Zrobiliśmy poważny błąd!

Dość długo nie pisałem na swoim blogu, ale od momentu, gdy przekonałem się, że takie pisanie może odbić się negatywnie na życiu zawodowym zastanawiałem się, czy warto. W tamtym przypadku w wyniku moich deklaracji na temat wierności Stronnictwu Demokratycznemu wyeliminowano mnie w staraniach o intratne stanowisko, jako osobę potencjalnie nieobiektywną politycznie.

Milczałem też na temat tego, co działo się w Stronnictwie Demokratycznym, wychodząc ze słusznego założenia, że jako pracownik nie powinienem się krytycznie wypowiadać. Okazało się jednak, że moje milczenie nie przeszkadza nowym szefom SD i Fundacji stopniowo mnie eliminować. Dlaczego? – Bo jestem ze „starego SD”!

 

Nowa ekipa stosuje znaną technikę z półświatka, gdy kieszonkowiec pierwszy krzyczy „łapać złodzieja” i biegnąc ucieka ze zdobyczą. Dlatego też co jakiś czas pojawiają się w nediach zarzuty, że w SD „blokuje się nowych”, podczas, gdy praktyka w partii jest dokładnie odwrotna.

Ale powie ktoś: facet przegrywa więc szuka winnych. Popatrzmy więc na sytuację Stronnictwa Demokratycznego z innej perspektywy. – Otóż pewnego dnia my wieloletni członkowie Stronnictwa obudziliśmy się rano i ze zdziwieniem dowiedzieliśmy się że jesteśmy członkami partii występującej w interesie… homoseksualistów. Dzień później usłyszeliśmy, że nasz kandydat na prezydenta, będzie kandydatem SLD! Za nasze pieniądze! To dlatego trzeba koniecznie i jak najszybciej sprzedać nasz majątek!

W szeregi Stronnictwa przyjmowani są ludzie, których dotychczasowe dokonania polityczne powinny wyeliminować z życia publicznego w ogóle, ale to oni są ludźmi mającymi decydować o obrazie Stronnictwa. Narzucani prezesi Zarządów Regionalnych działają głównie na skłócenie członków, a tak prawdę mówiąc na wyeliminowanie „starych”. Zbliżająca się kampania sprawozdawczo-wyborcza ma być ku temu doskonałą okazją, toteż następuje znane z innych partii tzw. „pompowanie kół”, w tym wypadku klubów, które ma zapewnić zwycięstwo „nowym” (obserwuję to zjawisko w Krakowie).

 

Jak zatem zachowują się „starzy”? Zazwyczaj nie wiedzą co zrobić, by nie narazić się na zarzuty, że blokują „nowych”, że nie chcą „by cokolwiek w Stronnictwie się działo”, że „boją się pracy, jaka wiąże się z udziałem w kampaniach wyborczych”… Jednocześnie chcą uratować to, co ratowali przez dwadzieścia lat, czyli ideę Stronnictwa Demokratycznego, jako partii centrowej, działającej na rzecz inteligencji i przedsiębiorców, szczególnie małych i średnich. Dziś już mają świadomość, że ich decyzja na Nadzwyczajnym Kongresie w lutym tego roku, była poważnym błędem, prowadzącym do przejęcia uratowanego majątku przez ludzi całkowicie mentalnie i ideowo nam obcych. Że w perspektywie pół roku nie będzie w nowych władzach SD nikogo, kto pana Piskorskiego wybierał na szefa partii, a w perspektywie roku nie będzie i samego Stronnictwa!

 

Dziś już wiedzą, że musimy wszystko zrobić, by Stronnictwo Demokratyczne zachowało swój demokratyczny charakter nie tylko z nazwy, by praktyka życia wewnatrzorganizacyjnego nie przeczyła nazwie i tradycji. Nie mówiąc o tym, by nazwa „Stronnictwo Demokratyczne” przetrwała przez następne lata i burze dziejowe! Ale o tym następnym razem…

 

Adam Zyzman

 

 

1 Komentarz

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.