Lech Poznań

Kontakt

Olympique Marsylia - Lech Poznań 6:1

07.11.1990 Jakub Szymczak

Olympique Marsylia - Lech Poznań 6:1

Data: 07.11.1990
Bramka: Jakołcewicz
Widzów: 25.000

25 października 1990 roku Lech Poznań odniósł jedno z najbardziej spektakularnych swoich zwycięstw w europejskich pucharach. Niesieni dopingiem 20 tysięcy kibiców piłkarze Kolejorza pokonali 3:2 na Bułgarskiej będący w latach swojej świetności Olympique Marsylia. Stawką meczu był awans do elitarnej Ligi Mistrzów i obie drużyny czekał jeszcze mecz rewanżowy na Stade Velodrome.

Ekscentryczny prezes marsylskiego klubu w Olympique stworzył znakomity zespół. Jego barw bronili wtedy tacy piłkarze jak Basile Boli, Bernard Casoni, Eric Cantona, Jean-Pierre Papin, Bernard Pardo, Jean Tigana, Abedi Pele, Dragan Stojković czy Chris Waddle. Wszyscy byli etatowymi reprezentantami swoich krajów, a do Marsylii zostali ściągnięci, ażeby Olympique jako pierwszy francuski zespół sięgnął po najcenniejszy z europejskich pucharów. Wszystkim z ławki dyrygował legendarny Franz Beckenbauer, który kilka miesięcy wcześniej reprezentację Niemiec doprowadził do Mistrzostwa Świata.

Porażka Olympique na Bułgarskiej była sensacją. Obie drużyny dzieliła przepaść zarówno organizacyjna jak i finansowa. Najlepiej obrazują to zarobki obu trenerów. Jerzy Kopa zarabiał dwa tysiące marek, a Franz Beckenbauer czterysta tysięcy. Mimo porażki w Poznaniu nikt nie wyobrażał sobie odpadnięcia Mistrza Francji z dalszej fazy rozgrywek. Jednak to co wydarzyło się we Francji przerosło najśmielsze oczekiwania i do dziś jest owiane tajemnicą.

Przed meczem źle się poczuł mózg drużyny Lecha Dariusz Skrzypczak. - Wirowało mi w głowie, ściskało w żołądku. Czułem ogromną niemoc. Bardzo chciałem zagrać, ale po prostu się nie dało. Nic na siłę - tak wspomina tamten wieczór Skrzypczak. Jego absencja mocno zniweczyła plany taktyczne Kopy. Jakby tego było mało po piętnastu minutach o zmianę poprosił Mirosław Trzeciak, który resztę meczu spędził razem ze Skrzypczakiem w szatni. Obaj zawinięci w koce, trzęsący się z zimna, drzemali na stołach do masażu.

Gospodarze już do przerwy bez większych problemów prowadzili 3:0 po golu Papina i dwóch trafieniach Vercruysse`a. W 60 minucie niespodziewanie bramkę zdobył Kolejorz, a jej autorem był Jakołcewicz, który skutecznie wykorzystał rzut karny podyktowany za faul Olmety na Pachelskim. W końcówce lechitom już całkowicie brakowało sił, co bezlitośnie wykorzystali gospodarze i w przeciągu ostatnich siedmiu minut jeszcze trzykrotnie pokonali Sidorczuka. Na listę strzelców wpisali się Vercruysse, Tigana i Boli.

Spotkanie zakończyło się wynikiem 6:1 i to Olympique awansował dalej, by ostatecznie w finale przegrać po rzutach karnych z Crveną Zvezdą Belgrad. Ekipa Lecha do dziś ma słuszne poczucie nieuczciwości. Jest prawie pewne, że poznaniacy zostali podtruci, ale wtedy zabrakło argumentów by to udowodnić, a dziś mogą pozostać jedynie domysły.


Produkt Tygodnia

Zobacz także