatnych /np. dzieci politykow, dziennikarzy, artystow i innych /.Szkola, ktora wymaga od uczniow podkreslenia, zakreslenia lub postawienia krzyzyka na wlasciwej odpowiedzi nie wyksztalci krytycznego umyslu, samodzielnego myslenia i byc moze jest to dzialanie celowe?Bardzo dobrze, ze Pan Z. porusza ten problem, moze nie jest za pozno? A co na to armia polskich nauczycieli?Nie dajcie sie oglupic nowoczesnymi programami i teoriami waszych politykow.

  86. Do Autora napisał:

    Panie Ziemkiewicz, napisz pan jednoznacznie, co sądzisz o dzisiejszej piosence P. Kukiza (wspólnie z Powiernictwem polskim)?

  87. Wojciech Chajec napisał:

    Trafne spostrzeżenia dotyczące przekazywania wiedzy i wychowania. Te dwie dziedziny są ze sobą związane.
    Nie mogę zrozumieć, dlaczego zamiast niegdysiejszego systemu 4 (szkoła powszechna)+12 (gimnazjum, przed wojną), czy 8 (szkoła podstawowa) + 3/4/5 (szkoła zasadnicza/liceum/technikum) w latach 70-tych ktoś wymyślił schemat 6+3+3! Przecież to jest bez sensu!
    Gdy ja chodziłem do 8-klasowej szkoły podstawowej klasy I..IV były istotnie inne, niż V..VIII. Większość przedmiotów była wykładana w ten sposób, że w klasach I..IV była wiedza bardzo ogólna, często bez rozróżnienia dziedzin, w klasach V..VIII – już na poziomie podstawowym, historia – chronologicznie od czasów najdawniejszych do współczesności.
    W liceum praktycznie to samo, ale bardziej szczegółowo, problemowo. I to było dobre, ale zostało zepsute!
    Gdy ktoś – w celu oddzielenia dzieci młodszych od starszych – wymyślił reformę, należało klasy I..IV nazwać podstawówką, a V..VIII – gimnazjum i tyle.
    Teraz nauczyciele w gimnazjach i liceach narzekają, że w 3 lata nie są w stanie zdążyć przerobić całego programu. A dzieci w klasach V i VI się nudzą.
    “Wychowanie bezstresowe” jest pojęciem samosprzecznym (tak, jak np. “przyjemna asceza”, “demokracja socjalistyczna”, “suwerenność państw UE”, itp.). Wychowanie, nauka, czy trening ze swej istoty wymaga pewnego wysiłku i ten wysiłek dopiero potem daje zadowolenie. Dobry wychowawca powinien umiejętne obciążać wychowanków, by ich mobilizować, ale nie zniechęcać.
    Prawdziwy sukces wymaga wpierw zdolności i pracy.
    A teraz każde dziecko łatwo osiąga “sukces”. Potem absolwent idzie do pracy i… okazuje się, że niczego nie umie a ma wielkie wymagania, bo przecież ma na swoim koncie tyle sukcesów.

    “Wychowanie bezstresowe”, to brak wychowania. Czlowiek nie rodzi się “z natury dobry”, lecz wymaga wychowania. Jego brak, to poważna wina rodziców i tych, którzy powinni być wychowawcami. Dlatego trzeba dbać o szkolnictwo i wspierać autorytet rodziców, bo w przeciwnym razie trzeba będzie budować więzienia.

  88. jechu napisał:

    @fifi Pisze:
    31/08/2009 o 17:11
    Nie chcial bym byc bezczelny, ale socjalistyczni Francuzi zasluguja na to co maja. Podoba sie socjalizm, to dlaczego narzekac na szkole?
    To samo maja Niemcy i Anglicy, pewnego pieknego dnia obudza sie
    z reka w nocniku, pelnym odchodow..
    Daj Boze, ze tego nie dozyje.

    jechu

  89. Mrówka napisał:

    Ale komórką i kompem potrafią się posługiwać nagorsi uczniowie z ADHD. I nikt ich tego nie uczy.
    Natomiast najprostsze przeliczenie, nie mówiąc już o ułamkach (bo przecież to nie jest matematyka), to czarna magia.
    Nasze kochane media są pełne tzw. celebrytów, ktorzy z pogardą wypowiadają się o szkole i nauczycielach; dodatkowo wszyscy koncentrują się na prawach dziecka.
    Nauka czegokolwiek, ale przede wszystkim matmy i fizy jest przedstawiana jako głupiego robota, no to jest jak widać.

