Śmierć księcia Zbigniewa, oślepionego przez Bolesława Krzywoustego

Data: 8 lipca 1113

Jednym z bardziej znanych wątków średniowiecznej historii Polski są dzieje konfliktu między dwoma synami Władysława I Hermana – Bolesławem, zwanym Krzywoustym i starszym o kilkanaście lat od niego Zbigniewem. Z kroniki Galla Anonima wiadomo, że Władysław Herman, zostawiając sobie Mazowsze i władzę zwierzchnią wydzielił im odrębne części kraju – Bolesław uzyskał Kraków, Sandomierz i Śląsk, a Zbigniew Wielkopolskę i Kujawy

Po śmierci Władysława Hermana w roku 1102 między przyrodnimi braćmi, z których uznany przez ojca za prawowitego następcę tronu Zbigniew przejął Mazowsze, doszło do wojny, którą Zbigniew przegrał. Wygnany z kraju, postanowił szukać pomocy u niemieckiego cesarza Henryka V i doprowadził do jego najazdu na Polskę w roku 1109. Jednak powszechne poparcie, jakie Bolesław uzyskał w momencie najazdu wojsk niemieckich sprawiło, że cesarz musiał się z Polski wycofać, rezygnując z trybutu od Krzywoustego, a Zbigniew po raz kolejny poniósł klęskę.

Głupota, czy podstęp?

Pod koniec 1112 r. lub na początku 1113 Krzywousty wezwał swego przyrodniego brata do powrotu, obiecując mu przebaczenie oraz nadanie kilku grodów. Zbigniew zgodził się, lecz – „za podszeptem ludzi głupich” – zachował się wyzywająco. Jak w swojej książce „Polska Piastów” pisze Paweł Jasienica, kazał nieść przed sobą goły miecz – co było zaszczytem przysługującym jedynie panującym i wkroczył przy dźwiękach kapeli. Trzy dni później rozwścieczony Bolesław kazał go oślepić.

Tak karano zdrajców

Zbigniewa spotkała kara, jaką w średniowieczu często wymierzano tym zdrajcom, czy buntownikom, których z jakichś względów decydowano się zostawić przy życiu. Przyrodni brat Bolesława Krzywoustego nie był, oczywiście, jedyną znaną z dziejów Polski postacią którą potraktowano w taki właśnie, wyjątkowo okrutny sposób. Z kroniki Thietmara wiadomo, że Bolesław Chrobry kazał oślepić doradców swojej macochy, Ody – Odylena i Przybywoja. Podobny los spotykał ludzi o potężnej (przynajmniej do czasu) pozycji politycznej – takich choćby, jak tzw. palatyn (czyli zarządca dworu) Sieciech, który w czasach formalnego panowania księcia Władysława Hermana faktycznie rządził państwem i bił własną monetę, czy będący wychowawcą Krzywoustego – a później, za jego panowania, także będący palatynem Skarbimir, który w roku 1117 został z rozkazu tego pierwszego pozbawiony jedynego oka (pierwsze stracił na polu bitwy) za bunt.

Co jednak generalnie wiemy o stosowaniu w dawnej Polsce kar polegających na oślepianiu, względnie amputacji takich czy innych części ciała – czyli, jak określają to historycy prawa, kar mutylacyjnych? Jakiego rodzaju kary stosowano, za jakie przestępstwa, jak często – i do kiedy?

Uciąć – nie uciąć?

Jeśli chodzi o praktykę stosowania kar mutylacyjnych w najdawniejszych dziejach Polski, to nie wiadomo o niej zbyt wiele z oczywistego powodu, jakim jest ubóstwo pochodzących z tego okresu dokumentów. Najprawdopodobniej jednak, po kary takie sięgano wówczas bardzo chętnie. Karano w ten sposób nie tylko czyny traktowane również dziś jako przestępstwa, ale także zachowania traktowane obecnie jako co najwyżej występki moralne. Świadczy o tym następujący zapis w kronice Thietmara:

„Jeżeli kto spośród tego (polskiego) ludu ośmieli się uwieść cudzą żonę lub uprawiać rozpustę, spotyka go natychmiast następująca kara: prowadzi się go na most targowy i przymocowuje doń, wbijając gwóźdź przez mosznę z jądrami. Następnie umieszcza się obok ostry nóż i pozostawia mu się trudny wybór, albo tam umrzeć, albo obciąć ową część ciała. Jeżeli stwierdzono, że ktoś jadł po osiemdziesiątnicy mięso, karano go surowo przez wybijanie zębów”.