  90. Lestek napisał:

    @A.L.

    W pelni zgadzam sie z dodatkowa Pana/Pani uwaga. Dodam tylko ze w wypadku przedstawianie kredencji jest mniej konieczne aby te “dobre” podkreslac bo ci co powinni wiedziec, wiedza a reszta sie “mniej liczy”.

    Uklony,

    Lestek

  91. godziemba napisał:

    no ale co robić? sam mam uczyć dzieci? mam (być może subiektywne ;) wrażenie, iż mogłyby się więcej nauczyć niż oferuje im szkoła publiczna w Polsce?
    są jeszcze stare dobre uczelnie jezuickie?

  92. godziemba napisał:

    a może Wyższa szkoła blagierów? tfu Liderów, pod światłym przewodnictwem demonicznego Marcinkiewicza ;)

  93. stanko z W. napisał:

    # Z.Domolewski Pisze: (31/08/2009 o 14:12) do@jurka:
    “Dziękuję za przytoczenie fragmentu owego bełkotu. Na blogi Palikota, czy Wałęsy nie zaglądam, a jednak dotarła do mnie treść przemyśleń b. prezydenta, w formie “oczyszczonej” literacko przez media.” (…)

    Chyba nie całkiem, zdaje się cytowany bełkot był wpisem jakiegoś fana “lwa” z szopki Marcina Wolskiego – na blogu Wałęsy seniora czy juniora-platformera.

  94. Bruno napisał:

    To koniec szkolnictwa!
    Przepisy oświatowe to gąszcz idiotycznych przepisów ograniczających nauczyciela. Dyrektorzy szkół boją się skarg do kuratoriów i wpływają na pracę nauczycieli, którzy nie uczą tylko dbają o to żeby jakiś oszołomiony tatuś czy mamusia nie poszło na skargę.
    Co do poziomu naucznia to spełnia się sen Hitlera o liczeniu do 100, podpisie, umiejętność pisania niekonieczna…
    Nowa matura to “kpiny z pogrzebu”. teścik który niczego nie sprawdza i który maja wszyscy zdać.

    Co do mnie przwróciłbym system przedwojenny włącznie z laniem linijką po łapach, znałem kilka osób wychowanych przez taką szkołę i zapewniam że były lepiej wychowane i wyedukowane niż dzisiejsza bezstresowa, postępowa młodzież. Wy też znacie to porównajcie.

  95. gliwer napisał:

    Coś w tym jest co Pan pisze, panie Redaktorze…
    Pochodzę z rodziny, gdzie nauczycieli w bród, aczkolwiek sam nim nie jestem… To już chyba trzecie pokolenie….
    To chyba najbardziej reformowany zawód od 1945 roku, w różnych, wybranych kierunkach… Przeginany na różne polityczne sposoby i wizje reformatorów…
    Ktoś powie… aaa bronisz ich, bo to rodzina…
    Ale może chwila zastanowienia… Ci ludzie mają edukować nie tylko moje dzieci… i ( w przeciwieństwie do lekarzy, też wciąż reformowanych) nagle dowiadują się, że od dzisiaj, obowiązują inne standardy wiedzy… jakby nagle lekarze dowiedzieli się, że nie ma raka… od dzisiaj mówimy rybka… i leczymy według nowego programu (podobnego jak diabli, bo co można wymyśleć), ale nie uzywamy słówka “rak”….
    Tłumaczymy zwykłe lenistwo pojęciami: “dysleksja”, “dysgrafia”, a chuligaństwo szkolne pojęciem ADHD… Zdziwiłby się Pan, jak te opinie poważnych lekarzy i psychologów “nikną”, gdy przychodzi do składania papierów na studia …. albo gdy ów młodzian, czy młodzianka starają się o pracę w poważnej firmie… A przecież nie powinnny, prawda?

  96. x napisał:

    niech mi ktoś wyjaśni skoro w usa jest tak niski poziom nauczania i kształci się tam samych analfabetów to dlaczego tak wysoko jest ten kraj rozwinięty i czemu cały świt tam migruje, czemu mają tak wysoki poziom życia???

  97. Solaris napisał:

    Witam,

    Moim zdaniem obecne tendencje w zaniżaniu systematycznym poziomu edukacji powszechnej w naszym kraju to świadoma polityka elit /establishmentu rządzącego,zorientowanego na kreację przy pomocy różnych czynników ,społeczeństwa chorego , zastraszonego i niewykształconego, co konsekwencji upośledza w znacznym stopniu możliwości narodu w pełnym wykorzystywaniu systemu władzy jakim jest demokracja. Te wielkie reformy ,które w teoretycznym założeniu mają podnieść poziom stale go obniżają. Jak dzisiaj obserwuję wielu młodych ludzi to ja jeszcze młody człowiek cholernie boję się o moją starość. Zero zaangażowania, wszechobecna ,kultywowana przez media , ignoracja na samodoskonalenie , samodzielne rozumowanie zdobywanie wiedzy. Wiele ciekawych spostrzeżeń padło powyżej , mam podobne obserwacje w kilku kwestiach . Ludzie na studiach w wielu wypadkach nie potrafią samodzielnie pozyskiwać wiedzy z wielu źródeł, wyrabiać sobie szkieletu światopoglądowego w danej dziedzinie i go systematycznie wiedzą i doświadczeniami uzupełniać. Wszystko musi być podane na tacy. Jak chodziłem do liceum i pytaliśmy “profesora” chemika z czego będzie sprawdzian to padała krótka odpowiedź z chemii. Dzisiaj można zaobserwować ciekawą tendencję. Na niektórych kierunkach studenci mają wielkie pretensje do prowadzących ćwiczenia o niezapowiedziane kartkówki, albo żeby nie uwzględniać złych ocen z kolokwiów bo student A czy B walczy o średnią i ma w perspektywie stypendium i beszta prowadzącego ,że śmiał zrobić niezapowidzianą kartkówkę albo zapytać, a jak nie,pisze się pismo do władz placówki naukowodydaktycznej o zmianę prowadzącego , bo szkodzi dobru studentów bo wymaga. Dramat. Wykładowcy starej daty w wielu przypadkach, jak przychodzą na katedrę czy instytut te produkty nowoczesnej edukacji ponadpodstawowej , załamują ręce. Sam pamiętam przednią anegdotę jak doktor prowadzący ćwiczenia wziął do tablicy delikwenta ,który zdał maturę z matematyki, kazał mu policzyć jakąś pochodną, dosyć topornie to szło. Od słowa do słowa ,ku wielkiemu zdziwieniu prowadzącego okazało się ,że ów student nie jest w stanie dodać dwóch ułamków zwykłych.

  98. Solaris napisał:

    Iksie Ty jesteś naiwny/naiwna czy żartujesz? Przecież postęp technologiczny i naukowy USA bierze się stąd ,że mają pieniądze i jak chcą coś pożytecznego wymyślić i jeszcze przy okazji zarobić to dają stypendium takiemu Chińczykowi, Hindusowi czy Koreańczykowi i on to zrobi za nich. Pozyskują kadry najemników. Kiedyś przypadkiem przeglądałem stronę internetową jednego z najlepszych ośrodków chirurgii oka w USA. I co sami Pakistańczycy , Chińczycy , Polacy i Rosjanie.

  99. emerytka napisał:

    W kazdej kolejnej “reformie” chodzi o poprawe warunkow finansowych nauczycieli. dziwne, ze tego wiekszosc nie dostrzega. Bowiem im nizszy jest poziom nauczania tym wieksze jest zapotrzebowanie na korepetycje. i to dawane nie przez jakichs biednych , ale zdolnych uczniow czy studentow, najbardziej skuteczne sa te udzielane przez nauczycieli poleconych . Jak ja chodzilam do szkoly to w klasie z 35 uczniami tylko jedna osoba bardzo odporna na wiedze matematyczna brala z tego jednego przedmiotu kotepetycje, i 90% maturzystow dostalo sie na wyzsze studia. A dzisiaj ponad 90 % ucznow bierze korepetycje, bardzo czesto naraz z kilku przedmiotow, (slyszalam o korepetycjach nawet z gimnastyki !?) Mozna domniemywac, że po kolejnej “reformie” ilosc korepetycji siegnie 100% i nareszcie bedzie mozna zamknac szkoly podstawowe , gimnazja i licea, a uczniowie beda tylko zdawac egzaminy przed niezaleznymi komisjami szkol i uczelni w ktorych beda chcieli dalej kontynuowac nauke . Tym samym kuratoria i i ministerstwo wreszcie beda zbyteczne ( z doswiadczenia widac, ze jak zlikwidowano ministerstwo handlu wewnetrznego i zagranicznego, to natychmiast sklepy sie wypelnily towarem, i ekspedientki staly sie bardzo mile ),