Z zapisków kronikarza wynika, że Mieszko I był jeszcze surowszy – bo nakazywał także okaleczanie kobiet.

Makabryczna kara

Poczesne miejsce wśród kar mutylacyjnych zajmowała kara oślepienia, którą bardzo często stosowano w średniowiecznym Bizancjum – gdzie w dużym stopniu zastąpiła ona karę śmierci.

Oślepienie w piastowskiej Polsce było karą o niewiarygodnym stopniu okrucieństwa. Nie polegało ono – jak większość czytelników zapewne sobie wyobraża – na zbliżeniu do oczu skazańca rozżarzonego miecza czy szabli, jak w powieści Juliusza Verne i na filmie „Michał Strogow” (co niekoniecznie prowadziło do trwałej ślepoty) lub nawet na bezpośrednim wypalaniu oczu końcówką rozżarzonego pręta albo ich zalewaniu płonącą smołą – jak jest to opisane w „Krzyżakach” Henryka Sienkiewicza. Stosowano znacznie bardziej brutalną metodę „wydarcia oczu” za pomocą specjalnych cęgów. Bezpośrednio przed egzekucją skazaniec był  zmuszany do otwarcia oczu – jeśli tego nie zrobił, wyrywano mu je razem z powiekami.

Taką „operację” ciężko było przeżyć. Istnieją domysły, że Zbigniew zmarł wkrótce po wykonaniu na nim takiej brutalnej egzekucji. Niewykluczone jednak, że po wyrwaniu mu oczu żył jeszcze kilka miesięcy i wstąpił do klasztoru Benedyktynów w Tyńcu pod Krakowem – o takiej wersji wydarzeń może świadczyć zachowany w kronikach tynieckiego klasztoru zapis o śmierci mnicha „brata Zbigniewa” 8 lipca 1113 r.

Stosowane rzadko – ale wciąż istniejące

Jeśli chodzi o późniejsze dzieje Polski, to wiadomo, że ok. 1455 r. wydano w Gdańsku rozporządzenie przewidujące karę wykłucia obu oczu oszukującemu w grze w kości. W Krakowie z kolei kara obcięcia ręki groziła flisakowi, który bez pozwolenia dziesiętnika wyciął znak wolności na spławnym drewnie. Statuty Kazimierza Wielkiego wymieniały następujące kary mutylacyjne: obcięcie ucha, przekłucie lub ucięcie ręki, napiętnowanie gorącym żelazem (ale już nie oślepienie).

W praktyce jednak znaczenie tych kar stawało się coraz mniejsze. Przykładowo – z poznańskiej „Księgi Złoczyńców” wynika, że w ciągu całego XVI w. miało w mieście miejsce 35 przypadków obcięcia uszu, 3 obcięcia ręki i 2 obcięcia dwóch palców.

Nie wyciągajmy jednak stąd wniosku, że nasi przodkowie byli na tyle ludzcy, że nie chcieli robić z przestępców inwalidów. Malejąca rola kar cielesnych w dawnej Polsce wynikała najprawdopodobniej z upowszechnienia się tortur jako metody śledczej. Człowiek oskarżony o przestępstwo – jeśli nie przyznał się do winy dobrowolnie – nader często opuszczał izbę tortur jako kaleka i po co miano go okaleczać jeszcze bardziej?

Warto też pamiętać, że karą śmierci szafowano w Polsce szlacheckiej (XVI – XVIII) w. nader obficie, a metody jej wykonywania bywały wyjątkowo okrutne (spalenie na stosie, wbicie na pal, rozerwanie końmi, łamanie kołem itd.). Zaś co do wspomnianych tu kar amputacji ręki, nogi – czy tym bardziej uszu (ta ostatnia była całkiem powszechna – istnieje wszak w języku polskim powiedzenie „szelma bez ucha”) to warto zauważyć, że przypadki stosowania takich kar miały miejsce nawet w XVIII wieku. Dopiero epoka oświecenia, która zawitała do Polski za panowania Stanisława Augusta Poniatowskiego, położyła zdecydowany kres tym barbarzyńskim – przynajmniej z dzisiejszego punktu widzenia – praktykom.

Bartłomiej Kozłowski