  100. kurak napisał:

    Niestety, moja latorośl rozpoczyna naukę w pierwszej “poważnej” szkole, czyli gimnazjum. Nie wiem, czy wszystkie nowinki wynikają z reformy, czy jest to radosna twórczość szkoły.
    Po krótce:
    - zajęcia z chemii w pierwszym semestrze, w drugim fizyka,
    - zajęcia dodatkowo-obowiązkowe – rękodzieło, fotografia artystyczna, kabaret, kółko wokalne.
    Gimnazjum uchodzi za dobre/bardzo dobre. Drżę na myśl co dzieje się w gimnazjach złych/bardzo złych.
    Podsumowując – zerówka w przedszkolu, podstawówka, jak przedszkole, gimnazjum, jak studia – tyle tylko, że brak w tym jakiegokolwiek sensu. Oczywiście, jako rodzic powinien pochylić się nad dzieckiem i coś pomóc (wzmocnić więzi rodzinne ucząc dziecko i siebie) lub zapewnić Pana/Panią od…
    Tyle tylko, że mam wrażenie, że ktoś marnuje nasze życie, dokładając mi obowiązków, za wykonanie których płacę, a latorośli zdobywającej w niby szkole prawie wykształcenie.
    Ale jak wiadomo – prawie robi wielką różnicę.

  101. nieoświecony napisał:

    Trudno wymagać od polityków aby zależało im na poziomie nauczania.
    Ktoś kto sam miał kłopoty z nauką będzie dążył do tego aby poziom nauczania był taki by jego latorośl nie musiała tak jak rodzic ściągać od zdolniejszych kolegów.Nie będą również za dyscypliną w szkole bo jak to wypada aby wysoko postawiony tatuś był wzywany ciągle do szkoły bo jego pociecha znów narozrabiała.I tak mamy ciągłą reformę która z roku na rok obniża poziom nauczania.
    Tyle roczników wychowało się na Elementarzu Falskiego i zdawało matematykę na maturze i komu to przeszkadzało?

  102. fifi napisał:

    Jechu pisze:pewnego dnia obudza sie z reka …Problem w tym ze Polacy rowniez. Wojciech Chajec przedstawia doskonala analize.Jego ostatnie zdania nie sa przepowiednia ale codziennoscia francuska ktora wkrotce zawita do Polski.

  103. Anonim napisał:

    W szkołach podstawowych w latach osiemdziesiątych chamstwo i prymitywizm kwitły, ale bynajmniej nie z powodu przyjmowania szkodliwych wzorców pedagogicznych ze zgniłego zachodu, których wpływ zaczął się najwcześniej po 1990. Poziom kultury, wiedzy i inteligencji Polaków od tego czasu nie obniżył się ani trochę – pozostał po prostu równie niski. Tyle tylko, że za komuny i „wczesnej transformacji” starano się to wstydliwie ukrywać, a od kilku lat media zaczęły złamywać ręce, a różni dyżurni moraliści wygłaszać jeremiady na ten temat.
    Dla rozwoju cywilizacji liczy się i tak tylko najlepiej rozwinięte umysłowo 5 – 10 % populacji, które pcha cały ten bajzel do przodu, plus 20 – 30 % pozostałych na jakim – takim poziomie, wykonujących co bardziej odpowiedzialne zajęcia. Na resztę i tak nie ma co liczyć. We wszystkich epokach tak było i tak już pozostanie, więc żadnej katastrofy nie ma.
    A każdy kto chce coś umieć musi uczyć się sam. Szkoła może co najwyżej sprawdzić, czy dobrze się nauczył.

  104. Chessexpert napisał:

    Jest metodyka, która mogłaby wiele zmienić. Jest to jedna z gęłęzi TRIZ ( Teoria Rozwiązywania Innowacyjnych Zadań) Zainteresowanych odsyłam do stron: http://www.triz-innowacje.pl lub http://www.triz-pedagogika. A tak w ogóle, największym sukcesem naszej “wiecznie reformowanej” oświaty jest to, że czasami nie przeszkadza zdolnym dzieciom osiągnąć to, na co je stać naprawdę. Oświaty łatwo się naprawić nie da. Zbyt wiele interesów politycznych, komercyjnych i chorych ambicji ją psuło.

Dodaj komentarz

Komentarze zawierające sformułowania agresywnie obraźliwe (nawet wobec polityków) nie mają szans na publikację.